Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Agnes

'Ślimak na zboczu' Strugackich

Rekomendowane odpowiedzi

To brzmi jak zaproszenie ?

To co dziś w menu ?

Zapraszał Czarny na ucztę duchowę z przemyśleń na temat ślimaków. Więc On niech się tłumaczy, hehe <I tu powstało pytanie, czy pajączki mogą mieć depresję?>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[ ....I tu powstało pytanie, czy pajączki mogą mieć depresję?>

O to to może być kolejny odcinek o

Detektywie K oraz Człowieku w Czarnej Pelerynie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Detektywie K oraz Człowieku w Czarnej Pelerynie
Oni niech się zajmą tajemniczym zniknięciem Czarnego Psa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Oni niech się zajmą  tajemniczym zniknięciem Czarnego Psa...

Tak sobie myślę, że jeśli pająki są w depresji, to powód może być aż nadto oczywisty, zakładając możliwość przekazywania cech genetycznych poprzez soki trawienne... No, ale nie wiem, co na to nasz Ulubiony Ciąg Dalszy, może ma na ten temat inne zdanie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie raz jeszcze :) Pardon, że piszę z takim poślizgiem, ale widać bycie punktualnym nie jest mi dane... innymi słowy, jak nie urok, to przemarsz wojsk ;)

 

( zaznaczam, że broń Boże nie mam arachnofobii - wprost przeciwnie, pająki, tak te prawdziwe jak i metaforyczne, bardzo lubię :) Nie napiszę, że kocham, bo tego typu stwierdzenia bywają tu nieraz kwitowane niedwuznacznymi sugestiami odnośnie stanu psychiki piszącego... a tak w ogóle, to pająki, owszem, depresję mogą mieć. I to dwojako - zwykłą depresję mają, gdy zbliża się Garfield, a Depresję szczególną mają zapewne, niestety, w poważaniu, choćby i ten im truchełka musze ku większemu ich zadowoleniu i sytości podkładał. Życie bywa niesprawiedliwe :P )

 

A wracając do tematu... Miałem przyjemność przeczytać "Ślimaka" jakiś miesiąc temu ( zupełnie niezależnie od tego wątku ;) ) i... chyba nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że była to jedna z najbardziej intrygujących książek, z którymi się zapoznałem w ostatnim czasie. Intrygujących, i wręcz uciążliwych. Tym bardziej zamotała mi w głowie, że, z braku czasu, wchłaniałem ją, oczywiście w przenośni, małymi kęsami... po kilka, kilkanaście stron dziennie. Zaowocowało to tym, że przez tych kilka tygodni obcowania z lekturą przesiąknąłem jej atmosferą na wskroś, i wyjątkowo się w przedstawiony świat wczułem ( dodawszy do tego fakt, że później niemal z marszu przeszedłem do kolejnego dzieła Strugackich, "Żuka w mrowisku", również pochłoniętego powoli, acz w sposób bezwzględnie systematyczny, otrzymujemy czarnopsomiesiąc totalnego roztargnienia ;) ) - a uczuciem, które mi najbardziej zapadło w serce, była dojmująca beznadzieja i zagubienie. Tak Kandydowi, jak Pierecowi, przede wszystkim współczułem - tej straszliwej bezradności; byli wprawdzie świadomi, gdzie są, kim są, kto i co ich otacza, jednak wszystko było jak w koszmarnym śnie dziwaczne, niby zrozumiałe, zwyczajne, ale jedncześnie w jakiś specyficzny sposób - jakby mimowolny, bezmyślny, nieświadomy, ale zarazem wszechogarniający i przytłaczający - szczególnie odbierające człowiekowi ważną część jego jestestwa. Powiedziałbym, że wolność, nie tylko fizyczną, ale i psychiczną - jedynie z początku, w poczynaniach Piereca dało się zauważyć nadzieję, że będzie lepiej, że uda mu się wyrwać z tej sparaliżowanej marazmem i rutynową nudą stacji, potem zaś - tak on, jak i Kandyd, zupełnie zrezygnowani, załamani... ech, żal mi serce ściska, jak sobie przypominam ich losy. :) Przygnębiające było też osamotnienie bohaterów - na pozór żyjących wśród innych, podobnych im ludzi, a w rzeczywistości odtrąconych, zlekceważonych, nikogo nie interesujących. Czy to ma jakieś "drugie dno", czy poeta miał coś na myśli ;) - ciężko mi powiedzieć. Bezsprzeczne jest ukazanie bezsensu i koszmaru monstrualnie rozrośniętej biurokracji i dramatu osób, dla których normami są przepisy, przepisy i jeszcze raz przepisy... ale czy coś więcej? Czy w przypadku tak skomplikowanej i zagmatwanej książki można w ogóle pokusić się na jakąś sensowną interpretację? Oj, bujam, pokusić się można zawsze, a sens jest względny :P Ale, już tak na serio, to ciężko mi jest ( pomimo, było nie było, niemal miesięcznych rozważań ) wykoncypować jakąś teorię, która by logicznie i rzeczowo zawarła w sobie i połączyła wszystko to, co Strugaccy w tej książce stworzyli. Jeden wniosek jest - ten o biurokracji, ale cóż to za satysfakcja z niego, skoro jest sam w sobie banalny i odpowiada tylko na niewielką cząstkę pytania, jakim jest ta powieść? ;) Więc może ostrzeżenie, że nie wszystko na świecie człowiek może okiełznać, zrozumieć, poddać swej woli? Wykarczować, osuszyć, pokryć betonem, wpisać w rubryki raportu stanu inwentarza? Zapewne, ale tam jest jeszcze coś... nie wiem tylko co. Lem napisał w swojej "Wizji lokalnej" : "Jednym słowem różne czasy preferują różne charaktery i w każdym znaczna część społeczności stanowi masowe tło dla wybrańców losu, boż jedynie czysty przypadek może sprawić, by właściwy temperament zeszedł się z właściwą dlań chwilą historyczną" - nasuwa mi się myśl, że losy Piereca i Kandyda są rewersem zacytowanego stwierdzenia, że załoga stacji badawczej, mieszkańcy wsi są tym "masowym tłem" cierpienia ludzi, którzy znaleźli się właśnie w zupełnie nieodpowiednim dla siebie miejscu i czasie... Do diaska, "Ślimak..." traktuje poniekąd o bezradności i bezsilności człowieka, i czytelnika wpędza w taki sam stan - co by mi na myśl nie przyszło, to albo nigdzie do fabuły nie pasuje, albo ujmuje - w chwycie kurczowym, z uśmiechem zjadliwej satysfakcji, a jak, dopóki nie ujrzy rozmiarów swej klęski - jedynie maleńki jej kawałek, a wniosku ogólnego, streszczenia, błyskotliwej esencji z przytupem i rozmachem, i zamaszystym podpisem na dole strony, wciąż brak. Ślimak pokonał psa.

 

PS. Burzyn - to zdanie o obrazach też mi się strasznie spodobało. Jeden z niewielu konkretów w całej powieści, swoją drogą. ;)

 

PPS. Jeśli oferta bycia pozycją w menu jest wciąż aktualna, to z przyjemnością skorzystam. ;)

 

I wreszcie PPPS. Za wszelkie błędy logiczne, gramatyczne i światopoglądowe przepraszam. Podczas interpretowania literatury ponosi mnie nieraz koślawa wena twórcza, płodząca zdania w zagadkowy sposób nierozerwalnie łączące to, co chciałem przekazać, z masą głupotek stylistyczno - logicznych. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ach! Wreszcie... dziękuję.

 

Więc odebrałeś tę książkę podobnie jak ja (albo tak mi się wydaje).

Przy każdym czytaniu "Ślimak" rozbija mnie, rozwala na kawałki, do tego stopnia, że nie istnieję... przez jakiś czas. Obnaża pustkę i jednocześnie głębię. I czuję się zagubiona.

 

Hm. Z mojej strony podsumowałabym: klimatyczna i niewytłumaczalna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie Cię skonsumowałem, Czarny Pająku, hehe. Chociaż w zasadzie nie za bardzo mi do śmiechu, bo przecież podzielam i Twoje, i Agnes wrażenie bezradności zarówno wobec interpretacji książki, jak i jej w gruncie rzeczy pesymistycznej wymowy. Bezradność wobec bezradności, hm. Czyż to nie może, a nawet nie powinno wpędzić w depresję? I to czarną?

Pięknieś to ujął, Black Dogu; dobrze, żeśmy się na Ciebie zasadzili i w sieci nasze capnęli.

PS. Całkiem zapomniałem o pajęczej depresji na widok Garfielda. Małe pajączki zapewne straszy się także Frodem, ale to chyba nieco inna bajka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ja dziękuję. Za wyrozumiałość i nieubłagane oczekiwanie. :dajekwiatka:

 

Za każdy niedotrzymany termin ktoś powiniene mnie podsmażać na wolnym ogniu, to może bym się nauczył. A przynajmniej złapał ładną opaleniznę. ;)

 

Odnośnie "Ślimaka..." - zaczynam go, w nagłym, dziwacznym zawirowaniu chmur myślowych, postrzegać bardziej jako narzędzie, niż jako książkę. Piękne, urzekające narzędzie, pozostawione przez dawnego właściciela, które nieświadomi ludzie znajdują, i zapatrzeni weń z fascynacją, używają do zadania sobie ciosu w integralność psychiki. Ciosu, którego skutki, choć może łagodne, są w pewnej mierze nieodwracalne.

 

Nie wiem, czy to ma jakiś sens, ale napadło mnie właśnie takie nieodparte wrażenie... :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech, Burzynie, ta książka zdecydowanie nie jest łekkostrawną zakąską - to raczej ciężkie, kaloryczne przeżycie literackie, które staje kością w umyśle i długo dręczy spożywającego bólami niespokojnej jaźni. Pesymistyczna, z pewnością. Może nawet nie pesymistyczna - pesymizm zakłada pewną dawkę cynizmu, jakiś skrywany, ale istniejący uśmieszek, ironiczne nastawienie do wybryków losu - co odzierająca z nadziei. Żyje się, zupełnie nie mając szansy jakiegokolwiek zrealizowania swej osobowości. Zupełnie jak przebudzenie w opustoszałym mieście w koszmarnym śnie, o tyle gorsze, że tutaj miasta są zaludnione.

 

Brr. Pomimo swego piękna, wspominanie tej lektury nie jest absolutnie pozytywnym wrażeniem.

 

PS. Co do małych pajączków i Froda- zgodziłbym się, aczkolwiek psychika pajęczych dzieci, jak i relacje społeczne zachodzące między nimi i ich rodzicami ( w tym wspomniany, odwieczny czynnik straszenia, gwarantujący utrzymanie wielonogiego, nogogłaszczkowego potomstwa w ryzach ) są mi, niestety, obce, więc wartości żadnej ma zgoda, niestety, nie ma. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
chyba nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że była to jedna z najbardziej intrygujących książek, z którymi się zapoznałem w ostatnim czasie. Intrygujących, i wręcz uciążliwych.

Tak, uciążliwych to bardzo dobre słowo. Ja miałem czas, ale tak jak napisałem wcześniej konsumowałem ją powoli, inaczej się nie dało, opór słów był zbyt duży. Może zresztą nie tyle słów, ile trudności z przełknięciem nieskładnej jej "logiki", rodem z koszmaru niemocy. Albo tak ją ukryli i zatarli ślady, że ja klucza znaleźć nie mogę. Pewnie nawet nie powinienem się wypowiadać, skoro Agnes po kilkukrotnej lekturze też jest po trosze bezradna.

Odnośnie "Ślimaka..." - zaczynam go, w nagłym, dziwacznym zawirowaniu chmur myślowych, postrzegać bardziej jako narzędzie, niż jako książkę. Piękne, urzekające narzędzie, pozostawione przez dawnego właściciela, które nieświadomi ludzie znajdują, i zapatrzeni weń z fascynacją, używają do zadania sobie ciosu w integralność psychiki. Ciosu, którego skutki, choć może łagodne, są w pewnej mierze nieodwracalne.

Coś podobnego przyszło mi do głowy w trakcie lektury, że mianowicie zabawiali się przeniesieniem świata snu na papier. I to tego "złego" snu. Mieliście takie, że rozpaczliwie próbujecie uciekać, a nogi poruszają się jak w smole? Albo spadacie ze stołu w niezgłębioną przepaść? Pewnie mylny trop, ale tak mi właśnie "mignęło".

 

[Edytowane: 22/7/2004 przez burzyn]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tak, uciążliwych to bardzo dobre słowo. Ja miałem czas, ale tak jak napisałem wcześniej konsumowałem ją powoli, inaczej się nie dało, opór słów był zbyt duży. Może zresztą nie tyle słów, ile trudności z przełknięciem nieskładnej jej "logiki", rodem z koszmaru niemocy. Albo tak ją ukryli i zatarli ślady, że ja klucza znaleźć nie mogę. Pewnie nawet nie powinienem się wypowiadać, skoro Agnes po kilkukrotnej lekturze też jest po trosze bezradna.

 

O tak, to jest właśnie niepokojące - użyto słów zwyczajnych, w zwyczajnych zdaniach, całkiem normalnych akapitach... dopiero ogarnięcie całości prowadzi do zachwiania się myślowych nóg i poważnego zwątpienia w sens tego, co się robi...

 

Coś podobnego przyszło mi do głowy w trakcie lektury, że mianowicie zabawiali się przeniesiem świata snu na papier. I to tego "złego" snu. Mieliście takie, że rozpaczliwie próbujecie uciekać, a nogi poruszają się jak w smole? Albo spadacie ze stołu w niezgłębioną przepaść? Pewnie mylny trop, ale tak mi właśnie "mignęło".

 

Właśnie. :) Mi w przebłysku ukazały się nieistniejące wspomnienia - bez dźwięku, bez czucia, tylko sam obraz - przeraźliwie znany, przeraźliwie wrzynający się w umysł nudą i absolutnym wypraniem z nadziei. A świat snu... również mi takie skojarzenie kilkakrotnie zatrzepotało przed oczyma wyobraźni. Zwłaszcza wątkek Kandyda. Gorący, parny sen. Sen nocy letniej. Koszmar, zdarzający się tylko w lipcu, w skwarną noc, gdy pół śniąc, pół widząc zaczyna się majaczyć...

 

BTW, mam do Ciebie jedno pytanie, jeśli pozwolisz. Zupełnie z innej beczki, tym razem muzycznej - nie chcę zakładać osobnego topicu, zresztą wierzę, że to właśnie Ty ulżysz mym umysłowym cierpieniom. :) Od paru dni chodzi za mną fragment "Purgatory" Ironów - konkretnie, słowa "Oh another time, another place, oh another smile on another face / When you see me floating up beside you, you get the feeling that all my love's inside of you ", zwłaszcza zaś pierwszy wers. Coś podobnego ( zarówno pod względem melodii, jak i słów - było i 'smile', i 'face' ) mial w którejś piosence Rainbow. Tylko za nic nie mogę skojarzyć w której. :) Nie wiem nawet, czy to nie są tylko moje wymysły... Wiem, pytanie tyleż mętne co bezsensowne, ale to dręczące uczucie, że ma się coś na skraju świadomości... Jeśli byłbyś w stanie mi pomóc, to będę bardzo wdzięczny. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Heh, Burzyn, no nie czyń ze mnie autorytetu!

Black_dog, tak, masz rację, coś z niej zostaje w środku. Piszesz jednak, że wspominanie "Ślimaka" nie jest pozytywnym przeżyciem... no może. (Tak, ta rozpacz, beznadzieja, współczucie, bezradność). Zastanawia mnie więc, dlaczego wracałam do niej parę razy? Masochizm?

Czy raczej chęć rozwiązania zagadki, która tam tkwi, czai się, czasem nawet zdaje mi się, że jest tuż, tuż? Ciągle mam nadzieję, że dotrę do tego, o co tak naprawdę tam chodzi? A może to niemożliwe, może tam nic już nie oprócz tego, co już udało mi się odnaleźć?

 

Same pytania.

 

Nie wiem, jak Wy, ale ja na pewno jeszcze ją poczytam. Tylko muszę trochę zapomnieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Black_dog, tak, masz rację, coś z niej zostaje w środku. Piszesz jednak, że wspominanie "Ślimaka" nie jest pozytywnym przeżyciem... no może. (Tak, ta rozpacz, beznadzieja, współczucie, bezradność). Zastanawia mnie więc, dlaczego wracałam do niej parę razy? Masochizm? 

Czy raczej chęć rozwiązania zagadki, która tam tkwi, czai się, czasem nawet zdaje mi się, że jest tuż, tuż? Ciągle mam nadzieję, że dotrę do tego, o co tak naprawdę tam chodzi? A może to niemożliwe, może tam nic już nie oprócz tego, co już udało mi się odnaleźć?

 

Same pytania.

 

A może to jak powolne rozchylanie palców dłoni, zasłaniającej oczy przy oglądaniu horroru? Pociąg do nieznanego, niewytłumaczalnego, trochę strasznego, ale... przyzywającego? A może, przyrodzona ludzka duma, dążenie do zrozumienia? Chęć, by po obejściu tajemniczego miejsca, zrobić to jeszcze raz, tyllko ciaśniej, dokładniej, idąc wciąż po spirali do środka, nigdy go nie osiągać?

 

Ha, próbowałem odpowiedzieć, a dopisałem cztery pytania. Specyfika tej książki.

 

Nie wiem, jak Wy, ale ja na pewno jeszcze ją poczytam. Tylko muszę trochę zapomnieć.

 

:yltype: Podpisuję się wszystkimi sześcioma pajęczymi odnóżami.

 

Zresztą... czy to przypadkiem nie jest jedyna odpowiedź na "Ślimaka..."?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
:yltype: Podpisuję się wszystkimi sześcioma pajęczymi odnóżami.

A co robią w tym czasie pozostałe dwa? :>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehe, wiedziałem że zapytasz :D

 

Oczywiście, że zwisają swobodnie z krzesła, wszak nawet spionizowany pająk wciąż musi na czymś chodzić. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z Ironami i Rainbow chyba Ci niestety nie pomogę, albo potrwa to trochę dłużej. Już dawno nie słuchałem Rainbow i po prostu nie pamiętam, choć w swoim czasie przesłuchałem wszystkie ich płyty. Natomiast "Killers" miałem na oryginalnym analogu, jeden z moich pierwszych zakupów w Peweksie, hehe. Hm, może nawet jeszcze mam, jeśli komuś nie podarowałem.

Oczywiście, że zwisają swobodnie z krzesła, wszak nawet spionizowany pająk wciąż musi na czymś chodzić ;)

Aha, niech Ci będzie, wybrnąłeś :> ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Z Ironami i Rainbow chyba Ci niestety nie pomogę, albo potrwa to trochę dłużej. Już dawno nie słuchałem Rainbow i po prostu nie pamiętam, choć w swoim czasie przesłuchałem wszystkie ich płyty. Natomiast "Killers" miałem na oryginalnym analogu, jeden z moich pierwszych zakupów w Peweksie, hehe. Hm, może nawet jeszcze mam, jeśli komuś nie podarowałem.

 

Hehe :) Rozumiem, ja te wątpliwości mam właśnie dlatego, że też ich od dłuższego czasu nie miałem przyjemności posłuchać - a boję się, że jak zacznę szukać na ślepo, to skojarzenie mi się rozmyje, i pozostanę już do końca li tylko z mymi wątpliwościami. ;)

 

Aha, niech Ci będzie, wybrnąłeś :> ;)

 

To było całkiem logiczne :> A tak na serio, to faktycznie strzeliłem niezłą gafę :red: - czy też raczej napisałem co innego, niż miałem na myśli, zupełnie nic sobie z tego nie robiąc ;) Nauczka na przyszłość, by nie pisać nic, jeśli nie jest się w stanie pełnej sprawności umysłowej. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A może to jak powolne rozchylanie palców dłoni, zasłaniającej oczy przy oglądaniu horroru? Pociąg do nieznanego, niewytłumaczalnego, trochę strasznego, ale... przyzywającego?

Trochę bez związku, a trochę jednak tak. Czy chodzi Ci o coś takiego, dziwne uczucie przy oglądaniu czegoś wstrętnego, brzydkiego, ale tak bardzo brzydkiego, że nie można od tego oczu oderwać, że przez nasycenie tej brzydoty w jednym miejscu aż staje się pięknym?...

 

A może, przyrodzona ludzka duma, dążenie do zrozumienia? Chęć, by po obejściu tajemniczego miejsca, zrobić to jeszcze raz, tyllko ciaśniej, dokładniej, idąc wciąż po spirali do środka, nigdy go nie osiągać?
Tak. Bardziej to. W moim przypadku. Tajemnice zawsze pociągają, zawsze.

 

Zresztą... czy to przypadkiem nie jest jedyna odpowiedź na "Ślimaka..."?
Może. Może, może... nie wiem.

 

Ha, a przecież jeszcze Koala kupił tę książkę. Wiecie, chciałabym, żeby też podzielił się przemyśleniami.

Mam nadzieję, że pająki, spionizowane, czy nie, nie odstraszą go od tego, hehe...

 

Coś jakoś polubiłam ten watek... dziwne, nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A o czym to???

Pozdr.

Generalnie o zwierzętach... hehe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A slimak???
Tak, ślimak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale co z nim???

Umiera na koncu???

Czy to on zabil???

Pozdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sześć złotych w antykwariacie.. hehe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No ale co z nim???

Umiera na koncu???

Czy to on zabil???

Pozdr

 

Slimak tak naprawde byl spasiona dzdzownica...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...