Skocz do zawartości
WebCM

Zakup mieszkania od dewelopera

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem, ile by to kosztowało, ale i tak by wyszło taniej niż nowe od dewelopera z wykończeniem w okolicy.

Tylko niestety jak już miałbym godzić się na niewygody bloku, to raczej nie po to, by dymać 25 min koło ruchliwej drogi wąskim chodnikiem do stacji kolejowej, to się raczej mija z celem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mając działkę w odpowiadającym mi miejscu i dziewczynę (narzeczoną) na poważnie skłaniałbym się w kierunku budowy domu. Rozwiązania tymczasowe są często bardzo trwałe. Ponadto lepiej budować, gdy jest się młodszym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, marcin_21 napisał:

dokładnie, jak z wtórnego to po to aby od razu mieszkać, ewentualnie niewielkie poprawki

Mieszkanie w ruinie można często kupić bardzo tanio, bo zwykle ono jest w kiepskim stanie nie bez powodu np. właściciele mają długi itp. Wtedy można kupić naprawdę niedrogo niezłe mieszkanie. 

Tak moja siostra kupowała na Starym Mokotowie w super punkcie 43 metry za bodajże 330k, włożyła kilkadziesiąt tysi i ma mieszkanie poniżej dyszki za metr wykończone tip top.

Ogólnie mieszkanie zdezelowane + remont wychodzi zwykle taniej niż od developera + remont (mimo że sam remont jest oczywiście wtedy tańszy)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 minuty temu, indexinfio napisał:

Mając działkę w odpowiadającym mi miejscu i dziewczynę (narzeczoną) na poważnie skłaniałbym się w kierunku budowy domu. Rozwiązania tymczasowe są często bardzo trwałe. Ponadto lepiej budować, gdy jest się młodszym.

Mając dziewczynę (narzeczoną) nie zakładałbym, że będą tworzyć przez X lat szczęśliwy związek. W Polsce 30% małżeństw się rozpada i trend jest taki taki, że w przyszłości będzie takowych jeszcze więcej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, panzar01 napisał:

Niektóre osobniki kładą płytki na płytki ;) i nie, nie żartuję. Są kleje odpowiednie. 

A inni malują - są odpowiednie farby.

20 godzin temu, 209458 napisał:

Powiedziałbym, że nie tyle trudna, co w zasadzie tot w worku. Może być kucie udarem,  a może prawie że gołą ręką odejdzie. Albo okaże się, że tynk był spierdzielony i miejscami odejdzie do gołego betonu jak u mnie w kuchni.

Znam przypadek, gdzie nie szło pozbyć się starej farby olejnej. Żadne opalanie, czy środki chemiczne nie dawały rady, szpachelką to se było można po głowie podrapać. Dopiero szlifierka dała radę, a ile się musiał przy tym nakląć, to jego.

20 godzin temu, Klakier1984 napisał:

Sam w dwa dni ogarniesz :) chyba że ręce nigdy żadną fizyczną pracą się nie skalały ;)

No nie wiem. Kiedyś próbowałem odkuć fugę i ewentualnie potem zdjąć płytkę bez jej uszkodzenia.
Nie dałem rady, próbowałem specjalnym drapakiem, próbowałem na chama jakiś punktakiem czy przecinakiem i młotkiem i co najwyżej zarysowałem powierzchnię.

Koniec końców jak przyszli od wymiany przyłącza wody, to rozwalili płytki młotem udarowym, a i tak nie puściły od pierwszego uderzenia, było widać, że musiał solidniej naprzeć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, LJ19 napisał:

Mając dziewczynę (narzeczoną) nie zakładałbym, że będą tworzyć przez X lat szczęśliwy związek. W Polsce 30% małżeństw się rozpada i trend jest taki taki, że w przyszłości będzie takowych jeszcze więcej.

To jest indywidualna sprawa, ale bez założenia stabilności związku nie można niczego razem budować, ani kupować.

  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
14 minut temu, Bono[UG] napisał:

A inni malują - są odpowiednie farby.

Znam przypadek, gdzie nie szło pozbyć się starej farby olejnej. Żadne opalanie, czy środki chemiczne nie dawały rady, szpachelką to se było można po głowie podrapać. Dopiero szlifierka dała radę, a ile się musiał przy tym nakląć, to jego.

No nie wiem. Kiedyś próbowałem odkuć fugę i ewentualnie potem zdjąć płytkę bez jej uszkodzenia.
Nie dałem rady, próbowałem specjalnym drapakiem, próbowałem na chama jakiś punktakiem czy przecinakiem i młotkiem i co najwyżej zarysowałem powierzchnię.

Koniec końców jak przyszli od wymiany przyłącza wody, to rozwalili płytki młotem udarowym, a i tak nie puściły od pierwszego uderzenia, było widać, że musiał solidniej naprzeć.

Na pewno u każdego na ścianie płytki będą trzymać się inaczej. Za taką precyzyjną robotę jaką chciałeś wykonać pewno bym się nie brał ;) mi bardziej chodzi o typowe zerwanie wszystkiego jak leci- wiertarka z solidnym udarem i prawie wszystko się temu podda :)

4 godziny temu, Wu70 napisał:

Nie do końca, przecież mnóstwo ludzi kupuje i nic już nie robi bo po prostu nie ma pieniędzy.

Dla mnie to też bez sensu kupić ruinę żeby zrobić wszystko od nowa

Kobietom nie wytłumaczysz one nie będą po kimś mieszkać. Wszystko trzeba zrobić od zera...

Edytowane przez Klakier1984

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z paniami trzeba krótko - jak jej się nie podoba po kimś, to "dajesz bejbe, załatwiasz ekipy, dzwonisz i umawiasz, koordynujesz, załatwiasz materiały i transport tychże..." i od razu muszla mięknie i "miś, może jednak nie róbmy remontu" 8:E

 

Godzinę temu, LJ19 napisał:

Mając dziewczynę (narzeczoną) nie zakładałbym, że będą tworzyć przez X lat szczęśliwy związek. W Polsce 30% małżeństw się rozpada i trend jest taki taki, że w przyszłości będzie takowych jeszcze więcej.

Zgadzam się. W dzisiejszym świecie należy zabezpieczyć przede wszystkim własną dupę, ale jednocześnie nie da się nie zauważyć, o ile łatwiej żyje się w parze z kimś finansowo (oczywiście zakładając, że ten ktoś też zarabia, a nie jest pasożytem na utrzymaniu).

Dlatego podział własności powinien odzwierciedlać wnoszony wkład, a jeśli już ktoś się upiera na formalny związek, to tylko z pełną intercyzą.

 

Wtedy w razie pojawienia się "hebanowego księcia" jest jasna sytuacja: sprzedajemy chatę i odzyskujemy kasę w stosunku do poniesionych na nią kosztów zamiast wysoce niesprawiedliwego 50/50 (no chyba, że obie strony rzeczywiście wniosły 50%, ale to utopia). I po problemie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Akurat Kaiket ma tak nietypową sytuację, że intercyzą zabezpieczy prędzej tyłek kobiety niż swój XD

Problemem jest, jak ktoś zarabia 10k pln na miesiąc a druga osoba 2k albo nic bo przecież nie musi 😜 Najgorsza to ta ostatnia opcja, bo tutaj tu już w czystej postaci "czy sie stoi ,czy się lezy.." 

  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To pokaż mi, ile to par u nas zarabia razem 10k+. Zwłaszcza tych młodych. Chyba że mówisz o brutto. Tylko że za brutto kiepsko się kupuje i banków też za bardzo nie interesuje przy wyliczaniu zdolności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
10 minut temu, marcin_21 napisał:

10k na dwie osoby bieda straszna

chyba nie zrozumiałeś sensu. Ty idziesz do pracy i przynosisz 10K do domu. Druga osoba nie idzie do pracy i nie przynosi nic :P Ale po 20 latach dzielić chce cały dobytek 50/50. Albo jeszcze lepiej, 33/33/33 bo ona i dziecko biorą 66% a Tobie zostaje 33%.. czyli majątek taki, jakbyś przez ostatnie 20 lat zarabiał 3k pln :P

1 minutę temu, marcin_21 napisał:

nie obchodzi mnie ile par, piszę tylko, że nie poszaleje się za takie pieniądze

aha.. to chyba jednak ja nie zrozumiałem, Ty tak serio że to bieda straszna ? :P A ja myślałem, że to ironia była XD..

 

No to nie wiem jak to u Ciebie wygląda, żeby nie być biedakiem.. Ja mam mniej i jakoś za biedaka się nie uważam chociaż tak, milionów do podziału nigdy nie będzie :P  

 

Edytowane przez Minciu
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, indexinfio napisał:

To jest indywidualna sprawa, ale bez założenia stabilności związku nie można niczego razem budować, ani kupować.

Ma jakieś 1/3 szans na rozpad związku i walkę o majątek. Im większy, tym prawdopodobnie bardziej hardcorową. 

Uważam, że partnerzy powinni być niezależni finansowo i unikać wikłania się we wspólne i wieloletnie inwestycje. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Minciu napisał:

chyba nie zrozumiałeś sensu. Ty idziesz do pracy i przynosisz 10K do domu. Druga osoba nie idzie do pracy i nie przynosi nic :P Ale po 20 latach dzielić chce cały dobytek 50/50. Albo jeszcze lepiej, 33/33/33

I w takich sytuacjach facet zapomina, że przez 20 lat miał całodobową, osobistą kucharkę, sprzątaczkę, praczkę i opiekunkę do dzieci,

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, LJ19 napisał:

Ma jakieś 1/3 szans na rozpad związku i walkę o majątek. Im większy, tym prawdopodobnie bardziej hardcorową. 

Uważam, że partnerzy powinni być niezależni finansowo i unikać wikłania się we wspólne i wieloletnie inwestycje. 

 

Jednocześnie ma 2/3 szans na związek do śmierci i spokój z podziałem majątku. Jeśli zakładasz z góry, że związek się rozpadnie, nie ma sensu w ogóle go zaczynać. Trzeba mieć na uwadze taką możliwość, ałe bez popadania w skrajności typu wyczekiwanie końca :D Wspólne i wieloletnie inwestycje tylko za wyraźnym wskazaniem udziału - intercyza przy ślubie, po dokładne dokumentowanie wspólnych wydatków, choćby przez przelewy z określonym tytułem albo wspólne konto, na które pieniądze będą przelewane przez obie strony według ich ustaleń i na konkretny cel. Spokojnie da się to zrobić i nawet przy durnowatych zarzutach podczas rozstania, wszystko da się podzielić zgodnie z nakładami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
22 minuty temu, 209458 napisał:

I w takich sytuacjach facet zapomina, że przez 20 lat miał całodobową, osobistą kucharkę, sprzątaczkę, praczkę i opiekunkę do dzieci,

Sam sobie umiem gotować, prać i sprzątać. Poniżające by było dla mnie, gdyby ktoś robił to za mnie. Chyba, że naprzemiennie :). Nie sądzę, że to jest niepopularny pogląd. Zresztą zdaje się że nikt pań nie zmuszą do robienia koło "dużego dziecka" ani nie podpisują nigdzie aneksu do umowy małżeńskiej :E same dobrowolnie na to przystają, a potem nagle im się przypomina, że należy im za to zapłacić 8:E

 

A dzieci są na ogół wspólne, idea płacenia żonie za opiekę nad WASZYM dzieckiem jest chora. Jak ona chce za to kasy to niech lepiej nie zostaje matką. Z jakiej racji kobieta ma mieć płacone za opiekę nad własnym dzieckiem, bo nie rozumiem?

 

Edytowane przez Kaiketsu
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Kaiketsu napisał:

Sam sobie umiem gotować, prać i sprzątać. Poniżające by było dla mnie, gdyby ktoś robił to za mnie. Chyba, że naprzemiennie :). Nie sądzę, że to jest niepopularny pogląd. Zresztą zdaje się że nikt pań nie zmuszą do robienia koło "dużego dziecka" ani nie podpisują nigdzie aneksu do umowy małżeńskiej

Przyznam, że nie znam z bliska za bardzo rodzin w modelu samotny żywiciel rodziny + gospodyni domowa, ale wyobrażam sobie, że to jednak wygląda tak, że on wraca z pracy zmęczony i nie ma siły na takie pierdoły jak składanie prania czy latanie ze szmatami. A ugotować owszem może, np. popisowe burgery własnego przepisu jak zaprasza znajomych na weekend. A jeżeli chodzi o opiekę nad dziećmi to większość spada na żonę choćby dlatego, że ją dzieciaki maja na miejscu, a ojciec późno wraca z pracy.

1 minutę temu, Kaiketsu napisał:

:E same dobrowolnie na to przystają, a potem nagle im się przypomina, że należy im za to zapłacić 8:E

 

A dzieci są na ogół wspólne, idea płacenia żonie za opiekę nad WASZYM dzieckiem jest chora. Jak ona chce za to kasy to niech lepiej nie zostaje matką, bo zdaje się, że ona to robi przede wszystkim dla siebie, a nie dla ciebie.

Jeżeli brzydzi cię koncepcja nazywania tego płaceniem, to możesz to nazwać "uznaniem materialności ich wkładu w karierę męża".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Nie no, każda opcja mi nie pasuje. Płacenie matce za opiekę nad jej własnymi dziećmi wydaje mi się jakieś absurdalne. Sama je chciała, nikt jej nie zmuszał. (oczywiście zakładając normalną sytuację, nie jakieś gwałty i inne patologiczne wydarzenia).

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zależy jeszcze co rozumiemy przez płacenie matce. Jakoś nie widzę sytuacji, w której ojciec daje dwie stówki matce z tekstem "to za ten tydzień" :E Chyba że dzielenie się wydatkami proporcjonalnie do zarobków (100/0) bez takich scen to regularna wypłata dla matki-opiekunki, chociaż w takiej sytuacji "zwykłe pary" z takim systemem rozliczeń (choć innym procentem) też płacą sobie za towarzystwo ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, 209458 napisał:

I w takich sytuacjach facet zapomina, że przez 20 lat miał całodobową, osobistą kucharkę, sprzątaczkę, praczkę i opiekunkę do dzieci,

Stereotypy jak facet nie pomaga...mówisz ma własnym przykładzie?
Nie każdy taki jest

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
Godzinę temu, 209458 napisał:

Przyznam, że nie znam z bliska za bardzo rodzin w modelu samotny żywiciel rodziny + gospodyni domowa, ale wyobrażam sobie, że to jednak wygląda tak, że .

... jak jest z Ukrainy to już w takiej sytuacji jak Bum Cyk Cyk masz taki model. Facet do roboty, baba pachnie ;-) Ale nawet nie musi być 10k u faceta na łapę, może być 2K. Jak ma 2K to znaczy że musi znaleźć sobie drugi etat i na dwa popylać bo taka jest jego rola na Ukrainie :D

Edytowane przez Minciu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
36 minut temu, Kitu napisał:

Zależy jeszcze co rozumiemy przez płacenie matce.

Mówimy o sytuacji, w której przy rozwodzie kobieta domaga się wynagrodzenia za dotychczasową pracę przy własnym dziecku od mężczyzny. Brzmi raczej z deka patologicznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak trafia na gwiazdy to podział idzie w miliony.. w zasadzie nieraz można kupić w alternatywie sprzątaczek na pęczki, co w niczym nie argumentuje cięzkiej pracy domowej drugiej osoby ;) Pewnie nie bez powodu sławni nie bardzo spykaja się s pospólstwem 😜 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
Godzinę temu, Killer85 napisał:

Stereotypy jak facet nie pomaga...mówisz ma własnym przykładzie?
Nie każdy taki jest

Nie mam dzieci, żopny, ani nawet narzeczonej jak nie posprzątam to siedzę we własnym brudzie :E W moim kręgu rodzinno/znajomym nie zarabia się tyle, żeby jedna osoba utrzymała kilkuosobową rodzinę. I z tego co widzę, to w obowiązkach domowych biorą udział wszyscy domownicy, ja też za dzieciaka własny pokój sprzątałem ze szmatą sam, tylko z odkurzacza byłem zwolniony ze względu na alergię. Ale mimo "pomagania" to i tak kobieta wykonywała 70% obowiązków.

  

35 minut temu, Kaiketsu napisał:

Mówimy o sytuacji, w której przy rozwodzie kobieta domaga się wynagrodzenia za dotychczasową pracę przy własnym dziecku od mężczyzny. Brzmi raczej z deka patologicznie.

Czyli jak według ciebie jest normalnie przy rozwodzie? Mąż zostaje z majątkiem, bo to on zarobił, a żona na bruk z kwitkiem i niech się cieszy, że jej 20 lat czynszu niezapłaconego nie doliczył?

Edytowane przez 209458

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, 209458 napisał:

Czyli jak według ciebie jest normalnie przy rozwodzie? Mąż zostaje z majątkiem, bo to on zarobił, a żona na bruk z kwitkiem i niech się cieszy, że jej 20 lat czynszu niezapłaconego nie doliczył?

Ależ to bardzo proste:

 

Każdy powinien wynieść tyle, ile wniósł. I ani grosza więcej.

 

Jeśli na dom wart 800k PLN mąż wniósł 600k, a żona 200k i jest to udokumentowane, to dlaczego po sprzedaży mają się dzielić 400k-400k?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

OK rozumiem, a wkładu niefinansowego nie uwzględniamy, bo przecież "nie wypada", i "jak by to wyglądało płacić żonie za zajmowanie się domem".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...