Skocz do zawartości
jagular

Indie: maximum country. Fotorelacja z podróży po północnych Indiach. Update: opowieść o brudzie i śmierci (bez gore i hardkoru, SFW).

Rekomendowane odpowiedzi

heh faktycznie trochę źle to ująłem :E ...Żeby był  odpowiedni wydźwięk to napiszę, że wszędzie mi się bardzo ale to bardzo podoba, a w niektórych miejscach tylko bardzo ;) Już nawet dotarłem do etapu, że na wyjedzie nie ma złej pogody,  mogą być tylko nieodpowiednie ubrania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, jagular napisał:

Przykładowo, po obejrzeniu Sagrady Famillii, czy Bazyliki Św. Piotra...co na nas zrobi większe wrażenie w temacie chrześcijańskiej architektury?

Jeżeli szuka się przepychu, złota, kolorowych zdobień, "koronkowego" wykończenia, to prawdopodobnie nic.
Jednak różnorodność architektury na przestrzeni wieków jest tak duża, że można się zachwycić na nowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybrałem takie znane, duże i widowiskowe przykłady. Na pewno są inne, wyjątkowe z jakichś powodów świątynie chrześcijańskie, ale czy będzie to temat dla niewdrożonego w temat, takiego ot turysty?

Z tą pogodą to bym aż tak nie był pewien :E Jak jest +45st.C + np. wysoka wilgotność, albo deszcz w porze wilgotnej, kiedy w ciągu 15 minut mamy wody po kolana i rzeki błota, to już chyba nie jest kuul :P 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W Bangkoku nas tak kiedyś złapało. Zmyło nas totalnie, do suchej nitki po prostu. Złapaliśmy taksę (po wielu próbach z kolei, tam jak nie jedziemy w stronę, gdzie taksówkarz się akurat wybiera, to nie weźmie, bo po co ma jechać gdzieś, gdzie nie zarobi). Ostatecznie korek był taki, że i tak wysiedliśmy po jakimś czasie i szliśmy parę niezłych kilometrów na buta. Dziwne wrażenie robi to jak szybko tam zapada zmierzch, świeci sobie prawie jak w południe i w ciągu godziny ciemna noc - ciało podpowiada, że idziemy od wielu godzin i nie da się pozbyć tego wrażenia. Powrót z turystycznego centrum to też było błaganie tych motorikszarzy, żeby nas ktoś wziął, większość odmawiała nawet za podwójną stawkę. Połaziliśmy to tu, to tam, w końcu gdzieś wylądowaliśmy na piwie. Po jakimś czasie przysiadły się dziewczyny, niby nie dziwki, coś tam opowiadały o mężach i dzieciach, dużo zwykłej gadki jak i u nas w klubie, ale że my biali to ostatecznie i tak skończyło się na propozycjach, że u jednej akurat męża nie ma w domu i czy byśmy nie wpadli na seks, bo im by się przydało trochę pieniędzy. W międzyczasie jeszcze trafiliśmy do klubu stricte dla turystów - kolega poszedł po drinki, nie wydali mu 50 dolarów i upierali się, że zapłacił mniejszym banknotem. Czyli coś jak u nas w Sopocie, nie wygrasz, szybko się stamtąd zmyliśmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W Bangkoku jak się przeleje to się robi niezbyt przyjemnie także z tego powodu, że nurt zabiera wszystkie śmieci. No i szczury, w rozmiarach tropikalnych :E Uroki tropikalnych megacities.

Im bliżej równika, tym gwałtowniejsze wschody i zachody - pewnie wiele tego doświadczasz w swojej pracy. Jest to czasami lekko niebezpieczne dla początkujących: jest ciepłe późne popołudnie, idziemy sobie na spacer w jakiś np. lasek, instynkty Europejczyka podpowiadają że ciepło+popołudnie=lato=długie piękne wieczory….a tu skucha, od wieczoru do „nic nie widzę tak ciemno” w kilka minut.

Klasyczna historia naiwnych farangów :P Jak sam wiesz bardzo dobrze, „normalna” Azjatka miałaby bardzo duże opory kulturowe przed śmiałym zachowaniem. Trzeba było się szlajać po grzecznych miejscach, a piwo kupować w 7eleven poza godzinami prohibicji :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do szczurów to w Kuala Lumpur zatrułem się kawą z ekspresu w hotelu, jak już trochę wydobrzałem do wyszedłem kupić wodę butelkowaną, po drodze cała boczna uliczka w martwych szczurach wielkości małych kotów. Wszystkie zaszlachtowane, jakby ktoś masakrę szpadlem urządził. Dochodzę do głównej, patrzę, a byłem po prostu na tyłach "restauracji", w której kupa lokalsów zajada się pysznym jedzonkiem ?

 

Za to ostatnio wracaliśmy do domu z Singapuru, do hotelu trafiliśmy koło północy, w hotelowej knajpie tylko alkohol w cenach kosmicznych, zamówiliśmy trochę, ale już o pierwszej barmanki niemalże obrażone, że ktoś jeszcze na noc przyszedł nas wyprosiły, bo do 1 tylko czynne.

Głodni, szukamy z google maps - tylko McDonald's. Główna ulica jeszcze w miarę czysta, wiecie jakie Singapur potrafi robić wrażenie, niby piękne zadbane miasto. Ale jak tylko musieliśmy skręcić w boczną... Jak na jakimś wysypisku śmieci, tam chyba wszystko co masz pod ręką wywalasz na ulicę i zostawiasz, żeby rano służby posprzątały (nie dziwi już zatem ten zakaz gum do żucia). Pełno puszek, kartonów, opakowań po żarciu, wszystko nawet nie w kąt rzucone, ale na środku chodnika, trzeba było iść slalomem. Przed Makiem w podobnych warunkach kupa ludzi siedzi na tym chodniku i wpierdziela fast foody. Weszliśmy do środka, najlepsza moja decyzja w życiu: mówię do kumpla, zamawiaj pierwszy, ja poczekam aż zwolni się ten dotykowy terminal obok. Za chwilę stoję przy swoim i kątem oka widzę, że kumplowi coś z sufitu na głowę spadło, drugi otrzepuje go rękami, a za chwilę widzimy na podłodze ogromnego karaczana, minimum 8 cm długości. My w szoku, wszyscy krok w tył obrzydzeni, a lokalsi wokół żrą dalej i zaczynają się z nas śmiać. Nie wiemy czy zdeptać czy nie zdeptać, więc łaskawie od stolika wstaje facet z obsługi, otwiera drzwi i jak psa, nogą wypycha tego karalucha na zewnątrz. Ten się obrócił i patrzymy tylko jak drzwiami obok dla dostawy (takie metalowe jak do fabryki jakiejś w starszych filmach o Brooklynie) ten karaczan przez szparę ponownie do środka. Głód to głód, a marynarz to marynarz - u nas po kuchni też biegają, ale k...wa trochę mniejsze. No to do środka, zamawiać dalej. Patrzymy jeszcze z niepewnością na ten sufit - cały perforowany, białe kwadratowe kasety pełne sporych czarnych otworów. To był ten moment kiedy zrozumieliśmy po co do tych hamburgerów zamykane kartonowe pojemniki ?

 

I takie to różnice kulturowe, u nas jakby takiej wielkości karaluch spadł komuś na głowę, wszyscy wybiegliby z krzykiem, następnego dnia wpadłby sanepid (i nic nie znalazł), ale knajpa zamknięta byłaby pewnie z miesiąc, a przez tydzień trąbiłby o niej cały internet ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.11.2022 o 14:03, jagular napisał:

 

O05zEqg.jpg

adxTCdO.jpg

Dobra. Tyle na chwilę obecną. CDN :)

Tymczasem u nas, oburzenie bo nie ma schematu do prostej skrzynki :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedne z moich najlepszych doświadczeń kulinarnych w życiu to żarełko w centrum Bangkoku, u klasycznej tajskiej 250-letniej babci z wiecznym wkurwem na twarzy, w zagrzybionym „lokalu” z karaluchami łażącymi po wszystkim. 

W Chiang Mai to w ogóle delikatni ludzie nie powinni łazić w otwartym obuwiu po mieście :)

A propos wody: filtry Life Straw to super sprawa.

Edytowane przez jagular

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tymi filtrami to jest pomysł, wezmę pod uwagę, gdybym znów w dzicz jechał. Na razie kulturalnie: czasem Japonia, czasem Korea. Ale mimo, że wlatywać można już bez PCR nawet (my i tak robimy, bo armator nie chce ryzykować) to na ląd dla nas zejścia nie ma. Przychodzą do nas na statek, sprawdzają temperaturę, po czym przychodzi kolejna partia Japończyków czy Koreańczyków od załadunku i już nawet oni maseczek na nosie często nie noszą, ale my na ląd zejść nie możemy - bo marynarz zamknięty na statku to przecież ogromne ryzyko przywleczenia covida... Ech, wygodne to strasznie dla nich. Teraz mogę tylko wspominać zwiedzanie Japonii jeszcze kilka lat temu.

Edytowane przez ketyow

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 28.12.2022 o 23:01, jagular napisał:

 Europie i dramę, bo my biali mamy swoje strefy komfortu, a prawie każdy z nas uważa się za wyjątkowy cud wszechświata łaskawie dający innym prawo do podziwiania naszego ideału :)
 

To wynika z tego, że często nagrywanie/foto w naszym kraju kończy się konfidenctwem/ wystawieniem na pośmiewisko.

A że paragrafów i aktywistów jest na pęczki, to nikt nie chce problemu.

Edytowane przez kogut199109

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ketyow 

Może to przez te historie ze „statkami śmierci” wycieczkowymi i ludzie panikują już na samą myśl o marynarzach?

@kogut199109 

Biali byli skupieni na sobie zanim stało się popularne nagrywanie. Czasami jesteśmy równie wrażliwi na swoim punkcie jak jakieś ludy pierwotne z Afryki ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, to raczej wynika z tego, że marynarze stanowią dla rządów taki margines, że nikt nie zwraca uwagi na to by przywrócić przepisy do normalności, tudzież dla terminali jest to po prostu wygodne (nie trzeba nikogo przez odprawy wypuszczać, wystawiać papierów) i bezpieczne - robią kupę szmalu, więc jakby jednak ktoś z covidem się zdarzył to po co ryzykować. Choć w rzeczywistości jednak jak do nas przychodzą to się covida nie boją i mają raczej wylane, ale wiadomo jak to jest, kto inny układa przepisy, kto inny na ten statek wchodzi. U nas też służba zdrowia nie cała się szczepiła i nie cała nosiła maseczki. Moja firma dała nam zakaz wychodzenia jak statek był w Gdyni. Oczywiście w takiej sytuacji nad prawem nie stoją, siłą nas nikt nie zatrzyma. Co innego jak prawo lokalne nie pozwala.

 

Jakiś czas temu miałem podrażnienie oczu i jechałem w Japonii do okulisty po jakieś krople, to w papierach trzeba było zatajać, że schodziłem, bo kolejny port to Chiny, a tam na przykład nie wpuszczają w ogóle statku jeśli ktoś był na lądzie w poprzednim porcie. Azja to stan umysłu, zawsze tak było, ale teraz mają lepsze wymówki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A to lipa, bo to wygląda na rzeczywiście wygodne dla wszystkich oprócz samych marynarzy…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@PCLabGPT możesz opisać zdjęcie użytkownika @jagular, zawartość i styl? Oceń czy zna się on na fotografii.

 

W dniu 26.12.2022 o 13:06, jagular napisał:

VfXHlzH.jpg

edit: ok @jagular chyba znasz się na rzeczy :D

Edytowane przez Wu70

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
@Wu70 Oczywiście, przeanalizuję zamieszczone zdjęcie i postaram się ocenić umiejętności fotograficzne użytkownika @jagular na podstawie dostępnych informacji.

Zdjęcie przedstawia starszego mężczyznę siedzącego na masie wózka na targu. Mężczyzna jest ubrany w kraciaste spodenki i wzorzystą koszulę, co dodaje koloru do kompozycji. Obecność warzyw, takich jak zielone papryki i inne rośliny, na pierwszym planie oraz innych elementów tła targu, takich jak inne stoiska i ludzie robiący zakupy, dostarcza kontekstu miejsca, w którym zostało wykonane zdjęcie.

Kompozycja jest zbalansowana, z głównym tematem – starszym mężczyzną – ulokowanym nieco z lewej strony kadru, co współgra z zasadami złotego podziału. Ostrość zdjęcia skupia się na mężczyźnie, co pozwala mu wyróżnić się na tle bardziej rozmazanego tła, sugerując zastosowanie małej głębi ostrości, co jest częstym i docenianym zabiegiem w fotografii portretowej.

Ponadto, jest to zdjęcie o dobrej jakości technicznej, z wyraźnymi detalami i dobrze odwzorowanymi kolorami. Światło wydaje się być naturalne, co może wskazywać na to, że zdjęcie zostało wykonane podczas dnia z wykorzystaniem światła dziennego, co jest korzystne dla oddania naturalnych barw.

Na podstawie tego jednego zdjęcia można wnioskować, że użytkownik @jagular posiada pewną wiedzę o kompozycji i technice fotograficznej. Widać umiejętność obserwacji i uchwycenia ludzkiego elementu w otoczeniu, które ma swoją własną historię, co jest ważnym aspektem w fotografii dokumentalnej oraz portretowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
@jagular Dziękuję za komplement. Cieszę się, że mogłem być pomocny. Jeśli masz jakiekolwiek inne pytania lub potrzebujesz dodatkowych informacji, śmiało pytaj!
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Tematy

  • Odpowiedzi

    • Pewnie, że tak: https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-trump-twierdzil-ze-ukraina-to-czesc-rosji-nie-potrafil-tego-,nId,7447738 A tu polubicie Putina: https://www.onet.pl/kultura/proszynski-i-s-ka/madre-matki-dobre-zony-tylko-w-onecie/316e015,30bc1058 - Japończycy to mają łeb, niemal jak Hitler z holokaustem.
    • O ile całkiem nie zniknie z planszy.
    • Już 4h to jest długo, a te 8 to będzie wyczyn. To już dystans do przejechania we dwoje 😄
    • https://www.x-kom.pl/p/1186263-monitor-led-27-lenovo-r27q-30.html
    • Że jest tania? Absolutnie się nie zgodzę. Zobacz co się dzieje z cenami MSRP. Kiedyś, w czasach Crysisa kupowało się 8800GT 512mb za +/- tysiaka i karta starczała do każdej możliwej pozycji, prócz Crysisa  w 1280x1024 i high/vhigh. Miałem taki sprzęt dobre 4 lata i jest to jedna z najlepszych kart jakie kiedykolwiek posiadałem. Wiadomo, inna wartość pieniądza, ale pamiętam że nie odczuwałem jakoś wyraźnie wydatku na grafikę zaczynając wtedy swoją pierwszą pracę.  Dzisiaj za kartę pozwalającą na podobny poziom wydajności trzeba wydać 2-3k a i tak gwarancji nie ma, że się pogra w odpowiednich detalach bo wychodzi Dragons Dogma 2 lub inny Jedi Survivor i stutter pod sufit  nawet później, karciochy pokroju GTXa 460 czy 750ti czy nawet 1060 były dużo lepiej wycenione do swojego segmentu i dawały relatywnie więcej. Dlaczego do dzisiaj, mimo upływu niemal 10 lat ludzie wciąż grają na 1060 6gb? Z sentymentu? No please  to że ceny przez kopalnie i covida poszły w górę to jedno, ale dostajemy mniej za więcej kasy więc nie widze nic złego w głosowaniu portfelem i kupowaniu używek. Właśnie po to, żeby nV wróciła do wypuszczania porządnego mid-endu i low-endu jak ongiś bywało. Takie karty jak np FX5200 czy 5700LE sprzedawały się świetnie, pomimo relatywnie niskiej w porównaniu do konkurencji czy premium wydajności dlatego, że nawet ta niska wydajność dalej była realnym przeskokiem od np gf2mx czy 4mx. To były rzędy wartości namacalne i warte upgradu, gdzie wprowadzenie pixel i vertex shaderów sprawiło, że gry wyglądały lepiej i działały płynniej. Co nam daje RT dzisiaj? Udawane rozdzielczości, realistyczne odbicia i cienie - ale kosztem czego, spadku z 100 klatek do 30 ?  Na karcie za 5k ? Zobacz jak wygląda mid-end, 4060 które powinno być 4050, śmieszne wartości vram pamiętające jeszcze Fermi i Maxwella, AMD wypuszczjące najpierw wersje gołe, żeby wydać XT a później GRE - kto się w tym połapie? Jeszcze sam dopisek Titanium powiedzmy że zajeżdza nostalgią (właśnie czasy GFa2 3 4) ale super? A może 2060 czy 2070 Titi?(t) ?   I na koniec, właśnie bardziej bym się drapał po czaszce dlaczego ktoś handluje np karciochą z wyższej półki za 3k czy 4k skoro dopiero umoczył kasę, nie małą, teraz musi z niej zejść żeby w ogóle sprzedać... cewki piszczą? Gwarancję odrzucili bo coś się rypało? Jak taki 1080ti albo 2070 popracował 3-4-7 lat to kolejne 2-3 też popracuje. A nuż widelec nV w końcu zmądrzeje? Poza tym, zabrzmię trochę jak boomer, ale kurła, mamy chyba skończone wartości minerałów i surowców potrzebnych do produkcji elektroniki? Czy coś się zmieniło ostatnimi czasy? Dla mnie osoba żonglująca perfekcyjnie działającą elektroniką co pół roku to nie entuzjasta ani tym bardziej osoba do dyskusji czy dawania komuś rad  zaraz się okaże, że najlepiej zamiast rxa 6600 autor powinien od razu pójść w i9 14th gen i co najmniej 4080 super, bo inaczej to lipa i będzie miał karpika (rym niezamierzony). 
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...