Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Aeryn

"Pamiętnik wariatki" - opowiadanie czy coś w ten deseń ;)

Rekomendowane odpowiedzi

Wykopałam coś ze swoich archiwów "pisarskich" :). Kiedyś miałam pomysł na książkę - pamiętnik, dość osobliwy, kontrowersyjny i niecodzienny raczej. Pisałam go troszkę, ale potem jakoś czasu zabrakło, może też i chęci... Jeśli ktoś ma ochotę, niech poczyta :).

Bohaterką pamiętnika i jego autorką zarazem jest dość zbuntowana samotnicza dusza o nicku Blasphemy. :)

 

Acha, no i uwaga, dłuuuuuugie. :D

 

 

 

Pamiętnik Wariatki

 

 

 

 

 

2 lutego

 

Napisałam sobie, jak chcę być pochowana. Co mają ze mną zrobić po śmierci, znaczy się, z tym co ze mnie pozostanie bo nie wiadomo co i ile tego będzie. Właściwie to nie sobie to napisałam ma się rozumieć ale tym którzy będą mieli na głowie pochowanie tych moich doczesnych szczątków. Jakoś rozbawiło mnie to i mimo że zostawiłam pożegnalne listy, gdyby przyszło mi się z tym światem pożegnać nagle, niespodziewanie i przed czasem, stwierdziłam potem że te listy tylko pewnie wkurzą kogoś, kto je czytał będzie. A niech tam.... to tylko dla spokoju sumienia, może i dlatego, że jakimś dziwnym sposobem wolałabym "dopilnować", żeby "zaopiekowano się" moim ciałem tak, żeby potem żaden nawiedzony nastolatek nie mógł zrobić sobie nocnej lampki z mojej czaszki. Taka lampka, wątpliwej wartości artystycznej, stała u jednego z moich kumpli z nastoletnich czasów i zawsze mnie przerażała.

Ja nie chcę tak skończyć.

O dziwo, nie wpadłam w czarną depresję, wręcz przeciwnie, czuję się jak po obejrzeniu dobrej komedii.

 

 

14 lutego, Walentynki.

 

Ostra dyskusja z facetami, którzy jak widzę (i nie tylko ja to widzę) bronią się jak mogą, rękoma, nogami i całą resztą swych męskich ciał przed uznaniem tego miłego święta. Wrzeszczą że miłość trzeba okazywać na co dzień a nie od święta. Tak jakby oni ją strasznie okazywali.... jakoś nie zauważyłam. No ale cóż kłócić się nie będę, bo szkoda mojej cennej energii. Ja tam Walentynki powysyłałam i wiem że nawet tym największym pyskaczom było miło je dostać, chociażby wypierali się w żywe oczy. No ale cóż. Nie, to nie.

 

 

25 lutego

 

Jeśli reinkarnacja istnieje to ja chcę odrodzić się jako zwierzę. Wielki, groźny, dziki kot. Nie chcę być człowiekiem. Ludzkość jest chora. Ropieje i rozkłada się, gotując się w zupie wzajemnego braku zaufania, nienawiści i zawiści. Ohydny to widok i ohydny zapach. Ohyda wyłazi z ludzi, wszystkich ras i narodowości. Nie ma lepszych i gorszych, wszyscy jesteśmy tak samo zdemoralizowani światem w którym żyjemy. Zabijamy, kaleczymy, okradamy, ranimy tak fizycznie jak i psychicznie. Ktoś kiedyś powiedział że człowiek jest drapieżnikiem. Ja myślę że nie jest drapieżnikiem. Jest kompletnym degeneratem, mutantem, odrzutem czegoś co kiedyś może i miało być dobre, ale jakoś nie wyszło. Czasami po prostu przebiera się miarka. Matka zabiła własne dziecko, z zimną krwią. Dla pieniędzy. Nastolatki mordują się nawzajem katując przedtem okrutnie, dla zemsty lub własnej chorej radości. Dzieci zabijają dzieci. Ludzie zabijają i katują zwierzęta, które nie mogą się przecież bronić. Smród stęchlizny tego świata sięga pewnie aż gdzieś poza nasz Układ Słoneczny.

 

 

28 lutego

 

Zastanawiam się jak wyglądają myśli. Kłębi się ich tyle w mojej głowie że przecież muszą jakoś wyglądać. A przynajmniej powinny mieć jakiś tam kształt, kolor et cetera. No więc patrząc na wyobrażenie swoich myśli widzę mnóstwo posplątywanych w tysiące supełków różowych dżdżownic. Nie, w zasadzie nie są to zwykłe dżdżownice, tylko jakaś ich genetycznie zmutowana odmiana, dlatego mają tyle supłów i supełków na sobie. To oznacza że są zamotane - i takie właśnie są moje myśli. Czasami wkładam palec pomiędzy jakiś supełek, próbując go rozplątać. Ciągnę i pcham, wydawałoby się że małe różowe ciałko moich myśli za chwilę się wyprostuje, kiedy nagle mój palec pokrywa się krwią (nie wiem czy moją własną czy tego zwierzątka - myśli) i czuję ból. I wtedy już wiem, że nie mam co dalej próbować. W ten sposób myśli mówią mi - nie dasz rady, nie wygrasz z nami. I tak, z dnia na dzień, dżdżownic przybywa, czasami jest ich tak dużo i poruszają się, drgając, w różowym kłębowisku, że powodują dziwne swędząco - nieprzyjemne uczucie gdzieś głęboko we wnętrzu mojej biednej głowy. Niektóre z nich są zatrute, czarne i zgniłe. Niektóre różowiutkie, gładkie i naiwnie wyprostowane. Ale je wszystkie czeka w końcu ten sam los - umrą wraz ze mną wewnątrz tej mojej szalonej głowy. Może wtedy przestanę czuć przykrość spowodowaną ich ciągłym ruchem.

 

 

1 marca

 

Zawsze żałowałam że nie mam poetyckiej duszy - to znaczy - rozumiem wiersze (a przynajmniej tak mi się wydaje), ale ja sama osobiście nie potrafię ich wytwarzać. Kiedyś próbowałam ale to co mi wyszło było pokraczne, pokrzywione i niedorozwinięte, jak coś pozlepianego z kawałków mnóstwa innych rzeczy. Wolę więc czytać wiersze innych.

Dziś dostałam jeden. O miłości. O pojęciu które dla mnie znaczy wszystko i nic. Naraz. Zastanawiam się dlaczego.

 

Znaczy wszystko - bo to dla niej i przez nią ludzie umierali, o niech pisali wiersze i tomy powieści, robili i robią łzawe filmy. Ona sprawia że jeden czuły dotyk tej osoby wprawia cię w stan nienaturalnej lekkości, nieważkości prawie. Sprawia że poczucie akceptacji, przyjaźni, ekstazy, ogromnych niewypowiedzianych uczuć łączą się w jedność. Jest piękna.

 

Znaczy nic - bo zawsze, prędzej czy później, ma dla nas łzy, ból, rany. W zanadrzu trzyma ostre noże na które nadziejemy się przy jednym tylko nieostrożnym ruchu. Potrafi zabić, upodlić, zniewolić, odebrać wszystko, czym człowiek był i czym się stawał latami. Nieufność, podejrzliwość, zdrada - te pojęcia też się z nią łączą. Jest straszna.

 

No więc co ja mogę myśleć? Wiersz jest piękny. Jest jak światło słońca które widać przez ciężkie i burzowe chmury. Nie mogę jednak zamknąć oczu na te chmury. Mam tylko nadzieję że będą trzymały się jak najdalej ode mnie przez jak najdłuższy okres czasu.

 

 

 

 

13 marca

 

Ciekawe czy pojęcie o przysłowiowym pechu trzynastego to po prostu czyjś wymysł wzięty z księżyca czy ma to jakieś porządne podstawy. Po moim trzynastym tym razem myślę że to chyba cały Wszechświat się sprzysiągł przeciwko mnie. Same pechowe wydarzenia, od samego rana, samo wchodzenie pod górkę, depresja, łzy, wkurzanie się. Co najciekawsze - nie ma jakiś konkretnych powodów. To znaczy może i znalazłoby się ich z tysiąc ale tak naprawdę są one bez znaczenia. Pod wieczór już nie miałam siły walczyć sama ze sobą. Ogarnęła mnie lepka ciemność i było mi już wszystko jedno. Wtedy pojawiła się Ona. Kiedy podniosłam zamglone łzami oczy, Ona tam stała, naprzeciwko tej kupki nieszczęścia, jaką byłam. Miała zimne, drwiące spojrzenie i taki sam uśmiech. Wtedy zobaczyłam, że Ona - to ja. Drugie ja które we mnie siedzi a którego nie dopuszczam do głosu, bo wiem że jest złe.

 

- Spójrz na siebie - powiedziała z pogardą - wyglądasz okropnie. Jesteś nieszczęśliwa, rozmazana i do niczego się nie nadajesz. Weź się w garść bo patrzeć na ciebie nie mogę!

- Daj mi spokój - odpowiedziałam cicho - nie widzisz że jestem w depresji?? - byłam zła że ktoś tak mnie traktuje, zamiast współczuć.

- Jesteś głupia - prychnęło moje drugie ja - sama sobie to robisz! Jaka depresja? Dlaczego? Po co? Z jakiego powodu? - mówiąc to dalej mierzyła mnie lodowato zimnym wzrokiem.

 

Nie wiedziałam co powiedzieć. Tak naprawdę wiedziałam że to tylko żalenie się nad sobą. Że to jest pozbawione sensu i że Ona ma rację. Jestem głupia.

 

Spojrzałam na nią. "A gdyby tak" - pomyślałam - "stać się nią, i tylko nią na zawsze? Ona jest dumna, pewna siebie, wygląda na taką która zawsze wygrywa. Jednak, jest pozbawiona uczuć. Jest zimna i okrutna. Istnieje tylko dla siebie, nic ją więcej nie obchodzi. Za to - nigdy nie płacze." Mało brakowało a stałabym się nią. Przez chwilę chciałam tego bardziej niż czegokolwiek innego. Widziałam jak uśmiecha się z triumfem i błyskiem w oku. Potem jednak zobaczyłam bardzo wyraźnie też to, czego ona nie ma, ani nigdy mieć nie będzie - uczuć, przyjaźni, miłości, ciepła, wszystkiego tego co nadaje sens naszemu życiu i czyni je barwnym. Wtedy podjęłam decyzję. To nic, że czasami jest mi źle. To nic, że czasami nie mogę powstrzymać łez, stając się żałosną kupką nieszczęścia. Bo ja wiem, że wyjdę z tego, wiem, że potem przeżyję jeszcze mnóstwo pięknych chwil. I warto.

 

- Nie - powiedziałam spokojnie, ale zdecydowanie - idź, skąd przyszłaś i nie pokazuj mi się więcej. Jesteś zła, a ja taka być nie chcę.

 

Widmo się rozwiało. A mój pechowy trzynasty się skończył i znowu wyjrzało słońce...

 

 

15 marca

 

Rozgryzałam dziś problem pod tytułem wegetarianizm (dla niewtajemniczonych - niejedzenie mięska :-)). Co prawda nie mam zbytnio czym się pochwalić, jeśli chodzi o "staż", gdyż sama nie jem mięsa od kilku miesięcy zaledwie, ale chciałam dojść tu do powodów, które skłoniły mnie do tego.

 

Ludzie rzucają jedzenie mięsa z wielu powodów - najczęściej spotykane to zdrowie, ładna sylwetka, strach przed wściekłymi krowami itd. Gdzieś tam później dopiero jest to, co naprawdę powinno nas skłonić do tego kroku - zabijanie zwierząt. Lenistwo i ignorancja skłania nas do lekceważenia tego - w końcu, mając podane zapakowane, przyprawione kawałeczki mięsa nie musimy zabijać, więc nie myślimy o tym.

 

A ja pewnego razu wyobraziłam sobie - i niech każdy to sobie wyobrazi, że - idąc do mięsnego sklepu nie ma już popakowanych plasterków szyneczek, kurzych udek, paluszków rybnych itd. Jest za to szeroko uśmiechnięty sprzedawca, który pyta, co chcemy kupić. Załóżmy, że jest to nóżka od kurczaka na przykład. Więc prosimy o podanie, a uśmiechnięty pan sprzedawca (może być pani równie dobrze), idzie na zaplecze, po czym przybiega z żywym kurczęciem. Wręcza nam tasak i każe "wziąć" sobie tę część kurczęcia którą potrzebujemy. Tak samo ze wszystkim innym. Chcemy rybę - proszę bardzo, za chwilę na ladzie ląduje błyszcząca, rzucająca się na wszystkie strony ryba. Dostajemy od pana sprzedawcy jakieś następne narzędzie mordu którym musimy własnoręcznie ową rybę ukatrupić. Potem krówka, świnka, i wszystkie te zwierzątka, z części ciała których tak lubimy sobie pojeść co nieco. Ile osób tak naprawdę zabiłoby żeby zjeść? Tak bez zmrużenia oka? Na zimno? I ile osób potem mogłoby spokojnie patrzeć na talerz gdzie leży kawałek jeszcze do niedawna żyjącej istoty? No cóż, kiedy zdałam sobie z tego wszystkiego sprawę, tak bardzo dokładnie, zdałam sobie również sprawę, że nie zabiłabym. Na pewno nie po to w każdym razie, żeby zjeść. I nie ma co usprawiedliwiać się tym, że robią to inni, a my tego nie widzimy. Tak czy inaczej, mamy krew na rękach.

 

Tak więc nie skłoniło mnie do tego kroku zdrowie, ani też nic takiego. Po prostu teraz wiem, że lenistwo, które szczerze mówiąc powstrzymywało mnie przed tym krokiem do tej pory (no bo nie ma to jak podane wszystko na talerzu, nie trzeba się martwić), jest do pokonania. I nie jest to wyrzeczenie, tylko sposób życia. I pomimo że widzę czasami wątpiące spojrzenia skierowane w swoją stronę od ludzi którzy myślą że to przejściowy kaprys czy jakaś moda, to i tak wiem swoje. Nie chcę zabijać zwierzątek.

 

 

17 marca

 

Chciałam nazbierać sobie do domu wierzbowych gałązek obwieszonych puszystymi "baziami". One tak ładnie pachną kiedy są w wazonie i są takie miłe w dotyku. Jednak stojąc w lesie pomiędzy gałązkami pełnymi mięciutkich "kotków", zmieniłam zdanie. Nie zerwałam ani jednej gałązki, za to spędziłam sporo czasu stojąc z zamkniętymi oczami, wdychając świeże leśne powietrze i głaszcząc miękkie wierzbowe kuleczki. Żal mi było ranić drzewo tylko po to, żeby wziąć do domu parę gałązek. Zdałam sobie sprawę z tego że nie da się natury przynieść do domu, trzeba za to samemu do niej wyjść. Szczerze mówiąc stojąc tam, w tym lesie, wiedziałam że to jak myślę i co robię jest co najmniej dziwne dla większości ludzi. No bo jak można się użalać nad drzewem? Trzeba być chyba nienormalnym! No ale w końcu to pamiętnik wariatki, więc nic tu nigdy nie będzie tak do końca normalne.

 

A duch wierzby na pewno jest mi wdzięczny za oszczędzenie jej bólu....

 

 

 

 

 

Ciąg dalszy nastąpi....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aeryn - nie ma co, masz talent !! Znakomicie się czytało :):przytula:

 

:thumb:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No mam nadzieję na szybki ciąg dalszy. Ciekawie się zapowiadał, szkoda że go odłożyłaś do szuflady. Na razie ta część pamiętnika strasznie opanowana jest przez pesymizm (moim zdaniem). Dużo w nim smutku, samotności zmieszanego z łagodnością, wrażliwością. Podoba mi się bohaterka, jej spojrzenie na ten 'kawałek świata' który został opisany. A czy jest wariatką? Nie sądzę. :)

 

EDIT - kiedyś nauczę się stawiać cudzysłowy...

 

[Edytowane: 13/5/2004 przez voltar]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piękne. Okrutne. Prawdziwe.

Poezja prozą.

Wariatka w świecie z 25-go lutego... .

 

[Edytowane: 14/5/2004 przez burzyn]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niesamowite. Myśli zasupłane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za opinie. :) Czyli jak, ma być ciąg dalszy? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Się nie pytaj, tylko pisz ;) Od pytań i ocen to my jesteśmy, ukochana przez wszystkich Forumowa publika :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ma być ciąg dalszy! :sunsmiley:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

29 marca

 

 

Mówi się że depresja to choroba; inni twierdzą że to czczy wymysł osób, którym się "nie chce" normalnie funkcjonować w społeczeństwie, spełniać codziennych obowiązków. Pewnie jedni i drudzy mają trochę racji. Ja wiem tylko tyle że może ona dotknąć każdego, bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, pozycję społeczną. W najmniej przewidywanym momencie; ze stu powodów, albo i z żadnego powodu. Ogarnia nas nagłe poczucie kompletnego bezsensu, apatia i obojętność. Nie pomaga nic; nie pomaga rodzina, przyjaciele. Wydaje nam się że i tak jesteśmy sami, tak naprawdę im wszystkim obojętni. Nie pomagają drobiazgi, którym zazwyczaj pomagamy sobie mając chandrę czy lekki "dołek". Chcemy przestać istnieć, rozpłynąć się we mgle już na zawsze. Świadomość własnego istnienia sprawia nam ogromny psychiczny, a czasem nawet fizyczny ból.

 

Nie wolno lekceważyć takiego stanu; to nie jest błaha rzecz. Osoby nie dość silne psychicznie mogą tego nie wytrzymać; poddają się po prostu, wpadając w chorobę psychiczną, czasem zaś nawet popełniając samobójstwo. I nie robią tego z bezmyślności czy tchórzostwa, jak niektórzy uważają. Robią to dlatego, że ból który czują przerasta ich możliwości zniesienia tego i poradzenia sobie z nim. Nie potrafią już myśleć o niczym innym.

 

Wiem co to znaczy być na krawędzi. Wiem jak życie może przygiąć człowieka swoim ogromem, obojętnością i chłodem - tak, że nie widać wyjścia z ciemnego tunelu. Kiedyś powiedziała mi jedna ze znajomych, że najtrudniej czasami jest zobaczyć to światełko na końcu tunelu, a tymczasem ono zawsze tam jest. Może po prostu człowiek w depresji nie widzi światełka, bo ma zasłonięte czymś oczy. To nie jego wina, po prostu życie spłatało mu figla, nakładając tę zasłonę.

 

Ja staram się nie stracić nigdy z widoku tego nikłego światełka. Wiem bowiem, że poddanie się jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. W końcu wybuchnie, i chociaż może tylko poranić, może również zabić. A tego już się nie da odwrócić.

 

 

 

3 kwietnia

 

 

Parę wydarzeń ostatnich dni i miesięcy spowodowały, że zastanawiam się częściej nad sprawami psychiki ludzkiej - co powoduje, że ludzie reagują tak jak reagują, są tacy jacy są. Ogólne to trochę, ale moje myśli , czasami dosyć chaotycznie, krążą od jednego tematu do drugiego, "obserwując", wyciągając wnioski. Ostatnio zastanawiałam się nad rolą intuicji w procesie poznawania ludzi. Zauważyłam ciekawą rzecz - spotykam jakąś osobę i wymieniwszy z nią/nim ze dwa zdania może już wtedy intuicyjnie czuję, że nie ma szans na to, żebym polubiła taką osobę. Jednak nie "skreślam" takiej osoby od razu - poznaję ją, jednak wraz z upływem czasu przekonuję się że to co czułam tam gdzieś w środku było jednak prawdą - nic z tej znajomości dobrego nie wyjdzie. To działa też w drugą stronę - bo również można "wyczuć" osobę która będzie w jakiś sposób bliska i lubiana.

 

Jednak niestety część osób rzadko kiedy słucha własnej intuicji. Czasami myślimy logicznie: skoro ta osoba nie zrobiła mi nic złego, nie jest niemiła, muszę dać jej szansę. Albo trzymamy się z daleka od jakiejś osoby którą moglibyśmy bardzo polubić, bo na przykład nie mamy śmiałości jej poznać. Ciekawe kto tego nie zna z własnego doświadczenia? Jednak nie zawsze logika ma rację. Czasami trzeba chyba posłuchać serduszka i tego, co ono mówi. Wtedy można poznać zupełnie wyjątkowe osoby i przeżyć dzięki nim zupełnie wyjątkowe chwile. Ja zdecydowałam już - będę się starała zawsze słuchać intuicji i tego, co mi mówi. Chociaż, może okazać się to niełatwe... Szczególnie wtedy, jeśli się jest wariatką...

 

 

 

Ciąg dalszy nastąpi....

 

 

Blasphemy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na litość boską, nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że już to gdzieś czytałam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na litość boską, nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że już to gdzieś czytałam...

 

Agnes Słonko, nie wiem co masz na myśli, ale to było kiedyś na mojej stronce www :) Może tam czytałaś :> Jeśli nie tam, to nie wiem juz gdzie . :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie rozumiem dlaczego "Pamiętnik wariatki"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Agnes Słonko, nie wiem co masz na myśli, ale to było kiedyś na mojej stronce www :) Może tam czytałaś :> Jeśli nie tam, to nie wiem juz gdzie . :)
Czyżbym więc kiedyś, gdzieś, zawędrowała na twoją stronę, jeszcze Cię nie znając? Bo to dość dawno (chyba) czytałam...

Ale możliwe, możliwe....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale możliwe, możliwe....
I w dodatku zadziwiające!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie rozumiem dlaczego "Pamiętnik wariatki"...

 

Po pierwsze: zamysł autorki.

Po drugie: autorka pamiętnika sama siebie za taką uważa, nieprzystosowaną do społeczeństwa, ludzi i życia. "Odstaje" od normy.

 

 

:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnes Słonko, nie wiem co masz na myśli, ale to było kiedyś na mojej stronce www :) Może tam czytałaś :> Jeśli nie tam, to nie wiem juz gdzie . :)

Czyżbym więc kiedyś, gdzieś, zawędrowała na twoją stronę, jeszcze Cię nie znając? Bo to dość dawno (chyba) czytałam...

Ale możliwe, możliwe....

 

Hehe... Stronka nazywała się Catherine Online :) I swojego czasu miała nawet całkiem powodzenie... :>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Po pierwsze: zamysł autorki.

Po drugie: autorka pamiętnika sama siebie za taką uważa, nieprzystosowaną do społeczeństwa, ludzi i życia. "Odstaje" od normy.

Po pierwsze: Tu polemizował nie będę... Bo się boję...

Po drugie: Normą jest jednostka, , a nie ogół...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Po pierwsze: Tu polemizował nie będę... Bo się boję...  

 

:hallucine: Czego? :E

 

Po drugie: Normą jest jednostka,   , a nie ogół...  

 

Byłoby całkiem nieźle żeby tak było :), niestety najczęściej jako norma jest postrzegana większość.... :)

 

[Edytowane: 15/5/2004 przez Aeryn]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Genialne! Pewne - nawet spore - fragmenty mogły by być moim pamiętnikiem :-) Zwłaszcza te bliżej początku.

to nie wariatka pisała ten pamiętnik. Ona tylko opisywała zwariowany świat ją itaczający.

Aeryn, pisz dalej. Założymy Ci fanklub :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Genialne! Pewne - nawet spore - fragmenty mogły by być moim pamiętnikiem :-) Zwłaszcza te bliżej początku.

to nie wariatka pisała ten pamiętnik. Ona tylko opisywała zwariowany świat ją itaczający.

Aeryn, pisz dalej. Założymy Ci fanklub :-)

 

:D:D:D Tak mnie zachęciliście, że dalsze części już są.. na papierze, póki co, ale niedługo je wrzucę tutaj... :) Dzięki za dobre słowa wszystkim, nie ma to jak pozytywna motywacja... :*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciąg dalszy...

 

 

7 kwietnia

 

Przeczytałam dziś opowiadanie. O chłopcu, którego dusza była ze szkła. Chłopiec codziennie po drodze do szkoły czekał na przejeździe kolejowym. Kiedy przejeżdżał pociąg, chłopczyk machał radośnie do pasażerów. Ale nikt mu nigdy nie odmachał spowrotem... Dziecko wpadło w apatię, nie chciało z nikim rozmawiać, płakało tylko... Delikatna duszyczka.

 

Spodobało mi się to określenie. Dusza ze szkła. Delikatna, krucha, wrażliwa i niebezpieczna dla jej właściciela. Bo jeśli się stłucze i rozpadnie na milion kawałeczków, to już nie ma powrotu, nie ma ratunku. Nie da się już posklejać tych wszystkich, ostrych, maleńkich kawałeczków. Można się co najwyżej pokaleczyć. A jak żyć bez duszy? Można tak?

 

 

9 kwietnia

 

Prowadziłam dziś dyskusję z człowiekiem, którego nazywam "ten od bezsensu". Mówię o nim tak, bo jest o wiele bardziej naładowany czarnymi myślami niż ja, tak bardzo, że jak się na niego patrzy to ma się wrażenie, że wprost fizycznie otacza go chmura mroku... Patrząc na niego wydaje mi się że ten mrok wciąga go coraz bardziej, pochłania jego siły życiowe, zabija go powoli. Boję się być blisko niego, bo jego mrok wysysa też coś ze mnie, dając w zamian zmęczenie, poczucie bezsensu i pustki. Ale mimo wszystko lubię czasami z nim rozmawiać.

 

Dziś dyskutowaliśmy o życiu. Jego punkt widzenia generalnie: po co żyć, jaki to ma sens, skoro i tak umrzemy, prędzej czy później, ale na pewno. Niby to prosta, logiczna prawda. A jednak... Zapytałam: "To po co żyjesz? Skoro to nie ma sensu, to może lepiej po prostu przestać żyć?". "Boję się zabić" - odpowiedział po prostu - "Jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby to zrobić, więc żyję".

 

Zastanowiłam się wtedy. Czy ja żyję tylko dlatego że jestem tchórzem i bałabym się odebrać sobie życie? Nie wiem. Wiem jednak że dla mnie to życie jednak ma jakiś sens, tylko że go jeszcze nie odkryłam. Nawet jeśli skończy się śmiercią, co jest przecież oczywiste, to jednak chyba warto żyć. Chyba, bo pewności nie mam. Ale czy ktoś tak naprawdę ją ma?

 

 

12 kwietnia

 

Obcięłam włosy. Są teraz zupełnie krótkie i czarne. Bardziej mi pasują - precz z wizerunkiem słodkiej długowłosej blondynki, którego tak strasznie nie cierpiałam. Fryzjerka nie chciała mi obciąć włosów, więc poszłam gdzie indziej. Zezłościła mnie. Czemu ingeruje w moje życie?! "Będziesz żałować dziewczyno" - powiedziała - "takie piękne, długie włosy". Skąd ona może wiedzieć, czego będę żałować? Nie zna mnie, nie ma pojęcia jak ich nienawidziłam, wraz z całą swoją fizyczną osobą, która nijak nie pasuje do tego kim jestem i co myślę... Poszłam do innego fryzjera. Miał zrozumienie w oczach. Ściął, zafarbował, nie komentował.

 

Na uczelni patrzą na mnie jak na UFO, niektórzy z przerażeniem, niektórzy z politowaniem w oczach. A ja po raz pierwszy od długiego czasu czuję się dobrze we własnej skórze.

 

Piotr jest milczkiem, tak jak ja. Założę się o wszystko co mam, że nikt nie wie, jaki jest naprawdę. Nigdy się nie uśmiecha, i jest jedną z tych niewielu osób, które na uczelnię przychodzą po to, żeby się uczyć. Nie rozmawiałam z nim nigdy, był dla mnie jednym z tych, którzy widzieli we mnie tylko "opakowanie", a strasznie tego nie znoszę... Ale dziś, kiedy przyszłam jako czarnowłosa, obcięta niemal na jeża, inna dziewczyna, to tylko w jego oczach nie zauważyłam niczego negatywnego. Rozumiał, wiem.

 

Spotkaliśmy się na środku korytarza. Szliśmy, dość szybko, naprzeciwko siebie, żadne najwyraźniej nie mając zamiaru zejść z drogi drugiemu. Zatrzymaliśmy się naprzeciw siebie. Dopiero teraz zauważyłam, że ma ciemne, głębokie oczy.

"Chciałbym kiedyś zobaczyć twój uśmiech" - powiedział.

"Ja twój również" - odpowiedziałam szybko i niemal natychmiast minęliśmy się, nie odwracając się więcej.

 

Zaniepokoiłam się. Pamiętam te oczy i ten głos, którym powiedział do mnie tych parę słów, a była w nim taka miękkość. To niedobrze. Nie chcę tego, jestem za bardzo pokręconą osobą na żeby brać pod uwagę uczucie... Nie chcę czuć, dlatego nie odezwę się do niego już więcej. Ani się nie uśmiechnę. Nie mogę.

 

 

Ciąg dalszy nastąpi....

 

 

Blasphemy

 

 

 

 

[Edytowane: 16/5/2004 przez Aeryn]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:luxhello:

 

:glodny: :glodny: :glodny:

Jescze! Jeszcze!! JEEESZCZEEEEE!!!!!

 

To właściwie nie jest wariatka tylko bardzo wrażliwa, ludzka istota. Tak właściwie, to w wielu miejscach można odnaleźć siebie i dlatego czyta się to wspaniale.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
(...)  jednak chyba warto żyć. Chyba, bo pewności nie mam. Ale czy ktoś tak naprawdę ją ma?

Warto, przynajmniej DZISIAJ i TERAZ tak twierdzę, choć może się to przecież zmienić... . A warto dla takich chwil, jak chociażby wczorajszy wieczór z Wami, Gracje. Czy dzisiejszy fajny sms, czy piękna płytka, której słuchałem rano, czy całkiem sporo innych zdarzeń, w końcu dla pewnych miłych wspomnień. Może jeszcze coś ciekawego się zdarzy?

Och, znajdzie się też niemało przypadków potwierdzających tezę Twojego "mrocznego" Kolegi, ale jak na razie - warto.

 

PS. Miałem moment zawahania, bo po kiego grzyba ja to piszę, ale żal mi się trochę zrobiło tak wielkiego wysiłku intelektualnego i w końcu zostawiłem. Przecież zawsze można skasować ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...