Skocz do zawartości
Camis

Transformacja energetyczna - OZE, Fit for 55, paliwa kopalne, ceny energii, limity CO2

Rekomendowane odpowiedzi

12 godzin temu, Bono[UG] napisał:

To już prędzej trzeba odzwyczaić ludzi do zostawiania włączonych urządzeń. 60" tv odpalony, a nikt nie ogląda, komputer odpalony a nikt z niego nie korzysta.

w sumie juz od dawna sa TV z systemami sprawdzajacymi czy aktywnie ogladasz - "czy nadal ogladasz, wybierz tak/nie" i juz. mozna to bardziej rozbudowac o inne urzadzenia. na kompach/konsolach tez juz to dziala. to czy ktos to wlaczy, czy nie to juz inna bajka.
60'' plazma vs oled tez robi roznice. dlatego wlasnie tak wazne jest przechodzenie na nowsze tech. wiem,  ze mozna kupic pralke i trzymac ja 20 lat. to samo tv i inne agd, tylko wlasnie moze sie okazac, ze po wymianie tego nastoleniego sprzetu, nagle zuzycie energii spada nam b.mocno. tak samo przechodzenie na inne jej zrodla. dlaczego grzac wode grzalka el. 1:1 , jak mozna to robic PC 1:5? wiec z tego punktu widzenia, "starzenie" sie sprzetu i jego padanie po paru latach jest imo bardzo dobre - zmusza nas do inwestowania w tech. bardziej energooszczedne. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, mALEK napisał:

"starzenie" sie sprzetu i jego padanie po paru latach jest imo bardzo dobre - zmusza nas do inwestowania w tech. bardziej energooszczedne.

Generuje śmieci, napędza produkcję a tym samym emisję CO2 i innych gazów, zwiększa zapotrzebowanie na surowce (bo starego sprzętu w dużym stopni się nie poddaje recyklingowi) itd. Także nie wiem czy takie energooszczędne, gdy na samo zaprojektowanie i wyprodukowanie pójdzie kilka razy więcej energii, niż oszczędność jaką wygeneruje korzystanie z urządzenia w ciągu około 2-5 lat. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, mALEK napisał:

w sumie juz od dawna sa TV z systemami sprawdzajacymi czy aktywnie ogladasz - "czy nadal ogladasz, wybierz tak/nie" i juz. mozna to bardziej rozbudowac o inne urzadzenia. na kompach/konsolach tez juz to dziala. to czy ktos to wlaczy, czy nie to juz inna bajka.

Po ilu godzinach telewizor sam się wyłącza, 2, 3, 4?

Komputery owszem, domyślnie monitory dosyć szybko gasną, z uśpieniem na PC gorzej.
Inne urządzenia nie są aż tak energochłonne lub nikt nie zostawia bez sensu włączone kuchenki, czajnika, suszarki czy odkurzacza. Jakieś grzejniki itp. mają przeważnie termostaty, wiec też nie grzeją ciągle na maksa.

W sumie ciekawe ile wciąga wyłączona płyta indukcyjna i piekarnik. Watomierz mam jedynie na gniazdko, a multimetr normalny a nie indukcyjny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Bono[UG] napisał:

Po ilu godzinach telewizor sam się wyłącza, 2, 3, 4?

Komputery owszem, domyślnie monitory dosyć szybko gasną, z uśpieniem na PC gorzej.
Inne urządzenia nie są aż tak energochłonne lub nikt nie zostawia bez sensu włączone kuchenki, czajnika, suszarki czy odkurzacza. Jakieś grzejniki itp. mają przeważnie termostaty, wiec też nie grzeją ciągle na maksa.

W sumie ciekawe ile wciąga wyłączona płyta indukcyjna i piekarnik. Watomierz mam jedynie na gniazdko, a multimetr normalny a nie indukcyjny.

Piekarnik po zakończeniu chłodzenia nie powinien praktycznie w ogóle pobierać prądu - tyle co na wyświetlacz z zegarem. Z kolei płyta indukcyjna zazwyczaj ma cały czas włączone wykrywanie czy coś na niej nie stoi. Szczerze mówiąc, ciężko mi powiedzieć, ile to energii zżera, ale tutaj zapewne dałoby się przyciąć i ograniczyć aktywne czujniki do samego włącznika.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, LeBomB napisał:

Generuje śmieci, napędza produkcję a tym samym emisję CO2 i innych gazów, zwiększa zapotrzebowanie na surowce (bo starego sprzętu w dużym stopni się nie poddaje recyklingowi) itd. Także nie wiem czy takie energooszczędne, gdy na samo zaprojektowanie i wyprodukowanie pójdzie kilka razy więcej energii, niż oszczędność jaką wygeneruje korzystanie z urządzenia w ciągu około 2-5 lat. 

ludzi i sprzetu/glowe jest coraz wiecej i to sie nie zmieni. produkujemy i bedziemy wiecej produkowac. rozwoj tech nam pomaga w ograniczeniu zyzytego materialu i energii na jego prod. biorac pod uwage, ze musimy wyprodukowac tyle samo lub wiecej. kwestia skali
nie wyobrazam sobie np. wspomnianych plazm, odpalonych w 100milionach domow kazda po 500W, zamiast 100'milionow led/oled kazdy po 100W. a ze produkujemy odpady.  na pewno recykling jest obecnie na wyzszym poziomie, niz kiedys, ale to i tak zbyt malo do skali problemu. jest nas wiecej, jestemy na innym poziomie cyw/tech, potrzebujemy wiecej i zuzywamy wiecej. ale niestety chcemy wszystko za darmo lub min kosztem. nie da sie. to wszsystko kosztuje (zasoby, energie, pieniadze). utrzymanie jaskini i ogniska, to nie to samo co e-domu. i dlatego powinnismy inwestowac w tech nowe, eco i recykling. aby nie wrocic do tej jaskini.

@Bono[UG] mam jakis stary TV i tam chyba mozna ustawic 1h? nie pamietam. w hotelowych pamietam, ze ustawia sie czas dzialania :) zakladam, ze zasne w ciagu 1h, odpalam tak ustawiony TV i ide ogladac/spac. 1h, to nie np.8h. gdzies mi przemknelo , ze TV to 5-8 % globalnego zuzycia energii. tak sie nasza cyw rozwija :D  ludzie z zalozenia sa leniwi. jak im czegos z gory nie narzucisz, to nie ma co liczyc, ze sami to zrobia. tylko, ze potem jest lament. i jestesmy, gdzie jestesmy

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Radar28 napisał:

Z kolei płyta indukcyjna zazwyczaj ma cały czas włączone wykrywanie czy coś na niej nie stoi.

U mnie tylko panel sterowania w jakimś stopniu jest aktywny. Co mi jeszcze przychodzi do głowy, to pomiar temperatury.
Co mniej fajnego wyczytałem, że wyłączone potrafią wciągać 70-80W [:|]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 1.07.2022 o 13:04, mALEK napisał:

"starzenie" sie sprzetu i jego padanie po paru latach jest imo bardzo dobre - zmusza nas do inwestowania w tech. bardziej energooszczedne. 

Nie zgodzę się. Cały zysk z "energooszczędności" na nic, kiedy tony takich jednorazówek lądują na wysypiskach. Z punktu widzenia kilenta to też słabe - bo musi co dwa-trzy lata bulić pieniądze, tylko dlatego że produkują szajs. O ile komputery/telefony cały czas się rozwijają, to taka lodówka sprzed 5-8 lat cały czas spełnia swoją funkcję bardzo dobrze. Problemem jest to, że u nas nikt nie myślał na poważnie o OZE, górnicy dostawali od rządu co tylko chcieli, a teraz mamy wojnę, kryzys i nagle jest problem z energetyką. Gdyby rządzący pomyśleli o tym 5-7 lat temu, tak poważnej sytuacji by dzisiaj nie było.

W dniu 30.06.2022 o 18:09, adashi napisał:

Dobrym krokiem na początek byłoby zaprzestanie produkcji przedmiotów o planowanym czasie zużycia.

Dzisiaj to raczej niemożliwe. Po prostu jakość wykonania elektroniki konsumenckiej spadła na łeb, na szyję i firmom nie opłaca się dokładać do produkcji swoich urządzeń. Nawet, gdyby weszła taka dyrektywa, to nie spodziewałbym się znacznego wydłużenia cyklu życia elektroniki. Moim zdaniem najwyższy poziom wykonania elektroniki to przełom lat 80' i 90', potem jakość powoli spadała, a na początku XXI wieku zaczęła pikować w dół. Swoje dołożył też nakaz używania lutów bezołowiowych, co dodatkowo negatywnie wpłynęło na żywotność urządzeń elektronicznych.

Dlatego właśnie wole kupować starszy sprzęt używany. Raz, że przedłużam życie takim urządzeniom i nie dokładam się do góry elektrośmieci, dwa że stosunek jakości do ceny jest najczęściej dużo lepszy niż w przypadku nowego sprzętu. Dla przykładu - wieża Sony, z której codziennie słucham muzyki. Działa bezawaryjnie od 25 lat (!), gra na poziomie nieosiągalnym przez nowy sprzęt za tysiąc-dwa tysiące, a kosztowała ledwo kilka stówek. Prawda, jest wykonana przy użyciu tych strasznych lutów z ołowiem, nominalny pobór mocy samego wzmacniacza to jakieś 200W, ale czy mi to przeszkadza? W żadnym wypadku :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, AMiABLE napisał:

Nie zgodzę się. Cały zysk z "energooszczędności" na nic, kiedy tony takich jednorazówek lądują na wysypiskach. Z punktu widzenia kilenta to też słabe - bo musi co dwa-trzy lata bulić pieniądze, tylko dlatego że produkują szajs. O ile komputery/telefony cały czas się rozwijają, to taka lodówka sprzed 5-8 lat cały czas spełnia swoją funkcję bardzo dobrze. Problemem jest to, że u nas nikt nie myślał na poważnie o OZE, górnicy dostawali od rządu co tylko chcieli, a teraz mamy wojnę, kryzys i nagle jest problem z energetyką. Gdyby rządzący pomyśleli o tym 5-7 lat temu, tak poważnej sytuacji by dzisiaj nie było.

Dzisiaj to raczej niemożliwe. Po prostu jakość wykonania elektroniki konsumenckiej spadła na łeb, na szyję i firmom nie opłaca się dokładać do produkcji swoich urządzeń. Nawet, gdyby weszła taka dyrektywa, to nie spodziewałbym się znacznego wydłużenia cyklu życia elektroniki. Moim zdaniem najwyższy poziom wykonania elektroniki to przełom lat 80' i 90', potem jakość powoli spadała, a na początku XXI wieku zaczęła pikować w dół. Swoje dołożył też nakaz używania lutów bezołowiowych, co dodatkowo negatywnie wpłynęło na żywotność urządzeń elektronicznych.

Dlatego właśnie wole kupować starszy sprzęt używany. Raz, że przedłużam życie takim urządzeniom i nie dokładam się do góry elektrośmieci, dwa że stosunek jakości do ceny jest najczęściej dużo lepszy niż w przypadku nowego sprzętu. Dla przykładu - wieża Sony, z której codziennie słucham muzyki. Działa bezawaryjnie od 25 lat (!), gra na poziomie nieosiągalnym przez nowy sprzęt za tysiąc-dwa tysiące, a kosztowała ledwo kilka stówek. Prawda, jest wykonana przy użyciu tych strasznych lutów z ołowiem, nominalny pobór mocy samego wzmacniacza to jakieś 200W, ale czy mi to przeszkadza? W żadnym wypadku :D

Jakość wykonania spadła na zamówienie klientów. Wydajniejsza i tańsza produkcja jest podstawą naszego dobrobytu. Chcemy 50 calowy telewizor minimum, ale nie chcemy płacić za niego 15k. To samo dotyczy pralek, lodówek, a nawet szczoteczek do zębów. Aby producenci mogli produkować wydajniej i taniej muszą korzystać z coraz cieńszych, mniejszych bardziej delikatnych komponentów. Dodatkowo muszą to sprzedawać częściej, aby zarobić na sztukach, a nie wielkości marży. Robienie trwalszych urządzeń nie jest takie proste, bo mało jest klientów gotowych zapłacić wielokrotność obecnych cen elektroniki.

Zresztą 200W ci nie przeszkadza. Tymczasem naciska się na to, aby urządzenia zużywały mniej energii. Jak to się twoim zdaniem osiąga? Mniejsze, lżejsze, szybsze, a za tym mniej wytrzymałe. 1mm blacha perforuje od korozji wolniej niż 0,2mm blacha. Przewód 1,5mm przepali się szybciej niż przewód 2,5 mm.

To samo dotyczy żywności. Chcielibyśmy ekologiczną żywność, ale nie cichlibyśmy płacić za nią kilkukrotnie więcej i prowadzić wojen o tereny w nią zasobnych. Bo nie ma obecnie szans wyprodukowania wystarczającej ilości żywności bez stosowania pestycydów i nawozów. Zobaczcie co robi ograniczenie dostępności zboża z rosji i Ukrainy. Świat po prostu nie jest gotowy na ograniczenia.

Jest bardzo prosty sposób aby to osiągnąć. Wystarczy, że każdy zacznie kupować sprzęt z wyższej półki, który nie czarujmy się, na ogół jest bardziej trwały. Niech wszyscy kupują tylko ekologiczną żywość. Wtedy producenci szybciutko przestawią się na wyłącznie taka. Niech przy okazji każdy się nastawi na albo wyrżnięcie całej Afryki, albo inwazję (nie żadną tam migrację) za chlebem w kierunku krajów, w których on się znajduje, a w których i tak jest go za mało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, Camis napisał:

 

Pytanie jaką część kosztów stanowią koszty energii elektrycznej. Bo teraz jest moda na to, że jak paliwa drożeją kilkukrotnie, to produkt finalny też drożeje kilkukrotnie. W przypadku tego rezonansu to 600 zł na dobę. Ile dziennie można wykonać badań rezonansem. Ilu średnio klientów więcej trzeba przyjąć aby połknąć podwyżkę.

Żeby nie był tak jak z którymiś zakładami azotowymi, że tak im źle, że rentowność poszła kilkaset% do góry tak sobie podnieśli ceny.

Nie chodzi mi o to, że podwyżki cen energii mnie nie ruszają, bo ruszają. Za rok trzeba będzie płacić 3 razy tyle za prąd. Chodzi mi o to, że nie ma co wpadać w panikę, tylko w liczyć to w rachunek ekonomiczny, skorygować ceny, ewentualnie pracować ciężej i wszystko będzie w porządku. Teraz idą gorsze czasy, ale po nich przyjdą lepsze i wszystko się ustabilizuje. Dzięki rosji mamy przedsmak tego, jak kosztowna będzie transformacja energetyczna. Taki tutorial.

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, AMiABLE napisał:

Dzisiaj to raczej niemożliwe. Po prostu jakość wykonania elektroniki konsumenckiej spadła na łeb, na szyję i firmom nie opłaca się dokładać do produkcji swoich urządzeń.

Wiesz, chodzi o to, że pod hasłem planowane zużycie kryje się nie tylko trwałość sprzętu, ale i jego nienaprawialność, żeby przy uszkodzonym jakimś drobnym elemencie trzeba było kupować nowy sprzęt. Owszem za rozwojem np. miniaturyzacji i zmniejszania pewnych elementów idzie też konieczność upychania całej reszty, przez to telefony są klejone nie skręcane, czy mają pewne elementy niewymienne. Lecz gdyby np. w telefonie dało się wymienić pewne elementy, to służyłyby one dłużej, jednak w wielu przypadkach nie da się tego zrobić, bo części nie są dostępne ot tak lub trzeba się posiłkować zamienniami lub elementami używanymi.

Ogólnie wiele jest takich rzeczy, gdzie psuje się coś niewielkiego, a kupić trzeba całość. Od "żarówek" LED, gdzie jedna dioda się przepali i albo cała żarówka nie świeci, albo świeci znacznie ciemniej lub inną barwą. Po rzeczy większe jak pralki, w których nie wymienisz łożyska, czy samochody, w których bywa tak, że nie ma części do kilkuletnich aut.

Temat ogólnie jest dość złożony, ale nakazanie producentom produkcji, która pozwalałaby wymienić pewne elementy w taki sposób, żeby nie stanowiło to np. 70% kosztów nowego urządzenia/przedmiotu też byłby krokiem do przodu. Oczywiście producent byłby zobligowany do okresu wsparcia, w którym produkowałby podzespoły.

Godzinę temu, Suchy211 napisał:

Wystarczy, że każdy zacznie kupować sprzęt z wyższej półki, który nie czarujmy się, na ogół jest bardziej trwały

Co do niektórych produktów ma to zastosowanie, ale przy wielu to jest obecnie loteria, szczególnie ostatnio w urządzeniach elektronicznych cena przestała być wyznacznikiem długowieczności. Co najwyżej jakości np. dźwięku czy obrazu i tyle. Długość działania już nie jest tak wprost proporcjonalna do ceny jak kiedyś. 

Ponadto zobacz do czego nawołujesz. Do kupowania sprzętów droższych, a z drugiej strony piszesz, że ludzie nie są gotowi na kupno droższych sprzętów. Zatem jak zmusić ludzi do kupna rzeczy lepszych jakościowo? Przestać produkować szajs. Jeżeli zacząłby znikać z rynku szajs, zostawałyby tylko produkty lepszej jakości ale droższe, to na początku byłoby gadanie, ale z czasem ludzie by się przekonali sami bo nie mieliby wyjścia.  Z resztą wbrew pozorom ludzie byliby gotowi na kupno rzeczy lepszych jakościowo, bo coraz więcej mamy świadomych konsumentów, którzy szukają informacji w różnych źródłach. Wszystko mogłoby funkcjonować prawidłowo, gdyby na przykład nie opinie o produktach pisane na zamówienie lub nierzetelnie, albo wciskanie tych opinii przez artykuły sponsorowane. To tylko przykłąd działań, które mieszają niektórym konsumentom w głowach powodując utratę wiarygodności do danego produktu lub chęć jego zakupu, bez zważania na jego realną jakość.

Godzinę temu, Suchy211 napisał:

Chodzi mi o to, że nie ma co wpadać w panikę, tylko w liczyć to w rachunek ekonomiczny, skorygować ceny, ewentualnie pracować ciężej i wszystko będzie w porządku

To jest powolne dokręcanie śruby i sprawdzanie ile ludzie są w stanie wytrzymać. Pracować ciężej? W sensie zapierniczać na dwie zmiany, by zarobić na standard, który można było osiągnąć kilka lat temu za najniższą krajową, bo o wyższym standardzie to niedługo większość będzie mogła pomarzyć? Tego oczekujesz?

Przecież to jest błędne koło. Wszystko będzie drożało, ludzie będą chcieli więcej zarabiać, bo ich nie będzie stać, dostaną podwyżki, wzrosną koszty pracy, wzrosną koszty produktów, półproduktów i surowców, wszystko będzie drożało i tak w kółko, chyba że ludzie zaczną obniżać standard życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
13 godzin temu, LeBomB napisał:

Wiesz, chodzi o to, że pod hasłem planowane zużycie kryje się nie tylko trwałość sprzętu, ale i jego nienaprawialność, żeby przy uszkodzonym jakimś drobnym elemencie trzeba było kupować nowy sprzęt. Owszem za rozwojem np. miniaturyzacji i zmniejszania pewnych elementów idzie też konieczność upychania całej reszty, przez to telefony są klejone nie skręcane, czy mają pewne elementy niewymienne. Lecz gdyby np. w telefonie dało się wymienić pewne elementy, to służyłyby one dłużej, jednak w wielu przypadkach nie da się tego zrobić, bo części nie są dostępne ot tak lub trzeba się posiłkować zamienniami lub elementami używanymi.

Ogólnie wiele jest takich rzeczy, gdzie psuje się coś niewielkiego, a kupić trzeba całość. Od "żarówek" LED, gdzie jedna dioda się przepali i albo cała żarówka nie świeci, albo świeci znacznie ciemniej lub inną barwą. Po rzeczy większe jak pralki, w których nie wymienisz łożyska, czy samochody, w których bywa tak, że nie ma części do kilkuletnich aut.

Temat ogólnie jest dość złożony, ale nakazanie producentom produkcji, która pozwalałaby wymienić pewne elementy w taki sposób, żeby nie stanowiło to np. 70% kosztów nowego urządzenia/przedmiotu też byłby krokiem do przodu. Oczywiście producent byłby zobligowany do okresu wsparcia, w którym produkowałby podzespoły.

Co do niektórych produktów ma to zastosowanie, ale przy wielu to jest obecnie loteria, szczególnie ostatnio w urządzeniach elektronicznych cena przestała być wyznacznikiem długowieczności. Co najwyżej jakości np. dźwięku czy obrazu i tyle. Długość działania już nie jest tak wprost proporcjonalna do ceny jak kiedyś. 

Ponadto zobacz do czego nawołujesz. Do kupowania sprzętów droższych, a z drugiej strony piszesz, że ludzie nie są gotowi na kupno droższych sprzętów. Zatem jak zmusić ludzi do kupna rzeczy lepszych jakościowo? Przestać produkować szajs. Jeżeli zacząłby znikać z rynku szajs, zostawałyby tylko produkty lepszej jakości ale droższe, to na początku byłoby gadanie, ale z czasem ludzie by się przekonali sami bo nie mieliby wyjścia.  Z resztą wbrew pozorom ludzie byliby gotowi na kupno rzeczy lepszych jakościowo, bo coraz więcej mamy świadomych konsumentów, którzy szukają informacji w różnych źródłach. Wszystko mogłoby funkcjonować prawidłowo, gdyby na przykład nie opinie o produktach pisane na zamówienie lub nierzetelnie, albo wciskanie tych opinii przez artykuły sponsorowane. To tylko przykłąd działań, które mieszają niektórym konsumentom w głowach powodując utratę wiarygodności do danego produktu lub chęć jego zakupu, bez zważania na jego realną jakość.

To jest powolne dokręcanie śruby i sprawdzanie ile ludzie są w stanie wytrzymać. Pracować ciężej? W sensie zapierniczać na dwie zmiany, by zarobić na standard, który można było osiągnąć kilka lat temu za najniższą krajową, bo o wyższym standardzie to niedługo większość będzie mogła pomarzyć? Tego oczekujesz?

Przecież to jest błędne koło. Wszystko będzie drożało, ludzie będą chcieli więcej zarabiać, bo ich nie będzie stać, dostaną podwyżki, wzrosną koszty pracy, wzrosną koszty produktów, półproduktów i surowców, wszystko będzie drożało i tak w kółko, chyba że ludzie zaczną obniżać standard życia.

To nie jest kwestia tego czego ja chcę czy oczekuje. Do niczego też nie nawołuje, raczej kpię sobie z rzeczywistości. Przyszedł wreszcie prawdziwy dołek w koniunkturze, przepuszczony na dodatek przez dźwigar dyktatora rządzącego imperium, któremu zachciało się wojny akurat teraz. W sumie powinniśmy się cieszyć, że trwało to aż tak długo. Pseudo kryzysów na rynkach finansowych których nikt nie odczuł nie liczę. Będzie ciężko, trzeba będzie to przepracować, przetrzymać, zmienić władzę i tak dalej. Od samego chciejstwa lepiej nie będzie.

Edytowane przez Suchy211
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, LeBomB napisał:

Wiesz, chodzi o to, że pod hasłem planowane zużycie kryje się nie tylko trwałość sprzętu, ale i jego nienaprawialność, żeby przy uszkodzonym jakimś drobnym elemencie trzeba było kupować nowy sprzęt.

Takie prawo byłoby już znaczącym krokiem w stronę ograniczenia elektrośmieci. Poza tym - przedłużone wsparcie oprogramowania. To że kupujesz smartfona i po dwóch latach nie masz już aktualizacji systemu jest patologią, bo zazwyczaj taki dwu-trzyletni smartfon ma na tyle mocne podzespoły żeby nowa wersja systemu na nim działała. To tylko brak dobrej woli producenta, który chce więcej zarobić i tyle. Inna sprawa, że nawet jak to zostanie wprowadzone, to marketing i tak zrobi swoje i ludzie będą stać w kolejkach po najnowszy, ultraszybki smartfon z procesorem 8 rdzeniowym, 32GB RAM i aparatem z 9 obiektywami, po czym będą go używać do przeglądania pierdół na Facebooku i TikToku albo strzelania durnych selfie. Takich osób się nie przekona, oni muszą mieć najnowsze i już (nawet jak ich nie stać) :szczerbaty:

10 godzin temu, Suchy211 napisał:

 

Zresztą 200W ci nie przeszkadza. Tymczasem naciska się na to, aby urządzenia zużywały mniej energii. Jak to się twoim zdaniem osiąga? Mniejsze, lżejsze, szybsze, a za tym mniej wytrzymałe. 1mm blacha perforuje od korozji wolniej niż 0,2mm blacha. Przewód 1,5mm przepali się szybciej niż przewód 2,5 mm.

I między innymi przez to mamy dzisiaj supernowoczesne, ekologiczne i oszczędzające energię urządzenia, które nawet 5 lat nie są w stanie wytrzymać. Już nie wspominając o tym, że te wszystkie nowoczesne technologie mają odzwierciedlenie w cenie urządzenia. I na co ja mam coś takiego kupować? :D

PS Te 200W to pewnie moc szczytowa, myślę że podczas normalnego słuchania nie ciągnie nawet połowy z tego. Inaczej miałbym bardzo wielkie rachunki za prąd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, AMiABLE napisał:

Po prostu jakość wykonania elektroniki konsumenckiej spadła na łeb, na szyję i firmom nie opłaca się dokładać do produkcji swoich urządzeń.

Ciężko się z tym w pełni zgodzić.
Najtańsza owszem jest licha ale zawsze była licha odkąd mamy zalew "chińszczyzny".

Pierwszy telefon (początki wieku) wymieniłem po jakichś 12 latach, bo już technologicznie nie dawał rady (np. nie odbierał sms-ów z polskimi znakami). Wymian baterii miał nawet nie wiem ile.
Drugi faktycznie popsuł się po około 4 latach. Najpierw jakaś bateryjka mu wyciekła, potem zaczął się resetować. Oryginalna bateria trzymała cały czas.
Obecny mam już 4 lata i nie widzę problemów w działaniu. Tak samo bez wymiany baterii.

GPS na rower mam już 7 lat, działa poprawnie. Bateria już nie trzyma tak dobrze ale nadal wystarczająco.

Aparat fotograficzny kupiony w 2010 nadal działa, choć nie bez awarii. Kilka razy musiałem dać do naprawy (raz upadek) bo kółka wyboru trybu i nastaw przestawały działać. Obecnie nastawy niestety nie działają ale już mi się nie chce naprawiać. Bateria ciągle oryginalna.
Nowy aparat ma już 3 lata i nic się nie dzieje.

Laptop 10 letni działa, choć bateria już tak sobie. Demonem prędkości nie był nigdy ale awaryjnie można go nadal używać do neta.
Drugi bodajże 6-7 lat ma. Tutaj jakieś drobne problemy są, bo przy podłączaniu dysku twardego na samej baterii resetuje się.

W PC nie pamiętam żeby coś mi się psuło. Może myszkę musiałem nową kupić. Monitor ma nie wiem ile już lat. Router kończy 5 lat. UPS na pierwszej baterii ma z 7 lat?
U rodziców musiałem wymieniać zasilacze i dysk. Chyba też jakieś monitory były wymienione ale to już nie moją ręką.

Obecny odtwarzacz mp3 nie pamiętam kiedy kupiony działa nadal, choć bateria już nie trzyma tak dobrze. Pierwszy nie miał lekko i po kolejnym upadku już nie wytrzymał. Drugi z prezentu, to niestety trochę chińszczyzną zalatywał, więc się faktycznie w którymś momencie popsuł.

Największa wtopa, to kamerka sportowa. Niewiele tańsza od czołowych producentów ale się skusiłem, bo taniej. Generalnie kiepsko działała (IMO głównie przez oprogramowanie) i wytrzymałem z nią około roku. Bateria po trochę ponad pół roku zaczęła puchnąć...
Obecna kamerka ma jakieś 2 lata, nie psuje się. Bateria chyba zaczyna powoli siadać, no ale robi około jednego cyklu ładowania dziennie, więc ma prawo kończyć życie.

 

Z AGD padła mi płyta indukcyjna ale nie wiem na ile to planowane postarzenie, a na ile sam się przyczyniłem (być może przygrzana piekarnikiem z dołu).
Lodówka ma walniętą komunikację z panelem na drzwiach (po twardym resecie działa poprawnie 2-3 cykle chłodzenia, potem wywala błąd) ale działa poprawnie.
Kilka ledów padło (tutaj minus dla Ikei). Termometr zewnętrzny musiałem 2 razy wymienić, raz urwał się czujnik temp. zewnętrznej lub ktoś go odciął (:mad2:), drugi trafił się wadliwy.

 

Generalnie albo od początku mam szrot (mam na koncie trochę nieudanych zakupów typu tania ładowarka do akumulatorków) albo sprzęt działa latami.

11 godzin temu, LeBomB napisał:

Temat ogólnie jest dość złożony, ale nakazanie producentom produkcji, która pozwalałaby wymienić pewne elementy w taki sposób, żeby nie stanowiło to np. 70% kosztów nowego urządzenia/przedmiotu też byłby krokiem do przodu. Oczywiście producent byłby zobligowany do okresu wsparcia, w którym produkowałby podzespoły.

Tylko ten okres musi być sensownie długi.

Problemem jest tutaj pogoń za nowością, widać to bardzo dobrze po sprzęcie AGD. Praktycznie co roku wychodzą nowe modele, które funkcjonalnie niczym się w zasadzie nie różnią.
Z jednej strony ciężko mieć długoletnie opinie o produkcie, z drugiej rozdrobnienie części zamiennych jest bardzo duże. Np. jedyną różnicą w nowej płycie indukcyjnej jest układ przycisków, więc stary panel sterowania już nie będzie pasował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mając do wyboru stary model klimatora z elektromechanicznym sterowaniem fizycznymi przyciskami i nowy model z panelem dotykowym wybrałem ten stary, chociaż był droższy i musiałem na niego czekać. Bo wiedziałem że nowego nie zdołam naprawić jak się zepsuje. No i się zepsuł, więc musiałem kupić nowy chiński silnik.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, AMiABLE napisał:

Takie prawo byłoby już znaczącym krokiem w stronę ograniczenia elektrośmieci. Poza tym - przedłużone wsparcie oprogramowania. To że kupujesz smartfona i po dwóch latach nie masz już aktualizacji systemu jest patologią, bo zazwyczaj taki dwu-trzyletni smartfon ma na tyle mocne podzespoły żeby nowa wersja systemu na nim działała. To tylko brak dobrej woli producenta, który chce więcej zarobić i tyle. Inna sprawa, że nawet jak to zostanie wprowadzone, to marketing i tak zrobi swoje i ludzie będą stać w kolejkach po najnowszy, ultraszybki smartfon z procesorem 8 rdzeniowym, 32GB RAM i aparatem z 9 obiektywami, po czym będą go używać do przeglądania pierdół na Facebooku i TikToku albo strzelania durnych selfie. Takich osób się nie przekona, oni muszą mieć najnowsze i już (nawet jak ich nie stać) :szczerbaty:

Dlatego projekt ARA był moim zdaniem dobrą koncepcją, czyli smartfon modułowy. Masz podzespoły, które jeszcze dają radę, ale chcesz mieć lepszy aparat? Wymieniasz moduł aparatu. Chcesz mieć lepszy procesor i więcej pamięci, wymieniasz moduł główny itd. Oczywiście doszłoby się do pewnego momentu, gdzie nowsze moduły byłyby niekompatybilne ze starszymi, ale to dałoby się ogarnąć tak, żeby te okresy trwały jak najdłużej. Trochę tak jak z PC, gdzie póki nie musisz zmienić procka na nowszą generację, a przy tym płyty głównej to reszta cały czas pasuje, bo np. PCI Express jest wstecznie kompatybilne.

@Bono[UG] Ale widzisz, podajesz w dużej mierze przykłady, gdzie sprzęt albo ma wsparcie programowe (GPS, nowy telefon. laptop), albo możesz dany produkt naprawić, poprzez wymianę baterii, dysku, czy innych elementów. Jakbyś miał jakiegoś ultrabooka, który nie ma dysku, tylko pamięć wlutowaną w płytę główną razem ze wszystkim, do tego baterię niewymienialną, czyli że musisz rozklejać urządzenie (o ile masz czym), żeby się do niej dostać, a i tak nie wiadomo czy dokupisz nową, to już byś go nie naprawiał. To samo jest z mnóstwem innego sprzętu.

2 godziny temu, Bono[UG] napisał:

Tylko ten okres musi być sensownie długi.

Problemem jest tutaj pogoń za nowością, widać to bardzo dobrze po sprzęcie AGD. Praktycznie co roku wychodzą nowe modele, które funkcjonalnie niczym się w zasadzie nie różnią.
Z jednej strony ciężko mieć długoletnie opinie o produkcie, z drugiej rozdrobnienie części zamiennych jest bardzo duże. Np. jedyną różnicą w nowej płycie indukcyjnej jest układ przycisków, więc stary panel sterowania już nie będzie pasował.

Tak, musiałby być sensownie długi, a pogoń za nowością nie musiałaby wiązać się z niekompatybilnością części.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W swoich wizjach zapominacie o jednym: dużo ludzie jest uboga i nie stać ich na sprzęty drogich marek. Dlatego kupują chińszczyznę. I ona też ładnych parę lat działa, tylko jest bardziej energochłonna i czasami tandetna, "plastikowa", z wyglądu.

 

Część ludzi ma też dzieci, które czy sprzęt markowy czy nie i tak go szybko zużywają bądź niszczą. Równocześnie chcą tego sporo, samemu nie zarabiając. To obciąża budżety domowe.

 

Ogólnie w pogoni za "eko" klasa średnia często zapomina, że spełnienie ich wizji oznaczałoby znaczne pogorszenie jakości życia dla uboższych od nich ludzi.

 

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, Badalaman napisał:

W swoich wizjach zapominacie o jednym: dużo ludzie jest uboga i nie stać ich na sprzęty drogich marek

Robisz podstawowy błąd w założeniach. Piszesz o drogich markach, czyli o urządzeniach, które są drogie nie dlatego że są dobre, a dlatego że są markowe. Założenia które my tutaj poczyniliśmy są ponad marką sprzętu i ceną z niej wynikającą. Obecnie jakość jest powiązana z marką w niektórych przypadkach, ale tu chodzi o podniesienie jakości produktu ogółem i ujednoliceniu podstawowych rozwiązań na etapie projektowania, w taki sposób, żeby wszystkie produkty spełniały konkretną minimalną trwałość i sprawność lub miały możliwości naprawy.

Ponadto jest takie mądre powiedzenie: "ludzi biednych nie stać na rzeczy tanie".

Ale pomijając całą tą otoczkę marki, koncepcji itd. piszesz:

12 minut temu, Badalaman napisał:

Dlatego kupują chińszczyznę. I ona też ładnych parę lat działa, tylko jest bardziej energochłonna i czasami tandetna, "plastikowa", z wyglądu.

Nie, właśnie problem w tym, że w wielu przypadkach nie działa, generuje tylko kolejne śmieci, a z czasem większość i tak pójdzie kupi droższe a lepsze. Jeżeli ich nie stać, to pozostają z niczym, bo kupili tanio badziew, który nadaje się do wyrzucenia. Tak jest z wieloma produktami. Kupujesz coś co włączysz raz czy dwa i się psuje i jest nienaprawialne. Kupujesz buty, w których zapada się podeszwa, bo jest z badziewnej kratki. Kupujesz garnki, które po jednym gotowaniu zachodzą jakimś syfem nie do umycia. Kupujesz jakąś elektronikę, która po jednym użyciu nie działa itd. W jednym przypadku idziesz zwracasz i odzyskujesz kasę, w innym nawet się to nie opłaca (przesyłka zwrotna kosztuje więcej niż dana rzecz lub trzeba jeszcze coś wypełniać drukować itd. a nie każdemu się chce lub nie każdy może skoro zakładamy ludzi biednych) lub robią wszystko żeby udowodnić, że coś było źle użytkowane.

21 minut temu, Badalaman napisał:

Część ludzi ma też dzieci, które czy sprzęt markowy czy nie i tak go szybko zużywają bądź niszczą.

Przykład.

Znajomym, którzy mieli małe dzieci kupowałem coś takiego

i-fisher-price-okragle-kubeczki-do-ustaw

Tanie teoretycznie nie jest, bo za kilka kawałków plastiku trzeba wyłożyć 50 zł. W żadnym przypadku spośród obdarowanych ani jeden element nie uległ uszkodzeniu, połamaniu nawet jak dziecko na nim stanęło, czy w późniejszym okresie traktowało w inny sposób niż przeznaczenie pierwotne. Ci którzy mieli kolejne dzieci, to one też się tym bawiły, bo zabawka przetrwała.

Ale do rzeczy. Powiesz że ok, pewnie markowe (tak F-P piszę skrótem, ale jak ktoś miał styczność to wie) to lepsze, nie każdego stać itd. Ok. Zgadzam się. Tylko tutaj w dyskusji chodzi o to, żeby wymagania co do jakości i wytrzymałości np. w przypadku takiej zabawki jako minimalne, były ustalone na takim samym poziomie jak na przykład ten produkt. Jego wyprodukowanie w takiej jakości wcale tyle nie kosztuje, bo dodatkową ceną jest znaczek/firma.

Możesz kupić obecnie podobne produkty do powyższego za np. 10 złotych. Tylko jest duże prawdopodobieństwo że przy pierwszej próbie odkształcenia czy to przypadkowej czy nie, plastik pęknie.

Zatem to nie jest tak, że dzieci zużyją lub zniszczą. Wiele zależy od jakości produktu i chodzi właśnie o to, żeby ogólnie podwyższyć jakość produktów, bo to na cenę wcale nie musi się przekładać. I teraz popatrz jak to wychodzi cenowo. Masz zabawkę, która małemu dziecku służy około 2 lata (z doświadczenia wiem, że dzieci do niej wracają i to często, a z kolejnymi miesiącami zmienia się sposób użytkowania), po czym kolejne dzieci mogą się nią bawić dalej. Czy zatem 50 zł za taką zabawkę to dużo? Teraz jakby wszystkie tego typu zabawki kosztowały w granicach np. 30-50 zł (w zależności od wielkości, kolorystyki ilości elementów, ale nie od jakości) i miałbyś gwarancję, że ich jakość jest równie dobra i że takie dziecko w wieku 6-36 miesięcy nie jest w stanie tego w znaczącym stopniu zniszczyć, czy nie kupiłbyś?

O takie podejście do jakości chodzi.

Inny przykład:

Jakieś 10 lat temu czytałem artykuł o produkcji smartfonów. Tam był opis dotyczący produkcji płyt głównych. Wtedy jeszcze w Chinach sporo części jeździło między fabrykami, bo jedna robiła to, druga tamto, teraz jest to nieco inaczej zorganizowane. Było tam o "wagonach" płyt głównych do smartfonów. że niezależnie do marki, modelu, producenta telefonu, płyty główne schodzą w takich ilościach, że jedna kosztuje 10-12 centów. Podkreślam, niezależnie od marki, modelu i producenta telefonu. Zatem cenę podnosił jedynie fakt, do jakiego modelu jakiej marki trafiła taka płyta, bo jakość wykonania była identyczna, gdyż szły z jednej fabryki. Teraz to wygląda już inaczej, bo Chińczycy wyspecjalizowali się w produkowaniu lepszych i gorszych rzeczy w zależności od wymagań klienta. Tylko że te lepsze rzeczy wcale nie musiały być droższe.

Popatrz choćby na xiaomi. Produkował tanie telefony o akceptowalnej jakości z materiałów, które wykorzystywali inni producenci. Było szkło gorilla glass, były czasem te same procesory, metalowe obudowy itp. a cena nawet 2 razy niższa. Gdy xiaomi zaczęło podnosić ceny, przyszło oppo, które zrobiło to samo. Doszliśmy do momentu, gdzie różnica leży w zasadzie w oprogramowaniu, bo od niego zależy to jak dane smartfony działają na tych samych podzespołach. Teraz wyobraź sobie, że wchodzi wymaganie, które mówi, że wszystkie smartfony mają działać na czystym androidzie a nakładka producenta to ma być opcja do pobrania, a nie przymus instalowany fabrycznie. Nagle okazałoby się, że nawet te tańsze smartfony mogłyby działać bezproblemowo, gdyby zostały pozbawione nakładki, a za całe oprogramowanie odpowiadałoby jedynie google, które i tak przecież narzuca pewne rozwiązania by smartfon mógł działać pod Androidem.

 

52 minuty temu, Badalaman napisał:

Ogólnie w pogoni za "eko" klasa średnia często zapomina, że spełnienie ich wizji oznaczałoby znaczne pogorszenie jakości życia dla uboższych od nich ludzi.

Czy kupowanie telewizora, smartfona czy jakichś urządzeń AGD-RTV raz na 10 czy więcej lat byłoby pogorszeniem jakości życia uboższych? Chyba lepiej zmienić sprzęt raz na kilkanaście lat, niż musieć zmieniać go do 5-6 lat bo się psuje i nie da się go naprawić. Tu mowa tylko o sprzęcie, ale jest cała gama różnych produktów, które można by kupować rzadziej, bo mogłyby być lepszej jakości.

Podejście co do zakupów pewnych produktów jest niezależne od "klasy". To że kogoś na coś stać, wcale nie oznacza że to kupi. Nie każdy "bogaty" będzie chodził zaraz tylko w markowych ciuchach. Właśnie czasem mam wrażenie że to biedniejsi ludzie na siłę kreują wizerunek danej osoby poprzez jej stan posiadania. To ludzie sami sobie kreują świat, w którym dzieci wykluczają inne dzieci tylko dlatego że nie mają butów jakiejś tam firmy. Świat, w którym ktoś kto chodzi w garniaku i jeździ dobrym samochodem czuje się lepszy, nie ważne że garniak był tani a auto jest służbowe. Gdzie ktoś kto osiągnął jakiś tam status czy stanowisko zaczynając od zera zaczyna się sadzić i robi z siebie biznesmena czy wręcz lorda... Wychodzi na to, że najbardziej normalni bywają ci co zostali wychowani w jakimś względnym dobrobycie, bo dla nich markowe buty, dobre auto, czy elegancki strój są czymś normalnym, co nie będzie dla niego definiowało drugiej osoby. Oczywiście od wszystkiego są wyjątki i tutaj trochę temat już spłyciłem, ale sens ogólny zachowałem.

  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.07.2022 o 13:24, LeBomB napisał:

@Bono[UG] Ale widzisz, podajesz w dużej mierze przykłady, gdzie sprzęt albo ma wsparcie programowe (GPS, nowy telefon. laptop), albo możesz dany produkt naprawić, poprzez wymianę baterii, dysku, czy innych elementów. Jakbyś miał jakiegoś ultrabooka, który nie ma dysku, tylko pamięć wlutowaną w płytę główną razem ze wszystkim, do tego baterię niewymienialną, czyli że musisz rozklejać urządzenie (o ile masz czym), żeby się do niej dostać, a i tak nie wiadomo czy dokupisz nową, to już byś go nie naprawiał. To samo jest z mnóstwem innego sprzętu.

GPS ostatnią aktualizację oprogramowania miał w 18 lub 19 i moje odczucia są takie, że pogorszyła się jakość działania (no ale dodali zbędne mi bajery np. do sterowania oświetleniem tej marki). Dodatkowo polityka firmy zakłada brak napraw (kiedyś pytałem o wymianę portu usb, bo coś mi źle stykało, na szczęście po przeczyszczeniu i wymianie kabla jest ok), co najwyżej jakiś rabat na nowe urządzenie przy oddaniu starego. Baterię prawdopodobnie da radę wymienić o ile znajdę odpowiedni typ.
Telefon ostatnią aktualizację miał na jesieni 2020, obecnie nie jest już wspierany. Pewnie jakbym się nauczył i zrootował, to dałbym radę wgrać nowszy system.
Laptopy podobnie są już "stare" i prawdopodobnie niewspierane przez producentów. Dodatkowo ten nowszy ma właśnie wlutowaną pamięć i podstawowy dysk, a obudowa pewnie klejona (nawet jak tylko na zatrzaski, to spora szansa na uszkodzenie przy próbie demontażu i chęci wymiany baterii).
Kamerka sportowa baterię ma zachipowaną, oprogramowanie wie czy ma do czynienia z oryginalną czy zamiennikiem. Prawdopodobnie też zlicza cykle ładowania, bo jak spojrzę w stan baterii, to pokazuje na zużytą, mimo że nie widzę drastycznego obniżenia pojemności.

3 godziny temu, Badalaman napisał:

W swoich wizjach zapominacie o jednym: dużo ludzie jest uboga i nie stać ich na sprzęty drogich marek. Dlatego kupują chińszczyznę. I ona też ładnych parę lat działa, tylko jest bardziej energochłonna i czasami tandetna, "plastikowa", z wyglądu.

Przede wszystkim wychowanie w innych czasach.

Problemem nie jest brak kasy, problemem jest chęć posiadania tego samego co bogatsi za ułamek kasy, mimo że do przeżycia nie jest potrzebne. To jest kupowanie ułudy bogactwa.
Jesteśmy też tą ułudą karmieni na każdym kroku. Kup X będziesz jak król, kup Y poczujesz się jak księżniczka, a wszystko tylko za ...,99.

Żyjemy w czasach ogromnego konsumpcjonizmu, ma być dużo, coraz lepiej i tanio.
Z jednej strony utraciliśmy szacunek do kupowanych przedmiotów, z drugiej producenci stosują "zachęty" do częstszego kupowania, z trzeciej muszą produkować taniej, żeby przyciągnąć klientów.

Ostatnie 2 lata pokazują, że tanio się kończy. Pytanie kiedy konsumenci stwierdzą, że badziewnie też powinno się skończyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
5 godzin temu, LeBomB napisał:

Robisz podstawowy błąd w założeniach. Piszesz o drogich markach, czyli o urządzeniach, które są drogie nie dlatego że są dobre, a dlatego że są markowe. Założenia które my tutaj poczyniliśmy są ponad marką sprzętu i ceną z niej wynikającą. Obecnie jakość jest powiązana z marką w niektórych przypadkach, ale tu chodzi o podniesienie jakości produktu ogółem i ujednoliceniu podstawowych rozwiązań na etapie projektowania, w taki sposób, żeby wszystkie produkty spełniały konkretną minimalną trwałość i sprawność lub miały możliwości naprawy.

Ponadto jest takie mądre powiedzenie: "ludzi biednych nie stać na rzeczy tanie".

Ale pomijając całą tą otoczkę marki, koncepcji itd. piszesz:

Nie, właśnie problem w tym, że w wielu przypadkach nie działa, generuje tylko kolejne śmieci, a z czasem większość i tak pójdzie kupi droższe a lepsze. Jeżeli ich nie stać, to pozostają z niczym, bo kupili tanio badziew, który nadaje się do wyrzucenia. Tak jest z wieloma produktami. Kupujesz coś co włączysz raz czy dwa i się psuje i jest nienaprawialne. Kupujesz buty, w których zapada się podeszwa, bo jest z badziewnej kratki. Kupujesz garnki, które po jednym gotowaniu zachodzą jakimś syfem nie do umycia. Kupujesz jakąś elektronikę, która po jednym użyciu nie działa itd. W jednym przypadku idziesz zwracasz i odzyskujesz kasę, w innym nawet się to nie opłaca (przesyłka zwrotna kosztuje więcej niż dana rzecz lub trzeba jeszcze coś wypełniać drukować itd. a nie każdemu się chce lub nie każdy może skoro zakładamy ludzi biednych) lub robią wszystko żeby udowodnić, że coś było źle użytkowane.

Przykład.

Znajomym, którzy mieli małe dzieci kupowałem coś takiego

i-fisher-price-okragle-kubeczki-do-ustaw

Tanie teoretycznie nie jest, bo za kilka kawałków plastiku trzeba wyłożyć 50 zł. W żadnym przypadku spośród obdarowanych ani jeden element nie uległ uszkodzeniu, połamaniu nawet jak dziecko na nim stanęło, czy w późniejszym okresie traktowało w inny sposób niż przeznaczenie pierwotne. Ci którzy mieli kolejne dzieci, to one też się tym bawiły, bo zabawka przetrwała.

Ale do rzeczy. Powiesz że ok, pewnie markowe (tak F-P piszę skrótem, ale jak ktoś miał styczność to wie) to lepsze, nie każdego stać itd. Ok. Zgadzam się. Tylko tutaj w dyskusji chodzi o to, żeby wymagania co do jakości i wytrzymałości np. w przypadku takiej zabawki jako minimalne, były ustalone na takim samym poziomie jak na przykład ten produkt. Jego wyprodukowanie w takiej jakości wcale tyle nie kosztuje, bo dodatkową ceną jest znaczek/firma.

Możesz kupić obecnie podobne produkty do powyższego za np. 10 złotych. Tylko jest duże prawdopodobieństwo że przy pierwszej próbie odkształcenia czy to przypadkowej czy nie, plastik pęknie.

Zatem to nie jest tak, że dzieci zużyją lub zniszczą. Wiele zależy od jakości produktu i chodzi właśnie o to, żeby ogólnie podwyższyć jakość produktów, bo to na cenę wcale nie musi się przekładać. I teraz popatrz jak to wychodzi cenowo. Masz zabawkę, która małemu dziecku służy około 2 lata (z doświadczenia wiem, że dzieci do niej wracają i to często, a z kolejnymi miesiącami zmienia się sposób użytkowania), po czym kolejne dzieci mogą się nią bawić dalej. Czy zatem 50 zł za taką zabawkę to dużo? Teraz jakby wszystkie tego typu zabawki kosztowały w granicach np. 30-50 zł (w zależności od wielkości, kolorystyki ilości elementów, ale nie od jakości) i miałbyś gwarancję, że ich jakość jest równie dobra i że takie dziecko w wieku 6-36 miesięcy nie jest w stanie tego w znaczącym stopniu zniszczyć, czy nie kupiłbyś?

O takie podejście do jakości chodzi.

Inny przykład:

Jakieś 10 lat temu czytałem artykuł o produkcji smartfonów. Tam był opis dotyczący produkcji płyt głównych. Wtedy jeszcze w Chinach sporo części jeździło między fabrykami, bo jedna robiła to, druga tamto, teraz jest to nieco inaczej zorganizowane. Było tam o "wagonach" płyt głównych do smartfonów. że niezależnie do marki, modelu, producenta telefonu, płyty główne schodzą w takich ilościach, że jedna kosztuje 10-12 centów. Podkreślam, niezależnie od marki, modelu i producenta telefonu. Zatem cenę podnosił jedynie fakt, do jakiego modelu jakiej marki trafiła taka płyta, bo jakość wykonania była identyczna, gdyż szły z jednej fabryki. Teraz to wygląda już inaczej, bo Chińczycy wyspecjalizowali się w produkowaniu lepszych i gorszych rzeczy w zależności od wymagań klienta. Tylko że te lepsze rzeczy wcale nie musiały być droższe.

Popatrz choćby na xiaomi. Produkował tanie telefony o akceptowalnej jakości z materiałów, które wykorzystywali inni producenci. Było szkło gorilla glass, były czasem te same procesory, metalowe obudowy itp. a cena nawet 2 razy niższa. Gdy xiaomi zaczęło podnosić ceny, przyszło oppo, które zrobiło to samo. Doszliśmy do momentu, gdzie różnica leży w zasadzie w oprogramowaniu, bo od niego zależy to jak dane smartfony działają na tych samych podzespołach. Teraz wyobraź sobie, że wchodzi wymaganie, które mówi, że wszystkie smartfony mają działać na czystym androidzie a nakładka producenta to ma być opcja do pobrania, a nie przymus instalowany fabrycznie. Nagle okazałoby się, że nawet te tańsze smartfony mogłyby działać bezproblemowo, gdyby zostały pozbawione nakładki, a za całe oprogramowanie odpowiadałoby jedynie google, które i tak przecież narzuca pewne rozwiązania by smartfon mógł działać pod Androidem.

 

Czy kupowanie telewizora, smartfona czy jakichś urządzeń AGD-RTV raz na 10 czy więcej lat byłoby pogorszeniem jakości życia uboższych? Chyba lepiej zmienić sprzęt raz na kilkanaście lat, niż musieć zmieniać go do 5-6 lat bo się psuje i nie da się go naprawić. Tu mowa tylko o sprzęcie, ale jest cała gama różnych produktów, które można by kupować rzadziej, bo mogłyby być lepszej jakości.

Podejście co do zakupów pewnych produktów jest niezależne od "klasy". To że kogoś na coś stać, wcale nie oznacza że to kupi. Nie każdy "bogaty" będzie chodził zaraz tylko w markowych ciuchach. Właśnie czasem mam wrażenie że to biedniejsi ludzie na siłę kreują wizerunek danej osoby poprzez jej stan posiadania. To ludzie sami sobie kreują świat, w którym dzieci wykluczają inne dzieci tylko dlatego że nie mają butów jakiejś tam firmy. Świat, w którym ktoś kto chodzi w garniaku i jeździ dobrym samochodem czuje się lepszy, nie ważne że garniak był tani a auto jest służbowe. Gdzie ktoś kto osiągnął jakiś tam status czy stanowisko zaczynając od zera zaczyna się sadzić i robi z siebie biznesmena czy wręcz lorda... Wychodzi na to, że najbardziej normalni bywają ci co zostali wychowani w jakimś względnym dobrobycie, bo dla nich markowe buty, dobre auto, czy elegancki strój są czymś normalnym, co nie będzie dla niego definiowało drugiej osoby. Oczywiście od wszystkiego są wyjątki i tutaj trochę temat już spłyciłem, ale sens ogólny zachowałem.

Najwyraźniej patrzysz z punktu widzenia kogoś, kto zawsze miał na to aby dołożyć. Gdybym zawsze był w klasie średniej pewnie myślałbym tak samo. Ja jednak pochodzę z biedoty, może nie z nędzy, bo jeść zawsze było co, ale z biedoty.  W takiej sytuacji nie ma "warto dołożyć", bo albo kupujesz to na co masz pieniądze, albo nie kupujesz bo więcej pieniędzy nie ma i nie będzie, a inne ważniejsze potrzeby już czekają kolejce na te pieniądze, które miałeś wydać na najtańszego laptopa w markecie, czy na najtańszą pralkę. Pamiętaj, że ludzie którzy są na dnie nie widzą perspektyw które ty widzisz, a jak widzą, to brak im statystyk aby po nie sięgnąć. Gdyby było inaczej, tani sprzęt nie zalewałby świata jak fala tsunami. To przede wszystkim popyt na określone produkty w określonej cenie generuje podaż a nie odwrotnie.

 

 

 

 

Edytowane przez Suchy211
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Robi się nieciekawie z gazem, szczególnie dla Niemiec. 

 

Cytat

 

Niemcy ostrzegają przed eksplozją cenową na rynku gazu przez Rosję

Minister gospodarki i klimatu Niemiec Robert Habeck przestrzegał podczas wydarzenia gazety Die Zeit trzeciego lipca, że istnieje ryzyko „eksplozji cenowej” jeżeli Rosja nie będzie dostarczać gazu przez Nord Stream 1 do jego kraju. Chcą ograniczać dostawy gazu do przemysłu, by chronić gospodarstwa domowe.

Rząd niemiecki szykuje ekstensywny program subsydiów ceny gazu na wypadek całkowitej przerwy dostaw gazu z Rosji. BiznesAlert.pl informował już o kłopotach Unipera, partnera finansowego spornego projektu Nord Stream 2, któremu grozi bankructwo przez rekordowe ceny gazu, a jest jednym z głównych dostawców gazu oraz energii do domostw w Niemczech.

Dostawy spoza Rosji są ograniczone, bo Niemcy w przeciwieństwie do Polski nie mają rozbudowanej infrastruktury dywersyfikującej źródła. Ryzyko niewystarczającej płynności zagraża przemysłowi oraz gospodarstwom domowym. Rozwiązania to ograniczenie poboru i dopłaty utrzymujące płynność niewypłacalnych podmiotów.

Regulator Bundesnetzagentur zaapelował do społeczeństwa o oszczędzanie energii. Niemcy obawiają się, że planowana przerwa pracy Nord Stream 1 związana z rutynowym remontem może zamienić się w stałe zatrzymanie dostaw tym szlakiem. Zdaniem prezesa tej instytucji Klausa Muellera może dojść do „dłuższej przerwy politycznej”. Dwanaście tygodni pozostałych do sezonu grzewczego ma służyć przygotowaniu na niedobory. Ograniczenia dostaw do przemysłu mają być podstawowym narzędziem ochrony gospodarstw domowych.

 

https://biznesalert.pl/niemcy-kryzys-energetyczny-przerwa-dostaw-gazu-rosja-nord-stream-1-eksplozja-cenowa/

 

Cytat

 

Gazprom może opróżnić Nord Stream 1 na stałe? Niemcy boją się odcięcia od rosyjskiego gazu

Koniec gazu z Rosji dla Niemiec już w lipcu? Rząd w Berlinie obawia się, że Gazprom wykorzysta planowane prace konserwacyjne gazociągu Nord Stream 1 i wstrzyma dostawy na dłuższy czas. Apeluje do obywateli, aby oszczędzali gaz.

Zgodnie z harmonogramem prace konserwacyjne Nord Stream 1 mają rozpocząć się 11 lipca. Żeby mogły się odbyć przesył gazu musi zostać wstrzymany. Zwykle trwa to kilka dni, ale teraz w Niemczech rosną obawy, że dostawy nie zostaną w ogóle wznowione po tej rutynowej przerwie – podaje portal Politico. To będzie oznaczało odcięcie dostaw gazu do Niemiec i innych krajów Europy na dłuższy okres.

Ratowanie Unipera
Gdyby taki scenariusz się zmaterializował to dla niemieckiej gospodarki oznacza to całą listę problemów, do których rząd w Berlinie stara się przygotować.

Po pierwsze, koncern Uniper, największy nabywca rosyjskiego gazu w Niemczech, znalazłby się na krawędzi upadku. Dlatego rząd już rozważa opracowanie ustawę pozwalającą na ratowanie koncernu za pomocą specjalnej opłaty, która równomiernie rozłożyłaby rosnące koszty gazu między klientów i firmy.

Z nadzwyczajnego podatku miałaby być finansowana pomoc dla koncernów gazowych. Sam Uniper, jak inne energetyczne koncerny w Niemczech i całej Europie uzależnione od dostaw Gazpromu, boryka się z dużo wyższymi niż zwykle cenami gazu i, jak szacują analitycy, całkowite wstrzymanie dostaw z Rosji kosztowałoby niemiecką firmę 30 mln euro dziennie.

Skala problemu jest na tyle duża, że koncern informował w ubiegłym tygodniu o możliwości utraty płynności finansowej. Aby ją zachować, firma rozważa wzięcie pożyczek zabezpieczonych przez państwo.

Niebezpieczny efekt domina
Problemy Unipera biorą się stąd, że obecnie w Niemczech importerzy gazu nie mogą w większości przenosić kosztów rosnących cen tego surowca na klientów. Muszą ponosić je sami – co, jak w przypadku Unipera, rodzi ogromne problemy finansowe.

Rząd Niemiec obawia się, że upadek tak dużej firmy jak Uniper wywołałby efekt domina w niemieckiej gospodarce. Co doprowadziłoby do poważnych problemów, bo jeśli chodzi o import gazu ziemnego, kraj w jednej trzeciej bazuje na rosyjskich dostawach.

Problemy Unipera z utrzymaniem działalności miałyby wpływ na inne przedsiębiorstwa, w tym użyteczności publicznej, wskazuje niemiecki minister finansów, Robert Habeck. To z kolei przełożyłoby się na braki gazu lub jego ogromne ceny dla gospodarstw domowych i przedsiębiorców.

Właśnie dlatego niemiecki rząd wciąż omawia możliwe formy pomocy dla koncernu – w tym użycie narzędzi ratunkowych opracowanych podczas pandemii w celu ratowania dużych firm, takich jak Lufthansa.

...

 

https://300gospodarka.pl/news/gazprom-moze-oproznic-nord-stream-1-na-stale-niemcy-boja-sie-odciecia-od-rosyjskiego-gazu

 

Cytat

 

Jakóbik: Czas uderzyć w rosyjski gaz zanim ten uderzy w nas

– Nadzieje na to, że uległość pozwoli utrzymać dostawy gazu z Rosji do Europy są płonne. Moskwa eskaluje, by ograniczyć wsparcie Ukrainy. Recepta to siódmy pakiet sankcji uderzający w rosyjski sektor gazowy i przygotowania na najgorsze – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

 

https://biznesalert.pl/kryzys-gazowy-energetyczny-polska-europa-sankcje-siodmy-pakiet-unia-europejska-rosja-gazprom-energetyka/

 

Cytat

 

S-1, czyli Europa ma plan na wypadek zatrzymania dostaw gazu z Rosji. Jerzy Buzek ujawnia dane

Europa ma już plan działania na wypadek całkowitego zatrzymania dostaw gazu z Rosji. W tym celu stworzyła nowy współczynnik S-1 w rozporządzeniu o bezpieczeństwie importu tego paliwa. Prof. Jerzy Buzek ujawnia dane na ten temat.

 

https://biznesalert.pl/s-1-bezpieczenstwo-dostaw-gaz-europa-przerwa-rosja-rozporzadzenie-sos/

 

Cytat

 

Gaz w Europie najdroższy od czterech miesięcy

Cena gazu ziemnego rośnie na europejskim rynku w związku z obawami większego ograniczenia i tak niedostatecznej podaży

 

https://www.pb.pl/gaz-w-europie-najdrozszy-od-czterech-miesiecy-1155023

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cytat

 

Czy zimą czeka nas energetyczny armagedon? Oto możliwe scenariusze

Tegoroczna zima będzie wyjątkowo trudna. Jak przekonują nas eksperci, jeśli skończy się "tylko" na rosnących w bardzo szybkim tempie rachunkach za energię, to i tak będzie oznaczało realizację "optymistycznego scenariusza". Co więc oznaczają te najczarniejsze?

Putin już teraz zakręca kurek, więc jest prawdopodobne, że późną jesienią lub zimą może odciąć Europę zupełnie od swojego gazu
Czy to oznacza, że Polacy będą marznąć w swoich domach i mieszkaniach? Tu eksperci uspokajają – to akurat mało prawdopodobne
Jednak jeśli zima będzie mroźna, gazu zabraknie przemysłowi. To z kolei przełoży się na wielki kryzys w gospodarce i niezwykle drogą żywność w przyszłym sezonie
Eksperci podkreślają, że oszczędzać energię powinniśmy już teraz. I dziwią się, że politycy ciągle do tego nie wzywają

 

Scenariusz nr 1. Ten najczarniejszy


Tego najbardziej obawiają się politycy, eksperci i pracownicy branży energetycznej. W tym scenariuszu Putin zakręca Europie kluczowe gazociągi – Nord Stream 1 oraz TurkStream. Na dodatek zima jest bardzo mroźna i dość bezwietrzna. To spowoduje, że zapotrzebowanie na energię będzie gigantyczne, a jednocześnie niedoborów nie będzie można uzyskać jej uzyskać zbyt wiele np. z wiatraków.

– W najtrudniejszej sytuacji będzie przemysł, zwłaszcza azotowy. Może się zakończyć ograniczeniami produkcji nawozów – uważa Barłomiej Derski, ekspert serwisu Wysokie Napięcie. Czemu to tak niebezpieczne? Od nawozów uzależniona jest produkcja żywności. Więc załamanie przemysłu azotowego oznacza gigantyczny kryzys żywnościowy. Niedobory z tego roku, gdy na niektórych rynkach zabrakło np. oleju słonecznikowego, będą w takiej sytuacji jedynie wspomnieniami drobnych niedogodności.

Problemy będą mieli też mniejsi przedsiębiorcy. Im też może zabraknąć gazu, niewykluczone, że część z nich będzie musiało zamknąć biznesy na okres zimowy.

Jednak nawet w najgorszym scenariuszu prawdopodobnie gazu dla domów czy mieszkań nie zabraknie. Podobnie jak dla szkół, przedszkoli czy szpitali. Europejskie rządy mają spore zapasy surowców i tu powinny one wystarczyć. – Unijne regulacje wskazują też, że w ostatniej kolejności ogranicza się dostawy do takich miejsc. Można więc uspokoić, że scenariusz, w którym nie będzie gazu w domach, jest bardzo mało realny – wskazuje w rozmowie z Business Insiderem Aleksandra Gawlikowska-Fyk z Forum Energii.
Poza tym, jak dodaje ekspertka, w Polsce 40 proc. gazu konsumuje przemysł, a odbiorcy indywidualni tylko 21 proc. Przeciętni Polacy jednak w takim scenariuszu zobaczą oczywiście bardzo wysokie rachunki za energię, nie wspominając już o przedsiębiorcach.

Inna sprawa, że ceny ogrzewania mogą być tak wysokie, że wielu Polaków może po prostu nie stać, by dalej płacić rachunki. Rząd zapewne jednak, zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów, zaproponowałby jakieś nowe programy osłonowe.

 

Scenariusz nr 2. Ciepła zima


W takiej sytuacji zapotrzebowanie na gaz, podobnie jak np. na węgiel, tak duże nie będzie. Rosyjski szantaż nie będzie więc miał katastrofalnych skutków dla europejskich gospodarek.

– W tej sytuacji możemy niejako "suchą stopą" przejść przez kryzys, choć i tak rachunki za energię będą bardzo wysokie – mówi Derski. Można sobie wyobrazić tu kolejne rządowe programy pomocowe. – Ale tak czy inaczej, wszyscy poniesiemy te koszty – dodaje ekspert.

– Wiele jednak zależy od tego, czy uda się zgromadzić odpowiednie zapasy gazu. Jest taka możliwość – unijne magazyny są zapełnione w średnio 50 proc., a te polskie w niemal 100 proc. Z zapasami węgla będzie prościej – mówi Derski.

 

Scenariusz nr 3. "Średnia" zima i kryzys gospodarczy


Jak zauważa Barłomiej Derski, kondycja gospodarcza krajów UE jest coraz gorsza. Ta tendencja może się jeszcze bardziej pogarszać. Trudno mówić tu o pozytywnym scenariuszu, ale z może to oznaczać, że gazu jednak nie zabraknie – nawet jak Kreml zupełnie zakręci kurki.

– Fabryki mogą wtedy pracować w ograniczonym trybie bądź po prostu stawać. To będzie miało wiele bardzo złych skutków, ale zapotrzebowanie na gaz spadnie. Przez to może go nie zabraknąć tym, którzy go będą potrzebować – czyli na przykład właśnie firmom azotowym – wyjaśnia ekspert.

Gospodarcze hamowanie może zatem sprawić, że w przyszłym roku nie będzie wielkich problemów z żywnością. A mniejsi przedsiębiorcy nie będą musieli sezonowo zamykać swoich firm.\

 

Scenariusz nr 4. Putin "bawi się" gazem


Większość ekspertów skłania się do tego, że Kreml użyje podczas tegorocznej zimy kurka z gazem jako broni. – Zresztą poważne ograniczenia dostaw już widzimy – mówi Gawlikowska-Fyk. Czy jednak Putin zakręci kurek zupełnie?

Na pewno spowodowałby tym wielki kryzys w Europie. To bez wątpienia cel Kremla, ale czy jedyny? Szantażem chce przecież też, a może przede wszystkim, wymusić określone działania Zachodu. Putin może więc włączać i wyłączać gaz, a w międzyczasie próbować ugrać swoje. Na przykład zniesienie części sankcji.

Jak mówi Derski, technicznie nie jest to problem – gaz w rurach można wyłączać i wyłączać właściwie niczym wodę.

Jest jeszcze jeden argument za takim scenariuszem – Rosja po prostu potrzebuje pieniędzy. A częściowe dostawy zapewniłyby jakieś wpłaty do państwowej kasy.

Jakie skutki miałby taki rozwój wypadków? Na pewno na rynku byłaby gigantyczna niepewność, a to oznaczałoby gospodarcze wstrząsy – i oczywiście bardzo wysokie rachunki za energię.

Jednocześnie niewykluczone, że częściowe zapasy pozwoliłyby uzupełniać magazyny i zapewniać względnie stałe dostawy do wszystkich, którzy tego potrzebują.

 

Co możemy zrobić, by zmniejszyć straty?


– Na pewno warto myśleć o tegorocznej zimie już teraz – wskazuje Aleksandra Gawlikowska-Fyk z Forum Energii. I dziwi się, że jeszcze nie ma kampanii informacyjnych na temat tego, jak przygotować się do nadchodzącej zimy.

Zgadza się z nią Derski, wzywając do oszczędzania energii. – Dziwię się politykom, że o tym jeszcze nie mówią. Każda cegiełka się tu liczy, bo im mniej energii zużyjemy teraz, tym więcej zapasów pozostanie w magazynach – mówi. Na razie o konieczności oszczędzania energii wprost mówił prezes PGE, ale czołowi politycy wydają się problemu nie dostrzegać.

Rządzący lubią natomiast podkreślać, że z Rosji gazu już nie pobieramy. Na pierwszy rzut oka to prawda, w końcu Gazprom odciął nam dostawy. Jednak rosyjski gaz ciągle pobieramy z Niemiec. Europejska energetyka to bowiem system naczyń połączonych i jeśli Putin zatrzyma dostawy i pozyskiwanie surowca LNG czy poprzez Baltic Pipe pewnie nam nie wystarczy.

Jak przekonuje Derski, każdy może zużywać nieco mniej energii. – Najwięcej jednak mogą zrobić więksi odbiorcy – na przykład nieco ograniczając użycie klimatyzacji w hotelach, biurowcach czy galeriach handlowych – opowiada.

– Nie rozumiem też tego blokowania ustawy o energii wiatrowej. Nawet jak inwestycje nie ruszą tu od razu, to jest to bardzo pilna sprawa, jeśli chodzi o uniezależnianie się od Rosji. Blokowanie dziś nowelizacji "ustawy 10H" to działanie na szkodę kraju, właściwie ocierające się o kolaborację z Rosją – dodaje ekspert z Wysokiego Napięcia.

Aleksandra Gawlikowska-Fyk zauważa z kolei, że coraz więcej Polaków decyduje się na pompy ciepła. To też pomaga oszczędzać energię i przygotować się na trudną zimę. Pomóc, również zimą, powinny nam pomóc liczne instalacje fotowoltaiczne, których przybywało w Polsce masowo w ostatnich latach.

Niezależnie od tego, który scenariusz się ziści, zima będzie wyjątkowo trudna. Chyba że oczywiście Putin zdecyduje się Europie odpuścić i przestanie grać surowcami. W to eksperci jednak nie wierzą, podobnie jak w szybką zmianę władcy na Kremlu.

 

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/czy-zima-czeka-nas-energetyczny-armagedon-oto-scenariusze/s1etmt5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Suchy211 napisał:

Najwyraźniej patrzysz z punktu widzenia kogoś, kto zawsze miał na to aby dołożyć.

No właśnie nie. Nie zarabiam na tyle żeby odłożyć, nie pochodzę z bogatego domu, były czasy gdy w latach 90. likwidowano zakłady pracy, wtedy było na prawdę ciężko. Także swoje przeżyłem i to są wnioski, które wyciągnąłem po latach różnych przejść.  Tylko upór i determinacja sprawiły, że mogę powiedzieć, że póki co nie jest najgorzej, ale do klasy średniej mi jeszcze bardzo daleko. 

Kilka prostych przykładów, co mnie nauczyło, że nie stać mnie na rzeczy najtańsze.

1. Buty. Najkrócej buty miałem dzień. Tak. Jeden dzień. Założyłem je raz, rozpadła się podeszwa, w sensie zapadła się w środku. Był sezon, gdzie przez beznadziejną jakość tanich butów, a i też takich po 100-120 zł, musiałem wymienić 8 par butów. Za część odzyskałem kasę, za część niestety nie, ponadto traciłem czas i pieniądze na bilety autobusowe. Wtedy powiedziałem dość i poszukałem czegoś droższego. Kupiłem buty za 230 złotych (to było jakieś 7 lat temu). Przechodziłem w nich 2 wiosny i 2 jesienie, bo buty były właśnie na takie pory roku. Od tamtej pory mam dwie sprawdzone firmy u których ceny oscylują między 200 a 300 złotych za parę, ale służą po 2-3 lata co najmniej (mowa o butach na różne sezony).

2. Elektronika. Tanie smartfony. Po kilku miesiącach zamulają, brakuje im miejsca itd. no ale kosztowały 300-400 zł. Tylko że wystarczy czasem dołożyć jeszcze część z tej kwoty by kupić już coś, co nie będzie sprawiało tylu problemów.

3. Ubrania. Zwykłe dżinsowe spodnie. Kupowałem po 40-60 zł za parę. Służyły rok, dwa, bo albo szwy puszczały, albo materiał przecierał się np. w kroku. Kupno takich po 100 -120 zł za parę sprawiło, że służą po kilka lat.

To tylko kilka prostych przykładów, ale w życiu już przerabiałem wiele tanich produktów, które z czasem wcale taniej nie wychodziły, tylko drożej, bo trzeba było kupować częściej.

Godzinę temu, Suchy211 napisał:

Pamiętaj, że ludzie którzy są na dnie nie widzą perspektyw które ty widzisz, a jak widzą, to brak im statystyk aby po nie sięgnąć.

Ty rozpatrujesz zaraz skrajne przypadki, które dotyczą wręcz ubóstwa i próbujesz na nie właśnie rozciągnąć moją wypowiedź. Ja nie mówię, że każdego ma być stać na wszystko, tylko napisałem kilka razy wyraźnie, że jakość nie musi być droga. Jest droga, bo utarło się, że za jakością idzie marka, a to marka kosztuje.

Można w zasadzie jeszcze dodać, że jeżeli ktoś pracuje, nie ma jakichś długów do spłacania to przecież pewne rzeczy można nawet na raty rozłożyć. I tutaj zobacz czasem do czego docieramy w przypadku gdy kupuje się szajs. Bywa tak, że ktoś nie ma kasy więc bierze na raty na 3, 4 czy 5 lat. Rat jeszcze nie zdąży spłacić a to co na nie kupił już dawno musiał wywalić, bo się zepsuło i nie da się naprawić. Czy to jest zdrowe? Nie. To jest mocno popieprzone i tak być nie powinno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Camis wiesz że część z takich newsów ma takie samo zadanie jak narzekanie, że grad susza czy inna katastrofa zniszczyła uprawy? Po co takie newsy są? Żeby była podkładka i podstawa do kolejnych podwyżek. Potem była pietruszka po 30 zł, czereśnie po 200 zł, marchewka po 10 zł itd. bo susza, grad, armagedon, co się potem okazało np. w jednym regionie, a nie w skali kraju.

To samo z energią. Bójcie się ludzie bo nie będzie, a jak chcecie mieć to musicie zapłacić 3 razy tyle. 

Nauczyliśmy się jako naród rozpatrywać tylko czarne scenariusze. Nawet w wersji niby optymistycznej masz już i tak zapowiedź, że co by nie było, podwyżki będą.

15 minut temu, Camis napisał:

– W tej sytuacji możemy niejako "suchą stopą" przejść przez kryzys, choć i tak rachunki za energię będą bardzo wysokie – mówi Derski

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, LeBomB napisał:

Nauczyliśmy się jako naród rozpatrywać tylko czarne scenariusze.

Ja bym powiedział inaczej - to media wykreowały w Nas takie myślenie bo to właśnie media dla zwiększenia oglądalności wywołują sensację i podkręcają najbardziej błahe sprawy. 

Wystarczy, że jeden "specjalista" wypowie się dość sceptycznie i cały dzień masz jego wypowiedź na tapecie w jednej czy drugiej stacji. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Tematy

  • Odpowiedzi

    • no jaki piękny bezgłośny piekarniczek  100'C z ukrytymi voltami na wykresie , z celowo pominiętymi i utytymi zegarami pamiątek na wykresie  , z 1317mhz skręconymi na 1272mhz,  , byle się nie ugotowały. https://www.3dmark.com/3dm/78525824?  tu było 1317mhz na pamiątkach , ale rozumiem wstydzisz się 100'C + /1650rpm, czy może karcioszka się wysypywała ? 1650rpm do snu uśpi i wrzątek na kawkę poranną zapewni MEEEEGAAA COOOOMBO !!!!!  YOU WIN ONE AFRICAN DOLLAR !!!! 🎇 a wracając do tematu , gdzie te pętle w PR z bajki o 250W , 1100rpm , dobrych temperaturach i zero strat FPS ? ach nic z bajki nie zostało , ani 250W - "wyjszedło" jednak 300W , ani 1100rpm , zostało 96'C  na pamiątkach zdławionych do 1272@1650rpm i na testach 300W w PR 7% straty FPS, teraz trzeba preparować testy  ze skręconymi zegarami , pochowanymi napięciami , byle pamiątki na 100'C nie wchodziły przy bezgłośnych 1650rpm do Pana również leci nagroda Darwina za samozaoranie 🤜 obawiam się jednak że związek bajkopisarzy i mitomanów zielonych , odbierze nagrodę Rumcajsa za nieobronienie bajki o bezstratnym uv na zielonych kartach
    • No teoretycznie tak, tylko w praktyce chyba żadna prywatna instytucja nie weryfikuje statusu dokumentu w bazie.
    • Oryginalny Pad 189 : https://allegro.pl/oferta/kontroler-bezprzewodowy-xbox-series-x-s-czarny-12503351679 Oryginalny Akumulator 89:  https://allegro.pl/oferta/ladowarka-microsoft-play-charge-xbox-series-x-12503361083
    • Forum jest od tego, by dyskutować. Pozwolę zatem sobie samemu zadecydować, o czym napiszę.   Tak więc w kwestii komunikacji -  Przed pandemią u mnie do roboty większość docierała rowerami, hulajnogami i komunikacją miejską. Często ludzie z zarobkami po kilkanaście k miesięcznie na rękę i w górę, którzy mają dobre samochody, a jednak im korona z głowy nie spadła, gdy korzystali z innych środków transportu. Młodzi nie mogą? Uwierz, że w dojazd do centrum dużego miasta komunikacją miejską to często mniejsze zło. No chyba że ktoś woli godzinkę postać w korku. Ja wolę kwadrans w tramwaju, nawet jeśli będzie mniej komfortowo. Do tego przez ten kwadrans mogę zacząć pracować na telefonie (ogarnięcie, maili, komunikatora, itp), więc w sumie cała godzina do przodu.
    • Jest mniej wykastrowanym dyskiem, kosztuje mniej bo to jednak ich budżetowa linia oraz zapewne mają niższe marże niż Samsung który lubi się wysoko cenić.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...