Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

WebCM

Zakup mieszkania od dewelopera

Rekomendowane odpowiedzi

Pensje w górę. Materiały w górę. Specjalistów budowlańców bramka, a tutaj czytam że mieszkania mają stanieć?

 

Najem wychodzi gorzej niż zakup bo płaci się extra za komfort braku przywiązania, braku kredytu. Bo osoba wynajmując nie ma ochoty dokładać się do życia innych.

 

Chyba logiczne? Weźcie sami kupcie mieszkanie w kredyt za 2tys na miesiąc plus wpłata własna i wynajmujcie to innym za tysiąca. Patologia? Chyba normalka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Ta też mi się to obiło o uszy. Mafie/grupy przestępcze inwestują w nieruchomości piorąc gotówkę przez Ukrainę w nieruchomości w Polsce :E

Kwestia rozumienia statystyki. Ponad 70% mieszkań kupuje się za gotówkę. Ale to jest 70% kwotowo.

Przykładowo gdy bierzesz standardowy kredyt na mieszkanie to kupujesz 20% za gotówkę (wkład własny) a 80% w kredycie.

 

Gdy ktoś sprzedaje mieszkanie i kupuje nowe/większe, a kupujący kupuje na kredyt to na jednej tego typu transakcji mimo, że większość pieniędzy w obrocie jest z kredytu to w statystykach większość jest kupiona za gotówkę.

Przykładowo jeśli ja kupiłem mieszkanie dajmy na to za 500k, 100k wkładu własnego i 400k kredytu - kupujący z tego kupili dwa mieszkania po 300k (bo się rozwodzili) - w statystykach to jest 700k transakcji gotówkowych i 400k kredytu czyli już masz 64% kupowanych mieszkań za gotówkę.

Oczywiście to tylko drobny przykład, ludzi którzy mają grubą gotówke i ładują ją w mieszkania też jest niemało, ale spora część tej gotówki w statystykach jest tak naprawdę generowana z kredytu.

Edytowane przez iwanme

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Ale teraz popatrz na ceny nieruchomości w takim Frankfurcie.

Stosunek cen nieruchomości do kwot najmu jest u nas bardzo niski, mieszkania są po prostu za tanie.

No ceny zakupu mieszkania we Frankfurcie są duże. Ale tak samo praca w porządnym zawodzie jest odpowiednio wysoka - 2500 - 4500 euro na rękę.

Nie mówię już specjalistyczne zawody: w bankowości (bo to główny segment Frankfurtu) to wypłaty są od 3000 euro do 50 000 euro - szczeble menagerskie, regionu, itd. Itd.

 

Ci co zarabiają mniej od minimalnej 1150 euro do 2500 euro, to wiadomo że dla nich zakup 3 pokojowego mieszkania 63m2 za 420 tys euro to duży wydatek - tak samo jakw Warszawie. Dużo osób pracuje za 1800 - 2500 zł na rękę i kup mieszkanie w Warszawie za 300-600 tys. zł.

Ale... mieszkańcy we Frankfurcie mają ten przewagę ze mogą wynająć mieszkanie za 400-700 euro i wyjdzie go to 50% zarobku, lub mniej.

W takiej Warszawie to nie będzie to 50% a w graniach 100% wypłaty, zarabiając 1800-2500 zł.

 

Frankfurt wynajem ~ 50% kwoty zarobku najmniej zarabiających

Frankfurt kredyt - ~50-80% kwoty zarobku najmniej zarabiających

Warszawa wynajem ~ 100% kwoty zarobku najmniej zarabiających

Warszawa kredyt ~ 70-100% kwoty zarobku najmniej zarabiających

 

Więc nie dziwmy się że we Frankfurcie znajomi wola wynajmować, a w Warszawie wola wziąć na kredyt - bo tańszy kredyt się kiedyś skończy płacić, wynajem do śmierci...

Edytowane przez kanon7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@kanon7 a jak było w Polsce z cenami najmu kilkanaście lat temu?

Mi się wydaje, że kiedyś ceny wynajmu były tak samo proporcjonalne to wartości mieszkania jak teraz, czyli nieco taniej było wziąć kredyt na 25-30 niż wynajmować mieszkanie. Różnica taka, że teraz, aby wynająć ładne mieszkanie 2 pokojowe teraz trzeba dać 2000 zł, a kiedyś to było 1200 zł, bo mieszkania były np. 40 procent tańsze.

Jest w stanie ktoś potwierdzić, że w okolicach roku 2000 opłata za wynajem wystarczyła na ratę i jakieś drobne zostawały?

Jeśli tak to obecne ceny najmu wcale nie są takie wysokie.

Czyli, że nasze dzieci będą miały już taniej?

W sumie w idealnej sytuacji wynajem kosztować będzie odrobinę mniej niż rata za mieszkanie przy kredycie 30-letnim. Mieszkania tańsze raczej nie będą, ale ludzie będą więcej zarabiać. Fajnie by było jakby ładne 2-pokojowe mieszkanie można było kiedyś kupić za 50 średnich pensji. Teraz jest to 70-80 (kwoty brutto, bo już nie chce mi się szukać. Chyba wystarczy podzielić przez 0,71).

Edytowane przez michasm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
No ceny zakupu mieszkania we Frankfurcie są duże. Ale tak samo praca w porządnym zawodzie jest odpowiednio wysoka - 2500 - 4500 euro na rękę.

No ale podobnie jest w Wawie, byle dołowe stanowisko biurowe to ze 4 tysie na rękę. Mediana zarobków w Wawie to 6k brutto, średnia już podchodzi pod 7k.

W Warszawie zarabia się najlepiej w PL, i to przy dużej dysproporcji bo dobre 20-30% więcej niż w innych dużych miastach.

Frankfurt to przeciętne niemieckie miasto. Warszawę można porównywać z Monachium, a tam w dobrej lokalizacji ceny mieszkań już idą w niebo zupełnie, a ceny najmu krążą od 1k Euro w górę, kuzy na studiach 10 lat temu wynajmował tam mieszkanie na obrzeżach za 700 Euro i to podobno było tanio.

 

 

Tak czy siak o tym właśnie piszę - ceny zakupu mieszkań są u nas bardzo niskie w porównaniu do zachodu. Tam szeregowych ludzi na kupno nieruchomości zwykle nie stać dlatego muszą wynajmować. Dlatego tam nieruchomości skupują i budują firmy. W Szwajcarii to już w ogóle mało kogo stać na własnościowe mieszkanie, koleżanka w Bazylei (czyli tanim miasteczku przygranicznym) wynamowała przestronną kawalerkę za 1700 CHF, mówiła że koszta takiego mieszkanka to koło 700-800k CHF.

U nas byle para ze średnimi zarobkami może sobie kupić nieruchomość nawet nie tragiczną. Dlatego jeśli chodzi o posiadane nieruchomości to jako osoby prywatne jesteśmy w Europejskiej czołówce.

Edytowane przez iwanme

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zarobki w Jastrzębiu Zdrój są znacznie wyższe niż w Warszawie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale podobnie jest w Wawie, byle dołowe stanowisko biurowe to ze 4 tysie na rękę. Mediana zarobków w Wawie to 6k brutto, średnia już podchodzi pod 7k.

Co nie zmienia faktu, że nie każdy w Warszawie pracuje w biurze. Nawet taki korpoludek mija ludzi, którzy sprzedają mu w sklepie, podają sojową latte, odkurzają biuro, w którym pracuje itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

ceny zakupu mieszkań są u nas bardzo niskie w porównaniu do zachodu. Tam szeregowych ludzi na kupno nieruchomości zwykle nie stać dlatego muszą wynajmować.

Nie prawda,

Jak już tak porównujemy to jesteśmy powyżej średniej. A chcą porównywać stolice, to w Warszawie potrzeba 8,8 roku, a w Berlinie 7 lat. Nawet zakładając że w takim Monachium ceny będą większa niż w stolicy (Berlinie) to co najwyższej się zrówna z Warszawą.

Więc moje obserwacje w Niemczech, potwierdzają się w badaniach, że Niemcy i Polacy średnio tyle samo potrzebują czasu na zarobek własnego M, ale... oni mają tańszą proporcjonalnie alternatywę wynajmu.

 

z25593812Q,Jak-dlugo-trzeba-pracowac--aby-kupic-50-metrowe-mi.jpg

 

Suma summarum, lepiej być Niemcem niż Polakiem co do mieszkania. Czas średni zakupu taki sam, ale mają tańszy wynajem, porównując do pensji. Mają tańszą alternatywę, której w Polsce nie ma, dlatego dużo wybiera kredyt, a nie wynajem patrząc z czysto finansowego porównania.

 

Więc jak czytam że ktoś pisze że mamy niskie ceny zakupu mieszkania, to :lol2:

To że jest jakieś Monako, Paryż, Londyn z kosmicznymi cenami - to też porównaj prestiż tych miast do "zadupia" zwanego Warszawą, Krakowem, Wrocławiem etc.

Edytowane przez kanon7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurdę, żeście wykrakali albo jacyś politycy czytaja ten temat xD https://www.wykop.pl/link/5367779/masz-wiecej-niz-jedno-mieszkanie-zaplacisz-nowy-podaek/

Co do poprzedniej tabelki to mogę skomentować tylko jedno. Lepiej być lepszym niż przeciętny xD W szczególności że wjazd na 7/8 k netto jest praktycznie możliwy dla każdego kto nie pracuje w budżetówce, kwestia chęci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak obecna sytuacja wpłynie na ceny oraz dostępność mieszkań? Jakieś rzetelne opinie, analizy?

 

Teraz są 3 opcje:

- ceny spadną na chwilę i po ustaniu pandemii odbiją w górę z nawiązką

- ceny spadną na długi okres, bo załamie się światowa gospodarka

- ceny dalej będą rosnąć (zwłaszcza w miastach napływowych)

 

To jest chyba najlepszy czas, aby zrobić krok do przodu. Nic się nie zmieniło, czyli max 2 pokoje. Z komunikacji miejskiej korzystam sporadycznie, celuję w pracę zdalną, dalej będę robił to, co robię i mocno się zastanawiam, czy przepłacać za mieszkanie w centrum. Na obrzeżach też dużo się buduje. Ważne, żeby były blisko sklepy.

 

Dzisiaj jak kupujesz dziurę w ziemi to nawet nie wiesz, co będzie w pobliżu.

Edytowane przez WebCM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Weź kup sobie coś taniej w dobrej lokalizacji z boku miasta gdzie cisza i spokój. Do tego kup sobie samochód i lodówkę. Raz na tydzień zrobić zakupy to nie problem.

 

A jak pracujesz zdalnie to możesz nawet zmienić miasto na takie, co nie przeraża Cie na samą myśl wyjazdu po dwie siatki zakupów.

Edytowane przez Minciu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cisza i spokój moim zdaniem zależy w dużej mierze od tego, kto mieszka koło Ciebie.

 

Do szumu samochodów idzie się przyzwyczaić. Do odtwarzania płyty disco-polo w losowych (późnych) godzinach na cały regulator, imprez z lokalną żulernią, etc. nie za bardzo.

 

Mieszkania to zawsze loteria pod tym względem + duża rotacja związana z wynajmem, więc tym gorzej. Oaza spokoju może zmienić się w piekło dosłownie w ciągu kilku dni :Up_to_s:

 

Chyba, że jesteś typem osoby, którą to wali + może nawet sama robi domówki co tydzień. Wtedy możesz brać cokolwiek z dobrym dojazdem.

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam szeregowa w nowym budownictwie A za sąsiadów kolegę i koleżankę z pracy. Plus kolegę z oddziału firmy po sąsiedzku plus 2 nowo poznane osoby.

 

Jedna na szarym koncu zostaje niewiadomą.

 

Do szumu samochodów w aktualnym miejscu koledzy z TeamSpeeka jakoś nie mogą się nigdy przyzwyczaić. Trzeba zamknąć okno. Ja tez jak mam mieszkać przy głównej drodze to szlag mnie trafia jak mam wierzyć chatę.

 

Przyzwyczaić to ja się mogę, ale do cwierkaja ptaszków ;D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Weź kup sobie coś taniej w dobrej lokalizacji z boku miasta gdzie cisza i spokój. Do tego kup sobie samochód i lodówkę. Raz na tydzień zrobić zakupy to nie problem.

 

A jak pracujesz zdalnie to możesz nawet zmienić miasto na takie, co nie przeraża Cie na samą myśl wyjazdu po dwie siatki zakupów.

Abstrahując od tematu, to podobasię Wam taka amerykanizacja życia? Już chyba większość osób w wieku produkcyjnym tak robi, czyli jeździ na duże zakupy samochodem raz w tygodniu do zagranicznego hipermarketu i czasami w środku tygodnia po mniejsze zakupy. Sądzę tak po klientach sklepów osiedlowych. W USA na obrzeżach miast wcale nie ma sklepów nawet tych pierwszej potrzeby. W Polsce powoli dzieje się to samo. Jak gdzieś na nowym osiedlu otworzy się sklep, to co najwyżej Żabka lub monopolowy.

 

Osobiście muszę iść po świeże pieczywo, mięso wolę chować do lodówki niż mrozić, mam też większą kontrolę, co potrzebuję. Zawsze dobrze mieć sklep pod nosem.

 

Przyzwyczaić to ja się mogę, ale do cwierkaja ptaszków ;D

Ja tak samo wolałbym ptaki od halasliwej ulicy.

 

Chyba jedyna alternatywa dla mnie w obecnej sytuacji to obrzeża. Pisałem o pracy zdalnej, bo docelowo chce pracować w takiej formie. Na razie muszę jeździć do biura i kiedyś rozwazalem przenosiny blisko miejsca pracy, ale ostatecznie to nie jest priorytetem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W okolicy każdego osiedla w końcu powstaje jakiś market. Więc kurka czy bułkę dokupić można. Nawet wracając z pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ptaki > Hałaśliwa ulica > Głośny sąsiad.

 

Chyba nigdy nie mieliście sąsiada Sebixa, dlatego nie doceniacie, jak dobrze jest go NIE mieć.

 

Wolę okna na największą ulicę niż jednego Sebę za ścianą :Up_to_s:

 

Zresztą nie musi być Seba, wystarczy para nad głową, która codziennie intensywnie kopuluje z jękami i krzykami w godzinach, gdy chcecie spać. Współczesne "bloki" mają koszmarnie złą izolację akustyczną i będziecie znali wszystkie szczegóły :E

 

 

 

Abstrahując od tematu, to podobasię Wam taka amerykanizacja życia? Już chyba większość osób w wieku produkcyjnym tak robi, czyli jeździ na duże zakupy samochodem raz w tygodniu do zagranicznego hipermarketu i czasami w środku tygodnia po mniejsze zakupy. Sądzę tak po klientach sklepów osiedlowych. W USA na obrzeżach miast wcale nie ma sklepów nawet tych pierwszej potrzeby. W Polsce powoli dzieje się to samo. Jak gdzieś na nowym osiedlu otworzy się sklep, to co najwyżej Żabka lub monopolowy.

 

Akurat w PL jest sporo sklepów nawet w małych mieścinach, praktycznie wszędzie też trafi się wielkopowierzchniowa Biedra lub Lewiatan. Samochód na szczęście jest często zbędny. Najważniejsze, by była jakaś piekarnia, bo ta gąbka sprzedawana w marketach jako pieczywo nie nadaje się do spożycia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zamrażalniku też zawsze mam jakieś pieczywo. Wykonujesz chleb i jest świeży.

 

W marketach na półce za 3pln masz chleb z okolicznych piekarni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Akurat w PL jest sporo sklepów nawet w małych mieścinach, praktycznie wszędzie też trafi się wielkopowierzchniowa Biedra lub Lewiatan. Samochód na szczęście jest często zbędny. Najważniejsze, by była jakaś piekarnia, bo ta gąbka sprzedawana w marketach jako pieczywo nie nadaje się do spożycia.

Pieczywo z lokalnych piekarni też jest coraz gorszej jakości. Natomiast w marketach odpiekają z ciasta mrożonego i nawet już nie informują o tym klienta, choć prawo nakłada taki obowiązek.

 

Chyba nigdy nie mieliście sąsiada Sebixa, dlatego nie doceniacie, jak dobrze jest go NIE mieć.

Mam sąsiada gimbusa. Rano puszcza rap na cały regulator i czasami słychać wrzaski. Przeważnie jednak jest spokój.

 

W okolicy każdego osiedla w końcu powstaje jakiś market. Więc kurka czy bułkę dokupić można. Nawet wracając z pracy.

Trend jest taki, że jeśli deweloper w ogóle zaplanuje lokale usługowe, to otworzy się co najwyżej Żabka, gdzieniegdzie jakaś knajpka i monopolowy. Powody są dwa. Pierwszy to amerykanizacja, czyli jeździmy raz na tydzień do marketu. Kto robi zakupy częściej, to też wsiada w samochód. Brak sklepu w okolicy dziś nie jest przeszkodą, bo każdy ma auto. Większość ludzi dojeżdża do pracy samochodem i wstępuje po drodze na zakupy. Drugi powód to rentowność lokali. Deweloperzy wolą podzielić duży lokal na mniejsze i czerpać większe zyski z najmu lub sprzedaży.

 

Na odludziu powstało potężne osiedle. Kilka znajomych kupiło tam mieszkanie i narzekają, bo przez kilka lat nic nie powstało. Obiecali szkołę - nie ma i nie będzie. Obok jest hipermarket, ale nie nadaje się na szybkie zakupy.

 

Koronawirus trochę namieszał na rynku. Przemyślałem ponownie kilka wcześniej poruszonych kwestii.

 

1. Odległość do biura. Wspomniałem wcześniej, że celuję w pracę zdalną i nie powinienem się sugerować czasem dojazdu. To błędne myślenie. Być może po pandemii będzie więcej ofert pracy zdalnej na stałe, jednak wg mnie wszystko wróci do poprzedniego stanu. Kolejnym błędem jest założenie, że przejdziemy na model pracy zdalnej.

 

2. Korzystam z zakupów online i to jest bardzo wygodna opcja, jednak mam obawy, że po pandemii taka opcja zniknie tak szybko jak się pojawiła. Założenie jest takie, że dużo osób teraz pracuje z domu lub jest na kwarantannie. Potem wszystko wróci do normy, czyli będziemy jeździć na zakupy samochodem po pracy. Systemy sprzedaży on-line nie są zintegrowane z wewnętrznymi CRM-ami i nie będzie się opłacać ich utrzymywać. Jak to wygląda obecnie - wybierasz produkty na stronie internetowej, podajesz ilość lub wagę, później przychodzi paragon i potwierdzasz zakup. Następnie czekamy na kuriera jak na księdza po kolędzie. Nie wiadomo, o której przyjedzie - czasami po godzinie, czasami po kilku. Zdarzają się wpadki i nie da się ich uniknąć. Towar rozwożą taksówkarze. No i przypominamy sobie, że zapomnieliśmy kilku rzeczy. Aby nie płacić kolejny raz za dostawę, to fatygujemy się do stacjonarnego. Do czego zmierzam. Nie ma gwarancji, że za rok, za dwa, będzie świetnie funkcjonował system zakupów online. Na zachodzie to jest popularne? W Ameryce? Raczej nie. Tam się jeździ raz na tydzień na porządne zakupy. Ludzie traktują to jak rozrywkę. Kolejna kwestia to nasze przyzwyczajenia. I tak jak widać na forum, część osób jeździ na zakupy tylko raz w tygodniu, część osób chodzi do sklepów osiedlowych. Jeśli brak delikatesów w okolicy pogorszyłby naszą jakość życia i nie byłoby alternatywy (np. w poniedziałek rano musimy mieć świeże pieczywo) to bliskość sklepu traktowałbym jako istotny czynnik przy zakupie mieszkania.

 

3. Niektórzy wolą wynajmować. Tak samo jak jeździć autem w leasingu. Dziś jesteśmy tu, jutro gdzie indziej. Możemy przeprowadzać się blisko aktualnego miejsca pracy. Nie wiążemy się z jednym miejscem na stałe. Z jednej strony to na naszą niekorzyść, bo nie mamy stabilnej sytuacji życiowej i musimy godzić się na dość restrykcyjne warunki postawione przez właścicieli (często w ogłoszeniach widzę warunek - tylko dla par bez dzieci) i użerać się z nimi (wchodzenie pod nieobecność, grzebanie w prywatnych rzeczach, czepianie się o wszystko), a z drugiej wynajem jest bardziej elastyczny. Prawdopodobnie większość właścicieli jest normalna. Po prostu miałem wybitnego pecha, a wynajmowałem kilka mieszkań i wszędzie to samo.

 

Rynek powoli się sypie. Coraz więcej ofert na rynku wtórnym. Pojawiły się wyremontowane mieszkania rzut beretem od biura w przystępnych cenach, ale metraż 70-80 m². Jeśli chodzi o nowe budownictwo i układ pomieszczeń, to tak naprawdę podobają mi się tylko 2 inwestycje wyprzedane (głównie pod wynajem) 2 lata temu.

Edytowane przez WebCM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ptaki > Hałaśliwa ulica > Głośny sąsiad.

 

Chyba nigdy nie mieliście sąsiada Sebixa, dlatego nie doceniacie, jak dobrze jest go NIE mieć.

 

Wolę okna na największą ulicę niż jednego Sebę za ścianą :Up_to_s:

 

Zresztą nie musi być Seba, wystarczy para nad głową, która codziennie intensywnie kopuluje z jękami i krzykami w godzinach, gdy chcecie spać. Współczesne "bloki" mają koszmarnie złą izolację akustyczną i będziecie znali wszystkie szczegóły :E

Chociaz jeden ogarnia. Przenosiłem się może z 1,5 roku temu na nowe mieszkanie (nowo wybudowane). Byłem uhahany, jak cholera. Po czasie okazało się, że gmina wstawiła tam dwie rodziny patologiczne dla integracji. Nikt mi nie powie, ale mieć jakikolwiek kontakt z takimi debilami to powinni MI płacić za samo patrzenie na tych kretynów. Miejsca parkingowe są nieprzypisane to na tych bliżej nas nastawiali jakieś cholerne przyczepki, a na swoich ich auta. Jak gdzieś jadą to dają na nie duże donice, żeby nikt nie parkował. Jak raz tam zaparkowałem to typ bił po oknach i dzwonił chyba z 20 minut. Jak powiedziałem mu, że może mnie pocałować tam, gdzie światło nie dochodzi to zagroził uszkodzeniem auta. Przeparkowałem auto dla świętego spokoju, ale po jakimś czasie auto porysowane. Jego dzieciaki wrzucały petardy do skrzynki pocztowej, która eksplodowała, zrobiła się dziura w ścianie.

 

Zazdroszczę matce, która mieszka w jednorodzinnym domu i obok nie ma takich asów. Aż chce się nieraz pojechać odpocząć od patusów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy to amerykanizacja, czyli jeździmy raz na tydzień do marketu.

 

Śmieszy mnie nazywanie tego trendu amerykanizacją, bo u nas na wiosce to była norma odkąd pamiętam. Co prawda zawsze był jakiś sklep, najpierw GS, potem prywatne, ale pieczywo, żeby dostać to trzeba było być o 7, wędliny nie wiadomo ile leżące, o mięsie zapomnij itd. Więc i tak zawsze był wyjazd na duże sobotnie zakupy i potem mrożenie zapasów z pieczywem włącznie. Nawet ludzie bez samochodu, czy prawa jazdy jeździli na zakupy do miasta PKS-em. Tak na prawdę jakiś większy wybór i lepiej zaopatrzony spożywczak na miejscu to dopiero ostatnie lata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Śmieszy mnie nazywanie tego trendu amerykanizacją, bo u nas na wiosce to była norma odkąd pamiętam. Co prawda zawsze był jakiś sklep, najpierw GS, potem prywatne, ale pieczywo, żeby dostać to trzeba było być o 7, wędliny nie wiadomo ile leżące, o mięsie zapomnij itd. Więc i tak zawsze był wyjazd na duże sobotnie zakupy i potem mrożenie zapasów z pieczywem włącznie. Nawet ludzie bez samochodu, czy prawa jazdy jeździli na zakupy do miasta PKS-em. Tak na prawdę jakiś większy wybór i lepiej zaopatrzony spożywczak na miejscu to dopiero ostatnie lata.

Dla mnie też to jest normalne, raz w tygodniu na jakieś większe zakupy i ew. wyskok po małe rzeczy na tygodniu. Nie rozumiem tego. W Austrii sklepy są czynne w Soboty 9-18 a na tygodniu 7-19/19:30 więc wymusza to planowanie i da się spokojnie żyć. W polsce rodzice tak samo od lat raz na tydzień/dwa wieksze zakupy, a potem wyskoki po coś mniejszego jeśli jest taka potrzeba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie dziwi jak ludzie mieszkający w domach są przekonani że osiągnęli jakiś większy status życiowy, że utrudniając sobie życie, i skazując dzieci na biegania po zagrodach i macanie kur, osiągnęli więcej.

Ja bym NIGDY się do domu nie przeprowadził. Tylko i wyłącznie miasto. Wszędzie na piechotę, dziecko może samo isć do kina, teatru, koleżanek, a nie tej jednej co za płotem mieszka, do sklepu blisko, na pocztę blisko, do pracy idę 15 minut piechotą, nie tkwię w samochodzie 30 minut w jedną stronę na dojazdach. Przecież to jest jakiś koszmar.

Ja jak spędzę w sezonie letnim parę grili na działce w obecncności, os, komaróww i innych niezidentyfikowanych latających maszkarad, wystarcza mi na cały rok i w ogóle za tym nie tęskęnie. Nie rozumiem tego argumentu że sobie na werandę wychodzą ludzie. Po co? Ja mam moskitiery wszędzie w oknach żeby mnie to zoo nie wleciało do domu.

Naprawdę jak ktoś ma dom i się tych chwali - weź się zastanów jeszcze raz bo w takim towarzystwie najprawdopodobniej jest taka osoba jak ja która się tylko uśmiechnie z politowaniem jak trudne życie sobie zgotowałeś za własne pieniądze.

Już nawet nie piszę o przeglądach pieców, trawnikach, ogrodzeniach, elewacjach, - studnia bez dna.

Edytowane przez Legoman

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sporo osób, które kupiły lub planują kupić dom to osoby, które się wychowały w domu, z dala od miejskiego zgiełku.

Te osoby często po wyprowadzeniu się od rodziców zaczynają od mieszkań, ale takie życie po prostu im nie pasuje.

To jest coś za coś.

W listopadzie 2018 oglądałem mieszkanie bardzo blisko pracy. Przed balkonem nieużytki. Jakaś firma miała magazyn, ale się zawinęła. Nieutwardzony, duży plac zmienił się w gęsta, wysoką trawę. Ogólnie widok mi się ie podobał i olałem.

Teraz tam budują kolejny budynek mieszkalny i z tego balkonu zamiast może i brzydkiej, ale dużej przestrzeni widać będzie jedynie balkony sąsiadów :P

I to jest taki przyklad różnicy pomiędzy życiem w mieszkaniu, a życiem w domku poza centrum miasta :P

 

Życie w domu chyba nie jest ani gorsze, ani lepsze.

Jest po prostu inne.

Edytowane przez michasm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie dziwi jak ludzie mieszkający w domach są przekonani że osiągnęli jakiś większy status życiowy, że utrudniając sobie życie, i skazując dzieci na biegania po zagrodach i macanie kur, osiągnęli więcej.

 

W ogóle skąd pomysł że dom = wieś, kury, zadupie, wszędzie daleko?

 

Zwłaszcza w Warszawie, gdy z domu na przedmieściu można dojechać szybciej do centrum, niż z mieszkania zbudowanego w peryferyjnej dzielnicy. Czasem przy niewielkiej różnicy cenowej.

 

Dam Ci prosty przykład.

 

Dojazd z domu - Warszawa Rembertów. Jak masz szczęście to kupisz tam małą działkę za 300k i postawisz sobie szopę 80m^2 za drugie 300. Czyli 600k, cena 60m^2 mieszkania na Kabatach. Z rembertowa szybciej. 14 min do centrum pociągiem vs. 18 min metrem Kabaty :E :E :E :E

 

Dom to zdecydowanie lepszy status życiowy (nie, wróć - KOMFORT życiowy, status nie). Z mnóstwa powodów, przede wszystkim wolność od sąsiedzkich dźwięków, imprez, disco-polo za ścianą o 23-24 w sobotę gdy chcesz spać. TO dla mnie zdecydowany #1. Plus na ogół o wiele większy metraż (ponieważ koszt domu to jakieś 3-4k PLN za metr, mieszkania w dużym mieście 8-10k PLN). Dochodzi oczywiście działka, ale spokojnie nawet pod Warszawą postawisz dom większy od mieszkania za cenę mieszkania w dobrym miejscu, wliczając działkę.

 

Przynajmniej do Warszawy NIE DA SIĘ zaaplikować takiej logiki, że mieszkanie jest wygodniejsze pod względem komunikacji i dojazdu, bo często nie jest, chyba, że chcesz płacić 15-20k za metr w centrum, na ochocie...

 

Mieszkania np. na dalekiej Białołęce (mam na myśli np. osiedla na Kobiałce) są tak źle skomunikowane, że szybciej i wygodniej będzie z domu pod Pruszkowem czy Legionowem. To małe podwarszawskie miasta.

 

Samochodu nie liczę, bo w W-wie przegrywa z komunikacją miejską w 100%.

 

Ja bym NIGDY się do domu nie przeprowadził. Tylko i wyłącznie miasto. Wszędzie na piechotę, dziecko może samo isć do kina, teatru, koleżanek, a nie tej jednej co za płotem mieszka, do sklepu blisko, na pocztę blisko, do pracy idę 15 minut piechotą, nie tkwię w samochodzie 30 minut w jedną stronę na dojazdach. Przecież to jest jakiś koszmar.

 

Patrz wyżej. Poza tym w niektórych miejscowościach wszystko jest w jednym miejscu np. w centrum. W Warszawie nie mam wszędzie blisko. Do pracy jadę 30 min komunikacją miejską (mieszkając obecnie w ścisłym jej centrum). Nie mam wszędzie blisko, Warszawa jest za duża na to, by było wszędzie blisko. Wręcz przeciwnie, wszędzie mam daleko. To, co opisujesz, jest typowe dla małych miast będących niejako częścią dużej aglomeracji, a nie dużych miast per se. Ale w takich często są mieszkania ORAZ domy, często wymieszane, bo deweloper stawia bloki pomiędzy domami jednorodzinnymi :E

 

 

Ja jak spędzę w sezonie letnim parę grili na działce w obecncności, os, komaróww i innych niezidentyfikowanych latających maszkarad, wystarcza mi na cały rok i w ogóle za tym nie tęskęnie. Nie rozumiem tego argumentu że sobie na werandę wychodzą ludzie. Po co? Ja mam moskitiery wszędzie w oknach żeby mnie to zoo nie wleciało do domu.

 

Nie musisz mieć tarasu, werandy - kto Cię zmusza? Przyjmujesz pewien aksjomat, że dom to kawa na tarasie, grille, dwustanowiskowy garaż w bryle budynku :E Tudzież kury, zadupie, etc. Dom będzie taki, jaki chcesz. Będzie tam, gdzie chcesz (i gdzie Cię stać). I robisz w nim, co chcesz.

 

 

Naprawdę jak ktoś ma dom i się tych chwali - weź się zastanów jeszcze raz bo w takim towarzystwie najprawdopodobniej jest taka osoba jak ja która się tylko uśmiechnie z politowaniem jak trudne życie sobie zgotowałeś za własne pieniądze.

 

Proponuję wsadzić sobie to politowanie do kieszeni, bo to, co opisujesz to Twoje własne wyobrażenia. Rzeczywistość bywa inna.

 

 

Już nawet nie piszę o przeglądach pieców, trawnikach, ogrodzeniach, elewacjach, - studnia bez dna.

 

:E

 

Nie musisz mieć trawnika, jak go nie chcesz kosić. To nie przymus. Ew. możesz sobie kupić robota, co będzie kosił za Ciebie - tam gdzie plan zagospodarowania przestrzennego wymusza powierzchnie biologicznie czynną.

 

Ogrodzenie stawiasz raz i zapominasz o nim na całe życie.

 

Przegląd pieca - :E w mieszkaniach też masz przeglądy, kominiarskie np. przychodzi raz na rok facet, ogląda i wychodzi. Straszne, nie?

 

Elewacje - co przez to rozumiesz?

 

Studnią bez dna to jest kilkaset zł miesięcznie haraczu w mieszkaniu pobierane dodatkowo w postaci czynszu - który płacisz za nic. Bo i tak większość awarii kończy się - jak w domu! - wezwaniem hydraulika np.

 

Pewnie coś będziesz teraz pisał o kosztach ogrzewania, bo gdzieś coś słyszałeś :E przy dobrze ocieplonym, małym domu zmieścisz się w 1500 zł rocznie. Trzy czynsze :E

 

 

Do tego, dom umożliwa szreg udogodnień, o których nie ma mowy w mieszkaniach, np:

 

Jak sobie zamontowałeś palene fotowoltaiczne, to prąd masz w większości za darmo po zwrocie inwestycji. W mieszkaniu się nie da.

 

Jak sobie zamontowałeś przydomową oczyszczalnię (8k PLN jakieś), to po zwrocie inwestycji nic nie płacisz za ścieki.

 

Jak sobie zbudowałeś studnię (od kilku k do 20k) - to po zwrocie inwestycji masz w domu wodę za darmo.

 

Jak sobie zbudowałeś rekuperator z filtrem, to zawsze masz czyste powietrze i nie masz smogu. Niemożliwe w mieszkaniu.

 

Itd. Itp.

Żadnego z tych nie musisz robić, ale MOŻESZ. W mieszkaniu NIE możesz - nawet, jeśli chcesz.

 

Masz naprawdę wątłe pojęcie o tym, ile rzeczy można zrobić w domu i jak można ten dom dostosować do życia.

 

To, o czym piszesz, to wady mieszkania na wsi ze słabą komunikacją - obojętnie, czy w domu, czy w mieszkaniu, czy w camperze na parkingu, a nie mieszkania w domu.

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie dziwi jak ludzie mieszkający w domach są przekonani że osiągnęli jakiś większy status życiowy, że utrudniając sobie życie, i skazując dzieci na biegania po zagrodach i macanie kur, osiągnęli więcej.

Ja bym NIGDY się do domu nie przeprowadził. Tylko i wyłącznie miasto. Wszędzie na piechotę, dziecko może samo isć do kina, teatru, koleżanek, a nie tej jednej co za płotem mieszka, do sklepu blisko, na pocztę blisko, do pracy idę 15 minut piechotą, nie tkwię w samochodzie 30 minut w jedną stronę na dojazdach. Przecież to jest jakiś koszmar.

Ja jak spędzę w sezonie letnim parę grili na działce w obecncności, os, komaróww i innych niezidentyfikowanych latających maszkarad, wystarcza mi na cały rok i w ogóle za tym nie tęskęnie. Nie rozumiem tego argumentu że sobie na werandę wychodzą ludzie. Po co? Ja mam moskitiery wszędzie w oknach żeby mnie to zoo nie wleciało do domu.

Naprawdę jak ktoś ma dom i się tych chwali - weź się zastanów jeszcze raz bo w takim towarzystwie najprawdopodobniej jest taka osoba jak ja która się tylko uśmiechnie z politowaniem jak trudne życie sobie zgotowałeś za własne pieniądze.

Już nawet nie piszę o przeglądach pieców, trawnikach, ogrodzeniach, elewacjach, - studnia bez dna.

:E :E :E

Masz pojecie o mieszkaniu w domu jak swinia o gwiadzach. Kolega Kaiketsu dobrze to podsumowal.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się

Komentowanie zawartości tej strony możliwe jest po zalogowaniu



Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Tematy

  • Odpowiedzi

    • Ooo, ja też jestem toksyczny? Bo w sumie wpisuję się w ten schemat   Może zmienię nick na Toxic Crusader    Jak sam zauważyłeś, forum nie było specjalnie popularne, ale to wynikało raczej z faktu że ci co lubili tą formę komunikacji byli już "zagospodarowani" przez PClola i Pjur, natomiast młodsi wybierają raczej grupy na Fejsie lub Discordzie.   
    • Też się zarejestrowałem na ITH.  Jednak jak przejrzeć to forum, to przed zalewem uchodźców z PCLaba było praktycznie martwe. Także coś tam musiało być mocno nie tak, albo było olewane przez właścicieli portalu. Teraz skorzystali na kasacji PCLab i dostają sporo świeżej krwi. Czy to wystarczy by tamto forum się utrzymało, czy też ludzie się rozejdą po necie, zobaczymy myślę że w ciągu ok roku maks dwóch. Z minusów to jest tam pełno toksycznych użytkowników, w tym pobanowanych z PCLaba czy trzymanych tu za twarz przez moderację, a tam dających popisy bez ograniczeń.   Z plusów to odbudowano tam strukturę tematów w ofiie z PCLaba.   P.S. Zobaczymy też czy rdzennym użytkownikom ITH spodoba się że uchodźcy narzucili swoją kulturę
    • IC Diamonda działał patent z podgrzaniem, a na Artcica nie  Oddałem kumplowi założył na 9600Pro gdzie oryginalne coś to był wyschnięty piasek 
    • Może zróbmy ulotki na drzewach porozwiejszamy ze szukamy ludzi,taka warszawa ma duzo miejsc na ulotek
    • ITH trochę się rozkręci i zyska wielu nowych użytkowników, ale sądzę, że nie będzie to aż tak prężnie działające forum jak PCL. Ludzie po upadku/zamknięciu ich najbardziej ulubionego miejsca w internecie dość często się rozpływają, przestają pisać.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...