Skocz do zawartości
jagular

Indie: maximum country. Fotorelacja z podróży po północnych Indiach. Update: Jodhpur.

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Zacznę od ściany tekstu. Może ktoś to przeczyta :E Myślę że fajnie by było się zmusić przed zaczęciem oglądania fotek.

Wstęp.
Indie to kraj kontrastów. Ekstremalny. Nie do zrozumienia ani kompletnego opisania. Trwający od tysięcy lat. Jednocześnie nowoczesny i bardzo, bardzo zacofany.
Kto twierdzi, że Indie są jedynie piękne, ten kłamie albo majaczy.
Kto twierdzi, że Indie są jedynie ohydne, ten kłamie albo majaczy.
Indie są piękne i ohydne jednocześnie.

W Indiach można doznać wszystkiego i zobaczyć wszystko, jeżeli tylko się odsłonimy i pozwolimy Indiom być Indiami.

Fotografia w Indiach.
Jak ze wszystkim w Indiach, nie ma jednej opinii: jest jednocześnie trudno i łatwo. Frustracja jest zmieszana z ekscytacją.

Jest trudno:
Indyjskie miasta to mrowiska, w których dzieje się wszystko, wszędzie, blisko, daleko. Tematy i kadry trwają krótką chwilę. Fotografia w indyjskich miastach to fotografia przelewających się tłumów, w hałasie, chaosie. W indyjskich miastach nie ma wolnych miejsc. Każda powierzchnia jest zajęta. Hindusi są otwarci, często zbyt otwarci, więc sami z siebie potrafią zepsuć kadry po prostu się wpindalając przed aparat.Wideo to jeszcze większy hardkor, ale tym razem może skupię się na foto.

Jest łatwo:
Ilość tematów do fotografowania jest niewiarygodna. Wszystko jest nasycone, niesamowicie kolorowe. Wszystkiego wszędzie jest dużo. Nigdy nie byłem w środowisku tak wypełnionym tematyką. Nie wierzę, żeby na tej planecie były miejsca bardziej intensywne. Sami Hindusi są bardzo otwarci, często wręcz domagają się zdjęć. Co chwilę wydarza się sytuacja, w której ktoś prosi, żeby go sfotografować naszym sprzętem. Od czasu do czasu rodzic prosi, żeby zrobić zdjęcie jego dziecku. Jest szczęśliwy, kiedy to zrobimy.

Technikalia:
Większość zdjęć robiłem ogniskowymi 16mm i 35mm na aparatach z pełną klatką. Portretowe 85mm było bardzo ciężkie do użycia - zbyt duży zasięg - co chwilę kadry były psute przez przelewający się tłum. Coś dłuższego (135mm?) byłoby najczęściej już totalnie bezużyteczne - użyłem takiej ogniskowej do odrobiny zdjęć płynąc w łodzi po Gangesie.
Indie to pierwszy kraj, w którym czułem, że przydałoby się mieć ultra-szybki top sprzęt reporterski. Ułamki sekund robią różnicę.

Turystyka w Indiach.
Jak ze wszystkim w Indiach, nie ma jak opisać tego jednoznacznie. Wszelkie zero-jedynkowe opinie z jutuby to bzdury, ale cóż, może to dlatego, że ludzie chcą jednoznacznych opinii: jechać czy nie jechać, fajnie czy niefajnie. Indie takie nie są. Nie ma “tak czy nie”. Jest “tak i nie” jednocześnie.

Indie mogą być łatwym krajem do zwiedzania - ale do tego trzeba się otoczyć wystarczająco dużą ilością technicznych i mentalnych firewalli. Najczęściej będzie drożej, bo Indie potrafią być bardzo interesowne i materialne. Oczywiście też wciąż bardzo spirytualistyczne. Oczywiście, jedno zmieszane z drugim jest cały czas.
Jeżeli nie dotykamy za dużo Indii w Indiach i nie wychodzimy z hermetycznego środowiska, to turystyka w Indiach będzie prawie tak samo łatwa, jak w innych krajach Azji. Wystarczy tylko minimalizować kontakt z Indiami w Indiach i będzie suodko.

Jeżeli się jednak chce wejść w Indiach w Indie, to robi się już trudno.
Zaczyna się od absurdalnie rozbudowanej aplikacji o wizę, potem następuje kop z wyskoku w twarz w postaci Pierwszego Kontaktu, czyli najczęściej wyjścia z lotniska w Delhi albo Mumbaju, potem to już nieustanna orka białasa w mrowisku.

W Indiach jest wystarczająco duże bezrobocie i ludzie są wystarczająco tani, żeby na białasów czekało mnóstwo pułapek. Nie powinno się wydarzyć nic poważnego, w zasadzie większość problemów to upór systemu, przekręty, oszustwa i ostre podbijanie cen. W Indiach trzeba być bardzo asertywnym i bardzo opanowanym. W Indiach białas, mimo potężnej przewagi postimperialistycznej, nie jest w przewadze, ani u siebie. Nie wygrasz, możesz zminimalizować straty. Ba, w Indiach nawet i Hindus często nie jest u siebie :D To kraj trudny dla wszystkich. Bo tak i ***j. Jak się nie podoba, to nikogo to nie obchodzi. Indie są Indiami.

Indie w stylu naprawdę_wejszłem_w_ten_kraj to nie jest kraj dla naiwnych, słodziaczkowych influencerek.
Ma się ciągły kontakt z bezczelną obserwacją przez lokalsów (zwłaszcza w kierunku blond kobiet), zaczepianiem przez scamerów, mikrobitwami targów o niższe ceny, krowim i psim gównem na ulicach, wszechobecnym brudem, grzybem, stertami śmieci, niewiarygodnym tłumem ludzkiego mrowiska, hordami żebraków we wszystkich odmianach: od gangów kilkulatków, przez kaleki, do głodujących, czy mnichów w pielgrzymce, ruchem ulicznym o zniewalającym braku jakichkolwiek zasad. No i oczywiście delhi belly :)

Żeby doznać kontaktu z pięknem Indii, musimy najpierw mieć kontakt z Indiami brutalnie odrzucającymi. Emocjonalnie to realnie jest żonglerka love/hate, z ciągłą oscylacją pomiędzy ekstremami. Jest to wyczerpujące.

Część I. Delhi.
Delhi (New Delhi) to stolica Indii. Jest...duże. Według Wiki, licząc z aglomeracją naokoło, to drugie największe miasto na planecie. Według lokalsów, wszelkie liczby dotyczące ludności są niedoszacowane - po pandemii (??) zaobserwowali bardzo duży ruch napływowy z prowincji.
Delhi jest trudne, bardzo tłoczne, ekstremalnie głośne. Delhi to slamsy wyciągnięte ze średniowiecza (zwłaszcza Old Delhi), ale także sterylne, nowoczesne dzielnice nowoczesne. Nie fotografowałem nowoczesności. Nowoczesność jest banalna, a do tego wygląda praktycznie tak samo w każdym miejscu na Ziemi. Who gives a fu...

PYisq9p.jpg

Tak. To jest zdjęcie z drugiego największego miasta na Ziemi. W zasadzie z centrum tego miasta.

wVATfbU.jpg
W 2022 roku jednym z najbardziej popularnych środków transportu jest rowerowa riksza.

Edytowane przez jagular
  • Like 1
  • Thanks 3
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

VsTIHK9.jpg
Oprócz tego popularne są wszelkie odmiany tuktuków.

8VnJSyo.jpg

evlEz8w.jpg

YlxycTn.jpg

eyE1jaj.jpg

0H0chA1.jpg

Oprócz tuktuków, riksz rowerowych, dalej jest bardzo dużo transportu w pełni...eee...ręcznego: od pchanych wózków, przez tragarzy noszących towar na ramionach, głowie.

XNovSY9.jpg

SX5mfDx.jpg

Edytowane przez jagular
  • Like 3
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jFnC6nP.jpg
W Indiach wszystko może się przydać. Ludzie zawodowo zajmują się przetwarzaniem, segregacją odpadków, z których zawsze można coś tam nowego zrobić i przetrwać kolejny dzień.

AoFKvCM.jpg
Ruch nawet w bocznych uliczkach jest intensywny.

BFi1ION.png
Drogi główne też są, no, mocno uczęszczane :)

nW1Vk0Q.jpg
W wąskich uliczkach panuje nieustający, niewiarygodny gwar.

uz1ovyL.jpg

FvRIo4I.jpg

GrMLRMK.jpg

u2dnjWF.jpeg

  • Like 4
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

IZhZ2Pp.jpg
No dobra, czasami tłum jest mniejszy.

gEPS5uc.jpg

6afSPjO.jpg

ymZvMMc.jpg
Kilka zdjęć z dedykacją dla pracowników zakładów energetyki z Delhi :D

O05zEqg.jpg

adxTCdO.jpg

Dobra. Tyle na chwilę obecną. CDN :)

  • Like 3
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mod mógłby Twoje galerie podpiąć u góry — szkoda by takie perełki znikły  "w tłoku".

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki :)

Jedziemy dalej z chaosem uliczek Old Delhi.
xaTAsln.jpg

xBy1vtp.jpg

TRYZWO5.jpg

l9pN0oK.jpg

bFs5NV5.jpg

APPPcwc.jpg

TxovdJM.jpg

KogQnM9.jpg

PCsELfI.jpg

uCjQXij.jpg

H4pkCR3.jpg

U3JwSd1.jpg

tlepIJ3.jpg

rKIm6C8.jpg

CDN :)

  • Like 3
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdjęcia super. Ostatnio czytałem "Pieśń bogini Kali" i te "brudniejsze" miejsca oddają to co głowa projektowała ;) podczas lektury.

Zobaczyć na pewno warto ale mieszkać to bym tam chyba nie chciał  🙃

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

A kiedy Ty dokładnie tam byłeś ? I czy np. jak jesteś w podróży udzielasz się też tu na forum ?

Na marginesie to teraz w Indiach jest aż 3 naszych youtubowych podróżników: Tomek, Polo i Cash :)

Edytowane przez hubio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
47 minut temu, Klakier1984 napisał:

Zdjęcia super. Ostatnio czytałem "Pieśń bogini Kali" i te "brudniejsze" miejsca oddają to co głowa projektowała ;) podczas lektury.

Zobaczyć na pewno warto ale mieszkać to bym tam chyba nie chciał  🙃

O ile bywałem w krajach, w których chciałbym zamieszkać na np. emeryturę, to Indie to nieeee, to nie jest tego typu kraj :)
 

42 minuty temu, hubio napisał:

A kiedy Ty dokładnie tam byłeś ? I czy np. jak jesteś w podróży udzielasz się też tu na forum ?

Wróciłem w tym tygodniu. Tak, udzielałem się. Czasami trzeba np. posiedzieć na lotnisku czekając na lot (zrobiłem 8 lotów w ciągu ostatnich kilku tygodni), albo wieczorem zabić czas na internetach.

  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
3 minuty temu, jagular napisał:

Wróciłem w tym tygodniu. Tak, udzielałem się. Czasami trzeba np. posiedzieć na lotnisku czekając na lot (zrobiłem 8 lotów w ciągu ostatnich kilku tygodni), albo wieczorem zabić czas na internetach.

To chyba dość ciekawe przeżycie - pisać o np. RTX 4090 za 10k mając koło siebie 5latkę żebrzącą o parę rupii...

Fajne by było doświadczenie jakbyś np. w danej chwili co tu coś pisałem pokazywał gdzie w danej chwili jesteś.

3 minuty temu, jagular napisał:

O ile bywałem w krajach, w których chciałbym zamieszkać na np. emeryturę, to Indie to nieeee, to nie jest tego typu kraj :)
 

A jaki najlepszy kraj uważasz na emeryturę ? Oczywiście po za Tajlandią :)

Edytowane przez hubio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, hubio napisał:

To chyba dość ciekawe przeżycie - pisać o np. RTX 4090 za 10k mając koło siebie 5latkę żebrzącą o parę rupii...

Fajne by było doświadczenie jakbyś np. w danej chwili co tu coś pisałem pokazywał gdzie w danej chwili jesteś.

A jaki najlepszy kraj uważasz na emeryturę ? Oczywiście po za Tajlandią :)

Jak byłem "na mieście" to zdecydowanie nie miałem w głowie jakiegoś pisania. To ciekawe przeżycia bez wspominania o RTX4090 (chociaż to dobry przykład na niepotrzebny w życiu, drogi gadżet).
Coraz mniej się rozpędzam z tą emeryturą w egzotyce, bo widzę że jak już będę na emeryturze, to być może większość krajów będzie inna, niż obecnie. I to nie świadczy o tym, że jestem nastolatkiem, tylko o tym, że zmiany następują tak szybko. Ale zakładając, że będzie jak jest, to dalej ta Tajlandia.

W Indiach jest oczywiście wszystko jednocześnie na nie i na tak. Na pewno są spokojne, idylliczne regiony - południe jest bogatsze i po prostu inne od tego, co widziałem na północy.

Ale patrząc na miasta północy: one są już teraz przeludnione, a hinduski peak populacji dopiero sporo przed Indiami - zwłaszcza te północne stany mają przyrosty ponad 20% populacji na 10 lat.
Nawet gdyby w miastach ludzie zaczęli się bogacić, to nie ma miejsca na większe, lepsze domy, ani na samochody.
Jakość powietrza jest bardzo, bardzo zła: Applowski AQI w Delhi obecnie dochodzi do okolic 360-380, co stanowi zagrożenie dla życia.
Na północy też jest kiepsko z pracą, taki przykład: w Biharze wcześniej w tym roku koleje rządowe miały przyjęcia do pracy. Na 35000 pozycji przyszło 12 milionów aplikacji.  
W Indiach, jak się nie ma koneksji, to się trzeba naprawdę starać i walczyć o lepszą przyszłość.

Może uda mi się odwiedzić to południe: Keralę, Tamil Nadu, to skonfrontuję rzeczywistości północy i południa.

Dobra, jedziem dalej:
Jedną z 4 głównych religii Indii jest Sikhizm. To młoda, ciekawa religia, w której postulatach można zauważyć idee zaskakujące (np. brak tego Jedynego Najnajszego Boga Który Jest Lepszy Od Innych Bogów - w Sikhizmie wszyscy bogowie, wszystkich religii mają swoje prawa, życie polega na samodoskonaleniu i służbie innym, oraz kulcie Proroków).
Dla Sikhów świętym miastek jest Amritsar na północy, na granicy z Pakistanem. Oryginalny plan na odwiedziny nie wypalił, może kiedyś.
Jest trochę świątyń Sikhów w Delhi. Ciężko mi powiedzieć na ile są interesujące dla ludzi z zewnątrz.
Ty9MNT6.jpg
"Strażnik" przed jedną z takich świątyń. Charakterystyczny turban i broń ręczna. Sikhowie zawsze noszą turbany, nigdy nie ścinają włosów i mają chyba w każdym kraju prawo do noszenia broni białej - zazwyczaj sztyletu.

Ok0VvNs.jpg

c5Dy0XK.jpg
Jak przed wieloma innymi świątyniami, także przed sikhijskimi można spotkać pielgrzymów.

  • Thanks 1
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gi3Cvt3.jpg
W świątyni Sikhów trzeba mieć zasłonięte nogi (nie dotyczy dzieci) oraz włosy.

1MrIgSS.jpg

NV6eazT.jpg

yvOT3Ax.jpg

kMCuj3Q.jpg

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

 

16 godzin temu, jagular napisał:

Jak byłem "na mieście" to zdecydowanie nie miałem w głowie jakiegoś pisania. To ciekawe przeżycia bez wspominania o RTX4090 (chociaż to dobry przykład na niepotrzebny w życiu, drogi gadżet).
Coraz mniej się rozpędzam z tą emeryturą w egzotyce, bo widzę że jak już będę na emeryturze, to być może większość krajów będzie inna, niż obecnie. I to nie świadczy o tym, że jestem nastolatkiem, tylko o tym, że zmiany następują tak szybko. Ale zakładając, że będzie jak jest, to dalej ta Tajlandia.

W Indiach jest oczywiście wszystko jednocześnie na nie i na tak. Na pewno są spokojne, idylliczne regiony - południe jest bogatsze i po prostu inne od tego, co widziałem na północy.

Ale patrząc na miasta północy: one są już teraz przeludnione, a hinduski peak populacji dopiero sporo przed Indiami - zwłaszcza te północne stany mają przyrosty ponad 20% populacji na 10 lat.
Nawet gdyby w miastach ludzie zaczęli się bogacić, to nie ma miejsca na większe, lepsze domy, ani na samochody.
Jakość powietrza jest bardzo, bardzo zła: Applowski AQI w Delhi obecnie dochodzi do okolic 360-380, co stanowi zagrożenie dla życia.
Na północy też jest kiepsko z pracą, taki przykład: w Biharze wcześniej w tym roku koleje rządowe miały przyjęcia do pracy. Na 35000 pozycji przyszło 12 milionów aplikacji.  
W Indiach, jak się nie ma koneksji, to się trzeba naprawdę starać i walczyć o lepszą przyszłość.

Może uda mi się odwiedzić to południe: Keralę, Tamil Nadu, to skonfrontuję rzeczywistości północy i południa.

A możesz na podstawie swoich doświadczeń napisać:

ile mniej więcej trzeba zarezerwować hajsu na taką podróż. Załóżmy na miesiąc. Noclegi - Hostele jak pokazywał Tomek czy Polo. Łącznie z przelotami w 2 strony. ? Wewnątrz przemieszczanie pociągami, tuk-tukami, autobusami.

Czy trzeba mieć bardzo dobrą kondycję fizyczną ?

Czy angielski w stopniu średnio-zaawansowanym (lepszy w piśmie niż mowie) wystarczy ?

Czy można jakoś się zabezpieczyć przed Dengą i innymi chorobami ?

 

Pytam bo od jakiś 2 lat myślę, żeby zrobić coś takiego połączonego z vlogami na kanale. I właśnie najpierw do Indii, a potem do Pakistanu (oczywiście nie za jednym zamachem). Na razie to mgliste marzenie, ale coraz bardziej się przekonuję. A i generalnie to ja nic nie podróżuje więc od razu na głęboką wodę :)

Edytowane przez hubio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
8 godzin temu, hubio napisał:

ile mniej więcej trzeba zarezerwować hajsu na taką podróż. Załóżmy na miesiąc.

Nie ma konkretnych odpowiedzi na takie pytania, zwłaszcza jeżeli nigdy wcześniej nie byłeś w Azji, więc nie wiesz co byś zaakceptował, a co nie i jak byś sobie radził.
Moim zdaniem Indie są trudne na pierwszy raz i lepiej wystartować z innym krajem, chyba że się robi wycieczkę na lajtowo, albo objazdową z przewodnikiem.

Ok, rozpiszę się:

Taki test na poradzenie sobie przed samą podróżą: spróbuj znaleźć właściwą stronę do aplikacji na e-wizę i podaj cenę wizy miesięcznej na np. marzec :)
- Ceny biletów lotniczych możesz wygoglać w 2 minuty. Są loty z Polski, są z np. Niemiec. To najłatwiejsza część, mimo że najdroższa.
- Ceny biletów na pociąg już trudniej wyłuskać, ale też zrobisz to online. Tak samo jak kupisz same bilety. Zazwyczaj. Indie to Indie i na popularnych trasach kupujesz miejsce w kolejce do biletu i stosowany jest overbooking. Są na to czasami tricki. Podróż pociągiem może być bardzo długa i męcząca. Na popularnych trasach nie kupisz biletu na miejscu, na miejscu jest już za późno. Zazwyczaj. Dobry fixer pewnie "znajdzie" jakiś bilet.
- Ceny biletów na autobus: nawet się nie interesowałem. Nie miałem czasu na kilkudziesięciogodzinną trasę w smogu, hałasie po wybojach. Indie to wielki kraj.
- Ceny tuktuka: są nieustalone, nikt nie używa licznika. Cena zależy od zdolności negocjacyjnych obydwu stron. Żeby w ogóle zacząć, musisz mniej więcej wiedzieć jaka jest akceptowalna cena, nie? Startowa cena zaproponowana przez kierowcę to zazwyczaj coś z przedziału 150-500% ceny akceptowalnej. Do negocjacji przydają się wszystkie tricki, łącznie z wyśmianiem i demonstracyjnym odejściem, minami, uśmiechami, itd. Bardzo dużo w Indiach północnych dają podstawy Hindi, coś w stylu namaskar baii sa, kitna rupia?? ooo? terra kamka rooo baii sa!?! nei?? danidwad, firr milenge baii sa! prawie że gwarantuje znaczące zejście z ceną w 10s :D W niektórych miejscach jednak lokalna mafia tuktukowa nie pozwala na rozsądne ceny i musisz płacić premium albo się przejść gdzieś dalej, poza zasięg mafii.
- Uberowcy często odwołują zapytania. Czasami kombinują żeby anulować przejazd w apce - dla nich to zysk: brak prowizji do systemu, dla nas to ryzyko że kolesiowe kombinatorstwo nie zostanie zarejestrowane w systemie. Trzeba intuicji żeby wiedzieć kiedy na to pozwolić, a kiedy nie, bo nie zawsze oznacza to problem dla nas: prowizja jest chyba duża, to nie są ludzie zarabiający majątek, a czasy są trudne wszędzie.
- w Delhi jest sprawne, czyste i przyjemne (poza godzinami szczytu, Indie) metro. Jest bardzo tanie: ceny przejazdu obecnie to od 10Rs do 60Rs (od ~50gr do ~3zł), taniej nawet z jakąś kartą. Nie widziałem żadnego białego korzystającego. Nie wiem dlaczego. Może wszyscy mają mokre majty na podstawie legend o gwałtach na kobietach?
- z noclegami po pandemii jest problem, przynajmniej na poziomie niskich cen. Trzeba wyłuskiwać nienajtańsze opcje i robić research na ile opinie są dobre. Wprawdzie w Indiach jakieś włamy do pokoju, złodziejstwo bagaży w pokoju to rzadkość, ale przekręty są częste w tańszych opcjach.
- Indie to kraj przekrętów i tanich ludzi. Potrzeba intuicji, trochę doświadczenia i researchu, żeby ocenić, czy ktoś cię robi w bambuko, czy nie. 80-90% losowych lokalsów na ulicy próbuje.
- jedzenie: trzeba mocno uważać, inaczej delhi belly zagwarantowane, czasami takie no porządne, czyli łuzio+kibel przez parę dni albo szpital. No i azjatycki styl: jeżeli nie próbowałeś wcześniej i do tego "nie lubisz ostrego", to cóż, będziesz cierpiał. Europejskie żarcie jest mdłe niczym styropian. Niektóre potrawy je się rękami (czyli uwaga na higienę rąk!) . Nie wszystkie miejsca, co wyglądają ohydnie są niebezpieczne. Jeden z najlepszych posiłków, jaki jedliśmy w Delhi, jedliśmy w brudnym, zagrzybionym korytarzu gdzie się siadało zjeść na murku. Nie wszystkie miejsca, co wyglądają bezpiecznie, są bezpieczne. Standardowe zasady to research opinii, z dala od świeżej wody, higiena rąk, z daleka od świeżych, nieprocesowanych, nieobranych owoców i warzyw. Żarcie usmażone, ugotowane na bieżąco jest bezpieczne. Zazwyczaj. Do wody przydaje się filtr, my używamy Lifestrawów. Wbrew pozorom, to opcja dla cebulaka: z tym nie musisz kupować wody, możesz uzupełnić bidon w toalecie :) Acha. Trzeba też researchu jak się nazywają potrawy, żeby mniej więcej wiedzieć co chcesz zamówić :E
- język: angielski jest językiem urzędowym, uniwersalnym ze względu na różnice językowe pomiędzy stanami i grupami etnicznymi Indii. Płynnie i pięknie gadają ci bardziej wykształceni. Wszystko co ma kontakt z turystyką jakoś gada po angielsku. A gorzej wykształceni...no, jakoś tam się dogadasz. Zazwyczaj. W Indiach edukacja nie jest oczywistością. 
Języki lokalne? No, z tym będzie problem. Jak wyżej: Hindi się przydaje na północy, ale Indie to ogólnie 23 główne języki urzędowe. Ślaczków w innym języku, niż po angielsku nie odcyfrujesz, ale możesz próbować np. google lens.
- kondycja fizyczna: to zależy co chcesz robić i gdzie chcesz być. Klimat potrafi być ostry, zanieczyszczenie powietrza w dużych miastach bardzo wysokie. Ale z drugiej strony można spotkać naprawdę starych emerytów-turystów. Wprawdzie oni płacą premium i zwiedzają własnym tempem, ale dać to da się.
- zabezpieczenie przed chorobami: zależy przed którymi i w jakim stopniu, co robisz, na co się odważasz, co pijesz, co jesz, gdzie jesz, gdzie nocujesz, jaki jest stan sanitariatów, jaką masz własną odporność, itd itp. Są też szczepienia. Indie to jednak mrowisko, często bardzo brudne. Dla kogoś kto nigdy nie był w Azji podejście do higieny to może być kop w twarz z wyskoku.

- vlogowanie: w turystycznych miejscach ochrona ma problem ze statywami, monopodami, gimbalami. Czasami z dobrym fixerem da się te problemy rozwiązać :> Nie widziałem dużo opcji do dania łapówek, zbyt dużo ich (pracowników) jest, nie ma sytuacji jeden:jeden, w której można by "zaoferować dotację szanownemu panu" :> 
- dostęp do lokalnego internetu to must have. Bez map, dostępu do opinii, tłumaczenia, itd jest się bezbronnym misiem. Kiedyś kupno karty SIM przez turystę to była droga krzyżowa, teraz już jest łatwiej.
- klimat, kiedy jechać: no, trzeba planować. Jak w większości Azji, są okresy tropikalnych deszczy i okresy suszy, albo "suszy". Temperatury też bywają wysokie i niskie. W tym roku w Delhi w lecie temperatury przekroczyły 50st.C. W cieniu :) W nocy spadały to chyba 37-34st.C. W listopadzie temperatury na północy są znośne: 30+ w dzień (ale około 40st.C przy np. Taj Mahal w środku dnia), w nocy przyjemne 20-17 st. Północ jest jeszcze chłodniejsza w zimie, ale pojawiają się mgły, które jeszcze bardziej rozwalają system komunikacji.


Acha. Takie losowe ceny, bez gwarancji że też byś uzyskał te, które są negocjowalne: 
- średnio długa trasa metrem w Delhi: 20-30Rs
- stosunkowo krótki do średniego przejazd tuktukiem: 100Rs
- posiłek na poziomie lokalsów: 60-150Rs
- posiłek w fajniejszym miejscu: 100-600Rs
- wejściówka do miejsca turystycznego: 30-900Rs. Taj Mahal to chyba okolice 1200Rs. 
- drobne zakupy w sklepikach na rogu: dla białasa ceny w okolicach cen maksymalnych (są takie w Indiach). Butelka wody 20-40Rs, pepsi/cola/lokalny odpowiednik: 50-100Rs
- żarcie na lotniskach: 150-500Rs, przebitka w stosunku do normalnych jest, ale nie gigantyczna
- super och ach ę ą restauracja dla bogaczy: 600-1000Rs za danie, 3000-5000Rs posiłek
- alkohol? trudna sprawa, trzeba kupować albo na nielegalu w szemranych melinach, albo w okolicach 200-300+Rs za butelkę piwa w knajpach

Ciekawe kto przeczyta całość tej ściany tekstu :E

Acha. Jak popatrzyłem na to, co wyżej napisałem, to chyba głównie napisałem jakieś ostrzeżenia. Ale to tylko jedna strona medalu. Jak już się zaakceptuje chaos, dezorganizację, mrowisko, hałas, brud to dostaje się piękny kraj z niesamowitą kulturą, super kolorowych i przyjemnych ludzi, autentyczność na każdym kroku.

Na podstawie tego, co widziałem (i na podstawie np. lektury książek) Indie dla mnie to najbardziej ciekawy kulturowo, najbardziej kolorowy, najbardziej autentyczny kraj. 

Edytowane przez jagular
  • Like 1
  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ile łącznie trzeba hajsu tak na miesiąc z przelotami ? 10k, 20k ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powtórzę się: wygoglaj ceny biletów. Są zależne od tego, skąd i dokąd lecisz, jaką linią i w jakim terminie, na ile czasu. Różnica pomiędzy najtańszą opcją i najdroższą jest bardzo duża. Jak chcesz tak ogólnie poznać koszta bez ustalenia tego? To zazwyczaj największy koszt wyprawy.

Ceny za praktycznie to samo mogą być różne, np. osoba A za transport lotnisko-hotel wyda 60Rs, osoba B wyda 1500Rs. Osoba A zje za 100Rs, osoba B za 700Rs.

Ceny za nocleg znajdziesz w internecie. Ceny żarcia - wiedząc gdzie nocujesz w zasadzie możesz patrzeć na opinie na google, gdzie często znajdziesz menu z cenami.

Ale do tego dochodzi problem braku doświadczeń: załóżmy że sobie wyobrażasz że będziesz jadł po kosztach, jak biedniejsi lokalsi…autentyczność i te sprawy, do tego cebula. Ale dopiero jak przylecisz, jesteś w stanie zobaczyć co to naprawdę oznacza i jak wygląda tanie, autentyczne żarcie.

Podsumowując: bez startowych założeń i szkieletu planu wyprawy nie ma jak planować budżetu. Bez wydziwiania można wydać o wiele mniej, niż 10K zł, można o wiele więcej, niż 20K zł.

  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
1 godzinę temu, jagular napisał:

Powtórzę się: wygoglaj ceny biletów. Są zależne od tego, skąd i dokąd lecisz, jaką linią i w jakim terminie, na ile czasu. Różnica pomiędzy najtańszą opcją i najdroższą jest bardzo duża. Jak chcesz tak ogólnie poznać koszta bez ustalenia tego? To zazwyczaj największy koszt wyprawy.

Ceny za praktycznie to samo mogą być różne, np. osoba A za transport lotnisko-hotel wyda 60Rs, osoba B wyda 1500Rs. Osoba A zje za 100Rs, osoba B za 700Rs.

Ceny za nocleg znajdziesz w internecie. Ceny żarcia - wiedząc gdzie nocujesz w zasadzie możesz patrzeć na opinie na google, gdzie często znajdziesz menu z cenami.

Ale do tego dochodzi problem braku doświadczeń: załóżmy że sobie wyobrażasz że będziesz jadł po kosztach, jak biedniejsi lokalsi…autentyczność i te sprawy, do tego cebula. Ale dopiero jak przylecisz, jesteś w stanie zobaczyć co to naprawdę oznacza i jak wygląda tanie, autentyczne żarcie.

Podsumowując: bez startowych założeń i szkieletu planu wyprawy nie ma jak planować budżetu. Bez wydziwiania można wydać o wiele mniej, niż 10K zł, można o wiele więcej, niż 20K zł.

Ok dzięki. Chodziło mi o przeloty z Polski w 2 strony, a nie tam. A Ty ile wydałeś, mniej więcej na tą podróż, jak można wiedzieć, tak całościowo ? Korzystałeś z hosteli czy hoteli ?

PS na pewno to wszystko co opisałeś w tym długim poście bardzo mi się przyda więc dzięki za napisanie ❤️

Edytowane przez hubio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie piszę że bez planu takiego jak mój moje doświadczenia finansowe niezbyt się przydadzą ;) a i można mieć inne preferencje. Przykład: czy jesteś pewien, że udźwignąłbyś lokalne żarcie przez miesiąc? W lokalnych warunkach? Jak nie, to cena samego żarcia idzie z 2+ razy w górę, bo skazujesz się na turystyczne jadłodajnie. Lubisz piwko wieczorkiem? To stosunkowo duży koszt. Itd…

Ceny lotów z Polski znajdziesz w minutkę, tylko wybierz termin.

Nie korzystam z hosteli.Zresztą nie zawsze to jest tańsza opcja. Mieliśmy ze sobą prawie 20kg sprzętu, czegoś takiego nie chcę zostawiać po hostelach, itd, itp.

  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, jagular napisał:

Przykład: czy jesteś pewien, że udźwignąłbyś lokalne żarcie przez miesiąc? W lokalnych warunkach? J

No właśnie też mnie to zastanawia - czy tam nie ma marketów typu biedra czy większych czy nawet sklepików gdzie jest jakieś gotowe jedzenie, które można zrobić sobie w mikrofali no i suche ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak…w taki sposób właśnie wychodzi brak doświadczeń kolego, a więc i potencjalny szok/kryzys po wyjściu z samolotu :)

To, co napisałeś, to coś szokująco rzadkiego, a wręcz abominacja idei. W Azji 99.999% żarcia kupujesz i spożywasz na świeżo. A to, co znajdziesz w supermarketach, jest też zazwyczaj lokalne. Jedyne opcje zakupowe z tym, co znasz z Europy to sklepy dla Europejczyków. No, w Tajlandii masz jeszcze 7/11 z tostami z serem i szynką ;) W sklepikach „na rogu” najbardziej europejskie będą czipsy solone i inne przegryzki.

Gotowe jedzenie w większości przypadków nie ma sensu w sytuacji, kiedy masz dziesiątki wszelkich odmian i poziomów jadłodajni na kilometr. Chyba że to daleka prowincja, wtedy opcji masz 5 w zasięgu transportu, w tym zero supermarketów.

  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla odmiany, trochę twarzy. Ciągle Delhi.
uJDBRl9.jpg

ChTzqVU.jpg

1ZL7BNo.jpg

C6KxsRm.jpg
Ruda farba na włosach=muzułmanin.
y1zNDBl.jpg

URcTl8c.jpg

1qI0LmM.jpg

6EGtU97.jpg

EndR9gO.jpg

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.11.2022 o 15:14, jagular napisał:

Powtórzę się: wygoglaj ceny biletów. Są zależne od tego, skąd i dokąd lecisz, jaką linią i w jakim terminie, na ile czasu. Różnica pomiędzy najtańszą opcją i najdroższą jest bardzo duża. Jak chcesz tak ogólnie poznać koszta bez ustalenia tego? To zazwyczaj największy koszt wyprawy.

Ceny za praktycznie to samo mogą być różne, np. osoba A za transport lotnisko-hotel wyda 60Rs, osoba B wyda 1500Rs. Osoba A zje za 100Rs, osoba B za 700Rs.

Ceny za nocleg znajdziesz w internecie. Ceny żarcia - wiedząc gdzie nocujesz w zasadzie możesz patrzeć na opinie na google, gdzie często znajdziesz menu z cenami.

Ale do tego dochodzi problem braku doświadczeń: załóżmy że sobie wyobrażasz że będziesz jadł po kosztach, jak biedniejsi lokalsi…autentyczność i te sprawy, do tego cebula. Ale dopiero jak przylecisz, jesteś w stanie zobaczyć co to naprawdę oznacza i jak wygląda tanie, autentyczne żarcie.

Podsumowując: bez startowych założeń i szkieletu planu wyprawy nie ma jak planować budżetu. Bez wydziwiania można wydać o wiele mniej, niż 10K zł, można o wiele więcej, niż 20K zł.

A no ok. Po prostu widziałem vlogi z Bangkoku gdzie były jakieś sklepy lokalne gdzie kupowali paczkowane produkty, ale pewno to dlatego, że tam było pełno białasów - wiadomo po co :) Rzeczywiście w Indiach itp nie widziałem żeby ktoś kupował. Czyli w całych Indiach nie ma żadnej sieci hipermarketów lub dyskontów ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
Godzinę temu, hubio napisał:

A no ok. Po prostu widziałem vlogi z Bangkoku gdzie były jakieś sklepy lokalne gdzie kupowali paczkowane produkty, ale pewno to dlatego, że tam było pełno białasów - wiadomo po co :) Rzeczywiście w Indiach itp nie widziałem żeby ktoś kupował. Czyli w całych Indiach nie ma żadnej sieci hipermarketów lub dyskontów ?

Tajlandia to kraj specyficzny, bogaty na tle regionu i tam jest sieć sklepów 7-Eleven, gdzie możesz kupić np. europejskie tosty, które zostaną podgrzane przez obsługę. Albo zupki w proszku. Oczywiście nie będzie to pomidorówka Winiary :E tylko najczęściej coś z owocami morza, wodorostami itd.
To nie jest jedzenie dobre. To jest jedzenie na szybko, odpad, coś na sytuację kiedy potrzebuje się zjeść w czasie kiedy street food jest zamknięte, albo (turyści) jest się strutym/zbyt wystraszonym street foodu. To jest ostatnie źródło żarcia.

W Tajlandii w Bangkoku są sklepy dla ekspatów, z produktami znanymi w Europie. To sklepy dla dobrze zarabiających białych pracujących lokalnie, ewentualnie dla dobrze zarabiających, ciekawych odmienności lokalsów.
Ale to Bangkok. Poza stolicą nie zobaczysz czegoś takiego. Nie ma to sensu.

Indie? Zadam takie pytanie: po co miałaby istnieć jakaś sieć supermarketów/dyskontów? Jak miałoby to wyglądać? Kto miałby tam robić zakupy i co miałby tam kupować?

Zią, wybacz, ale wygląda na to, że masz bardzo mocno nasunięte na oczy klapki realiów Europy.
Realia Europy są takie, że w sieciówkach kupujesz jedzenie zrobione ze styropianiu w pudełkach zrobionych ze styropianu i jesteś zadowolony, że ktoś ci w promocji wcisnął 2 nakoksowane chemią styropianowe gówna w cenie jednego. Wszystko ma smak styropianu zmieszanego z gipsem, różni się tylko napisem na opakowaniu. Wszelkie supermarketowe "serie egzotyczne" typu "danie po siczułańsku" czy co tam, to jest abominacja, brutalny gwałt na kubkach smakowych, ale Europejczycy nie mają smaku, więc im się wciska cokolwiek. Smak masowego żarcia w Europie to cena, jaką płacimy za łatwy dostęp do tego masowego szajsu.
W Azji jest inaczej. Azjaci nie kupują paczkowanego żarcia w supermarkecie. Jak chcą zjeść, to idą na miasto. Jak chcą coś na wynos, to dostają to na mieście. Świeże, milion razy lepsze od marketówki.

Jeżeli to nie dociera, to może dotrze numerek: w Bangkoku, światowej stolicy jedzenia, liczbę stanowisk/mikroknajp z żarciem ulicznym ocenia się na coś w okolicach 200000-500000. Tak, tyle zer :E

PS. Najprawdopodobniej za 3 miesiące polecę na parę tygodni do Tajlandii. Jednym z większych powodów będzie żarcie. Żarcie w Azji SE to nie jest jedzenie. To jest zmieniające życie doświadczenie. Coś więcej, niż zwykły łał.


 

Edytowane przez jagular
  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla odmiany od chaosu Delhi przenieśmy się do Agry, a konkretnie do Taj Mahalu.

Taj Mahal to jeden z siedmiu cudów świata. Oficjalna historia jest taka, że w XXVII wieku jeden z imperatorów muzułmańskich bardzo kochał jedną z żon, ona mu zmarła, on się załamał i zbudował dla niej wielkie mauzoleum. Wielka miłość, romantyka, słodkie legendy dla mysiów pysiów i te sprawy 🥰

Nieoficjalna historia może być jednak inna: wchodząc głęboko w konkretne daty, relacje na temat budowy tak dużego obiektu, historia oficjalna zaczyna mieć luki. Istnieją przesłanki, że Taj Mahal był zbudowany wcześniej, jako świątynia hinduistyczna, a dopiero po najeździe Mugholi został przez jednego z władców nieco przebudowany na modłę muzułmańską.

Obecnie świątynia służy turystom masowym do bycia turystami masowymi, czyli robieniu selfiaków na tle Dużego Białego, pozowaniu fotografom zawodowym (wszyscy te same pozy, w tym samym miejscu). Mimo że w tłumie dominują Hindusi, turyści zachodni chyba mocno się wyróżniają swoją determinacją w zaliczeniu tego miejsca. Generalnie większość odwiedzających ma chyba czysto wywalone na historię, co najwyżej romantyka utraconej miłości robi mokro w majtach części instagramerek :)

Tak czy siak, mamy czasy turystyki masowej i do Taj Mahalu zazwyczaj się przyjeżdża po to, żeby się usmażyć w odbitym od ścian słońcu (im bliżej południa, tym większe tłumy!) oraz zrobić selfiaka na tajmahalowym tle. W Taj Mahalu Taj Mahal nie jest najważniejszy. Najważniejszy jestem JA, ewentualnie moje nowe modne tatuaże, czy też plastik w moich cyckach, czy ustach. Potem wrzucamy fotkę na insta, niech ta szmata z działu obok zazdrości że ja była, a ona nie była!

Technikalia: zdjęcia mają różne WB, bo mi się nie chce wszystkiego synchronizować, a i kolory się zmieniały od rana do wczesnego popołudnia.

HolqedJ.jpg

k5Yj7ab.jpg

WgJEYcZ.jpg

HSY2e3l.jpg

sP7yi4z.jpg

tUzauGH.jpg

K9DHU1Q.jpg

Główna budowla jest zbudowana z białego marmuru. Wszelkie kolorystyczne detale to różne kamienie - nie ma tu farby. Oczywiście, kamienie szlachetne dawno, dawno temu ukradziono.

sADLOxw.jpg

j1ghOoW.jpg

To dalej Taj Mahal, po prostu mniej popularne na typowych fotach świątynie boczne.

aSQgXi8.jpg

0Jdf10g.jpg

OSnIoNS.jpg

Zaś sama Agra? Czyli miasto, w którym Taj Mahal jest zbudowany? Nie widać żeby pieniążki, które idą na główną atrakcję, jakoś spływały w kierunku okolicy. Bida, nyndza typowe dla północnych Indii. Co najwyżej ludzie dalej uśmiechnięci i pogodni.
2i8T7tG.jpg
No i święte krowy na ulicach :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z powrotem do (Old) Delhi, architektura:
Xivoci8.jpg

HlkgNs1.jpg

bgX4uI9.jpg

vShelhw.jpg
Piętra nad marketem przypraw w Delhi.
alQdcAC.jpg

196D8tN.jpg
Tragarze ze swoimi taczkami na mocno uczęszczanej ulicy.

I to chyba tyle z Delhi. W następnych postach wrzucę foty z innych miast :)

  • Thanks 1
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...