Skocz do zawartości
WebCM

Zakup mieszkania od dewelopera

Rekomendowane odpowiedzi

44 minuty temu, Kłaczkov napisał:

Ile osób? jedna.

A w aucie 5 ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Minciu napisał:

A w aucie 5 ;) 

Ja wiem :D sam teraz dojeżdżam do pracy samochodem, 10km-15min i jestem. Teraz jak wynajmuje to szukam miejsca idealnego gdzie do pracy mam właśnie 15min samochodem, moja partnerka 10min rowerem. A do centrum i barów nie dalej niż 20-30min na piechotę moim tempem. Na całe życie to nie realne że w kupionym mieszkanieniu utrzymam te czasy bo wszystko sie zmienia. Chociażby praca.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
14 godzin temu, kanon7 napisał:

No nie wiem. 

Te 700m to masz do 10 minut z buta, plus musisz być minimum 5 minut przed odjazdem pociągu. 

To masz już 45 minut od wyjścia z domu do centrum W-wy wg Twoich danych. Po drugie zakładasz że wysiadasz w centrum W-wy i nie musisz iść do pracy nie wiadomo jak daleko, a 95% z dworca centralnego, ma jeszcze do miejsca pracy od 5 do 30 minut - pieszo, autobus, taksówka, metro itd. 

Zapominasz dodatkowo że nie wyjdziesz na pociąg o tej samej porze co auto, lecz to Ty dostasowujesz się do czasu odjazdu. 

OK, przy korkach i ogólnie w W-wy, jeżeli tym pociągiem max. stracisz 10 minut więcej na dojazd w jedną stronę niż autem, to wiadome że wygodniej pociąg. 

Ale... WebCM chodziło że w centrum, masz wszystkie budynki użyteczności, sklepy, rozrywki na wyciągnięcie ręki. W Twoim wypadku to jest przed pracą - po pracy. Bo nie widzę aby mi się chciało wrócić do domu, a potem tyrać z spowrotem do W-wy 45 minut dla "rozrywki". Raz na miesiąc ok, ale to nadal świadczy że te 45 minut to szmat czasu, poza pracą. 

W dodatku założę się że ten dojazd pociągiem od stacji do centrum W-wy to chyba z ok. 25-30 kilometrów lekko. Więc albo oszczędność kasy, albo czasu. 

Od wyjścia z domu do dojazdu co Centrum jest dokładnie 38 min ;)

Dojazd do mojej pracy z samiutkiego centrum obecnie zajmuje 25 minut, z działki (nie pracuję w centrum) będzie wynosił 35 minut. Moim zdaniem różnica praktycznie żadna, nawet nie ma co tego brać pod uwagę.

Ja nie muszę jechać do "budynków użyteczności, sklepów i rozrywki" do Warszawy, mam 10 minut od działki piechotą Legionowo w którym to wszystko jest. ;) Do kina mam 20 min z buta zdaje się czy coś koło tego. Mogę wracając z pracy wysiąść w Legionowie, "nabawić się" do woli i wrócić do domu z buta.

 

 

Dlatego piszę często o tym, że najlepsze miejsca do budowy domu to przedmieścia miast powiatowych, ale takich przyklejonych do miast wielkich ;) Masz dobry dojazd do wielkiego, masz z buta do powiatowego i masz jednocześnie wszystkie wygody domu. Warszawa jest tak rozległa, że 30 minut dojazdu do centrum to norma nawet dla wielu dzielnic W-wy.

Dla porównania, jeśli mieszkasz 700m od stacji metra Kabaty, w "mieszkaniu deweloperskim" za bańkę, to dojedziesz do centrum w takim samym czasie, co ja z tej wsi :E nie wierzysz, sprawdź ;)

 

im2jNk9.jpg

Czy ktoś mieszkający w mieszkaniu na Kabatach powie "oj jej mam fatalny dojazd" do centrum ?

Z mieszkania pod samym metrem będzie krócej, ale ono jest proporcjonalnie droższe i to znacząco.

 

Co do dojazdu samochodem, to nie, zdecydowanie nie w Warszawie. Tzn. teraz jest luźniej, ale normalnie to jak utkwisz gdzieś to się żyć odechciewa, pół godziny stania, trąbienia i podjeżdżania po 20 cm do przodu. Robienie tego codziennie to proszenie się o szaleństwo. W pociągu bywa tłoczno (zwłaszcza powrotnym) no ale bierzesz sobie książkę czy kindle i czytasz - nie musisz skupiać uwagi na tym, by ktoś nie zarysował Ci samochodu.

Chociaż oczywiście to kwestia osoby, dla jednej takie uważanie i zmaganie się z ulicznym chamstwem jest męczące bardziej od stania w pociągu, dla drugiej na odwrót.

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
12 godzin temu, kanon7 napisał:

Znajomy z pracy wybudował sobie wymarzony dom 35 kilometra od miasta. Dziura z dziury - ok, cisza kompletna, ale nawet po bułki, zwykłe zakupy musi autem jechać. Wychodzi z domu i inne domy w środku pola i nic wokoło.

Ja przed tym przestrzegam, według mnie to pułapka, zwłaszcza na młodego człowieka. Mieszkanie w dziurze ssie. Bez samochodu nie kupisz nawet bułek. Jeśli spłodzisz dzieci, to będziesz robił za szofera kilka razy dziennie dla każdego dziecka. Często nawet pójść gdzie nie ma bo same prywatne pola i jedna droga pełna rozpędzonych samochodów (bez chodnika) :E

11 godzin temu, Wu70 napisał:

Bo to typowe teoretyczne rozważania idealnej synchronizacji i podróży do jakiegoś magicznego punktu w centrum vs życie

To jest taki benchmark. Zwyczajowo podaje się centrum, bo przecież nie będziesz w ogłoszeniu pisał "do mojej pracy 5 minut piechotą", nikogo to nie obchodzi. Jeśli masz dobry dojazd do centrum to na ogół masz wszędzie dobry dojazd. Ja zawsze robiłem przy oglądaniu działkę "ścieżkę zdrowia" od działki do pracy, by wiedzieć, ile jest naprawdę, jakie jest zatłoczenie, czy nie trzeba się przesiadać, etc. A że mogę trafić zmianę pracy i dojeżdżać 1,5h - no cóż, to samo w mieszkaniu, chyba że kupisz je w centrum ale wtedy 20K za metr i więcej. Mnie nie stać na takie lokale i nie chcę płacić miliona za 40 m klitki.

Edytowane przez Kaiketsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Te niespełna 400 euro dla przeciętnego mieszkańca Wiednia za roczny bilet na całą komunikację, to będzie mniej więcej tyle, co dla nas 400-500 zł, więc dla nich to jest ŚWIETNA oferta. Posiadanie własnego samochodu w takim mieście jest nieporównywalnie droższe. Bezpośrednie porównanie do sytuacji przeciętnego Polaka jest totalnie bez sensu. 

U nas coś takiego nie kosztowałoby 400 euro x 4,5 (uśredniam przelicznik), tylko pewnie koło 1000 zł (strzelam). Zmieść się przez rok użytkowania samochodu w takiej kwocie... To o czym pisze @Minciu to jakieś bajki lub też biedajazda i pilnowanie każdej złotówki za kółkiem. 
Do tego trzeba doliczyć koszty parkowania, o których tutaj nikt nie wspomina. 

Tak samo dyskusje o życiu w mieście vs na przedmieściach vs na wsi. Każda opcja ma wady i zalety. Ja żyłem przez prawie 20 lat na wsi (i to takiej prawdziwej, a nie miejskiej sypialni). Mieszkałem też w kilku miastach w Polsce i za granicą. Dla mnie to oczywiste, że preferencje zależą od etapu życia i sytuacji rodzinnej. 

Jak ktoś jest "wolnym strzelcem", lubi "bywać" i spotykać się często z ludźmi, ma elastyczny tryb pracy, to wiadomo, że nie potrzebuje 100 m2 i ogrodu, do którego można dla świętego spokoju wypuścić dzieciaki, jak się chce odpalić ten TV i posiedzieć przed nim z piwem w łapie. W takim wypadku zdecydowanie bardziej ceni się szybki dostęp do różnych miejscówek, których im dalej od miasta, tym zwyczajnie mniej.

 

3 godziny temu, Kaiketsu napisał:

Mnie nie stać na takie lokale i nie chcę płacić miliona za 40 m klitki.

Taką klitkę kupuje się głównie pod wynajem długo lub krótkoterminowy, a nie po to, żeby spędzić w niej całe życie. 

Jak kogoś stać, to kupuje na chwilę dla siebie, potem przeskakuje do czegoś większego, a z klitki ma zapewniony co miesiąc dochód pasywny. Prawie pewny, bo w takim miejscu zawsze ktoś to wynajmie i raczej nie będą to ludzie, którzy mają problem z zapłatą czynszu, bo im nie starcza od 1. do 1.

Edytowane przez LJ19
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
32 minuty temu, LJ19 napisał:

Te niespełna 400 euro dla przeciętnego mieszkańca Wiednia za roczny bilet na całą komunikację, to będzie mniej więcej tyle, co dla nas 400-500 zł, więc dla nich to jest ŚWIETNA oferta. Posiadanie własnego samochodu w takim mieście jest nieporównywalnie droższe. Bezpośrednie porównanie do sytuacji przeciętnego Polaka jest totalnie bez sensu. 

Tak bo przelicznik dla auta to już x4.5 przyjmujesz, a dla autobusu kurs euro to 1 Zet XD

 

35 minut temu, LJ19 napisał:

U nas coś takiego nie kosztowałoby 400 euro x 4,5 (uśredniam przelicznik), tylko pewnie koło 1000 zł (strzelam). Zmieść się przez rok użytkowania samochodu w takiej kwocie... To o czym pisze @Minciu to jakieś bajki lub też biedajazda i pilnowanie każdej złotówki za kółkiem. 

Bieda jazda autem widać dla mnie lepsza od burżuazyjnego zbiorowego transportu. Szczególnie, że jak wyjdziesz z Warszawy do innego miasta to nagle się może okazać że szybciej z buta dojdziesz niz autobusem dojedziesz, bo najbliższy będzie za 45min.

Ja nie pilnuje każdej złotówki przy aucie. Po zakupie zrobiłem większy serwis z wymianą gum w zawiasie i tyle. Olej mogę zmieniać nawet co 3tys km żeby łatwiej było bileciarzowi udowodnić wyższość busa nad autem, ale po co ? Mam lepsze zajęcia niż przystanki i zbędne serwisy XD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
11 minut temu, Minciu napisał:

Tak bo przelicznik dla auta to już x4.5 przyjmujesz, a dla autobusu kurs euro to 1 Zet XD

 

O czym Ty piszesz? Kupujesz jeden bilet za 400 euro na całą komunikację na ROK. W zależności od ilości kursów cena jednostkowego biletu może w takim wypadku wynieść grosze... 

W Warszawie normalny (czyli nie biorę pod uwagę dostępnych ulg) bilet 90-dniowy na wszystko w obu strefach kosztuje 250 zł. Wychodzi 1000 zł na rok. Jeśli ktoś wykonuje dwa kursy dziennie (np. do i z pracy) to koszt biletu to około 1,40 zł. Niecałe 3 zł dziennie na dojazd do pracy? Nawet przy twojej wyjątkowo oszczędnej jeździe nie jest to możliwe. Nie mówiąc już o tym, że nie tracisz czasu na prowadzenie auta. Licząc, że dojazd trwa 1h w obie strony, to rocznie zyskujesz kilkaset godzin na czytanie, oglądanie czy granie. Wystarczy książka, czytnik e-booków lub smartfon ze słuchawkami, czyli urządzenia, które prawie każdy już ma. Do tego ten spacer do/z przystanku to aktywność fizyczna, której nie masz jak załadujesz 4 litery do samochodu i wozisz się od drzwi do drzwi.

Edytowane przez LJ19
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na jedno miasto na jedną osobę 400 euro. Albo tysiak za wawę. 

Ja kupuję zupę za 250zl na dwa miechy, więc kafel styka mi na rok w aucie. Plus OC i przegląd 600zl. Drożej, ale akurat jeszcze stać mnie na ten luksus bieda jazdy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Minciu napisał:

Garaż za 45-60k pln jest obowiązkowy do auta? :D 

Ubezpieczenie 500zl rocznie.

Opony uniwersalne nie zmieniam.

Filtry i oleje zmieniłem po 3 latach. Klimy do dzisiaj nie nabijałem.

Paliwo za 250zl na dwa miesiące mi styka, bo jak wspominałem całe miasto mam do przejechania 😜

Garaż nie ma sensu, dopóki nie kupujesz za gotówkę samochodu w cenie domu. Chociaż znowu taki samochód też sensu nie ma :D

Przy normalnej eksploatacji: filtry i oleje co rok - 200, klima raz na dwa lata - wyjdzie 150 rocznie po taniości, ubezpieczenie niech będzie te 500, przegląd 100, uznajmy już te całoroczne opony. 950 rocznie za to, że samochód stoi pod domem i "w razie czego" może przewieźć tyłek kilka kilometrów :D Dobrze kojarzę, że mieszkasz w Żarach/Żaganiu? Tam przejechanie całego miasta to maksymalnie 10 minut :E 

Żeby nie było - swoim samochodem mam roczny przebieg rzędu 8-10k i nie żałuję wydawanych na samochód pieniędzy, chociaż ze względu na mój wiek prawie 1k rocznie schodziło na samo OC :E Do pracy tramwaj/spacer, bo znacznie szybciej i łatwiej niż samochodem (brak miejsc parkingowych). Wychodzi na to, że auto służy tylko do zakupów i weekendowych wycieczek. Chociaż gdyby nie to, że mieszkam we Wrocławiu, pewnie jeździłbym więcej - na razie szkoda mi nerwów.

Nie wiem jak to wygląda w Wiedniu, ale swego czasu spędziłem trochę czasu w Oslo i tam komunikacja miejska działa naprawdę dobrze - przez kilka miesięcy nawet raz nie pomyślałem o tym, że samochód mógłby się przydać do czegokolwiek poza jakimś wyjazdem za miasto, ale i do tego sprawdzi się autobus czy pociąg. Cena rocznego biletu - 7950 koron, czyli prawie 4k. Gdyby uwzględnić różnice w zarobkach, wyszłoby pewnie koło tysiąca za rok, czyli znowu samochód używany tylko do przemieszczania się po mieście nie ma sensu.

Mam wrażenie, że im większe miasto, tym mniejszy sens ma samochód.

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

1 minutę temu, Kitu napisał:

Mam wrażenie, że im większe miasto, tym mniejszy sens ma samochód.

Nowe normy emisji i uchwały antysmogowe sprawią, że z czasem wjazd samochodem do miasta będzie jeszcze mniej opłacalny. Szczególnie dla tych, których nie stać na nowoczesne auto spełniające coraz mocniej wyśrubowane wymogi emisyjne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Kitu napisał:

 

Mam wrażenie, że im większe miasto, tym mniejszy sens ma samochód.

Tak. Bo jak auto jeździło mi do roboty kilometr to bak stykał na pół roku.

Klima raz na dwa lata minimum? W lodówce też musisz co dwa lata uzupełniać czynnik? XD

Jak się domyślasz, popsuta klima wymaga tego. Sprawna nie. To jak z olejem, jak Ci leci z miski litrami to możesz dolewać co chwila albo załatać wyciek.

2 minuty temu, LJ19 napisał:

 

Nowe normy emisji i uchwały antysmogowe sprawią, że z czasem wjazd samochodem do miasta będzie jeszcze mniej opłacalny. Szczególnie dla tych, których nie stać na nowoczesne auto spełniające coraz mocniej wyśrubowane wymogi emisyjne. 

A to to na pewno. Warszawiaki nawet grilla nie mogą już rozpalić, bo emisja spalin zbyt wysoka w mieście. 

Jeszcze powinniśmy więcej płacić opłat CO2 bo na pewno to poprawi klimat XD .

I czekam jak zaczniemy sprowadzać odpady radioaktywne z Niemiec bo oni sobie z tym nie radzą cwaniaki. Za elektrownie atomowe i skażenie opłat nie ma i nie będzie XD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, Minciu napisał:

I czekam jak zaczniemy sprowadzać odpady radioaktywne z Niemiec bo oni sobie z tym nie radzą cwaniaki. Za elektrownie atomowe i skażenie opłat nie ma i nie będzie XD

Jakie skażenie? O czymś nie wiem? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ostatecznie samochód kontra komunikacja miejska to sprawa indywidualnych preferencji. Jednego mierzi bardziej poranny ścisk w tramwaju, niż poranne korki.

Natomiast jest też garść faktów:

- komunikacja miejska jest zdecydowanie tańsza od kosztu zakupu i utrzymania samochodu przez 10 lat i to prawdopodobnie o rząd wielkości

- duże miasta bywają ciężko zakorkowane i najeżone skrzyżowaniami ze światłami co kilkaset metrów, co raczej nie sprzyja "ekologii" jazdy, o przyjemności się nie wypowiadam bo może ktoś lubi, natomiast stanie w korku to nie jest cykl "trasa" ani "mieszany" tylko "korek" a więc 2x tyle co na trasie albo więcej.

- jadąc samochodem MUSISZ być skupiony, bo ryzykujesz zdrowiem i życiem, swoim i cudzym. W pociągu czy tramwaju, o ile tłok tego nie uniemożliwia, możesz np. czytać książkę. Zawsze te kilkadziesiąt godzin czytania w miesiącu nabijesz, fajna sprawa - możesz w ten sposób upchnąć fajną i niestety nieco wymierającą już czynność czytania nie rezygnując z niczego innego ;)

- szynową komunikacją miejską praktycznie zawsze będzie szybciej - żadnych korków, jedyne ograniczenia to światła. Podmiejski pociąg nawet telepiąc się 40 km/h wygra prawie zawsze z samochodem osobowym w dużym mieście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbym pociągał za sznurki, to też tylko te wygodne bym poruszał. Na pewno nie ciągnął bym za sznurek który przywiązany byłby do wiadra gówna nad moją głową, ale wybrałbym ten z wiadrem pomyj nad głową sąsiada XD.

1 minutę temu, Kaiketsu napisał:

-duże miasta 

Bo w mniejszych autobus jeździ raz na godzinę-dwie a jak dobrze pójdzie to co pół godziny XD.

Ale są też nieraz darmowe busy to tak na plus. Ale bardziej jako ciekawostka niż realna konkurencja dla auta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Minciu napisał:

Bo w mniejszych autobus jeździ raz na godzinę-dwie a jak dobrze pójdzie to co pół godziny XD.

no mój przyjaciel miał działkę pod Białymstokiem. Fajna okolica, ale PKS co 2 godziny, jeździ 4x dziennie i czasem nie przyjeżdża :E

tam bez samochodu nie żyjesz, po prostu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, Minciu napisał:

Nie rozumiem. Za 10 lat podejmą decyzję gdzie umieszczą kolejne składowisko. W czym problem? 

I nie ma ani słowa o skażeniu. Gdzie to skażenie? Ostatnie skażenie było na Fukushimie. Pierwsze słyszę o Niemczech. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, michasm napisał:

Nie rozumiem. Za 10 lat podejmą decyzję gdzie umieszczą kolejne składowisko. W czym problem? 

I nie ma ani słowa o skażeniu. Gdzie to skażenie? Ostatnie skażenie było na Fukushimie. Pierwsze słyszę o Niemczech. 

Na Discovery (chyba) kilka lat temu nawet był o tym program. Polecam bo ciężko to wytłumaczyć aby zrozumieć z samego tekstu widocznie.. 

Oczywiście ilość skażonego materiału zapewne jest z dupy podana, bo kto to sprawdził i podał jak wszystko wciąż gnije, wycieka i pogłębia poziom skażenia.

Za 10 lat to się okaże, że skażenie jest 100x większe jak dwa lata temu. 

Ale oficjalnie powie się że 2x. A koszta tego bajzlu wrzuci się w budżet CO2 i fajnie XD

 

Sterta przerdzewiałych beczek

Składowisko, jakie powstać miało dla odpadów radioaktywnych w dawnej kopalni rudy żelaza Konrad w Salzgitter ma dopuszczalną pojemność 303 tys. metrów sześciennych; jego uruchomienie planowane jest po znacznych opóźnieniach na rok 2022.

To, że liczba odpadów do utylizacji nagle się podwoiła, wynika z faktu, że jako odpady radioaktywne traktuje się obecnie także 200 tys. metrów sześciennych skażonego materiału ze składowiska w dawnej kopalni soli Asse w Dolnej Saksonii. W dawnych sztolniach beczki z odpadami atomowymi były w takim bezładzie, że obecnie są one przerdzewiałe lub uszkodzone i skażona woda przenika do otoczenia. Planowane jest opróżnienie tego składowiska i zabezpieczenie odpadów oraz skażonego otoczenia, na co potrzebne będzie nowe składowisko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, michasm napisał:

Nie rozumiem. Za 10 lat podejmą decyzję gdzie umieszczą kolejne składowisko. W czym problem? 

I nie ma ani słowa o skażeniu. Gdzie to skażenie? Ostatnie skażenie było na Fukushimie. Pierwsze słyszę o Niemczech. 

Teraz to przesadzasz. Mniejsze i większe incydenty się zdarzają, głównie w dawnym bloku wschodnim. Np we wrześniu 2017 coś jebnęło w zakładach przetwarzania odpadów pod Uralem i w powietrze poszedł radioaktywny Ruten. Rosjanie przez dwa lata zaprzeczali sugerowali jakiegoś rozbitego satelitę, dopiero w 2019 przestali zgrywać głupa, gdy międzynarodowe śledztwo pośrednio wyjaśniło w zasadzie wszystko.

44 minuty temu, Minciu napisał:

Oczywiście ilość skażonego materiału zapewne jest z dupy podana, bo kto to sprawdził i podał jak wszystko wciąż gnije, wycieka i pogłębia poziom skażenia.

Za 10 lat to się okaże, że skażenie jest 100x większe jak dwa lata temu.

Panikujesz. Te tysiące metrów sześciennych "odpadów atomowych" maja robić groźne wrażenie, ale długofalowo na prawdę groźne jest zużyte paliwo i elementy, które miały z nim bezpośredni kontakt a to jest kilka procent całego składowuska. Większość tych odpadów jest kwalifikowana ze względu na wyśrubowane przepisy, ale są to np. zużyte płaszcze, kombinezony, rękawice, narzędzia, które miały potencjalny lub delikatny kontakt z materiałami promieniotwórczymi. Pewnie mógłbyś trzymać taki płaszcz w szafie i o ile byś go nie zaczął lizać, to raczej nic by ci się nie stało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
4 godziny temu, Minciu napisał:

Na Discovery (chyba) kilka lat temu nawet był o tym program. Polecam bo ciężko to wytłumaczyć aby zrozumieć z samego tekstu widocznie.. 

Oczywiście ilość skażonego materiału zapewne jest z dupy podana, bo kto to sprawdził i podał jak wszystko wciąż gnije, wycieka i pogłębia poziom skażenia.

Za 10 lat to się okaże, że skażenie jest 100x większe jak dwa lata temu. 

Ale oficjalnie powie się że 2x. A koszta tego bajzlu wrzuci się w budżet CO2 i fajnie XD

 

Sterta przerdzewiałych beczek

Składowisko, jakie powstać miało dla odpadów radioaktywnych w dawnej kopalni rudy żelaza Konrad w Salzgitter ma dopuszczalną pojemność 303 tys. metrów sześciennych; jego uruchomienie planowane jest po znacznych opóźnieniach na rok 2022.

To, że liczba odpadów do utylizacji nagle się podwoiła, wynika z faktu, że jako odpady radioaktywne traktuje się obecnie także 200 tys. metrów sześciennych skażonego materiału ze składowiska w dawnej kopalni soli Asse w Dolnej Saksonii. W dawnych sztolniach beczki z odpadami atomowymi były w takim bezładzie, że obecnie są one przerdzewiałe lub uszkodzone i skażona woda przenika do otoczenia. Planowane jest opróżnienie tego składowiska i zabezpieczenie odpadów oraz skażonego otoczenia, na co potrzebne będzie nowe składowisko.

Masz rację. Już w drugim wyniku Google, który podałeś było info o tym skażeniu. Ja przeczytałem tylko pierwszy artykuł, bo myślałem, że do niego się odnosisz. 

Ogólnie ja jestem fanem atomu, bo to obecnie jedyne źródło, które nie ma żadnej emisji gazów cieplarnianych czy ogólnie szkodliwych związków. 

Niestety zużyte paliwo trzeba trzeba składować i jeśli jest to wykonane poprawnie to w sumie nie ma prawa dojść do żadnego skażenia. Nawet jak jakieś beczki przeciekają. 

Zasady poprawnego składowania znane są od dziesięcioleci. 

Ja nie wiem skąd oni tyle tego materiału skażonego wzięli. Paliwo to pewnie promil tych odpadów. 

  https://i.postimg.cc/qqkX1nWb/IMG-20210502-195848.jpg

A to z mojej pracy inżynierskiej :D

Edytowane przez michasm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Ten płaszcz w szafie skaził 200tys m3. Ponoć. Ile dokładniej to wyjdzie w praniu jak zaczną działać ogarniać burdel. 

Niegroźny syf pochłania miliardy euro. Ale nie słyszałem aby był jakiś budżet utworzony przez tych co tworzą te odpady i aby dostawali za to proporcjonalne kary. 

Edytowane przez Minciu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, michasm napisał:

https://i.postimg.cc/qqkX1nWb/IMG-20210502-195848.jpg

A to z mojej pracy inżynierskiej :D

Niemcy nie czytali Twojej pracy XD

Ich składowisko zalewają wody gruntowe w ilości tysięcy litrów na dobę XD beczki z odpadami to jakieś badziewie które gnije. Muszą wszystko wyjąć, przesortowac i na nowo popakowac z tego co wiem. 

Przy okazji 11 lat temu już było głośno o tym, to twierdzili że jest wszystko cacy jak Ruscy: 

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/niemcy-kontrowersje-wokol-skladu-odpadow-radioaktywnych/02s75

 

Dwa lata później nagle coś nie gra

https://www.dw.com/pl/mission-impossible-w-składowisku-odpadów-radioaktywnych-w-asse/a-16255638

 

Żeby nie było problem jest popularny:

https://www.national-geographic.pl/artykul/czas-polowicznego-rozpadu-smiertelna-spuscizna-amerykanskich-odpadow-nuklearnych

 

Francuzi pewno też w gównolitum składują swój syf. 

Wiec pewnie tak będzie, że brudna energia biedaków.pl będzie spłacać problemy atomu. I tylko będą w wała robić ludzi jakie to auta elektryczne są eko bo odpychają się... Z węgla albo z importowanego atomu XD 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
53 minuty temu, Minciu napisał:

Ten płaszcz w szafie skaził 200tys m3. Ponoć. Ile dokładniej to wyjdzie w praniu jak zaczną działać ogarniać burdel. 

Niegroźny syf pochłania miliardy euro. Ale nie słyszałem aby był jakiś budżet utworzony przez tych co tworzą te odpady i aby dostawali za to proporcjonalne kary. 

Co skaził, gdzie, jak? nie wieadomo. W tym czasie sam Bełchatów wali do atmosfery kilka ton rtęci rocznie, a będzie kilkanaście, bo coraz bardziej skażony węgiel kopią. I co? I nic, żyjemy dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.04.2021 o 20:36, Kaiketsu napisał:

Za metraż koło 40m^2 chcą po 8000+ PLN z metra w Piasecznie, więc rewelacji prawdę mówiąc nie ma. Ale za to duże mieszkania są tańsze (5-6 tys z metra).

Pojawiło się coś do odstąpienia na Gocławku (oczywiście cena powiększona o prowizję flippera), https://www.otodom.pl/pl/oferta/3-pok-w-super-inwestycji-na-goclawku-0-prowizji-ID4bfUj.html#fc142bbda4 @Eclipse to może Cię zaciekawić ;) chociaż chyba za duże pod wynajem.

 

  

W Europie. Sprawdź wykres Nigerii... ;)

Dzięki, już kupiłem w innym miejscu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 2.05.2021 o 15:11, Kaiketsu napisał:

Ostatecznie samochód kontra komunikacja miejska to sprawa indywidualnych preferencji. Jednego mierzi bardziej poranny ścisk w tramwaju, niż poranne korki.

Natomiast jest też garść faktów:

- komunikacja miejska jest zdecydowanie tańsza od kosztu zakupu i utrzymania samochodu przez 10 lat i to prawdopodobnie o rząd wielkości

- duże miasta bywają ciężko zakorkowane i najeżone skrzyżowaniami ze światłami co kilkaset metrów, co raczej nie sprzyja "ekologii" jazdy, o przyjemności się nie wypowiadam bo może ktoś lubi, natomiast stanie w korku to nie jest cykl "trasa" ani "mieszany" tylko "korek" a więc 2x tyle co na trasie albo więcej.

- jadąc samochodem MUSISZ być skupiony, bo ryzykujesz zdrowiem i życiem, swoim i cudzym. W pociągu czy tramwaju, o ile tłok tego nie uniemożliwia, możesz np. czytać książkę. Zawsze te kilkadziesiąt godzin czytania w miesiącu nabijesz, fajna sprawa - możesz w ten sposób upchnąć fajną i niestety nieco wymierającą już czynność czytania nie rezygnując z niczego innego ;)

- szynową komunikacją miejską praktycznie zawsze będzie szybciej - żadnych korków, jedyne ograniczenia to światła. Podmiejski pociąg nawet telepiąc się 40 km/h wygra prawie zawsze z samochodem osobowym w dużym mieście.

Ogólnie komunikacja miejska jest fajna, ale w Warszawie.

 

Warszawa jako jedyna w kraju ma sensowniej działającą komunikacje miejską. Nie umywa się moim zdaniem np. do Paryża, czy Berlina, ale jest niezła.

Natomiast w innych naszych miastach nawet dużych już tak fajnie nie jest. W Trójmieście przykładowo jest do kitu, sprawę trochę ratuje SKMka, ale właściwie poza godzinami największego szczytu właściwie wszędzie dotrze się znacznie szybciej autem. Jak muszę jechać do Warszawy jadę pociągiem, bo się spokojnie można poruszać komunikacją miejską, jak jadę do Krakowa, czy Poznania to autem - bo taksówki drogo wychodzą :P

Edytowane przez iwanme
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...