Skocz do zawartości
WebCM

Zakup mieszkania od dewelopera

Rekomendowane odpowiedzi

A to może zależy od indywidualnych warunków / zarobków, ja miałem obowiązkowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy było obowiązkowe ale jak go potem nie przedłużysz to po prostu marża rośnie, u mnie +1%.
U mnie w korpo i tak mi płacą za ubezpieczenie więc jakiś % wrzuciłem na bank i tyle.

11 minut temu, POL_eXplosiV napisał:

jeśli ktoś ma w takim przypadku problem ze spłatą raty, to znaczy, że nie było go po prostu stać na ten kredyt

No ale co z tego że nie było go stać? :D Weźmie od państwa (w sensie my się dorzucimy) 2k/mc + nieoprocentowane wakacje kredytowe z najnowszej ustawy i sobie na luzie przetrwa wysokie stopy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coraz "weselej". Ciekawe czy inne banki pojda w slady BNP

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Adi777 napisał:

Ostatnio dużo słyszałem o sporej ilości nieskończonych domów, jeśli to prawda, bo kasy zabrakło na dokończenie.

 

1. Zawsze takie były w ofertach.

2. Teraz może być tego więcej, bo rok temu modnym było zostać domorosłym deweloperem. Budować nawet w kredyt żeby sprzedać z zyskiem, bo ziemia drożeje, materiały drożeją, nieruchy drożeją. 

90% wolnostojących domów to prawdopodobnie domy na własne cele budowane.

90% bliźniaków to na handel od domorosłych deweloperów. Jak macie jakieś w okolicy to sprawdźcie czy FV daje sprzedawca. Czy też trzeba podatek jak za używkę zapłacić. 

Pomijam oczywiście osiedla. Chociaż bogaci ludzie mogli zainwestować siano nawet na osiedlach. I budować kilka budynków jednocześnie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 godziny temu, Wu70 napisał:

aha, czyli wszystko jednak skończy się na kolejnym dodatku dla bezrobotnych, nici z RTXa :mad:

musiałem kupić używkę :(:(:(:(:(

  • Sad 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Kitu napisał:

Spłacasz pozostały kredyt, reszta do kieszeni.

No tak, czyli spłacam resztę kredytu, czyli ile realnie za te 500? 700, 800? Więcej? Jaka reszta do kieszeni? Kasa ze sprzedaży domu to reszta? Reszta czego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Adi777

Wziąłeś 500k kredytu. Powiedzmy, że spłaciłeś 300k jak pisałeś. I teraz powiedzmy, że hipotetycznie dom w stanie deweloperskim sprzedajesz za 700k. Do banku oddajesz kapitał niespłacony czyli 200k. Reszta jest twoja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, Adi777 napisał:

No tak, czyli spłacam resztę kredytu, czyli ile realnie za te 500? 700, 800? Więcej? Jaka reszta do kieszeni? Kasa ze sprzedaży domu to reszta? Reszta czego?

?? 500-200=300, tyle trzeba jeszcze spłacić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chwila, za wzięte 500 oddaję 500? Może ciężko myślę ;-), ale chyba czegoś tu nie rozumiem.

A co z odsetkami???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Pytałeś co się stanie z resztą niespłaconego kredytu jeśli byś sprzedawał chatę w trakcie spłacania kredytu.

No i oczywiście, że przez ten czas co spłacałeś kredyt to oprócz tych 200k dochodzą jeszcze odsetki.

Edytowane przez bashey_pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, bashey_pl napisał:

oprócz tych 200k dochodzą jeszcze odsetki.

Których będzie niemało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
8 minut temu, Adi777 napisał:

Chwila, za wzięte 500 oddaję 500? Może ciężko myślę ;-), ale chyba czegoś tu nie rozumiem.

A co z odsetkami???

Odsetki już zapłaciłeś przez 2 lata, przez tak krótki czas to bardzo mała kwota. Zyski będą kilkukrotnie większe

Edytowane przez Wu70

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
18 minut temu, Adi777 napisał:

Których będzie niemało.

Ty w ogóle nie rozumiesz jak działa kredyt i skąd się biorą odsetki i dlaczego są takie wysokie w momencie, w którym spłacasz kredo 30 lat i dlaczego nie musisz płacić 30-letnich odsetek jeżeli spłacasz kredyt po 3 latach oO

Straszne i przerażające, jeżeli jest więcej takich osób.

Sprawdź sobię symulację procentu składanego przy oszczędzaniu 500zł co miesiąc przez 18 lat z kapitalizacją roczną i oprocentowaniem 5% to też Cie wyrwie z butów jaki prezent mógłbyś zrobić dziecku na 18tke gdybyś odkładał mu hajs z 500+:E

Edytowane przez pulse_
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, pulse_ napisał:

Ty w ogóle nie rozumiesz jak działa kredyt i skąd się biorą odsetki i dlaczego są takie wysokie w momencie, w którym spłacasz kredo 30 lat i dlaczego nie musisz płacić 30-letnich odsetek jeżeli spłacasz kredyt po 3 latach oO

No tak, nie rozumiem, bo nigdy się tym nie interesowałem.

Jeżeli bym spłacił po 3 latach, lub ogólnie w miarę szybko. W poprzedniej pracy nierealne, w obecnej już bardziej.

26 minut temu, pulse_ napisał:

dlaczego nie musisz płacić 30-letnich odsetek jeżeli spłacasz kredyt po 3 latach oO

Nie no, to rozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak przeglądam po przerwie kilka ostatnich stron dywagacji o kosztach i problemie ze znalezieniem wykonawcy i widzę ile mniej roboty przy domu :E
Już sam proces budowy daje taki włożony kapitał czasu i nerwów, że będzie się go spłacać tyle co kredyt ;)

Patrząc też po ludziach z pracy ile siwych włosów kosztowało ich stawianie domu, to nie wiem czy to tak tanio mieszkać.
Już nie chce mi się wygrzebywać, kto pisał, że przerzucanie węgla to nie robota. No jakoś kolega w mieście nie narzeka, że nie musi codziennie rąbać drewna tak jak w rodzinnym domu.

 

O demografii też widzę wysypało ekspertów od 7 boleści, którzy patrzą tylko na suche cyfry, a nie widzą co się po nimi kryje.

Tak jak było już napisane, na jedno mieszkanie średnio przypadają 2 osoby, a teraz coraz częściej pojedyncze. Musi ubyć 2x (pewnie bliżej 1,5 bo najstarsza część społeczeństwa już raczej samotna) tyle starego pokolenia, żeby lokal się zwolnił.

Kolejna sprawa, to jak wygląda rozkład demograficzny. Obecnie dopiero zaczynają się zwalniać mieszkania rodziców bumu demograficznego lat 60 i 70. Jedno mieszkanie pewnie przypada średnio na 3 dorosłe osoby. One też mają dzieci, średnio miej ale pewnie około 2 wyjdzie. Te dzieci wchodzą teraz na rynek pracy, idą na swoje, musiałoby dochodzić do masowego wymierania babć i dziadków, żeby ich mieszkania przeszły na wnuki. Doświadczenie mi podpowiada, że jednak większość w tym momencie dziadków jeszcze ma.
Tak na prawdę dopiero schyłek mojego pokolenia da zwolnienie większej puli mieszkań. To ci z wyżu demograficznego muszą zacząć umierać. A to jeszcze dobre 20-30 lat zanim nastąpi.

U mnie dosyć prosta choć niedokładna kalkulacja (nie znam sytuacji od strony rodzin powiązanych małżeństwem). 1 mieszkanie w pokoleniu pra, 2 w pokoleniu babci i dziadka, 3 w pokoleniu rodziców, w moim pokoleniu 6 osób.
Mieszkanie prababci w niejasny dla mnie sposób wyparowało (za młody byłem, żeby wiedzieć co tam się zadziało, czy to jeszcze czasy spółdzielcze, czy ktoś się "dobrze" zakręcił i przejął). Jedna siostra poszła na swoje zanim się zwolniło cokolwiek. Druga niestety mniej więcej "wpasowała" się w mieszkanie po babci. Mieszkanie po siostrze babci poszło w inną część rodziny. Ja z bratem i kuzyn musieliśmy sami sobie sprawić lokum.
Kolejne pokolenie to jak na razie 5, ma jeszcze trochę czasu na wyjście z domów ale mieszkań w pokoleniu rodziców wcale nie tak dużo (bratowa i szwagier też mają rodzeństwo).
Tak jak pisałem, dopiero moje pokolenie będzie zwalniać zasoby mieszkaniowe i to tylko dlatego, że z dzietnością słabo. Przy normalnej młodsze pokolenie to by było z 10-14 dzieciaków (a jeszcze można doliczyć ich kuzynostwo).

Jeżeli ktoś liczy, że populacja nam tak szybko spada, że niedługo rynek zaleją tanie mieszkania, to się grubo przeliczy.
Ja obstawiam, że dopiero wnuki mojego pokolenia mają szansę się na to załapać.

 

W dyskusji zostało całkowicie pominięta kwestia starzenia się budynków. To co zostało wybudowane w latach 60 i 70 będzie coraz droższe w utrzymaniu, będzie wymagało generalnych remontów. Nie zdziwiłbym się jak za te 20 lat zaczną być wyburzane, żeby postawić nowe z o wiele lepszymi parametrami termicznymi i akustycznymi.
Może za wcześnie to wieszczę ale moment zastępowania starego budownictwa nastąpi, czyli pula mieszkań zasadniczo nie zmieni się.

 

Była już wspominana lokalizacja mieszkań i domów, która na przestrzeni kilku pokoleń istotnie się zmieniła.
Młodzi z wiosek i małych miast gminnych już od dawna wyjeżdżają i ciągnie ich do dużych miast. Wystarczy zrobić przegląd w pracy kto skąd przyjechał. Mogę śmiało powiedzieć, że u mnie pewnie ponad połowa jest z mniejszych miejscowości i przyjechała do Gdańska najpierw na studia, a potem została. Są pojedyncze przypadki przyjazdu z innego dużego miasta.
Nawet jak się zwolni mieszkanie/dom to młodzi go nie osiedlą, prędzej sprzedadzą, żeby mieć na swoje. Tylko na prowincji ceny nie są takie wysokie, więc nie wystarczy na nowe mieszkanie czy dom w dużym mieście i jego okolicach.
Mieszkaniowo rozkład jest już bardziej zróżnicowany ale nie odbiega od ogólnych trendów suburbanizacji. Mieszkania są na sąsiednich dzielnicach od centrum, domy przedmieścia i mniejsze miejscowości wokół aglomeracji Trójmiejskiej. Tu warto zaznaczyć, że dzieci starszych pracowników, którzy pobudowali domy w większej odległości, osiedlają się jednak w mieście, bo bliżej na uczelnię, do znajomych itp.

W kraju też widać gdzie się buduje, a gdzie wyludnia się. Jeżeli jest sprawna komunikacja z większą aglomeracją, to tam się budują osiedla deweloperskie domków, szeregów, większych budynków. Indywidualne domy mam wrażenie, że znacznie mniej prężnie powstają.
Tam gdzie komunikacja kiepska lub brak dużej aglomeracji, to teren wyludnia się, zostają praktycznie sami rolnicy. Jedyny wyjątek, to tereny turystyczne, gdzie stawia się na wynajem, agroturystykę.

Pewien wyjątek stanowi dla mnie Kotlina Kłodzka ale to pewnie przez to, że mam okazję obserwować już dłuższy czas. Na początku poprzedniej dekady wyglądało na prostą drogę do upadku wielu miejscowości. Obecnie część z nich odżywa, nie tylko za sprawą rozwijającej się turystyki ale też przez zasiedlenie prawdopodobnie z Wrocławia.
Niestety wchodzą też patoinvestorzy/developerzy, którzy zwietrzyli interes :kwasny:

  • Like 1
  • Upvote 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
24 minuty temu, Bono[UG] napisał:

Już sam proces budowy daje taki włożony kapitał czasu i nerwów, że będzie się go spłacać tyle co kredyt ;)

Bo ja wiem...

Większość z tych rzeczy jest po prostu... fajna :E Jak gry strategiczne :D Jak nie lubisz, to i budowy nie polubisz.

Fajnie jest planować i realizować coś własnego moim zdaniem. Nie każdemu się spodoba, rzecz jasna. Ale to coś jak z... no nie wiem, siłownią? Chodzisz, rozpisujesz treningi, ogarniasz diety, jest upierdliwie, ale potem masz satysfakcję i fajne efekty - siła, wytrzymałość, wygląd, zdrowie, etc. Tutaj też. Dobrze zrobiona chata daje frajdę, spokój, wygodę.

 

ps. bardzo fajnie ujęte na temat demografii.

Edytowane przez Kaiketsu
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze przedstawiony temat. Praca zdalna (która wg mnie i tak jest tymczasowa) nieco spowolniła procesy wyludniania małych miast i wsi, albo wcale nie spowolniła (nie mam dokładnych danych), bo młodzi i tak uciekają dużych miast. Rozrywka, atrakcje, dla rodzin większa dostępność szkół...  W małych mieścinach o 22:00 koniec picia. Idziesz tam, gdzie masz więcej znajomych, dziewczynę, większe szanse na zrobienie kariery, a nie każdy pracuje w zawodzie, gdzie da się pracować zdalnie.

Na zdalną ucieka się na wieś, jeśli jest dobrze skomunikowana.

Procesy dalszego napływu do dużych ośrodków są nieuniknione i nikt nie czyni działań, aby to spowolnić.

U mnie prace mogłyby się zacząć już początkiem lipca, ale prawdopodobnie projektantka się nie wyrobi, a trzeba będzie jeszcze pozwozić materiały (ktokolwiek się tym zajmie, to zawsze coś nie dojedzie). Natomiast gość, co wydawał się najbardziej kumaty i robił już w tych blokach, ma termin dopiero w październiku. No i tak się zastanawiam, czy się za wszelką cenę śpieszyć. Chodzi o to, że będzie już zimno, czyli ściany wolniej schną, itd. Ale jak coś się robi na ostatnią minutę, to zazwyczaj nie wychodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
6 godzin temu, Adi777 napisał:

Ostatnio dużo słyszałem o sporej ilości nieskończonych domów,

To chyba pan Narkun rozsiewa, ja tam wchodzę na OLX czy OTODOM i dla aglomeracji warszawskiej (3 mil ludzi) jest garstka takich niedokończonych domów, wszystkie w złych cenach (cena odtworzeniowa+100-200tys to normalka).

Poza tym niedokończone domy były i w 2020, i 2021. Czasem zmieniają się plany życiowe, partnerzy/partnerki, etc. i już nie można kontynuować. Albo taki został zbudowany celem odsprzedaży :>

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@Bono[UG] To nie sa tylko suche dane. Obstawiam, ze studentem byles pewnie z 10 lat temu a wtedy byl szczyt. I teraz ci ludzie szukali w wiekszosci mieszkan. Tylu osob w tym wieku juz w Polsce nie zobaczymy.  Od tego czasu studentow ubedzie o jakies pol miliona albo wiecej.

Godzinę temu, Bono[UG] napisał:

Młodzi z wiosek i małych miast gminnych już od dawna wyjeżdżają i ciągnie ich do dużych miast

To tez troche wychamowalo, przez podkrecanie pensji minimalnej. Czesto bardziej oplaca sie siedziec na minimalnej w tanim mieszkaniu w pipidowie niz pchac sie do duzego miasta.
Najnowsze prognozy, ktore widzialem to w ciagu ok 20 lat na zero z wiekszych miast to ma zostac tylko Warszawa. Reszta sie troche wyludni.

Godzinę temu, Bono[UG] napisał:

Jeżeli ktoś liczy, że populacja nam tak szybko spada, że niedługo rynek zaleją tanie mieszkania, to się grubo przeliczy.
Ja obstawiam, że dopiero wnuki mojego pokolenia mają szansę się na to załapać....

U mnie dosyć prosta choć niedokładna kalkulacja (nie znam sytuacji od strony rodzin powiązanych małżeństwem). 1 mieszkanie w pokoleniu pra, 2 w pokoleniu babci i dziadka, 3 w pokoleniu rodziców, w moim pokoleniu 6 osób.

U kazdego sytuacja jest inna no ale liczby i zastepowalnosc pokolen nie klamie. W przeciagu 10 lat to bedzie juz imho naprawde widoczne.
Polacy juz teraz maja gdzie mieszkac. Ostatnie wykresy pokazywaly ze wiecej jak 50% to byly zakupy inwestycyjne. Mamy boom na mieszkaniowce spowodowany inwestorami i nadmiarem kasy a nie potrzebami mieszkaniowymi. Widzialem gdzies nowszy wykres gdzie to sie jeszcze bardziej rozjechalo. Wzrosty na rynku nieruchomości zaczęły się nieprzypadkowo od momentu, kiedy oprocentowanie lokat zaczęło być mniejsze od poziomu inflacji, i im dalej w las tym więcej zakupów inwestycyjnych. Do tego przeświadczenie i sentyment, ze nieruchomosci to najlepsza inwestycja bo zawsze rosnie a historia przeciez pokazuje, ze to nie prawda.

 

6i0WAsN.jpg

Godzinę temu, Bono[UG] napisał:

Patrząc też po ludziach z pracy ile siwych włosów kosztowało ich stawianie domu, to nie wiem czy to tak tanio mieszkać.

Dla mnie to misja dla hardkorow :P Robisz z siebie dewelopera... zeby wybudowac 1 dom dla 1 rodziny. Polecam jak ktos ma duzo czasu albo malo wrazen w zyciu to budowa zabierze mu duzo czasu i dostarczy mnostwa wrazen xD

 

Godzinę temu, Bono[UG] napisał:

Obecnie dopiero zaczynają się zwalniać mieszkania rodziców bumu demograficznego lat 60 i 70

Pamietaj, ze kiedys ludzie mieli tez pierwsze dziecko duzo szybciej wiec moze byc "kumulacja".

 

Godzinę temu, Bono[UG] napisał:

W dyskusji zostało całkowicie pominięta kwestia starzenia się budynków. To co zostało wybudowane w latach 60 i 70 będzie coraz droższe w utrzymaniu, będzie wymagało generalnych remontów

Wiekszosc budynkow plyty np jest w dobrej kondycji, ocieplona itd Do remontow konkretnych to jeszcze dlugie lata. W miastach jakichs mega zruinowanych kamienic to tez praktycznie brak. Albo zburzone i w ich miejsce powstalo cos nowego albo byl juz konkretny remont.

 

Tu tez fajnie rozpisane prognozy sprzed 8 miesiecy. 

Cytat

1. Przesunięty popyt (główna przyczyna wzrostu cen)
- Koronawirus połączony z obniżeniem stóp procentowych dał bodziec do zaciągania kredytów mieszkaniowych, co doprowadziło do przesunięcia popytu (tzn. osoby które normalnie kupiłyby mieszkanie/dom za kilka lat stwierdziły, że kupią dzisiaj.) Spowodowało to zwiększenie popytu mieszkań kupowanych na kredyt.
- Lokatowe Janusze po obniżeniu stóp procentowych wycofały pieniądze z lokat i postanowiły "zainwestować" w mieszkania (związane jest to z tym, że dosyć niedawno staliśmy się gospodarką wolnorynkową w związku z tym Polacy starszej daty nie potrafią inwestować w nic innego jak mieszkania czy jak to mawiał słynny polak Śp.Testoviron w chleb i masło.) Spowodowało to zwiększenie popytu mieszkań kupowanych za gotówkę.
Powyższe dwa czynniki w zupełności wystarczają do spowodowania wzrostu cen, a do tego po pewnym czasie doszedł trzeci czynnik:
- FOMO /Społeczny dowód słuszności spowodował, że sporo ludzi w ogóle nie myślących o zakupie mieszkania postanowiło kupić bo somsiad kupuje, bo w gazetach piszo (że nieruchomości to the moon), osoby z działkami zaczęły budować chociaż od lat na ich działkach rosła trawa i nic się nie działo. Samospełniająca przepowiednia się spełniła ludzie sami wykreowali wzrost cen.
2. Co spowoduje odwrócenie tego trendu w bliższej i dalszej perspektywie
2.1 Perspektywa bliższa
- W najbliższych miesiącach zostaną podniesione stopy procentowe, już zaczęły się wywiady premiera na ten temat itd. (na początek pewnie niewiele ale to zarysuje to pewien trend), rata kredytu zaciągniętego w 2020/2021 wzrośnie o 100-200zł niby niewiele ale to będzie dopiero początek. Gospodarstwa domowe biedniejsze o te 100-200zł będą mniej wydawały spadnie popyt na towary.
- Lokaty trochę wzrosną (niewiele), Janusze może powrócą z pieniędzmi do lokat (jak jara ich 5% ROI z nieruchomości gdzie trzeba się użerać z sebixami na najmie, to może bezstresowa lokata ich też zachęci). Zamrozi to w pewien sposób konsumpcje.
2.2 Perspektywa dalsza
- W dalszej perspektywie 10 letniej bądź dłuższej nasz kraj zacznie się wyludniać (wbrew pozorom w ekspresowym tempie), a to spowoduje nadwyżkę mieszkań na rynku i spadek ich cen (przyrost naturalny na poziomie -200 tysięcy zagości u na na lata).
2.3 Osobiste obserwacje
- Kierownik kupił dom w szeregówce,
- Sekretarka z mężem buduje dom,
- Kierownik z innego działu też buduje dom na swojej działce kupionej kilka-kilkanaście lat temu,
- Rodzina znajomego kupiła mieszkanie od dewelopera pomimo tego, że ma już domek za miastem i mieszkanie w mieście,
- Znajoma po studiach kupiła mieszkanie od dewelopera we Wrocławiu (chociaż wątpię żeby było ją na nie stać).
Ogólnie obserwuje to FOMO na rynku w mojej małej bańce. W mojej opinii jak oni wszyscy już się wybudują to nie będzie miał kto kupować i powrócimy do spadków, deweloperzy nie ogarną momentu w którym wajcha zostanie przełożona, a sentyment rynku się zmieni i zostaną z mieszkaniami wybudowanymi/w budowie których nikt nie będzie chciał kupić.

 

Edytowane przez Michaelred
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
5 minut temu, Michaelred napisał:

Czesto bardziej oplaca sie siedziec na minimalnej w tanim mieszkaniu w pipidowie

Ludzie nie kierują się zwykle tym, co jest opłacalne. Tylko sentymentem bądź chęcią. Inaczej każdy z Warszawy by się przeprowadził do Zielonej Góry. Pensje 1,5x niższe, ale mieszkania 2x tańsze.

Ludzie młodzi w większości nie chcą mieszkać w miastach-umieralniach, albo wsiach w Polsce B, niezależnie od tego, jak "opłacalne" jest życie w nich. Ciągnie ich do wielkich miast.

5 minut temu, Michaelred napisał:

Ostatnie wykresy pokazywaly ze wiecej jak 50% to byly zakupy inwestycyjne. Mamy boom na mieszkaniowce spowodowany inwestorami i nadmiarem kasy a nie potrzebami mieszkaniowymi.

No patrz, w 2008 nie było ich prawie wcale*, a mimo to mieliśmy bańkę mieszkaniową... 8:E

*na podstawie wklejonego wykresu

5 minut temu, Michaelred napisał:

Polecam jak ktos ma duzo czasu albo malo wrazen w zyciu to budowa zabierze mu duzo czasu i dostarczy mnostwa wrazen xD

To z doświadczenia? Czy powtarzasz zasłyszane? :> Ile domów zbudowałeś?

 

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
31 minut temu, Kaiketsu napisał:

To z doświadczenia? Czy powtarzasz zasłyszane? :> Ile domów zbudowałeś?

onkolog musi chorowac na raka zeby rozumiec, ze to jest ujowa choroba? Jezeli nie zabierze duzo czasu albo nie zapewni wrazen to znaczy, ze bedzie wiecej kosztowac bo ktos  bedzie musial to za nas ogarniac. Rozumiem tez, ze kazdy ma inny prog bolu albo inaczej patrzy na budzet itd

31 minut temu, Kaiketsu napisał:

No patrz, w 2008 nie było ich prawie wcale*, a mimo to mieliśmy bańkę mieszkaniową... 8:E

W 2005 zaczely sie u nas dopiero pojawiac dostepne dla wiekszej liczby ludzi kredyty hipoteczne. W zasadzie wtedy dopiero sie u nas zaczelo budowanie na dlugoletnie kredyty dla mas. Pamietam jak jeszcze rok wczesniej u mnie na dzielni byly plakaty spoldzielni mieszkaniowej "nowe mieszkania od 2499m2" i kurde nie wyprzedawaly sie na pniu a budynek byl juz wybudowany :D

Cytat

Boom na rynku kredytów hipotecznych miał w Polsce ścisły związek z rozpowszechnieniem się kredytów w walutach obcych. Zgodnie z danymi ZBP, w 2005 r. oprocentowanie 30-letniego kredytu w złotych wynosiło około 5,3 proc., a we frankach szwajcarskich – ok. 1,8 proc. W połączeniu z wysokimi cenami najmu, poprawiającą się po wejściu do UE sytuacją gospodarczą i oczekiwaniami dotyczącymi rychłego przyjęcia euro stanowiło to mieszankę, która napędziła szybki wzrost akcji kredytowej.

o frankowiczach juz zapomnial? :D

31 minut temu, Kaiketsu napisał:

Ludzie nie kierują się zwykle tym, co jest opłacalne. Tylko sentymentem bądź chęcią. Inaczej każdy z Warszawy by się przeprowadził do Zielonej Góry. Pensje 1,5x niższe, ale mieszkania 2x tańsze.

To fakt ale tylko wtedy jak maja "latwie pieniazki" do zalatwienia. Jak tego zabraknie to juz bardziej ekonomicznie patrza na te sprawy. No i przeciez nie tylko cena mieszkania sie w zyciu liczy.

31 minut temu, Kaiketsu napisał:

Ludzie młodzi w większości nie chcą mieszkać w miastach-umieralniach, albo wsiach w Polsce B, niezależnie od tego, jak "opłacalne" jest życie w nich. Ciągnie ich do wielkich miast.

to prawda ale juz w tym kraju nigdy nie bedzie tylu mlodych ludzi co w minionych latach a przynajniej nic tego narazie nie zapowiada.

 

Edytowane przez Michaelred

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Michaelred napisał:

onkolog musi chorowac na raka zeby rozumiec, ze to jest ujowa choroba?

Nie, onkolog za to musi się o nim uczyć 11 lat i potem praktykować wiele, by być ekspertem.

Jakie są więc Twoje podstawy do takich stwierdzeń? :) Powtarzasz zasłyszane?

To nie jest zaczepka, po prostu to wcale nie musi być męczące. Jak słusznie zauważyłeś - za dopłatą. Ale nie musi.

3 minuty temu, Michaelred napisał:

W 2005 zaczely sie u nas dopiero pojawiac dostepne dla wiekszej liczby ludzi kredyty hipoteczne. W zasadzie wtedy dopiero sie u nas zaczelo budowanie na dlugoletnie kredyty.

Kolego, kredyt hipoteczny na masową skalę wprowadzono w Polsce około 1996 roku :)

3 minuty temu, Michaelred napisał:

o frankowiczach juz zapomnial? :D

Nieee :) Ale trzeba pamiętać, że większość z nich weszła na rynek w 2008 roku dopiero. A więc już po napompowaniu cen.

Bo w 2008 frank spadł poniżej 2 zł. A dokładnie to 17 lipca, więc od połowy 2008, kiedy ceny już spadały. ;)

5 minut temu, Michaelred napisał:

To fakt ale tylko wtedy jak maja "latwie pieniazki" do zalatwienia. Jak tego zabraknie to juz bardziej ekonomicznie patrza na te sprawy. No i przeciez nie tylko cena mieszkania sie w zyciu liczy.

Słusznie. Cena to nie wszystko. Młodzi po prostu chętniej wynajmą IMO. Czy też raczej zostaną do tego przymuszeni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
42 minuty temu, Kaiketsu napisał:

Jakie są więc Twoje podstawy do takich stwierdzeń? :) Powtarzasz zasłyszane?

nie zaslyszane gdzies tylko z konkretnych rozmow z konkretnymi ludzmi, ktorych nie podejrzewam o konfabulacje i uwazam za solidnych ludzi. Mam nawet znajomego, ktory jest jednym z dykretorow sporej firmy budowlanej w regionie a przy budowie swojego domu i tak bulwami rzuca co chwile :D No chyba, ze ma jakies wysrubowane wymagania. Kolejny znajomy rodzicow w budowlance odkad pamietam, na jakims konkret stanowisku tez dom kupil gotowca pod klucz. A reszta historii to zwykle ludki moi znajomi, ktorzy sie budowali. Wiekszosc z nich i tak mowi "jakbym sie drugi raz budowal to bym zrobil to albo tego bym nie robil tak bo za duzo roboty itd"

42 minuty temu, Kaiketsu napisał:

Ale trzeba pamiętać, że większość z nich weszła na rynek w 2008 roku dopiero. A więc już po napompowaniu cen.

Wiekszosc moze tak ale to niskie oprocentowanie kredytow frankowych spowodowalo rozpowrzechnienie sie kredytow.

42 minuty temu, Kaiketsu napisał:

Kolego, kredyt hipoteczny na masową skalę wprowadzono w Polsce około 1996 roku :)

to chyba mamy inne pojecie masowej skali. BTW W latach 1997-98 przeciętny kredyt mieszkaniowy miał stawkę oprocentowania na poziomie 25%. Walili drzwiami i oknami zeby go dostac.

Edytowane przez Michaelred

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
4 minuty temu, Michaelred napisał:

"jakbym sie drugi raz budowal to bym zrobil to albo tego bym nie robil tak bo za duzo roboty itd"

No czyli zasłyszane :E tylko o to pytałem ;)

I masz rację, bo wiele ludzi robi dużo rzeczy samemu. Konkretne oszczędności, tylko potem są wypompowani i mówią "nigdy więcej" ;)

Mi chodziło o to, że to nie jest konieczność, tj. możesz robić samemu ale nie musisz.

4 minuty temu, Michaelred napisał:

to chyba mamy inne pojecie masowej skali. BTW W latach 1997-98 przeciętny kredyt mieszkaniowy miał stawkę oprocentowania na poziomie 25%. Walili drzwiami i oknami zeby go dostac.

Mi chodziło o dostępność ;) One były dostępne w kazdym banku od mniej więcej 1996. A to, że były drogie - tak, zgadzam się.

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dane przytoczone przez Michaelred to by się zgadzało i być może to bomba z opóźnionym zapłonem, ale trzeba też wziąć pod uwagę inne czynniki, że deweloperka mocno wyhamuje (w każdym mieście będzie inaczej i pytanie, skąd brać rzetelne statystyki, żeby nie liczyć tego na oko), młodzi nie chcą PRL-u ani starego budownictwa, exodus do dużych miast mimo wszystko będzie generował popyt na mieszkania na wynajem.

Najchętniej bym się zamienił na mieszkanie 30-40 metrów i mimo że mam dużo gratów, to większości tak naprawdę bym się pozbył. Szkoda, że to jest niemożliwe, bo "inwestorzy" rzucają się na takie mieszkania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...