Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

HΛЯPΛGŌN

Likwidacja gimnazjów

Rekomendowane odpowiedzi

Gość moherek.

Ale czy na prawdę uważacie, że komuś kto nie chce studiować przedmiotów ścisłych te różniczki i całki są do życia potrzebne? Moim zdaniem problemem właśnie jest to, że edukacja ogólna trwa w Polsce za długo. Ja poszedłem do matexu i miałem w 1 klasie na kole z fizyki pochodne, całki i zespo, może nie wyłożone bardzo szczegółowo, ale większość wzorów wyprowadzaliśmy sami i do zadań fizycznych taka wiedza wystarczyła. Natomiast wciąż musiałem się użerać z jakąś wiedzą o kulturze, podstawami przedsiębiorczości prowadzonymi przez gościa, który kazał uczniom przygotowywać dla siebie prezentacje i zadania dla klasy, sam nic nie robił. Do tego kompletnie niepotrzebny wf, gdy szkoła nie ma żadnych warunków do prowadzenia takich zajęć i całą godzinę albo staliśmy ściśnięci na małej powierzchni w 25 chłopa, albo kopaliśmy bez sensu piłkę przez całą lekcję. Takich patologii jest pełno, jak na przykład szantażowanie uczniów przez dyrektorkę, bo nie chciało jej się wydać kasy na nauczyciela hiszpańskiego - kazała wszystkim co wybrali kontynuację nauki hiszpańskiego z gimnazjum przepisać się na niemiecki, siedzieć po szkole na dodatkowych zajęciach z języka, gdy obecna nauczycielka ma czas lub sugerowała zmianę szkoły. Oczywiście to grupa "zaawansowana" miała problemy i nie mogła dalej uczyć się języka normalnie. Ci co mieli naukę od podstaw, bo w gimbazie uczyli się niemieckiego i nie chcieli kontynuować, bo łatwiej jest obijać się na lekcjach od podstaw, nie mieli żadnych "represji" ze strony dyrektorki. To jest właśnie kolejny problem w Polsce - zrównywanie poziomu w dół do najsłabszego ucznia, często po prostu takiego co mu się nie chce, lepiej utrudniać życie wyróżniającym się dodatkowymi formalnościami lub zaniżaniem poziomu poprzez naukę do egzaminu. W gimbazie straciłem całą trzecią klasę na przygotowanie się do egzaminu, którego nie piszę... bo miałem już olimpiadę. Też raz przez to, że brałem udział w konkursie o mało nie skonfiskowano mi telefenu - w mojej szkole był całkowity zakaz używania telefonów. Jednak była sytuacja, że nauczucielka poprosiła mnie bym zadzwonił do rodziców, bo potrzebowała jakiejś zgody na konkurs. Oczywiście od razu przyleciała dyrektorka i najpierw chciała mi zabrać telefon, potem miała pretensje do nauczycielki, że pozwoliła mi zadzwonić... To są tak absurdalne i żałsone sytuacje, że szkoda gadać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moherek.: a z kolei osobom chcącym studiować przedmioty ścisłe nie jest potrzebna ortografia, szczegóły gramatyki, czy większa wiedza z historii i biologii ;)

 

Zresztą w praktyce się tego nie uczą ponad minimum. A i sama nauka jest metoda zakuć coś na sprawdzian, coś ściągnąć i zdać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość moherek.

moherek.: a z kolei osobom chcącym studiować przedmioty ścisłe nie jest potrzebna ortografia, szczegóły gramatyki, czy większa wiedza z historii i biologii ;)

Zgadzam się, o to mi właśnie chodziło - profilować uczniów, którzy wiedzą co chcą w życiu robić, najwcześniej jak to się da. Jeszcze z polskim bym polemizował, bo jednak i w matemtyce trzeba umieć się wysławiać oraz przekazać wiedzę. Zawsze bawiły mnie osoby, które ledwie potrafiły sklecić zdanie po polsku, ale rozwalały zadania z np. kombinatoryki. Tylko za nic w świecie nie można zrozumieć ich rozwiązania ;) Tak samo historia - jednak się przydaje w dyskusji czy generalnie życiu. Trudniej świadomymi ludźmi manipulować.

 

Nie utrudniać życia bardziej niż to konieczne: ktoś ćwiczy, trenuje - dać mu to zwolnienie z wf, niech wcześniej kończy i zdąża na treningi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie utrudniać życia bardziej niż to konieczne: ktoś ćwiczy, trenuje - dać mu to zwolnienie z wf, niech wcześniej kończy i zdąża na treningi.

 

Nie, no co Ty... WF na 3 godzinie lekcyjnej w 30*C upale to jest marzenie każdego ucznia i całej sali przez kolejne godziny zajęć szczerbaty.gif

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest właśnie kolejny problem w Polsce - zrównywanie poziomu w dół do najsłabszego ucznia, często po prostu takiego co mu się nie chce, lepiej utrudniać życie wyróżniającym się dodatkowymi formalnościami lub zaniżaniem poziomu poprzez naukę do egzaminu.

Do najsłabszego? "Bzdura!" by Gordon L.

Taki urok powszechnej edukacji - poziom jest dostosowany do możliwości ogółu, żeby większość uczniów miała szansę zdobycia wiedzy.

W gimbazie straciłem całą trzecią klasę na przygotowanie się do egzaminu, którego nie piszę... bo miałem już olimpiadę.

Czego zatem oczekujesz? Indywidualnego toku nauczania? Żeby szkoły zatrudniły dodatkowych pedagogów w celu prowadzenia specjalnych lekcji dla grupy najbardziej uzdolnionych uczniów, których ilość w danym roczniku da się zapewne policzyć na palcach jednej ręki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość moherek.

Czego zatem oczekujesz? Indywidualnego toku nauczania? Żeby szkoły zatrudniły dodatkowych pedagogów w celu prowadzenia specjalnych lekcji dla grupy najbardziej uzdolnionych uczniów, których ilość w danym roczniku da się zapewne policzyć na palcach jednej ręki?

Skończyć z presją na egzaminy i oceny. Robić poważne klasy profilowane już w wieku gimnazjum, by zrównywać poziom w klasie. Dodatkowe zajęcia powinni mieć ci, co muszą nadrabiać, a nie zdolniejsi. Uczyłem się w raczej lepszych szkołach, do liceum chodzę obecnie chyba najlepszego w rankingu w Polsce, z innymi lepszymi szkołami też miałem styczność i niestety wszędzie wygląda to tak samo - wyższy poziom może i jest, ale bynajmniej nie z rozszerzanych przedmiotów. Nawet w matexie są osoby, które dostały się tam przez przypadek, bo szkoła musi respektować wyniki banalnego egzaminu gimnazjalnego. Wszyscy co robią olimpiady muszą uczyć się na własną rękę poza szkołą lub kołach i więcej czasu tracić na dojazdy i bezużyteczne lekcje poniżej ich poziomu. Gdyby te egzaminy były bardziej poziomujące, dałoby się ludzi dopasować tak, by mieli w miarę równy poziom. Moim zdaniem, gdyby nie parcie szkół i ministerstwa na wyniki w tym pseudo-egzaminie, możnaby dawać tam zadania spoza materiału i dużo trudniejsze albo zrobić porządne rozszerzenie, by wybrać tych najlepszych/po prostu ponad przeciętną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak zaczynałem odpisywać na post to nie było teraz zacytowanego.

Zgadzam się, o to mi właśnie chodziło - profilować uczniów, którzy wiedzą co chcą w życiu robić, najwcześniej jak to się da. Jeszcze z polskim bym polemizował, bo jednak i w matemtyce trzeba umieć się wysławiać oraz przekazać wiedzę. Zawsze bawiły mnie osoby, które ledwie potrafiły sklecić zdanie po polsku, ale rozwalały zadania z np. kombinatoryki. Tylko za nic w świecie nie można zrozumieć ich rozwiązania ;) Tak samo historia - jednak się przydaje w dyskusji czy generalnie życiu. Trudniej świadomymi ludźmi manipulować.

W wieku gimnazjalnym to raczej mało kto wie co chce robić w życiu :E Głównie wydaje się ludziom, że wiedzą ;)

Reszta racja :thumbup:

Skończyć z presją na egzaminy i oceny.

Zgadzam się, tylko to w dużej mierze zależy od otoczenia (rodzina, znajomi), którzy cisną na jak najlepsze średnie co zaszczepia w wielu ludziach przekonanie, że są one wyznacznikiem wartości. To czy oceny były wychodzone i ściągnięte czy poparte rzetelną nauką to mało istotne, ważne, że są duże (to, że są duże i tylko nieznacznie większe od standardów danej szkoły to też mało istotne :E).

Dodatkowe zajęcia powinni mieć ci, co muszą nadrabiać, a nie zdolniejsi.

Da się to zrobić na etapie zmiany szkół tylko tu zaś wracamy do parcia na egzaminy, bo placówki dające większe możliwości rozwoju muszą jakoś wybrać "lepszych" uczniów a egzaminy - nawet wewnętrzne - są najszybszym i zapewne najoszczędniejszym sposobem weryfikacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ moherek

 

Wiedza ogólna jest potrzebna przez cały okres szkoły podstawowej i gimnazjum, nawet w dużym stopniu w liceum. Kiedyś też nie mogłem tego zrozumieć. WF to rzeczywiście w wielu szkołach lipa, ale zdecydowanie takie lekcje powinny się odbywać. Jedni potrzebują więcej ruchu inni bardzo mało, ale każdy powinien uczestniczyć na lekcjach WFu. Widzimy lepszych i słabszych, budujemy integrację, odciążamy na chwilę umysł od wiedzy książkowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Natomiast wciąż musiałem się użerać z jakąś wiedzą o kulturze, podstawami przedsiębiorczości prowadzonymi przez gościa, który kazał uczniom przygotowywać dla siebie prezentacje i zadania dla klasy, sam nic nie robił. Do tego kompletnie niepotrzebny wf, gdy szkoła nie ma żadnych warunków do prowadzenia takich zajęć i całą godzinę albo staliśmy ściśnięci na małej powierzchni w 25 chłopa, albo kopaliśmy bez sensu piłkę przez całą lekcję.

Dopiero co była mowa, że w szkołach jest za mało prawa, a teraz narzekasz że niepotrzebne ci podstawy przedsiębiorczości (na prawie w dużej mierze się opierające).

 

Ja jestem zdania, że podstawowa wiedza z "niekierunkowych" przedmiotów jest potrzebna i przydaje się w życiu. A to, że miałeś kiepskich nauczycieli czy nie miałeś w szkole warunków do WF-u nie znaczy, że trzeba wycofać te przedmioty, tylko trzeba doprowadzić do tego, żeby zajęcia także z tych przedmiotów prowadzili dobrzy nauczyciele, którzy nimi się interesują i mają w ich zakresie (a nie w zakresie kierunków pokrewnych, typu np. chemiczka ucząca fizyki) skończone studia, i do tego, żeby w każdej szkole były warunki do prowadzenia zajęć z WF.

 

I z informatyki, bo program pracowni komputerowych dla szkół, finansowanych najpierw bezpośrednio przez MEN, a potem, po wejściu do UE, dofinansowanych z funduszy unijnych, który trwał od czasów Windowsa 98, skończył się w czasach Visty. Co powoduje, że komputery w szkolnych pracowniach coraz mniej nadają się do użytku, i często nie ma nadziei na ich wymianę na nowe.

 

25 osób mających WF w małej salce czy na korytarzu z jednym nauczycielem to jakiś żart.

 

Wcale niekoniecznie trzeba w tym celu budować przy szkołach które ich nie mają sale gimnastyczne. Np. w liceum nie mieliśmy sali gimnastycznej, ale szkoła miała podpisaną umowę z pobliską (tzn. oddaloną o jakieś 5-10 minut jazdy tramwajem) uczelnią wyższą, i WF mieliśmy po prostu na obiektach sportowych tej uczelni wyższej. W grupach 50- czy nawet 70-osobowych, ale z trzema lub czterema nauczycielami jednocześnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale czy na prawdę uważacie, że komuś kto nie chce studiować przedmiotów ścisłych te różniczki i całki są do życia potrzebne?

To ja powiem więcej, ja wybrałem na studiach kierunek ścisły a jak się całkowało i różniczkowało już nie pamiętam :E Co do historii z liceum to współczuję...

 

Uczyłem się w raczej lepszych szkołach, do liceum chodzę obecnie chyba najlepszego w rankingu w Polsce

W moim mieście jest "lepsze" ale nie polecam, różne rzeczy się słyszało ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski?

 

Z sond ulicznych i ogólnie z rozmów z osobami, które mają 50+ i najwyżej średnie wykształcenie. Z takimi sobie porozmawiasz o prawie, finansach, polityce i historii. Zwłaszcza znają doskonale historię od końca wojny do końca PRL. A ile współczesnych magistrów na pytanie, kim jest Szydło, odpowie, że to jakiś polityk, i nie zna podstawowych dat, jak dzień uchwalenia konstytucji czy rozbiory?

 

 

Totalne brednie.

 

Udowodnij, że brednie, bo sam pierniczysz i nabijasz posty, nie uzasadniając. Jeśli masz ponad 40 lat to chętnie poczytam, co masz do napisania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość moherek.

Dopiero co była mowa, że w szkołach jest za mało prawa, a teraz narzekasz że niepotrzebne ci podstawy przedsiębiorczości (na prawie w dużej mierze się opierające).

 

Ja jestem zdania, że podstawowa wiedza z "niekierunkowych" przedmiotów jest potrzebna i przydaje się w życiu. A to, że miałeś kiepskich nauczycieli czy nie miałeś w szkole warunków do WF-u nie znaczy, że trzeba wycofać te przedmioty, tylko trzeba doprowadzić do tego, żeby zajęcia także z tych przedmiotów prowadzili dobrzy nauczyciele, którzy nimi się interesują i mają w ich zakresie (a nie w zakresie kierunków pokrewnych, typu np. chemiczka ucząca fizyki) skończone studia, i do tego, żeby w każdej szkole były warunki do prowadzenia zajęć z WF.

 

I z informatyki, bo program pracowni komputerowych dla szkół, finansowanych najpierw bezpośrednio przez MEN, a potem, po wejściu do UE, dofinansowanych z funduszy unijnych, który trwał od czasów Windowsa 98, skończył się w czasach Visty. Co powoduje, że komputery w szkolnych pracowniach coraz mniej nadają się do użytku, i często nie ma nadziei na ich wymianę na nowe.

 

25 osób mających WF w małej salce czy na korytarzu z jednym nauczycielem to jakiś żart.

 

Wcale niekoniecznie trzeba w tym celu budować przy szkołach które ich nie mają sale gimnastyczne. Np. w liceum nie mieliśmy sali gimnastycznej, ale szkoła miała podpisaną umowę z pobliską (tzn. oddaloną o jakieś 5-10 minut jazdy tramwajem) uczelnią wyższą, i WF mieliśmy po prostu na obiektach sportowych tej uczelni wyższej. W grupach 50- czy nawet 70-osobowych, ale z trzema lub czterema nauczycielami jednocześnie.

Nie mówię, że wiedza ogólna jest kompletnie niepotrzebna. Chodzi mi o to, że w wielu przypadkach jest to marnowanie czasu, co szczególnie boli, gdy ktoś chce się rozwijać. Np. sztukę przerabia się 3-krotnie w gimnazjum: na plastyce, zajęciach artystycznych i polskim. Potem o tych samych kolumnach doryckich uczę się na WOKu w liceum. Taką samą głupotą jest technika, z której do dzisiaj nie wiem jaki jest program nauczania, bo każda szkoła robi z tym przedmiotem co się jej podoba, np. u mnie było w miarę rozsądnie i mieliśmy na technice chemię/fizykę.

PP nie ma za wiele wspólnego z prawem, przez pół roku słyszy się o tym co to znaczy, że człowiek jest przedsiębiorczy. Trzeba uczyć się definicji przedsiębiorczości i tym podobnych głupot. Potem pojawia się co nieco o prawach konsumenta (to akurat in plus), ale za to musimy na pamięć się nauczyć jak odliczać wszystkie składki od pensji, czyli coś co policzy pierwszy lepszy program w internecie. I to nie jest tak, że jestem obrażony na PP, bo miałem słabego nauczyciela. Po prostu tego typu przedmioty są lekceważone przez wszystkich - dyrekcję, która zatrudnia byle kogo, uczniów, jak i zazwyczaj nauczyciela, który prowadzi lekcje jak mu się podoba. I nikt temu nie zaradzi, bo wszyscy wokół mają gdzieś jakieś PP. Z tego co słyszałem w innych szkołach jest podobnie, czyli nauczyciel albo nic nie robi, albo outsource'uje swoją pracę na uczniów, każąc im przygotowywać materiały dla niego. Dużo więcej sensu mają już zajęcia WOSu, które generalnie zawsze miałem nieźle prowadzone.

Co do wfu: zgadzam się, że tego typu zajęcia są potrzebne, ale znowu w większości szkół nie ma kompletnie pomysłu na te lekcje. Generalnie jest to stały repertuar w większości szkół: kopcie sobie piłkę albo kiście się na korytarzu i ćwiczcie przewroty w przód (że niby to są podstawy gimnastyki). Tu już nie chodzi o to, że jest nudno. Po prostu to jest zupełnie nierozwijające. Nie narzekałbym, gdyby nauczyciel od czasu do czasu przycisnął nas jakoś, ale na tych wfach na prawdę ciężko się zmęczyć. Więc ani nie ćwiczymy fizycznie, ani nie poprawiamy techniki, bo nauczyciel nie może poświęcać czasu każdemu osobno, ani nie wypoczywamy od książek jak ktoś sugeruje, bo najgorsze co może być to ładowanie się spoconym i śmierdzącym w ubrania, a potem siedzenie w bezruchu na lekcji... świetnie. I tak przez całą gimbazę nie mogłem chodzić na treningi w klubie, bo nie zdążałem na nie po szkole. Jako substytut dostałem żałosne lekcje wfu.

Podsumowując, zgadzam się, że wiedza z historii, nawet sztuki jest każdej wykształconej osobie potrzebna, by po prostu móc funkcjonować w otaczającym nas świecie. Ale ile razy można słuchać o tych nieszczęsnych kolumnach w Grecji, czy wkuwać co to jest chryzelefantyna, architraw albo pilaster. Bo tak właśnie wyglądają lekcje: wkuwajcie kilka mądrych słów i zaliczcie. A przez 4 lata nauki do dziś większość osób nie ma podstawowych informacji o sztuce w różnych epokach historycznych. Czara goryczy przelała się w moim przypadku, gdy zrozumiałem ile godzin straciłem słuchając tego samego w szkole z czego i tak nie mam żadnego pożytku, bo i tak jeszcze usłyszę o tym kilka razy w czasie mojej edukacji. Przez te godziny mógłbym nauczyć się dużo więcej ważniejszych rzeczy, uprawiać sport albo po prostu wrócić do domu o normalnej godzinie.

Mówiąc o profilowaniu uczniów na wczesnym etapie, nie chodziło mi o to, by całkowicie skupiać się na rozszerzanym przedmiocie. Chodzi o to, by wszyscy byli na podobnym poziomie z rozszerzanego przedmiotu, żeby nie tracić czasu, gdy ktoś nie daje rady. Bo nie wpływa to dobrze ani na ogół, ani na tę osobę, której cały czas grozi, że nie zda.

 

W wieku gimnazjalnym to raczej mało kto wie co chce robić w życiu :E Głównie wydaje się ludziom, że wiedzą ;)

Żebyś się nie zdziwił... U mnie w gimnazjum były osoby, które już wtedy wygrywały olimpiady licealne i chodziły na otwarte wykłady na UW. Z moich obserwacji wynika, że ci co mają osiągnięcia i sukcesy, raczej z dnia na dzień nie zmieniają zainteresowań. Nie słyszałem, by ktoś z olimpiadą z matmy lub informatyki poszedł potem do klasy humanistycznej. Było parę osób z matexu, co poszły na profil społeczno-ekonomiczny, ale to były raczej takie jednostki, które właśnie w matexie znalazły się przez przypadek, bo miały dobre wyniki z banalnego testu szóstoklasisty.

No ale skoro są jednostki niezdecydowane co chcą robić w życiu... to posłuchajmy wszyscy o kolumnach raz jeszcze, tym razem w liceum ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z sond ulicznych i ogólnie z rozmów z osobami, które mają 50+ i najwyżej średnie wykształcenie. Z takimi sobie porozmawiasz o prawie, finansach, polityce i historii. Zwłaszcza znają doskonale historię od końca wojny do końca PRL. A ile współczesnych magistrów na pytanie, kim jest Szydło, odpowie, że to jakiś polityk, i nie zna podstawowych dat, jak dzień uchwalenia konstytucji czy rozbiory?

Świetne kryteria oceny, nic tylko pogratulować.

Żebyś się nie zdziwił... U mnie w gimnazjum były osoby, które już wtedy wygrywały olimpiady licealne i chodziły na otwarte wykłady na UW.

Na wykłady może iść każdy, nie musi z nich nawet nic rozumieć. Nie da się będąc w gimnazjum wygrać olimpiady w liceum. Bajki, bajeczki, obawiam się, że jesteś kolejnym geniuszem, wybitną jednostką, którą czas zweryfikuje.

 

Dziwna mnie jeszcze, że edukacja o kulturze w najlepszym liceum w Polsce jest na tak niskim poziomie.. Łatka najlepszej szkoły w kraju chyba do czegoś zobowiązuje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mówię, że wiedza ogólna jest kompletnie niepotrzebna. Chodzi mi o to, że w wielu przypadkach jest to marnowanie czasu, co szczególnie boli, gdy ktoś chce się rozwijać. Np. sztukę przerabia się 3-krotnie w gimnazjum: na plastyce, zajęciach artystycznych i polskim. Potem o tych samych kolumnach doryckich uczę się na WOKu w liceum.

Jeszcze o historii zapomniałeś. Aczkolwiek nie wiem, po co mówić o kolumnach doryckich na polskim, kiedy są inne przedmioty. Może nauczycielka rozminęła się z powołaniem i nie powinna uczyć polskiego, tylko plastyki?

 

Wiedza o kulturze nie ogranicza się do kolumn doryckich czy korynckich. Były też lekcje o teatrze, kinie, a nawet gdzieś tam przewinęły się gry komputerowe.

 

Na polskim powinno się raczej o Horacym, Sofoklesie i innych antycznych pisarzach mówić, nie o kolumnach. Kolumny co najwyżej na zasadzie nawiązania.

 

PP nie ma za wiele wspólnego z prawem, przez pół roku słyszy się o tym co to znaczy, że człowiek jest przedsiębiorczy. Trzeba uczyć się definicji przedsiębiorczości i tym podobnych głupot. Potem pojawia się co nieco o prawach konsumenta (to akurat in plus), ale za to musimy na pamięć się nauczyć jak odliczać wszystkie składki od pensji, czyli coś co policzy pierwszy lepszy program w internecie.

Ale tu chodzi o to, żebyś wiedział, ile twojej pensji idzie na wszelkiego rodzaju podatki :)

 

nauczyciel albo nic nie robi, albo outsource'uje swoją pracę na uczniów, każąc im przygotowywać materiały dla niego.

Niestety taka jest ogólna tendencja w oświacie. Że uczeń ma się uczyć sam, a nauczyciel mu tylko pomagać.

 

Co do wfu: zgadzam się, że tego typu zajęcia są potrzebne, ale znowu w większości szkół nie ma kompletnie pomysłu na te lekcje. Generalnie jest to stały repertuar w większości szkół: kopcie sobie piłkę albo kiście się na korytarzu i ćwiczcie przewroty w przód (że niby to są podstawy gimnastyki). Tu już nie chodzi o to, że jest nudno. Po prostu to jest zupełnie nierozwijające. Nie narzekałbym, gdyby nauczyciel od czasu do czasu przycisnął nas jakoś, ale na tych wfach na prawdę ciężko się zmęczyć. Więc ani nie ćwiczymy fizycznie, ani nie poprawiamy techniki, bo nauczyciel nie może poświęcać czasu każdemu osobno, ani nie wypoczywamy od książek jak ktoś sugeruje, bo najgorsze co może być to ładowanie się spoconym i śmierdzącym w ubrania, a potem siedzenie w bezruchu na lekcji... świetnie. I tak przez całą gimbazę nie mogłem chodzić na treningi w klubie, bo nie zdążałem na nie po szkole. Jako substytut dostałem żałosne lekcje wfu.

No nie wiem, u mnie zawsze jakieś urozmaicenie jeśli chodzi o dyscypliny sportowe na WF-ie zawsze było. Może poza gimnazjum, gdzie nauczyciel był fanatykiem siatkówki, ale zdarzyło się też grać w kosza, nogę, ping-ponga, biegać (choć to chyba bardziej dlatego, że zaliczenie z biegów jest w programie nauczania), no i nie tylko grać, ale i ćwiczyć technikę.

 

A w liceum często bywało w ogóle tak, że z racji dostępności obiektów sportowych uczelni i zajęć z kilkoma nauczycielami jednocześnie, mogliśmy się dzielić i np. kto chciał grał w siatkę, kto chciał grał w nogę, kto chciał grał w unihokeja, a kto chciał ćwiczył na siłowni (albo udawał że ćwiczy).

 

I prysznic też praktycznie zawsze był (poza większością podstawówki, kiedy to w ogóle nie mieliśmy sali gimnastycznej, dopiero pod koniec wybudowali nam halę sportową), więc kto nie chciał spocony siedzieć na zajęciach, mógł się wykąpać.

 

Podsumowując, zgadzam się, że wiedza z historii, nawet sztuki jest każdej wykształconej osobie potrzebna, by po prostu móc funkcjonować w otaczającym nas świecie. Ale ile razy można słuchać o tych nieszczęsnych kolumnach w Grecji, czy wkuwać co to jest chryzelefantyna, architraw albo pilaster. Bo tak właśnie wyglądają lekcje: wkuwajcie kilka mądrych słów i zaliczcie. A przez 4 lata nauki do dziś większość osób nie ma podstawowych informacji o sztuce w różnych epokach historycznych.

Mieliście kiepskich nauczycieli. U nas jakoś wszystko było przerobione. Jedynie na muzyce w gimnazjum doszliśmy jedynie do średniowiecza, ale to dlatego, że z jednej strony, nauczyciel miał w zwyczaju gadać przez całą lekcję o wszystkim i o niczym, i dziwić się potem, że dzwonek, a my jeszcze niczego konkretnego nie zaczęliśmy, a z drugiej strony, po jakichś trzech miesiącach zajęć złamał w jakiś poważny sposób rękę, i w następnym roku wziął urlop zdrowotny, i zamienili nam przez to muzykę na dodatkowe godziny plastyki.

 

Zajęć artystycznych w moich czasach jeszcze nie było, ale czy ideą tego przedmiotu nie jest przypadkiem, by faktycznie wykonywać jakieś prace plastyczne, na co nigdy nie było czasu na plastyce, zamiast uczyć się o kolumnach?

 

Na wykłady może iść każdy, nie musi z nich nawet nic rozumieć. Nie da się będąc w gimnazjum wygrać olimpiady w liceum.

Technicznie da się. A jak technicznie da się, to w praktyce to kwestia chęci i pracy danego ucznia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Technicznie da się. A jak technicznie da się, to w praktyce to kwestia chęci i pracy danego ucznia.

W takim razie się pozmieniało. Jak ja chodziłem do szkoły to nie dało się nawet przystąpić do olimpiady dla licealistów nie będąc uczniem takiej szkoły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W takim razie się pozmieniało. Jak ja chodziłem do szkoły to nie dało się nawet przystąpić do olimpiady dla licealistów nie będąc uczniem takiej szkoły.

Bodaj jak jesteś laureatem konkursu wojewódzkiego dla gimnazjalistów, możesz w kolejnym roku przystąpić do olimpiady dla licealistów będąc jeszcze w gimnazjum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość moherek.

Na wykłady może iść każdy, nie musi z nich nawet nic rozumieć. Nie da się będąc w gimnazjum wygrać olimpiady w liceum. Bajki, bajeczki, obawiam się, że jesteś kolejnym geniuszem, wybitną jednostką, którą czas zweryfikuje.

Wyniki olimpiad są dostępne w necie. W każdym roku znajdzie się parę osób z gimnazjum, które w OMie miały co najmniej finalistę. Rzucać nazwiskami nie będę, bo nawet Ci się nie chciało pofatygować na stronę olimpiady. Słabe prowo :thumbdown:

 

@up

Na polskim to bardziej o malarstwie było i też się pokrywało z plastyką.

Ja rozumiem, że na PP można policzyć razem w grupie pensję netto, ubezpieczenie, lokaty itd. To jest w porządku, ale tutaj gość sam nie był kompetentny odpowiedzieć na pytania uczniów i po prostu powiedział "macie umieć liczyć, będzie kartkówka". Jaki sens ma uczenie się na pamięć kiedy mam odliczyć składkę zdrowotną przy obliczaniu podatku dochodowego?

WFy generalnie dobre są w pierwszym semestrze - nauczyciel chce wykorzystać czas, kiedy jeszcze pogoda jest w miarę i jakoś ogarnia te lekcje. Jak się robi cieplej, to co lekcję na dwór kopać piłkę albo grać w kosza bez większego zaangażowania.

 

W gwoli ścisłości: http://www.om.edu.pl/?q=faq

Gimnazjaliści bez ograniczeń mogą starować w OM.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyniki olimpiad są dostępne w necie. W każdym roku znajdzie się parę osób z gimnazjum, które w OMie miały co najmniej finalistę. Rzucać nazwiskami nie będę, bo nawet Ci się nie chciało pofatygować na stronę olimpiady. Słabe prowo :thumbdown:

Tak, bo jakieś śmieszne olimpiady mnie tak interesują, że siedzę i szukam kto wygrał z Polskiego w wolnej chwili. Szkołę już dawno mam za sobą. Wyniki sprawdzianów też mnie już nie ekscytują. Za moich czasów takich rzeczy po prostu nie było.

 

Edit: Przyznaję się do pomyłki, mimo że to i tak mało istotny szczegół.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość moherek.

Jak piszesz bez podstawowej wiedzy, do tego imputując mi kłamstwo, to nie odpowiadaj na moje posty wcale.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak piszesz bez podstawowej wiedzy, do tego imputując mi kłamstwo, to nie odpowiadaj na moje posty wcale.

:boink: Olimpiada w liceum to wiedza podstawowa, niezbędna do życia. Pisałeś wcześniej, że porządek dorycki ci do niczego nie jest potrzebny. Może za dużo tymi olimpiadami żyjesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość moherek.

:boink: Olimpiada w liceum to wiedza podstawowa, niezbędna do życia.

Do życia może nie, ale do wypowiadania się na temat olimpiady wiedza na temat olimpiady już jest niezbędna, tym bardziej jeśli zarzucasz komuś kłamstwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzi mi o to, że w wielu przypadkach jest to marnowanie czasu, co szczególnie boli, gdy ktoś chce się rozwijać.

Życie :E Tak to już wygląda, że często robi się rzeczy mało przydatne, marnujące czas a jak ktoś chce się rozwijać to we własnym zakresie, w czasie wolnym.

Np. sztukę przerabia się 3-krotnie w gimnazjum: na plastyce, zajęciach artystycznych i polskim. Potem o tych samych kolumnach doryckich uczę się na WOKu w liceum.

Hę? Od czasu mojej edukacji musiało się sporo pozmieniać, albo miałeś wyjątkowego pecha żeby trafić na wiedzę o sztuce na polskim.

Przy okazji - zajęcia artystyczne? :E

Po prostu tego typu przedmioty są lekceważone przez wszystkich - dyrekcję, która zatrudnia byle kogo, uczniów, jak i zazwyczaj nauczyciela, który prowadzi lekcje jak mu się podoba.

No, to niestety fakt, ale - jak sam zauważasz - problem leży na zbyt wielu płaszczyznach żeby było łatwo temu zaradzić. Dyrekcja zatrudnia byle kogo, bo nie ma możliwości przebierania w pasjonatach, wielu ludzi pracuje nie z pasji a z obowiązku, więc i do prowadzenia lekcji podchodzą jak podchodzą (plus niekoniecznie mają odpowiednie predyspozycji do tego aby zapanować nad przeładowaną klasą w której sporo ludzi ma ich zapewne w dupie).

Żebyś się nie zdziwił...

Dobra, dobra, pogadamy za około dekadę :E Wyobrażenia wyobrażeniami, marzenia marzeniami a rzeczywistość niekoniecznie musi się z tym zgadzać. Przyjdzie co do szukania roboty, płacenia rachunków, wypełniania obowiązków w pracy/względem rodziny czy weryfikacji swoich priorytetów z wymaganiami branży to wtedy się okaże czy aby na pewno chcą to robić w życiu.

U mnie w gimnazjum były osoby, które już wtedy wygrywały olimpiady licealne i chodziły na otwarte wykłady na UW. Z moich obserwacji wynika, że ci co mają osiągnięcia i sukcesy, raczej z dnia na dzień nie zmieniają zainteresowań. Nie słyszałem, by ktoś z olimpiadą z matmy lub informatyki poszedł potem do klasy humanistycznej.

Super że wygrywały olimpiady i chodziły na wykłady. Dla mnie to oznacza, że potrafią bardzo dobrze opanować materiał i coś je popycha do tego żeby ruszyć zad na wykłady na które studenci niekoniecznie chcą chodzić ;) (i które bywają ). Nie jest to jednak tożsame z tym, że wiedzą co chcą wżyciu robić i że będą to robić. Podobnie to, że ktoś jest w klasie "ścisłej" nie znaczy, że wie co chce w życiu robić. Jest jakoś ukierunkowany, ale nie wyciągajmy zbyt daleko idących wniosków, że od razu wie co chce w życiu robić a system edukacji rzuca mu kłody pod nogi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do życia może nie, ale do wypowiadania się na temat olimpiady wiedza na temat olimpiady już jest niezbędna, tym bardziej jeśli zarzucasz komuś kłamstwo.

Nie kłamstwo tylko młodzieńczy idealizm. Czas to zweryfikuje. Olimpiada, świadectwo, nawet studia i wygrane konkursy nie świadczą często o niczym. Znam ludzi, którzy wygrali ogólnopolskie konkursy na najlepsze dyplomy i później nie mogli nawet znaleźć pracy w zawodzie. Oczywiście ufam i wierzę, że licealista już wszystko wie, fajnie. Napisz tylko za 10 lat jak ci poszło i czy dalej tak samo myślisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość moherek.

Nie kłamstwo tylko młodzieńczy idealizm. Czas to zweryfikuje. Olimpiada, świadectwo, nawet studia i wygrane konkursy nie świadczą często o niczym. Znam ludzi, którzy wygrali ogólnopolskie konkursy na najlepsze dyplomy i później nie mogli nawet znaleźć pracy w zawodzie. Oczywiście ufam i wierzę, że licealista już wszystko wie, fajnie. Napisz tylko za 10 lat jak ci poszło i czy dalej tak samo myślisz.

Odwracanie kota ogonem i błąd logiczny. Edukacja jest po to, by zwiększyć szanse na znalezienie pracy w przyszłości/poprawić warunki ewentualnej pracy. To, że ktoś wykształcony nie znalazł pracy nie oznacza, że edukacja nic nie daje. To tak jakbyś powiedział, że ktoś zginął w wypadku, choć miał zapięte pasy, więc pasy nic nie dają...

Poza tym: to czy gimnazjaliści mogą startować w olimpiadach licealnych nie zależy od mojego "młodzieńczego idealizmu" tylko od kwestii czysto obiektywnych - przepisów. Jeśli mówisz, że świadomie opowiadam "bajki i bajeczki" w kwestii całkowicie obiektywnej, to zarzucasz mi kłamstwo. EOT

 

Nie mówię, że gimnazjalista wie dokładnie co będzie robił za 10 lat, ale ogólne pojęcie o swoich predyspozycjach lub zdolnościach ma. I skoro ma osiągnięcia z matematyki, to niech ma możliwość rozszerzania właśnie matmy z ludźmi, którzy też ją ogarniają. Nie miałem na myśli, by tworzyć w liceum profile na wzór techników, obecny system profili jest bardzo dobry (jakieś matexy, mat-infy, mat-fizy, biol-chem, mat-geo i drugie tyle humanistycznych), tylko niestety trafiają tam ludzie przypadkowi. Nie służy to ani tym lepszym, bo wyrównanie poziomu w klasie zajmuje dużo czasu, ani tym słabszym, bo wciąż jest na nich presja. Oczywiście nie można zamykać nikomu drzwi: "bo skoro nie miał konkursu w gimnazjum, to już do klasy matematycznej nie pójdzie", dlatego trzeba być bardzo ostrożnym z takimi zmianami. Być może nie jest to obecnie wykonalne w Polsce; po prostu uznałem, że warto bym coś tu napisał, bo większość osób tutaj na forum już dawno ma edukację za sobą, więc powiedziałem co mi leży na sercu i dało się we znaki przez kilka lat "matexu" ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...