Skocz do zawartości
WebCM

Powrót na właściwe tory - dalsze kształcenie?

Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 11.08.2023 o 20:53, WebCM napisał:

Większość ludzi nie ma żadnych ambicji.

Ma tylko, że doba ma jedynie 24 godziny i nie mają zamiaru się zajeżdżać z tego powodu. Do tego kiedyś trzeba też mieć czas dla dziewczyny/żony, dzieci, jakieś hobby bo inaczej człowiek się bardzo szybko wypali. Pozostaje pytanie na czym Ci faktycznie zależy, na satysfakcji z własnych postępów czy na jeszcze większej kasie.

Edytowane przez Kris194
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Młode pokolenie odrzuca pogoń za karierą:

https://forsal.pl/praca/artykuly/9329112,mlode-pokolenie-kobiet-porzuca-pogon-za-kariera-i-wybiera-styl-slamaz.html

Dużo zależy od środowiska, w jakim się obracasz. Dlatego większość trenerów zaleca zmienić środowisko.

Na początku każdy kupował bajki o karierze, o rozwoju, ale nadchodzi moment, że uświadamiamy sobie prawdę. Uczymy się i pracujemy po to, aby ktoś inny zbił majątek. W tej drabinie ci na dole zawsze dostają ochłapy. Jedni chcą się po niej wspinać, inni mają wywalone i czy się stoi, czy się leży, wypłata się należy. Tak jest w każdej branży.

Praca na etacie to nie tylko technologia, projekty, ale także ludzie i kultura korporacyjna. A z kim przestajesz... Jak już wejdziesz w to środowisko, stajesz się częścią mechanizmu, to dostosowujesz się do reszty, przyjmujesz normy, myślisz podobnie jak oni. Grzecznie pracuj, po pracy jest czas na rozrywkę, piłkę nożną, hobby (byle niezwiązane z komputerami), serial i tak do śmierci. Badania dowodzą, ze ludzie chętnie wykonują najbardziej bezsensowne prace, jeśli mają kontakt z fajnymi ludźmi.

Ten system nie motywuje do rozwoju, do walki, lecz do wpisania się w szarą rzeczywistość.

Możecie się podzielić, co robiliście w liceum, na studiach, jak wtedy wyobrażaliście sobie przyszłość, jak wyglądała wasza kariera i czy to, co teraz robicie, was satysfakcjonuje, czy mierzycie wyżej i planujecie zmiany.

U mnie cofając się kilka-kilkanaście lat:

Temat liceum pominę, choć najbardziej żałuję, że nie postawiłem na algorytmikę i nie wystartowałem w OI. Wydawało mi się to wtedy niepotrzebne. Mocno siedziałem w webówce i z nią wiązałem przyszłość. Na studiach na zaliczenie zacząłem kilka ambitnych projektów i żadnego nie skończyłem. To nie jest błąd, że porywasz się z motyką na księżyc. Zabrakło planowania. Kiepska organizacja czasu połączona z mieszkaniem w akademiku i rozwalonymi weekendami. Potem doszedł etat i już nic się nie chciało robić po godzinach. I był jeszcze jeden kluczowy problem, problemy z szybkim podejmowaniem decyzji, małe doświadczenie w nowych tematach, więc przeglądasz sieć, jakie technologie wybrać, jak zaprojektować system, framework, wzorce projektowe i nie możesz się na nic zdecydować, aż zbliża się sesja i dopiero pod presją czasu zaczynasz coś robić. Kiedyś się nad tym nie zastanawiałem. Wszystko pisałem od podstaw. Musiałem mieć silną determinację. W liceum sprzęt wiekowy, bo po co mi lepszy, zwykły edytor kodu zamiast nowoczesnego IDE. Jak czegoś nie wiem, to odpalam podręcznik, jakie argumenty przyjmuje dana funkcja, itd. A czy czasu wtedy było więcej? Szkoła, nauka, zadania domowe, wprawdzie wakacje, ale dużo czasu poświęcałem w roku szkolnym na amatorskie projekty, które ostatecznie upadły.

Ostatnie lata po godzinach i weekendy to prokrastynacja, politykowanie i oglądanie filmów na YouTube.

Do starych projektów nie ma sensu wracać, bo obecnie są nowe szanse i wyzwania. Cokolwiek by to miało być, to chcę się dalej uczyć, nadrobić zaległości. Mogę sam się uczyć, natomiast ukończenie szkół i kursów potwierdza wiedzę i fajnie wygląda w CV. Raczej nikt na forum nie miał do czynienia z takim dokształcaniem, więc idźmy dalej. Jeśli chodzi o własne projekty, to najtrudniej coś zacząć. Może w końcu coś zacznę i dowieźć do końca. Natomiast jeśli mówimy o inwestycji w przyszłość, to nauka i zdobywanie kompetencji, bo to zwiększa wartość na rynku pracy.

Nie bez powodu podałem przykład Elona Muska. Jeśli wierzyć biografiom, to on nie pochodzi z bogatej rodziny jak Bill Gates, nikt nie przekazał mu know-how, ale żeby odnieść sukces na kilku polach, to musiał mieć potężną wiedzę. A może nie miał wiedzy, tylko potrafił znaleźć dobrych specjalistów i odpowiednio ich zmotywować? Wszedł wtedy w nisze, najpierw bańka internetowa i reklamy w Internecie (poważni przedsiębiorcy nie rozumieli tego medium i trzeba było ich przekonać), potem PayPal, następnie Tesla i SpaceX. Jest teoria, że to Elon stworzył Bitcoina.

To tylko przemyślenia, z którymi możecie się zgodzić lub nie.

Co jest aktualne, to szukam dalszej ścieżki kształcenia, bo szkoda życia na klepanie CRUD-ów.

Edytowane przez WebCM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WebCM

Wyluzuj trochę, odpuść. Masz myślenie memento mori rodem ze średniowiecza, co jest bardzo złe. Podobny trend widać nie tylko przy karierach zawodowych, ale u i czytających książki, którzy martwią się, że wszystkiego nie mogą przeczytać.

Nie da się przewidzieć, jaki zawód będzie potrzebny za 10 lat. Obecnie mówi się, że konserwator/diagnosta urządzeń i maszyn działających pod AI. Nie trzeba być Muskiem i mieć miliardy $, aby coś osiągnąć. Można myć kible, a po godzinach we własnej  piwnicy wynaleźć lek na starzenie się. 

Edytowane przez Áltair
  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, WebCM napisał:

Temat liceum pominę, choć najbardziej żałuję, że nie postawiłem na algorytmikę i nie wystartowałem w OI. Wydawało mi się to wtedy niepotrzebne.

A teraz wydaje ci się, że do czego by to się przydało?
Szkolna, akademicka, konkursowa algorytmika, to nerdowskie haki, tego się na co dzień nie wykorzystuje.

Potężniejsze algorytmy kompresji, szyfrowania, SI, przetwarzania danych i co tam się jeszcze wymyśli, to generalnie świat naukowy i ośrodki badawczo rozwojowe, zaplecze dużych korpo technologicznych. Tu potrzeba już konkretnej wiedzy i umiejętności z matematyki, informatyki, danej branży.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Większa kasa czasami może okazać się pułapką. Przykład z mojego ogródka. Znam typa co zaraz po studiach dał się zaobrączkować. Pojawiły się dzieci. Oboje dobrze zarabiali. Typ był ambitny i parł do przodu. Więcej czasu spędzał w robocie,  pierwszy przychodził, ostatni wychodził. Zaliczał wszystkie wyjazdy służbowe itd. Miał też fart, że trafił na odpowiednich ludzi i wreszcie wskoczył na wyższy poziom zarobków (pensja to 2-3 średnie krajowe oraz spore nagrody). I teraz się dowiaduję, że szykuje się rozwód bo typ uznał, że żona i dzieci go hamują i za dużo ciągną kasy. Poczuł kasę, więc chce cofnąć się do lat kiedy miał dwudziestkę  na karku, z tą różnicą że teraz będzie szastał kasą. Ciekawe jak to się skończy, szkoda tylko dzieci bo są jeszcze małe. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W Polsce nie warto robic czegokolwiek ,  jak ktos jest ambitny i ma jakis plan na przyszłośc to musi wyjechac za granicę polin no chyba ze należy do sitwy

Edytowane przez voltq
  • Haha 1
  • Confused 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przez te wszystkie lata jęków niektórych osób na tym forum, dałoby się już dwa razy przebranżowić. XD 

  • Like 1
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, ghostdog napisał:

pensja to 2-3 średnie krajowe oraz spore nagrody

Minus alimenty to będzie jedna/półtora średniej krajowej. Rzeczywiście poszasta :)

  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, ghostdog napisał:

Więcej czasu spędzał w robocie,  pierwszy przychodził, ostatni wychodził. Zaliczał wszystkie wyjazdy służbowe itd.

Pytanie czy to z ambicji rzeczywiście, czy już wtedy mu się nie układało i wolał siedzieć w robocie niż w domu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, 209458 napisał:

Pytanie czy to z ambicji rzeczywiście, czy już wtedy mu się nie układało i wolał siedzieć w robocie niż w domu.

W małżeństwie często dochodzi do konfliktów na tle braku pieniędzy. Sądzę, ze najlepiej układa się wtedy jak są pieniądze ale takie, które nie mogą zawrócić w głowie. Najdziwniejsze jest to, że typ to raczej z takich spokojnych. Stroni od używek oraz wieczornych wypadów na miasto, raczej taki "family man". 

15 godzin temu, zdzichon napisał:

Minus alimenty to będzie jedna/półtora średniej krajowej. Rzeczywiście poszasta :)

Jak ktoś za młodu miał duże niedostatki finansowe, to jak teraz zarabia powiedzmy te 15k netto, wpada nagroda 15-25k, to w danym miesiącu masz niezłą sumkę. Dla takiej osoby to jest bardzo dużo. Stawiam, że jak dojdzie do mediacji i pierwszego podziału zgromadzonego majątku, do tego nie uda mu się zamieszać z alimentami bo robi na UoP i nie da się ukryć zarobków to może  zmięknąć mu rura. Jak ma kryzys wieku średniego i ma kasę to powinien kupić sobie jakąś zabawkę np. Camaro, żona pewnie to przełknie niż wizję rozwodu😀

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 4.11.2023 o 00:12, WebCM napisał:

hobby (byle niezwiązane z komputerami)

Hobby związane z kompami typu składanie sobie komputerów czy zabawa ze sprzętem o którym kiedyś można było jedynie pomarzyć takie złe?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może dla kogoś hobby to leżenie przed TV z Netflixem? XD Praktycznie każdy z moich znajomych ma jakieś hobby i z definicji są one angażujące, a nie czysto rozrywkowe. Ludzie jeżdżą na rowerach, grzebią przy nich i gadają o tym. Inni pływają na deskach. Jeszcze kolejni jeżdżą kamperami po świecie albo driftują na torze. Nurkowanie i szydełkowanie też się znajdą. Trzeba być raczej niedouczonym zaściankowcem, żeby nazywać kogoś nerdem, bo ma hobby związane z kompami, albo jakiekolwiek inne wymagające czegoś więcej od zbijania bąków pod kocem. Ja lubię polutować albo coś pogrzebać przy serwerach, zarówno pod kątem softu jak i hardware. A jak się znudzi, to po prostu pograć na kompie albo posłuchać muzyki. Uf... ale nerdowsko się zrobiło. XD Zwłaszcza że to hobbystyczne grzebanie przy oprogramowaniu i sprzęcie przydaje mi się do ogarniania mojego systemu audio oraz pacy zawodowej. Kurczę, jak to możliwe, że da się połączyć przyjemne z pożytecznym i robić to, co faktycznie się lubi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 4.11.2023 o 00:12, WebCM napisał:

Badania dowodzą, ze ludzie chętnie wykonują najbardziej bezsensowne prace, jeśli mają kontakt z fajnymi ludźmi.

Ten system nie motywuje do rozwoju, do walki, lecz do wpisania się w szarą rzeczywistość.

No wow, bo ludzie nie przychodzą do pracy tylko po to, żeby się w niej denerwować :szczerbaty:

Mam pod sobą 3 ludzi. Podstawa to dobra współpraca, dzielenie obowiązków, uśmieszki i przyjemna atmosfera. Aż przyjemnie jest popracować, nawet nie wiem, kiedy upływa mi te 8 godzin.

I co jest niby takiego szarego w tej rzeczywistości? xD

A rozwój... wolę hobby i zawieranie znajomości. Praca to tylko praca. No chyba że ktoś ma wybujałe ambicje jak ty i pretensje o to, że inni ludzie wolą przyjemnie spędzać czas :szczerbaty:

W młodszych rocznikach poklasku nie znajdziesz. Teraz ludzie wolą zarobić mniej, ale mieć więcej luzu. I jest to zdrowe podejście.

  • Upvote 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 4.11.2023 o 09:51, ghostdog napisał:

 Poczuł kasę, więc chce cofnąć się do lat kiedy miał dwudziestkę  na karku, z tą różnicą że teraz będzie szastał kasą. Ciekawe jak to się skończy, szkoda tylko dzieci bo są jeszcze małe. 

Niech zostawi jej po małych negocjacjach wszystko czego się dorobili i ucieka. Jak się zrobi skąpy to przegra wszystko i znaczną część przyszłych dochodów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 4.11.2023 o 08:41, Bono[UG] napisał:

Potężniejsze algorytmy kompresji, szyfrowania, SI, przetwarzania danych i co tam się jeszcze wymyśli, to generalnie świat naukowy i ośrodki badawczo rozwojowe, zaplecze dużych korpo technologicznych. Tu potrzeba już konkretnej wiedzy i umiejętności z matematyki, informatyki, danej branży.

Prawdopodobnie rewolucja dzieje się na uczelniach i w ośrodkach badawczych dużych korporacji. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś po godzinach pracował nad przełomowymi technologiami.

Od dawna mówi się o współpracy uczelni z biznesem, a czy w Polsce to faktycznie działa?

Być może na uczelniach powstają algorytmy i ulepszane są już istniejące, ale raczej nie w Polsce. Chciałem zostać na uczelni, ale jaki temat proponowałem, to "temat na pracę inżynierską" lub "temat na pracę magisterską".

Kilka lat temu branża AI dopiero raczkowała, a teraz peron odjechał.

Miałem bardzo małą wiedzę na temat uczenia maszynowego, do zabawy z AI trzeba mieć dobry sprzęt, dużą wiedzę lub gdzie jej szukać, a sama uczelnia mnie do tego nie przekonała.

Ale zauważyłem wtedy coś innego. Powstawały różne startupy i dużo osób świeciło mordami w mediach, którzy na pierwszym roku za bardzo nie przykładali się do nauki, ale tworzyli w kołach ciekawe projekty, które miały zrewolucjonizować świat lub poprawić życie różnych osób. Większości nie udało się wprowadzić na rynek. Prawdopodobnie na zasadzie, że brali gotowe komponenty open source i z tego składali gotowe rozwiązanie.

To co z tymi startupami, co faktycznie osiągnęły sukces?

OpenAI, ale też różne inne firmy, które cały czas powstają i dużo z nich to właśnie AI?

Bo trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś ciągnie etat i cały wolny czas poświęca na startup.

Może ktoś na forum ma wiedzę, jak to naprawdę wygląda? Szukam studium przypadków.

Moje hipotezy:

1) Ktoś (a raczej grupa znajomych) zakłada startup i przekonuje inwestorów, że ten pomysł się wypali, że powstanie fajny produkt i że to się zwróci. Część faktycznie wypali, a co z tymi, co się nie uda?

2) Zalążki powstają na uczelniach - bo wtedy jest najlepszy czas, aby zacząć takie projekty i uzyskać wsparcie wykładowców - dotyczy raczej najlepszych uczelni, gdzie ta wiedza jest aktualna.

3) Zaplecza dużych korpo, gdzie przyszli startupowcy zdobywają wiedzę, a potem sami zakładają firmę.

4) NEET i po godzinach kształcisz się, grzebiesz, ewentualnie na wakacjach jako uczeń/student.

Wg mnie najbardziej prawdopodobna hipoteza to 2, a potem 1, bo ciężko ciągnąć 2 etaty.

W dniu 4.11.2023 o 13:46, voltq napisał:

W Polsce nie warto robic czegokolwiek ,  jak ktos jest ambitny i ma jakis plan na przyszłośc to musi wyjechac za granicę polin no chyba ze należy do sitwy

Powiem szczerze, mam już tego dość, jak to obecnie wygląda i nie wykluczam wyjazdu, tylko muszę się najpierw dokształcić. Za dużo rzeczy na studiach zaniedbałem. :)

W dniu 6.11.2023 o 12:38, Spl97 napisał:

Hobby związane z kompami typu składanie sobie komputerów czy zabawa ze sprzętem o którym kiedyś można było jedynie pomarzyć takie złe?

Nie wiem, czy ktoś teraz ma takie hobby. Przełom 1990/2000 był specyficzny i niektórzy dorabiali w ten sposób, składając i serwisując komputery. Teraz w epoce smartfonów po prostu się nie opłaca.

 

Jeśli czytają to młodsze roczniki, to jeszcze w liceum myślcie o przyszłości, a studia dobrze wykorzystajcie, a jeśli nie macie warunków, to zmieńcie warunki. Dołączajcie do kół, bierzcie ambitne projekty, szukajcie wiedzy w necie,  dobrych książkach, czytajcie artykuły naukowe (większość jest po angielsku). Piszę o liceum, bo warto dostać się na dobrą uczelnię, może nawet za granicą, bo nie wiem, czy w PL jest gdzieś poziom, że możecie się wybić.

 

Dla mnie to ostatni dzwonek, żeby coś zmienić, ale nie bardzo wiem, jakie mam możliwości. Gdyby jeszcze trwały studia, to byłoby łatwiej. Może pójść w jakieś kursy, szkolenia, żeby mieć później potwierdzenie wiedzy. Chociaż dokształcenie się gdzieś, nawet za granicą, o ile faktycznie to przyniesie korzyści, też rozważam i może ktoś coś takiego robił? Ciężko zakładać startup, nie mając know-how, doświadczenia, zaplecza ani żadnego wsparcia.

 

Słyszałem kiedyś o studiach doktoranckich z wolnej stopy, gdzie nie trzeba prowadzić zajęć i możesz je robić pod kierunkiem przedsiębiorstwa, które ma zaplecze i gdzie jest opiekun z odpowiednim tytułem. Na takie coś chętnie bym się pisał. To się pewnie wiąże z przeprowadzką. Tylko też byle kogo nie przyjmą i trzeba nadrobić zaległości.

Edytowane przez WebCM
  • Thanks 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przypadkowo natrafiłem na ten temat i aż musiałem zalogować się na stare konto.

Bije stąd potężne i bardzo ludzkie poczucie "mogłem to zrobić lepiej" i klasyczne "co by było gdyby", co można sprowadzić za przeproszeniem do typowego "pitolenia starych dziadów". To, ile się nad swoim życiem i "straconym szansami" zastanawiasz OPie, idealnie pokazuje że twoje dywagacje nie mają sensu. Dlaczego? Bo zapewne nie masz po prostu predyspozycji do tego o czym myślisz (otwieraniu startupu, osiąganiu wielkiego sukcesu i tak dalej), tak samo jak nie mam i ja i ogrom innych ludzi. Największe sukcesy osiągają ludzie, którzy po prostu idą i robią, brną w nieznane, zamiast zastanawiać się co mają zrobić i co zrobili źle. Wszystkie najbardziej znane na tym świecie persony miały w swojej historii zapewne tak dużo porażek i chwil zwątpienia jak i sukcesów, ale ich to w żaden sposób nie hamowało.

Pokażę, jak to może wyglądać ze strony kogoś kto na studiach zapierniczał za trzech: aktualnie kończę studia (mgr na ciężkiej uczelni technicznej, branża - inżynieria mechaniczna), pracując sobie jako programista (i tak chyba zostanie, chociaż zobaczymy czy branży nie zmienię, ale nie wiem czy warto). Od początku studiów spędziłem kilka lat w kole naukowym (zespół Formuły Student). Nauczyłem się bardzo wiele, przeżyłem ogrom wzlotów i upadków, pracowałem nad bardzo ciekawymi i przełomowymi dla zespołu projektami na światowym poziomie, a na zawodach za granicą nieraz zebrałem uznanie od sędziów doceniających moją pracę (pojawiło się nawet kilka ofert pracy za granicą, ale - hehe - nigdy po wysłaniu CV nie uzyskiwałem odpowiedzi xD). Już się prawie nie udzielam, ale w kole dalej postrzegany jestem jako skarbnica wiedzy i doświadczenia. I co z tego wyciągnąłem?

Pierwsza rzecz - studia w porównaniu do takich inicjatyw są naprawdę niewiele warte. Co mam na myśli - naprawdę, dziwi mnie sposób w jaki ludzie postrzegają studia (szczególnie na uczelniach technicznych), a który się tu już kilkukrotnie przewinął. Zwykle zatruwają życie w niesamowity sposób, a wiedza którą się z nich wynosi jest nieproporcjonalnie mała do wysiłku, który trzeba w nie włożyć. One nic nie dadzą, jeśli nie ma się tego drygu który jest potrzebny do bycia specjalistą. Znam ogrom ludzi, którzy zdobyli inżyniera na wydziale mechanicznym, a mieliby problem z obsługą śruby mikrometrycznej. Do czego piję? W internecie jest tyle up-to-date materiału, tyle informacji dostępnych za darmo (włącznie z wykładami topowych uczelni na świecie), że pójście na uczelnię w celu zdobycia zdolności technicznych jest znacznie, znacznie gorszym pomysłem niż samokształcenie. O ile nie są to twoje pierwsze studia po szkole średniej, albo nie chcesz po prostu zostać naukowcem. W temacie wspomnianego doktoratu - dosyć niechętnie na to patrzą jeśli się nie zostaje na uczelni, a praca na uczelni częściej jest katorgą niż przyjemnością. Pomijając fakt, że doktorat jest na tyle ciężki, że jeśli nie robisz wdrożeniowego (to co mówisz - "z wolnej stopy"), nie da się tego łatwo pogodzić z pracą na etacie, pieniądze są śmieszne, a dodatkowo trwa to tyle lat, że zanim dojdziesz do końca znowu przyjdzie myśl o "straconej szansie".

Druga rzecz, bardziej nawiązująca do kontekstu tematu - idąc do koła trochę myślałem, że da mi to boosta do kariery. W zasadzie, to miałem podobne spojrzenie na temat jak OP - bądź ambitny, rozwijaj fajne projekty, etc. Trochę się to rozmija z rzeczywistością. Jasne - z takich inicjatyw zyskuje się naprawdę wiele, szczególnie w kontekście ogólnego ogarnięcia życiowego, umiejętności technicznych, czy też tego jak potrafisz sprzedać swój pomysł - ale nie wygląda to tak jak mogłoby się wydawać. Przez kilka lat widziałem ogrom ludzi, którzy się przewijają przez środowisko kół naukowych (na mojej uczelni jest ich kilkadziesiąt) i mimo że są to ludzie często utalentowani, bardzo niewiele z nich osiąga jakiś rzeczywisty sukces (z życia - startup, praca w ESA, staż w CERNie, praca w zespołach F1, w firmach takich jak Koeniggsegg etc.). Takie osoby to jak igła w stogu siana i - powiem teraz coś co niestety może być trochę podkopujące - brutalną życiową prawdą jest to, że 99% ludzi nieważne jak bardzo będzie się starać skończy jako zwyklaki pracując na etacie, a mówienie że "każdy może" jest szkodliwe i może napędzać niezdrowe ambicje i wyścig szczurów do sukcesu. Nie, do tego trzeba mieć bardzo unikalne predyspozycje i jeśli ktoś je ma to doskonale wie co ma zrobić i będzie podążać sam swoją ścieżką. Ludzie lubią sobie wmawiać, że są jedyni w swoim rodzaju, niezastąpieni, zrobią coś wielkiego itp., a w rzeczywistości mimo wszystko są tacy sami jak setki tysięcy innych, czego by nie robili i czego by sobie jakkolwiek nie tłumaczyli.

Sam całkiem niedawno miałem pomysł żeby rzucić wszystko i założyć z kolegą startup, ale osobiście doszedłem do wniosku, że to chyba nie na moją głowę i nie będę usilnie przekonywać się, że nie. Polecam to każdemu - rozsądne wyhamowywanie swoich ambicji :P A może to wynika z potężnego przepracowania po kilku latach zajeżdżania się w Formule Student - nie mam pojęcia :P Finalnie wolę swoje ambitne zapędy manifestować w postaci hobby, czy jakichś pobocznych biznesów oprócz pracy na etacie i powolnego rozwijania tego co lubię, co również polecam każdemu. Tak czy siak, sam się nawet złapałem niedawno na takim myśleniu jak OP - ile szans straciłem, co mogłem inaczej zrobić, może to tamto, może siamto. Gówno prawda, można tak mówić jak się ma 80 lat i leży na łożu śmierci, a nie w momencie kiedy jest się w pełni sił. Kończąc ten elaborat (zaznaczę - moich subiektywnych prywatnych opinii i doświadczeń) polecam OPowi albo dać sobie spokój i żyć swoim życiem, a głowę zająć jakimś kreatywnym hobby (wcale nie trzeba rzucić wszystkiego i zmienić swojego życia, żeby spróbować czegoś nowego co leży w kręgu naszych potencjalnych zainteresowań), a jeśli rzeczywiście coś chce zrobić, to zaryzykować i spróbować podążać własną ścieżką, zamiast zalewać swojego umysłu przemyśleniami - one rzadko kiedy do czegokolwiek prowadzą. A jeśli dalej będziesz niezdecydowany, wybierz opcję pierwszą - danie sobie spokoju, bo tak jak mówiłem, jeśli ktoś ma naprawdę predyspozycje do tego żeby osiągać wielki sukces, po prostu to robi.
 

Edytowane przez azf774
  • Like 2
  • Thanks 1
  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 7.08.2023 o 20:15, Karister napisał:

No ale, jak dwa lata temu pisałem, że dobry inżynier oprogramowania powinien ogarniać

oczywiście, wszystko powinnna ogarniać jedna osoba i jeszcze nauczyć się tego na własna rękę, bo przecież inni są lepsi, bo to wiedzą, bo cały czas zakuwają

a firmy się cieszą, bo jest inflacja skilla a pensja ta sama

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, WebCM napisał:

Nie wiem, czy ktoś teraz ma takie hobby. Przełom 1990/2000 był specyficzny i niektórzy dorabiali w ten sposób, składając i serwisując komputery. Teraz w epoce smartfonów po prostu się nie opłaca.

Wiele osób ma takie hobby i tutaj nie chodzi o to, żeby z tego składania kompów przeżyć. Ja przykładowo z sprzętem, który mam teraz jeszcze z kilka lat temu mogłem jedynie śnić, nic więcej, bo nie było na to stać mnie wtedy. Jest też osobna gałąź, jaką jest retro i nostalgia związana z dawnym czasem, powiedzmy te 20-30 lat temu. Wielu zapragnęło powrotu do tych czasów, jak kiedyś wyglądało np. granie na starych PC, więc kupują dawne sprzęty, składają i użytkują, jedni to robią dla funu, a drudzy pewnie jako inwestycja, jako, że przez to, że retro zrobiło się ogólnie modne, to ceny takich sprzętów poszły dość sporo do góry i pójdą jeszcze bardziej to the moon 8:E. Przykładowo coś jeszcze kilka lat można było nabyć w racjonalnych jeszcze pieniądzach, to teraz padają kwoty liczone w tysiącach :E.

Ja sam złapałem takiego małego bzika na punkcie retro PC i złożyłem swój zestaw, żeby przypomnieć czasy, jakie były z 15 lat temu, choć zdaniem wielu, to co złożyłem to zasługuje na miano tylko youngtimera, ale spokojnie zaraz i tak to będzie retro :D.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, WebCM napisał:

Być może na uczelniach powstają algorytmy i ulepszane są już istniejące, ale raczej nie w Polsce. Chciałem zostać na uczelni, ale jaki temat proponowałem, to "temat na pracę inżynierską" lub "temat na pracę magisterską".

W Polsce też powstają, po prostu mało kiedy są medialne. Nawet dosyć powszechnie używane jak ANS: https://en.wikipedia.org/wiki/Asymmetric_numeral_systems

Po prostu większość to wąskie branżowe zastosowania lub mocno akademickie. Np. ktokolwiek będzie kojarzył jakich się używa w przypadku obróbki danych z rezonansu magnetycznego, symulacji syntezy białek itp.?
Jeżeli ktoś chce mieć kontakt z tego typu rzeczami, to albo zostaje na uczelni albo szuka pracy w instytutach naukowych, ośrodkach badawczych, firmach z rozwiniętymi działami badań i rozwoju. Przy takim kierunku pchanie się w doktorat ma jakiś sens, poza nimi to jedynie satysfakcja.

Nie wiem jakie są wymagania na studia doktoranckie ale nie wydaje mi się, że trzeba przy rekrutacji podać tytuł pracy doktoranckiej, co najwyżej kierunek w którym chce się prowadzić badania.
Przy wdrożeniowym pewnie tak, tutaj się nie dziwię, że mogli odrzucać skoro świeży magister bez dorobku naukowego próbuje rzucić temat bez doświadczenia w tym temacie. Doktorat, to nie jest kolejna praca magisterska, to całokształt badań, wytworzenia jakiejś nowej wiedzy, to też dorobek naukowy, publikacje, konferencje.
Nie ma się też co czarować, promotor też musi widzieć w tym jakąś korzyść i zgodność ze swoją działalnością naukową. Jak się nie przekona, jak się nie nawiąże pewnej relacji, to nic z tego nie wyjdzie.

Praca inżynierska jak najbardziej może być mocno odtwórcza, w zasadzie implementacja pewnego algorytmu.
Magisterska powinna mieć już jakąś wartość dodaną, nie tylko wykorzystanie aktualnej wiedzy ale też coś nowego, niestandardowego, np. optymalizacja jakichś algorytmów, stworzenie nowego wariantu algorytmu, zastosowanie w innej dziedzinie niż do tej pory.
Doktorat to stworzenie czegoś nowego, czegoś co faktycznie pcha naukę do przodu, coś unikatowego. To także pewien proces działalności naukowej, zbieranie dorobku naukowego.
Habilitacja, profesura, to już w zasadzie zbieranie osiągnięć naukowych, uznania. Być może mniej innowacyjne ale nadal trzeba trzymać jakiś poziom, żeby przyjmowali publikacje w sensownych wydawnictwach.

13 godzin temu, azf774 napisał:

Największe sukcesy osiągają ludzie, którzy po prostu idą i robią, brną w nieznane, zamiast zastanawiać się co mają zrobić i co zrobili źle. Wszystkie najbardziej znane na tym świecie persony miały w swojej historii zapewne tak dużo porażek i chwil zwątpienia jak i sukcesów, ale ich to w żaden sposób nie hamowało.

Tutaj się nie zgodzę. Jeżeli nie będzie refleksji co poszło nie tak, to następny projekt raczej też upadnie i to w podobny sposób.

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, ja_robot napisał:

oczywiście, wszystko powinnna ogarniać jedna osoba i jeszcze nauczyć się tego na własna rękę, bo przecież inni są lepsi, bo to wiedzą, bo cały czas zakuwają

a firmy się cieszą, bo jest inflacja skilla a pensja ta sama

Ja to widzę inaczej. Coraz więcej ogarniam i coraz więcej za to biorę. Tylko że ogarniam znaczy rozumiem, co się dzieje w bebechach frameworku czy bazy, gdy zmieniam jakiś propertas i wiem, jakie to ma konsekwencje oraz dlaczego. Nie naklepać trochę kodu i stwierdzić, że raz zadziałało lokalnie, czyli jest ok. Mam też listę kolejnych rzeczy do zgłębienia, bo to "zakuwanie" (lol) to w sumie kilka godzin w tygodniu, które i tak mam na samorozwój w czasie pracy. Nie było roku, aby podwyżka nie przekroczyła inflacji. IMHO dobry deal. Ja więcej umiem, jestem bardziej konkurencyjny na rynku pracy, a do tego płacą za moją naukę, aby potem mi zapłacić więcej za zdobytą wiedzę. Mi pasuje. Pewnie wciąż połowa programistów nie widziała na oczy żadnej sensownej książki i potem gada, że pensje stoją. Tak samo jak ich skill - wszystko się zgadza. Nie powiedziałbym też, że sam wszystko ogarniam, po te tuziny devopsów, cloudowców i setki programistów wciąż są potrzebni.

Poszedłbym nawet dalej i powiedział, że takim programistom, co stoją w miejscu, pensje powinny spaść, bo wiecznie partaczą. Czasy solo onpremów minęły, a ludziom wciąż się nie chce przyjąć do wiadomości, że istnieją takie zagadnienia, jak poziomy izolacji transakcji, pessimistic i optimistic locking, CAP oraz sporo innych, żeby w rozproszonym systemie się cuda nie działy. Bo przecież to bazy, które rzadko się rusza i programista tym się nie zajmuje. LoL. Cloud to kolejne tyle. Potem siedź i naprawiaj po klepaczach.

Edytowane przez Karister

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niezależnie czy umiesz coraz więcej, uczysz się i rozwijasz, a potem zarabiasz przez to więcej to może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Ja jestem urodzonym optymistą i też w IT miałem 5 lat prosperity, ale przyszedł zły moment... Z dnia na dzień szef musiał zamknąć po prostu firmę i wszyscy dostali wypowiedzenia. Jesteśmy przed świętami i końcem roku. Z dnia na dzień nie jest łatwo znaleźć pracę. Jednak przez te 5 lat dywersyfikowałem źródła dochodu, inwestując i na ten moment dochodząc do 3 oprócz 4, które właśnie straciłem. Mogę sobie pozwolić na luz psychiczny i skupienie się na pozostałych źródłach dochodu. Być może już nie będę musiał pracować dla nikogo w ogóle...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, lolipos napisał:

Z dnia na dzień nie jest łatwo znaleźć pracę.

IMO zbytnie uogólnienie. Jeśli:

4 godziny temu, lolipos napisał:

uczysz się i rozwijasz

oraz

4 godziny temu, lolipos napisał:

w IT miałem 5 lat

doświadczenia, to znajdziesz nową robotę właśnie z dnia na dzień. Jakąś za przeciętną stawkę w przeciętnym korpo. Potem poszukasz miesiąc czy dwa i znajdziesz coś dobrego. Co prawda to jeszcze zależy od tego, co się robiło przez te pięć lat i w jakich technologiach, ale w ogólności problemu nie będzie.

4 godziny temu, lolipos napisał:

Jednak przez te 5 lat dywersyfikowałem źródła dochodu, inwestując i na ten moment dochodząc do 3 oprócz 4, które właśnie straciłem. Mogę sobie pozwolić na luz psychiczny i skupienie się na pozostałych źródłach dochodu. Być może już nie będę musiał pracować dla nikogo w ogóle...

Czasem jedno stabilne źródło dochodu jest lepsze od kilku śmieciowych. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i w pewnym momencie warto się zastanowić, czy nie lepiej korzystać z życia, zamiast szukać pięciu źródeł dochodu. Tutaj również wolałbym jedno sensowne, które pozwoli na zbudowanie pasywnego dochodu, np. poprzez zakup dwóch mieszkań.

Edytowane przez Karister

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...