Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

WebCM

Zakup mieszkania od dewelopera

Rekomendowane odpowiedzi

No widzisz Karister, wracamy do punktu wyjścia: żałuję, że nie zostałem #programistą15k :lol2:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehm, rozumiem. :D Ale jeden argument nadal kupuję: "jestem samotnikiem". Z tym dyskutować się nie da. Wtedy praca zdalna jest jak najbardziej ok i można brać działkę na końcu świata. Pytanie tylko, jak tam z internetem do pracy.

Edytowane przez Karister

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie z internetem to jest problem. Zwłaszcza dla mojej partnerki, która koniecznie chce jak najlepsze łącze do grania online. :E

 

Dostępność internetu światłowodowego nawet blisko Warszawy jest często b. słaba.

 

To był dla mnie lekki szok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mówię nawet o światłowodzie, ale żeby była zwykła miedź. Wioski często skazane są na radiówkę/LTE.

Edytowane przez Karister

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehm, rozumiem. :D Ale jeden argument nadal kupuję: "jestem samotnikiem". Z tym dyskutować się nie da. Wtedy praca zdalna jest jak najbardziej ok i można brać działkę na końcu świata. Pytanie tylko, jak tam z internetem do pracy.

A ja ci powiem, że niekoniecznie.

 

Jestem raczej zamknięty w sobie i za jakimiś social spotkaniami nie przepadam (choć i tak jest lepiej niż było ;) ). Mimo to po 4 tygodniach izolacji na pracy zdalnej miałem dosyć. Wstajesz i siadasz przy śniadaniu do komputera, przegląd prasy itp. Potem "idziesz" do roboty odpalając laptopa firmowego. Po robocie tyłek nadal na tym samym krześle, w tych samych ścianach. Ok, nikt niby nie rozprasza (zwłaszcza jak nie zagląda się w pocztę, nie ma się rodziny na głowie ;) ) ale zmotywować się do pracy wcale nie jest łatwiej.

Ok, to nie jest normalna sytuacja i były ograniczenia w wychodzeniu z domu, więc nie bardzo było jak się odstresować na rowerze, a jedyne rozmowy z żywymi ludźmi to "dwa chleby, pół kilo karkówki, kartą" też nie pomagały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja auważyłem właśnie, że brakuje mi powrotów z pracy. Bo wiadomo: i w pracy i w domu sporo przy komputerze, ale jednak ten powrót to był taki czas na przewietrzenie umysłu i zmianę nastawienia. Bo zwykle po drodze jeszcze szedłem coś załatwić, odebrać, zakupy zrobić, paczkomat odwiedzić albo na pocztę itd. taki chilloucik, bez pośpiechu już.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja też doceniałem spacerek po wrocławskim Rynku w ramach drogi do pracy. Celowo zawsze wysiadałem na najdalszym przystanku, żeby zaliczyć spacer. Turyści, knajpy, uliczni artyści - fajny klimat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, że możecie wyjść na spacer bez chodzenia do pracy, prawda? :E

 

Dwa dni temu poszedłem sobie na "trochę spaceru" i przeszedłem równo 17 km. Fajna pogoda była, no cóż :lol2:

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No widzisz Karister, wracamy do punktu wyjścia: żałuję, że nie zostałem #programistą15k :lol2:

Przecież jeszcze możesz zostać :P Nie ma czego żałować wszystko ma plusy i minusy jeśli patrzysz na zarobki czemu nie chcesz zostać playboyem milionerem? :D Moim zdaniem jeśli nie lubisz w IT to nie masz czego żałować.

 

Co do pracy zdalnej pracowałem dłuuugo zdalnie i powiem szczerze że trzeba mieć dedykowane biuro tylko i wyłącznie do pracy, bo inaczej zanika granica praca dom, a to już jest złe. Można mówić że mnie to nie dotyczy, ale to trzeba przeżyć żeby zrozumieć o czym mówie.

Swoją drogą najwięcej nadgodzin klepiesz w homeoffice, jeszcze pamiętam jak były poważne fakapy przez 2 tyg. 12h na dzień to było minimum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, że możecie wyjść na spacer bez chodzenia do pracy, prawda? :E

No ale wtedy to nie jest już konieczność, tylko marnowanie czasu. Poza tym trzeba się ubrać, opancerzyć w maseczkę itd. No i moment, w którym wszyscy wychodzą z pracy nie jest najlepszym momentem na spacery dobrowolne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale wtedy to nie jest już konieczność, tylko marnowanie czasu

 

Spacer jest marnowaniem czasu? :o

 

Strach się pytać, co nim nie jest...

 

Poza tym trzeba się ubrać

 

Siedzisz nago w domu? :Up_to_s:

Ile zajmuje założenie spodni kurtki i butów? :E

 

No i moment, w którym wszyscy wychodzą z pracy nie jest najlepszym momentem na spacery dobrowolne.

 

To fakt, ale powiem Ci, że najlepiej jest chodzić po większych ulicach - na takich jest dość pusto. Skręcam gdzieś w boczną alejkę - 3x tyle ludzi. Wchodzę do parku - łomatko. Idę na przedmieście - jeszcze gorzej.

 

Zabawne jest to, że jak nie było pandemii, to na moich ulubionych trasach spacerowych nie było prawie nikogo, a jak jest pandemia, to są po prostu oblężone ludźmi.

 

 

 

Przecież jeszcze możesz zostać :P Nie ma czego żałować wszystko ma plusy i minusy jeśli patrzysz na zarobki czemu nie chcesz zostać playboyem milionerem? :D Moim zdaniem jeśli nie lubisz w IT to nie masz czego żałować.

 

Wiesz, bo trzeba się wstrzelić we wszystko. Np. przed 2015 to juniorowi dawali kasę,żeby tylko został i się poduczył (i to niemałą), mógł nie umieć niczego, takie było ssanie. Teraz to w zasadzie praktycznie minimalna na start, mega konkurencja.

 

Trochę jak z sprzątaniem kibli w Stanach czy DE. Mój szef z tego zbudował dom, bo wyjechał za komuny i wrócił z garścią dolarów (wartą fortunę). Ja powtarzając to mógłbym sobie kupić budę dla psa.

 

Nie te czasy, po prostu. ;) Teraz to już raczej zawód pasjonata, ale kto miał nosa i wszedł w programowanie kilka lat temu, to dziś jest #programistą15k i może się mądrzyć na 4programmers że juniorzy są roszczeniowi, a bootcampowcy tępi :lol2:

 

Kolejny przykład: po upadku komuny ludzie pierwszy raz zobaczyli w TV... kolorową reklamę :lol2: wiele produktów dopiero wchodziło, konkurencja była zerowa, rynek - pompowany "wreszcie dostępnym" życiem zachodnim MEGA chłonny. Ludzie, którzy potworzyli w tamtych czasach firmy, dziś uważają, że "milenialsi be, pokolenie X to idioci, bo ONI wszystko SAMI zrobili". Tylko kierwa każdy zapomina, na jakie czasy trafił i że startując od zera teraz pewnie by grzecznie się zwijał z rynku po tym, jak mały ZUS by się mu skończył :E

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spacer jest marnowaniem czasu? :o

 

Strach się pytać, co nim nie jest...

Praca, jedzenie (z przygotowaniem), sprzątanie, higiena osobista, załatwianie spraw urzędowych itd...

 

Siedzisz nago w domu? :Up_to_s:

Ile zajmuje założenie spodni kurtki i butów? :E

Tak zupełnie na waleta to raczej nie, może w jakieś leniwe niedziele. Ale jeszcze jest sezon grzewczy i mimo skręcenia grzejników mam non-stop 22-23 stopnie, więc siedzę sobie w krótkich spodenkach dresowych zazwyczaj. No więc nie tylko założyć spodnie, ale najpierw zdjąć. No i najgorsze są zawsze skarpetki. Plus maseczka, której non-stop zapominam i muszę się wracać spod bloku.

 

Trochę jak z sprzątaniem kibli w Stanach czy DE. Mój szef z tego zbudował dom, bo wyjechał za komuny i wrócił z garścią dolarów (wartą fortunę). Ja powtarzając to mógłbym sobie kupić budę dla psa.

Druga sprawa, że wtedy nawet proste prace były lepiej płatne względem kosztów życia. Przynajmniej w USA. Ktoś podliczył, że w latach 70 za 2 miesiące pracy na stawce minimalnej (a więc zawody typowo dorywcze) można było zarobić równowartość średnich rocznych czesnych na przyzwoitej uczelni. Przy obecnych stawkach czesnych i minimalnej trzeba by na to pracować 10 miesięcy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

higiena osobista

 

W sumie możesz potraktować spacer jak higienę osobistą duszy :E

 

Druga sprawa, że wtedy nawet proste prace były lepiej płatne względem kosztów życia. Przynajmniej w USA. Ktoś podliczył, że w latach 70 za 2 miesiące pracy na stawce minimalnej (a więc zawody typowo dorywcze) można było zarobić równowartość średnich rocznych czesnych na przyzwoitej uczelni. Przy obecnych stawkach czesnych i minimalnej trzeba by na to pracować 10 miesięcy.

 

A już wolę nie wspominać o wygraniu życia pt. biorę kredyt, przychodzi hiperinflacja.. spłacam w dwa miesiące ;)

 

Transformacja dawała możliwości, jakich żaden z dzisiejszych 20-30 latków nawet na oczy nie zobaczy :(

 

Dlatego zawsze mnie irytuje, gdy ktoś w wieku 50+ zaczyna narzekać, że młodzi są głupi albo im się nie chce.

Nie wszyscy na tacy dostali okres, w którym pieniądze leżą na ulicy.

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Praca zdalna tylko wtedy, kiedy są do tego warunki. Jeżdżę do biura, bo komfort nieporównywalnie wyższy. Dojazd w obie strony trochę zajmuje, ale większa wydajność pracy rekompensuje straty. Teraz na piętrze jest max kilka osób, więc mogę się skupić na zadaniach. Nie przeszkadzają inni domownicy ani sąsiad z wiertarką. Co mi szczególnie ułatwia pracę, to wiele monitorów + mocny komputer + zewnętrzne peryferia + wygodne stanowisko pracy. Nie trzeba się łączyć przez RDP.

 

Jeśli chodzi o powroty, to często urozmaicam trasę, aby całkiem nie popaść w monotonię. Czasami chodzę pieszo, od czasu do czasu dłuższy spacer pozytywnie wpływa na zdrowie, ale codziennie odpada - ok. godzina w jedną stronę.

 

Najwięcej czasu marnuję na zakupy, przygotowanie żarcia, ogarnianie się i przeglądanie neta.

 

Zgodzę się, że seniorom wszystko łatwiej przyszło. Teraz nie ma już tak łatwo i my na swoje musimy długo zarabiać. Dotyczy to też rynku mieszkań. Oni dostali za darmo, przekształcili za mały procent we własnościowe, a dziś mogą sprzedać po cenie rynkowej. Niektórzy bogacili się za komuny, a po transformacji już nie wiedzie się tak dobrze.

Edytowane przez WebCM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, podziwiam Was - szczerze - większość z was woli biuro :Up_to_s: Ja bym najchętniej nigdy do swojego nie chodził. Wolę nawet nie liczyć, ile już godzin oszczędziłem nie musząc tłuc się metrem "wtę i wewtę", albo ile szarych komórek mam więcej nie słuchając "opowieści z zielonego lasu" ludzi z pokoju. Niemal 2 m-ce zdalnej pracy tylko mnie utwierdziły, że to jest TO. Że tak to jest zupełnie inny komfort pracy.

 

I nie wiem, w jakim intelu czy apple musiałbym pracować, by mieć lepsze stanowisko pracy, niż własne (ogromne) biurko i komp z siga. :Up_to_s:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Była niedawno dyskusja w wątku politycznym na podobny temat. Ogólnie sprawa nie jest jednoznaczna. To był okres dużych możliwości, ale i wielkich tragedii. Jak pisałem - mieszkałem w bloku nauczycielskim, więc było bez sensacji - wynagrodzenia w budżetówce rosły wolniej niż średnia w kraju, bo tak Balcerowicz walczył z inflacją, ale było wiadomo, że szkół przecież nie zlikwidują, więc przynajmniej przyszłość spokojna. Nie to co u pracujących w zakładach produkcyjnych, które masowo albo padały albo były restrukturyzowane, co wiązało się ze zwolnieniami połowy i więcej załogi. Już nie wspomnę o pracownikach upadających PGR-ów, bo oni w ogóle nie mieli co ze sobą zrobić. Z drugiej strony zagraniczne korporacje otwierały biura w Polsce i szukały pracowników. Jak ktoś właśnie skończył jakieś studia, miał przyzwoity angielski i trochę rozgarnięcia mógł się łatwo zaczepić. Trochę później, gdy osoby z pierwszej fali dorobiły się stanowisk kierowniczych mogły już mówić swoim młodszym kolegom, że mają po mięciu na ich miejsce. Podobnie było w handlu: wygłodzony rynek chłonął wszystko, ze sprzedaży na byle straganie można było nieźle żyć. Że już nie wspomnę o historiach jak to właściciel "sieci" 2 sklepów w jakichś podrzędnych lokalizacjach dzięki odrobinie pomysłu i bezczelności zostawał wyłącznym dystrybutorem produktów cenionej niemieckiej marki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I nie wiem, w jakim intelu czy apple musiałbym pracować, by mieć lepsze stanowisko pracy, niż własne (ogromne) biurko i komp z siga. :Up_to_s:

Nie wiem do dokładnie robisz w pracy, ale ja pracuję jako admin i najważniejszym elementem mojego stanowiska pracy są 3 27 calowe monitory. Praca na 1 ekranie w domu to naprawdę męczarnia. Jak loguję się na szybko coś zrobić to nie ma problemu, ale na 8 godzin do tego siadać to jest ciężko.

W mieszkaniu je mam miejsca na takie luksusy.

Dziś pierwszy raz od ponad miesiąca idę do biura w trakcie pracy.

Od poniedziałku najpewniej będę pracować tam na stałe, bo już w domu nie wyrabiam.

Pieszo mam 10 minut.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem do dokładnie robisz w pracy, ale ja pracuję jako admin i najważniejszym elementem mojego stanowiska pracy są 3 27 calowe monitory. Praca na 1 ekranie w domu to naprawdę męczarnia.

 

Rozumiem, ale czy to wina pracy w domu, czy raczej źle wyposażonego stanowiska? :Up_to_s:

 

W domu możesz sobie nawet 10 monitorów postawić jeśli Ci to pomoże. W pracy pracujesz na tym, co Ci szefostwo postawi.

 

Ja bardzo długo w pracy musiałem walczyć o drugi monitor :lol2: i są to gówniane monitorki 21-24 cale.

 

A pracuje z dokumentacją techniczną, więc wiadomo, że to żenada. Ale wiesz, budżetówka. Nikogo to nie obchodzi, że pracujesz na jakimś syfie na węgiel i parę ;)

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zależy jako kto ma priorytety ale raczej ciężko przeznaczyć więcej miejsca na biuro, tak żeby weszło biurko na kilka monitorów.

W pracy mam 4 monitory na dwa komputery, zajmuje to mniej więcej 2m. W domu musiałbym zrezygnować z szafy, bo obecnie 160cm z niewielkim zapasem wchodzi. No i jeszcze głośniki wypada gdzieś zmieścić.

 

Jeżeli ktoś urządza mieszkanie/dom z myślą o pracy, to nie ma problemu. Można to uwzględnić w rozkładzie pomieszczeń i kosztach na sprzęt. Jeżeli praca jest sporadyczna, to moim zdaniem szkoda kasy na takie zestawy, bo do przeglądania sieci i rozrywki w większości przypadków jeden monitor w zupełności wystarcza. Lepiej jeden większy, z większą rozdzielczością niż kilka mniejszych. Np. 24" 1920x1200 spokojnie mieści 2 strony Worda, na 27" 2560x1440 da się wcisnąć 3 strony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Hm, podziwiam Was - szczerze - większość z was woli biuro :Up_to_s: Ja bym najchętniej nigdy do swojego nie chodził. Wolę nawet nie liczyć, ile już godzin oszczędziłem nie musząc tłuc się metrem "wtę i wewtę", albo ile szarych komórek mam więcej nie słuchając "opowieści z zielonego lasu" ludzi z pokoju. Niemal 2 m-ce zdalnej pracy tylko mnie utwierdziły, że to jest TO. Że tak to jest zupełnie inny komfort pracy.

Cieszę się, ale nie każdy w domu ma idealne warunki. Ja bym też chętnie pracował zdalnie, ale wybieram komfort.

 

Nie wiem do dokładnie robisz w pracy, ale ja pracuję jako admin i najważniejszym elementem mojego stanowiska pracy są 3 27 calowe monitory. Praca na 1 ekranie w domu to naprawdę męczarnia. Jak loguję się na szybko coś zrobić to nie ma problemu, ale na 8 godzin do tego siadać to jest ciężko.

Kwestia przyzwyczajenia. Kiedyś wystarczał mi monitor 1024x768. Na studiach ogarniałem wszystko na laptopie. A w biurze odkąd mam 2 monitory, to nie wróciłbym do jednego. Na początku trudno było się przyzwyczaić, ale teraz to znacznie ułatwia pracę. Alternatywa to ekrany 21:9 i zastanawiam się nad zakupem takiego do domu, ale chyba lepiej pójść w 2-3 ekrany.

 

Pieszo mam 10 minut.

Chciałbym tak. :D

 

W domu możesz sobie nawet 10 monitorów postawić jeśli Ci to pomoże. W pracy pracujesz na tym, co Ci szefostwo postawi.

I znów wraca kwestia warunków w domu. We własnym mieszkaniu jeszcze coś wymodzisz, ale sporo osób wynajmuje.

 

Dla mnie priorytet to przenieść się jak najbliżej biura. Cokolwiek nawali, to w max 10 minut pieszo jestem w biurze. Jak dawniej nie było żadnych ofert, tak jest wysyp, głównie wynajem, ale też kilka mieszkań na sprzedaż. Bloki stosunkowo nowe, wybudowane w poprzednim dziesięcioleciu, mieszkania po remoncie, full standard, ale wystrój z lat 90-tych i cena z kosmosu. Wiele rzeczy musiałbym przerobić: nowe meble, wannę na prysznic, itd. Nie opłaca się. A wynajem? Większość oferowanych pokoi nie nadaje się do pracy i to zwykłe klitki dla studentów. Biurka tak małe, że ledwo 1 monitor wejdzie. W pobliżu powstają nowe osiedla deweloperskie, ale to wszystko stoi na bagnach i jedyna atrakcja to beton. Po prostu nie wiem, co dalej robić z tematem. Chcąc mieszkać w cywilizowanych warunkach chyba trzeba się jednak nastawić na dojazd.

Edytowane przez WebCM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie też interesuje kupno mieszkania własnie od dewelopera z tym, że obecna sytuacja jest jaka jest i nie wiadomo jak teraz wyglądają wszystkie kredyty hipoteczne Kraków jak sprawdzam ceny nieruchomości to zbyt dużo się nie zmieniło więc kredyt taki jaki potrzebowałem taki też potrzebuję. Waszym zdaniem który z banków w okresie CoVid-19 ma mimo wszystko najlepsza ofertę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Nieoficjalnie wymagany wkład to nawet 40%.

 

https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/budzet-domowy/koronawirus-kredyt-hipoteczny-na-zakup-mieszkania-jaki-wklad-wlasny/v90728s

 

Ja już tracę cierpliwość. Ile można czekać na lepsze czasy. Życie ucieka. Albo kupuję nowe, albo remontuję tę melinę, ale bardziej skłaniam się do zakupu nowego. Jedyną zaletą meliny jest lokalizacja - centrum miasta, sklepy pod nosem, autobusy i dużo zieleni. O wadach już pisałem - układ pomieszczeń z PRL, ciągnie z klatki, brak klimy, brak wyciągu, brak parkingów podziemnych. Sąsiedzi są w spokojni, większość to emeryci, ale czasami słychać krzyki i gimbusy rap puszczają. Na to nie mamy wpływu. Czynsz niedawno wynosił 500 zł, a teraz już 550 zł. Likwidacja term dopiero po 2022 roku.

 

Na 2 mieszkania z ich wykończeniem (w przypadku meliny remont generalny) obecnie mnie nie stać. Pójście tą drogą oznacza ograniczenie konsumpcji na maksa. Wieczorem przeliczę to dokładnie. Potrzeby oprócz mieszkania są duże.

 

Poza tym nie chcę się bawić w najmy. Raty same się spłacają, ale nagle kuchnia staje się miejscem spotkań, łazienka ciągle zajęta, a zamiast po godzinach rozwijać swoje pasje, to są spotkania towarzyskie, gry, wódeczka, itd.

 

Wątek jest o zakupie mieszkania od dewelopera, więc do tego wrócę. Ciekawa dyskusja wywiązała się na początkowych stronach. Dziś wszystko toczy się wokół auta. Do pracy samochodem, na zakupy samochodem, dzieci do przedszkola samochodem, załatwić jakąkolwiek sprawę samochodem, do znajomych samochodem, a w niedzielę pakujemy dzieci w samochód i wyjeżdżamy poza miasto. Wydawało mi się, że problem dotyczy głównie mniejszych mieścin, gdzie jest ekstensywna zabudowa, gęsta sieć ulic, dużo aut, ale gorzej rozwinięta sieć pieszo-rowerowa (dużo utrudnień typu brak przejść, ogrodzenia) ani okolica nie zachęca do spacerów. Okazuje się, że do tego samego zmierzamy także w dużych ośrodkach z rozwiniętą komunikacją miejską i dosyć gęstą zabudową. Dlaczego każdy woli samochód? Głównie przez braki w infrastrukturze i niestety pracodawcy tworzą udogodnienia tylko samochodom.

 

Może już czekałbym na klucze do mieszkania deweloperskiego, gdyby ktokolwiek odpisywał na maile. Nawet nie ma z kim uczciwie porozmawiać o inwestycjach. Każdy liczy na zyski dla siebie i zataja fakty. Czasami w necie ktoś napisze o pleśni w mieszkaniach i pękających ścianach. A to nie wszystko. Ważna jest np. szczelność akustyczna.

 

Dalej mam wątpliwości. Za komunikacją miejską nie przepadam. Wolę zasuwać z buta. Korzystam sporadycznie, np. na basen, a do pracy tylko wtedy, gdy jest wyjątkowo zła pogoda. Kiedyś i tak kupię samochód, ale na chwilę obecną to nie jest najważniejsza potrzeba. Czy brać pod uwagę lokalizacje słabiej skomunikowane? Z jednej strony w 99% używam własnych środków transportu, ale czasami autobus się przydaje. Druga kwestia to odległość od biura vs odległość od centrum vs obrzeża po przeciwnej stronie. Chcąc mieć 5-10 min do biura, zostaje zakup czegoś na rynku wtórnym lub wynajem.

 

Ostatnia kwestia poruszona na pierwszych stronach. Patrząc na znajomych, to nie trzeba nosić majtek Calvin Klein, żeby znaleźć dziewczynę. Natomiast fakt, że normalnych dziewczyn jest coraz mniej. Dlatego dawno dałem sobie spokój.

Edytowane przez WebCM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciekawa dyskusja wywiązała się na początkowych stronach. Dziś wszystko toczy się wokół auta. Do pracy samochodem, na zakupy samochodem, dzieci do przedszkola samochodem, załatwić jakąkolwiek sprawę samochodem, do znajomych samochodem, a w niedzielę pakujemy dzieci w samochód i wyjeżdżamy poza miasto. Wydawało mi się, że problem dotyczy głównie mniejszych mieścin, gdzie jest ekstensywna zabudowa, gęsta sieć ulic, dużo aut, ale gorzej rozwinięta sieć pieszo-rowerowa (dużo utrudnień typu brak przejść, ogrodzenia) ani okolica nie zachęca do spacerów. Okazuje się, że do tego samego zmierzamy także w dużych ośrodkach z rozwiniętą komunikacją miejską i dosyć gęstą zabudową. Dlaczego każdy woli samochód? Głównie przez braki w infrastrukturze i niestety pracodawcy tworzą udogodnienia tylko samochodom.

Przez brak wizji rozwoju miast doszło do suburbanizacji. Dodatkowo każdy woli mieszkać w spokoju z dala od centrum, więc tym bardziej to wszystko się rozlało i rozciągnęło.

Mieszkając na przedmieściach praktycznie nie ma innego wyboru niż samochód, bo wszędzie daleko.

 

Nawet mieszkając bliżej centrum nie zawsze komunikacja miejska daje radę. Jeżeli ktoś ma do wyboru 40 minut czy godzinę tłuczenia się komunikacją, a samochodem 20-30 minut, to wybór jest dosyć prosty.

Nie zawsze znajdzie się robotę blisko domu lub nie każdy chce lub może się przeprowadzić po zmianie, więc nie da się wszystkiego z buta ogarnąć.

 

No ciągle u nas pokutuje przeświadczenie, ze samochód to luksus, prestiż, osiągniecie poziomu w życiu.

Miasta pod ten samochód się rozwijały, więc jest sporo udogodnień. Teraz się to zmienia ale powoli, bo to nie są łatwe tematy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WebCm,

 

Jakie miasto?

 

W Warszawie jest totalna pułapka na samochody. W sumie to dość absurdalna sytuacja, warta opisania dla przestrogi.

 

Otóż działki w Warszawie są z grubsza wycenione w stosunku do odległości do centrum. I takie Michałowice kosztują 500-600 PLN z metra, gdyż mają chyba 12km do centrum. A Halinów kosztuje 150-200 z metra, gdyż ma 25km.

 

ALE.

 

Powyższe wyliczenia są typowym lepem na przyjezdnych. Te 12km do centrum da Ci szybki dojazd o 3 w nocy w sobotę. W pozostałe dni masakryczny korek w tzw. godziny szczytu sprawia, że z kilkunastu minut robi się ponad 30 minut. google podaje 20-40 min, weźmy średnią: 30 minut jazdy w korku. Co nie uwzględnia parkowania, które nie zawsze jest komfortowe. Parking firmowy - okej. Ale jeśli jedziemy gdzieś, gdzie trzeba zaparkować "na dziko", to potrafi dojść kilka minut kluczenia w poszukiwaniu miejsca, a potem kilka minut z buta :E

 

Tymczasem pociąg z Halinowa do centrum jedzie 25 minut.

 

Porównując ceny - lol! trzykrotnie taniej.

I co z tego, że 12km dalej, skoro de facto jedzie się szybciej?

 

Oczywiście ktoś może powiedzieć: no tak, ale w pociągu masz ścisk. Owszem. Ale czy ten ścisk jest gorszy od 30 min stresu, trąbienia, uważania (bo warszawskie ulice w porannym korku to masakra)? To taki super komfort? nie wydaje mi się :E

 

Natomiast Warszawa jest specyficzna. W większości miast w ogóle nie ma co sobie zawracać głowy komunikacją miejską, bo jeździ rzadko, jest wypełniona sebixami i samochodem jest szybciej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
' date='07 Maj 2020 - 13:28' timestamp='1588850896' post='15895551']

No ciągle u nas pokutuje przeświadczenie, ze samochód to luksus, prestiż, osiągniecie poziomu w życiu.

Miasta pod ten samochód się rozwijały, więc jest sporo udogodnień. Teraz się to zmienia ale powoli, bo to nie są łatwe tematy.

Myślisz? Patrząc na to, co jeździ po naszych drogach, ciężko to nazwać prestiżem. Rozumiem, gdy jedzie Bentley. Aż się chętnie obejrzę i z uznaniem kiwnę głową. Fajne, szacun, że się udało. Ale 15-letnie trupy od BMW i Audi to żaden luksus. Autka miejskie też nie, bo to są zwykłe wozidełka, nawet jeśli nowe z salonu. Wg mnie większość osób postrzega dojazd swoim autem od drzwi do drzwi po prostu jako wygodę. Nie ma tłoku w autobusie, nie ma przesiadki do tramwaju z żulem i nie ma przygłuchej babci, opowiadającej historie swojego życia na pół przedziału oraz nie ma piłujących japę dzieci (sorry, jak ktoś się poczuje tym urażony). Nie trzeba też się zastanawiać, czy autobus w ogóle przyjedzie. Jak najbardziej popieram korzystanie z komunikacji miejskiej i sam działkę pod dom wybierałem tak, aby z pociągu wskoczyć w tramwaj i być w centrum Wrocka. Ale... trzeba uczciwie przyznać, że komunikacji miejskiej wiele jeszcze brakuje, żeby zachęcić ludzi do porzucenia prywatnych samochodów. Po pierwsze musiałaby być niezawodna i nie gubić kursów. Po drugie blaszana pucha bez klimy w środku lata to nie to. Po trzecie buce za kierownicą, które zamykają drzwi przed nosem ludziom, którzy przesiadają się z innego kursu to już w ogóle żenada. No i konkretnie w przypadku Wrocławia liczba wypadających z torów tramwajów, które paraliżują każdego tygodnia trasę W-Z jest oszałamiająca. Zgadzam się, że to idzie w dobrym kierunku, ale za wolno. Kolejny problem to polskie prawo przetargowe. Wygrywa tanio zamiast dobrze. Z okazji Euro 2012 na zachodzie Wrocka powstał osobny, szeroki buspas pomiędzy dwupasmowymi jezdniami. Super. Szkoda tylko, że już w 2015 koleiny wyglądały, jakby zostawił je czołg. Obecnie jedzie się jak worek kartofli. Tory w tych samych miejscach spawają każdego roku, a tramwaje nadal turlają się po nich 5km/h i podskakują jak zabawki.

Edytowane przez Karister

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się

Komentowanie zawartości tej strony możliwe jest po zalogowaniu



Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Tematy

  • Odpowiedzi

    • Ooo, ja też jestem toksyczny? Bo w sumie wpisuję się w ten schemat   Może zmienię nick na Toxic Crusader    Jak sam zauważyłeś, forum nie było specjalnie popularne, ale to wynikało raczej z faktu że ci co lubili tą formę komunikacji byli już "zagospodarowani" przez PClola i Pjur, natomiast młodsi wybierają raczej grupy na Fejsie lub Discordzie.   
    • Też się zarejestrowałem na ITH.  Jednak jak przejrzeć to forum, to przed zalewem uchodźców z PCLaba było praktycznie martwe. Także coś tam musiało być mocno nie tak, albo było olewane przez właścicieli portalu. Teraz skorzystali na kasacji PCLab i dostają sporo świeżej krwi. Czy to wystarczy by tamto forum się utrzymało, czy też ludzie się rozejdą po necie, zobaczymy myślę że w ciągu ok roku maks dwóch. Z minusów to jest tam pełno toksycznych użytkowników, w tym pobanowanych z PCLaba czy trzymanych tu za twarz przez moderację, a tam dających popisy bez ograniczeń.   Z plusów to odbudowano tam strukturę tematów w ofiie z PCLaba.   P.S. Zobaczymy też czy rdzennym użytkownikom ITH spodoba się że uchodźcy narzucili swoją kulturę
    • IC Diamonda działał patent z podgrzaniem, a na Artcica nie  Oddałem kumplowi założył na 9600Pro gdzie oryginalne coś to był wyschnięty piasek 
    • Może zróbmy ulotki na drzewach porozwiejszamy ze szukamy ludzi,taka warszawa ma duzo miejsc na ulotek
    • ITH trochę się rozkręci i zyska wielu nowych użytkowników, ale sądzę, że nie będzie to aż tak prężnie działające forum jak PCL. Ludzie po upadku/zamknięciu ich najbardziej ulubionego miejsca w internecie dość często się rozpływają, przestają pisać.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...