Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Griftal

śmieszności +18

Rekomendowane odpowiedzi

Dawno mnie nie było wiec jak coś powtórze to nie bijta zresztą nie boje się :P

 

 

Poszedl maly Jasio do cyrku i tak sie zlozylo, ze musial usiasc w pierwszym rzedzie. Rozpoczal sie wystep i na arene wychodzi Klaun Szyderca. Podchodzi do Jasia i pyta:

- Jak masz na imie?

- Jasiu.

- A wiec Jasiu, czy ty jestes glowa krowy?

- Nie.

- A czy ty jestes tulowiem krowy?

- Nie.

- A wiec Jasiu, ty jestes dupa wolowa HAHAHA! (zasmial sie szyderczo Klaun Szyderca). Smutny Jasio wrocil do domu, opowiedzial wszystko tacie, na co ten mu mowi:

- Jasiu, jutro tez pojdziesz do cyrku.

- Ale jak to? Do cyrku? A Klaun Szyderca? Znowu bedzie sie smial.

- Nie martw sie Jasiu, tym razem pojdzie z toba Wujek Staszek Mistrz Cietej Riposty. No i tak sie stalo. Nastepnego dnia poszli Jas i Wujek Staszek Mistrz Cietej Riposty do cyrku, usiedli w pierwszym rzedzie i czekaja na wystep Klauna Szydercy. Wychodzi wiec Klaun Szyderca na arene i zaczyna swoj znany wystep. Podchodzi do Jasia i pyta:

- Jasiu, czy ty jestes glowa krowy?

Na co Wujek Staszek Mistrz Cietej Riposty mowi:

 

- Spierdalaj!

 

 

***

Przychodzi baba do lekarza z plugiem w plecach a lekarz do niej:

 

-Orzesz kurwa.

***

 

KLINK

***

 

 

Dziadek chciał iść z babcia do łóżka ale babcia nie ma ochoty wiec dziadek mówi

- babcia chodź ze mną do łóżka dostaniesz stówę Babcia się zastanawiała chwile ale w końcu się zgodziła.... po skończonym seksie dziadek wstaje ubiera się i daje babci stówę. Babcia zapala światło i mówi:

- dziadek, ale to jest stara stówa

- STARA DUPA, STARA STÓWA

 

***

Jeśli nie jesteś budowlańcem i kochasz swoją pracę, to nie czytaj tych autentyków. Istnieje bowiem bardzo duże prawdopodobieństwo, że po przeczytaniu zechcesz zostać kierownikiem budowy.

 

 

Budowa mostku w jednej pipidówie. Stary most wysadzony dynamitem, przez rzeczkę przerzucona prowizorka dla pieszych. Na kładce stoi kierownik budowy (to ja) wk***ony do łez z jakiegoś powodu, którego nie pamiętam. Koniec szychty, do pracy przychodzi stróżka - nudna baba cierpiąca na nieuleczalne rozwolnienie werbalne. Podchodzi do mnie i jak zwykle nawija a ja jak zwykle kombinuję jak ją zbyć. Dialog (w oryginale po śląsku):

- He kierowniku a ja jeszcze pamiętam jak ta rzeczka była czysta i żyły w niej bobry i ryby i raki ale wie kierownik to było bardzo dawno jak jeszcze byłam mała...

Ja jej wchodzę w słowo i odpalam:

- Tiaa a jeszcze dawniej to po tych łąkach biegały dinozaury!!

Ona zamilkła, patrzy na mnie i mówi:

- A tego to prawie nie pamiętam, bo wie pan, ja wcześniej to mieszkałam w sąsiedniej wsi...

 

* * * * *

 

 

Ej z tymi stróżami na budowie to ja miałem. Jeden z nich (robotnicy nazywali go Skunks, zgadnijcie czemu) miał zwyczaj w nocy podkradać im cukier i kawę ze słoików. Pewnego razu - godzina siedemnasta a jego nie ma. Zadzwoniłem po zmiennika - przyszedł, a brygada do domu. Drugiego dnia to samo - Skunksa nie ma w pracy, zmiennik przyszedł a brygada do domu. Trzeciego dnia pod szychtę już się lekko zapieniłem i zajechałem do niego do domu. Otwiera mi żona (Skunksowa... słowo... Od razu poznałem...). Pytam co z nim a ona mówi:

 

- Panie on już trzi dni mo taki drapszajs że mu za pierona nie pozwola z kibla wstować bo zaroz mom brunotne szlajfy na zolu...*

 

No cóż, człowiek chory - trudno. Jadę z powrotem na budowę a moje chłopki ują na podłodze w pakamerze.

 

- Co jest k***a pytam grzecznie.

 

Dopiero po tygodniu mi powiedzieli, że do cukru który Skunks kradł w nocy spawacze dosypali boraksu w stosunku 1:1...

 

 

*Panie on już od trzech dni ma takie rozwolnienie, że nie pozwalam mu za nic wstawać z toalety bo od razu mam na podłodze brązowe smugi.

 

* * * * *

 

A na jedną budowę przypałętał się do nas pies - mały pokraczny pokurcz. Moje Czerwone Brygady nazwały go Łachudra. Cieśla zrobił Łachowi budę ze sklejki pod pakamerą, dostał miskę i obrożę ze sznurka i wszystko byłoby słodko, gdyby nie to, że Łachu był straszliwą fleją i nie mógł się nauczyć srać w jednym miejscu.

Stróżem na budowie był mały długowłosy gnom bez zębów, którego nazywali Renegat, bo zawsze na szychtę przyjeżdżał na Komarku.

 

Renegat miał obowiązek w ciągu nocy robić obchód placu i z reguły to czynił, a dowodem były kaktusy Łachudry, które rano ostentacyjnie i z niemym protestem na twarzy zdzierał z butów.

Pewnego ranka przyjeżdżam na budowę, a tu w misce Łacha leży wielka, tłusta i na oko świeża wędzona makrela. Co jest kurde, myślę - dostawać dostawał ale z reguły jakieś resztki ze śniadania. Kto mu to dał? Chyba nie Renegat, bo go nie cierpiał.

Renegat podchodzi, zadowolony z siebie, i mówi:

 

- Jo mu to doł! Czytołech, że w rybach je fosfor i żech se pomyśloł, że jak sie pieron ryba zje to mono te gówna bydom w nocy trocha świecić...

 

* * * * *

 

Roboty rozbiórkowe na moście siarczystą zimą. Czerwone Brygady czasowo w niebieskich kufajach i uszankach, kują beton młotami pneumatycznymi. W zimie wilgoć zawarta w sprężonym powietrzu zamarza i młoty, jak to się mówi, "nie pierą".

Rada na to jest prosta - nie żadne smarownice czy inne tam magiczne wynalazki, tylko po prostu odkręca się wąż powietrzny i wlewa do młota trochę denaturatu - i po 5 minutach można normalnie pracować dalej. Metoda dobra, a że trochę śmierdziało, to już trudno. Podobno od smrodu jeszcze nikt nie umarł hiehie. Ale waliło od nas na całą wieś..

Obok budowy był sklep. Codziennie rano chodziłem tam - czasem jeszcze przed otwarciem, od tyłu - i kupowałem pięć - sześć flaszek denaturatu. Pewnego razu właściciel sklepu - zamiast, jak zwykle podać mi butelki, skasować forsę i schować się do ciepłego - wciągnął mnie do środka i powiada:

 

- Chopie jak wos na tyj budowie nie styko na gorzołka, to jo wom dom na krecha, ino nie pijcie mi tego...

 

* * * * *

 

 

Pewnego razu niewielka lokalna powódź zalała nam plac budowy. Zaalarmowali mnie, przyjechałem w niedzielę po południu razem z częścią Czerwonych Brygad, żeby jeszcze coś próbować uratować. Kierowcy kazałem wrzucić na Stara lekką łódkę z laminatu, która doraźnie służyła jako piaskownica wnukom brygadzisty, do tego wiosła, kamizelki i takie tam.

Plac znajdował się za wałem, w takim jakby zakolu bez odpływu, przy samej rzece, tak że fale nie szły już i woda była spokojna. Plac był zalany do poziomu gdzieś półtora metra - metr sześćdziesiąt. Pływamy łódką, łowimy co się da - jakieś kantówki, bale, puste i pełne beczki - wszystko, czego jeszcze woda nie zabrała, i holujemy to na suche. Jedni łowią, drudzy ładują na samochód, i tak na zmiany. Kierownik też dla kondycji postanowił se powiosłować.

Zeszło nam parę ładnych godzin i zaczynało zmierzchać. W łódce płynąłem z niejakim Gutkiem - ja wiosłowałem, a on trzymał towar na linie. Naraz Gutek strzelił karpia, otwarł oczy tak, że mu mało nie wypadły, podniósł drżącą rękę i pokazywał na coś za moimi plecami, mówiąc:

 

- Dydydydydydydydy.............

 

a blady był jak śmierć na urlopie.

Odwróciłem się i też się przestraszyłem - na powierzchni wody poruszała się ludzka głowa...

 

Po dłuższych oględzinach pokazało się, że głowa porusza się mniej więcej pionowo. Postanowiłem podpłynąć i obadać zjawisko, nie zważając na protesty Gutka, który klekotał zębami jęcząc "Zzzzzzzzzooommmmmmmbiiiiiiii..."

 

Okazało się, że to stróż szedł do pracy... Nawalony w drebiezgi... Nawet nie zauważył, że wlazł po szyję w wodę...

 

A na dodatek za kierownicę prowadził rower.

 

 

 

Jeśli po poprzedniej porcji autentyków z budowy nie ogarnęła cię chęć zmiany pracy. To po przeczytaniu poniższych będziesz mieć pewność, że zawód to masz źle wybrany...

 

Wśród różnej maści ewenementów przyrodniczych, tworzących moje Czerwone Brygady, wyróżniał się - tak osobowością jak i urodą - niejaki Lechu, zwany "Nafta". Urodziwy to on był nad wyraz - twarz jak murzyński sandał, jedno oko na Maroko, drugie na Zanzibar, ale ukoronowaniem wszystkiego był NOS. Nos miał Nafta jak diabeł ch*ja, wielki, przepastny i czerwony, z dziurkami o średnicy pingponga. Ile razy kichał, bałem się, że mu mózg wypadnie... To tyle tytułem wstępu.

 

Budowa mostu przez Odrę - szczere pole dookoła, zimno jak szlag, śnieg leży. Przerwa śniadaniowa. Czerwone Brygady miały fajną ciepłą pakamerę, a u mnie właśnie nawalił grzejnik, więc pomyślałem, że pójdę do nich zjeść. Wychodzę od siebie, patrzę - Nafta siedzi na ławce przed budą i zajada kanapkę, o ile można tak powiedzieć o kimś, kto miał po jednym zębie w każdej szczęce.

 

- Czemu Lechu siedzisz na mrozie?

- A bo mie wyp***lili z budy te ch*je dzięcioły jedne.

- A czemu?

- A bo im wadziło żech sie dropoł.

 

Wchodzę i pytam o co biega. No co k**wa jest, kierownik pyta to odpowiadać. Brygadzista mówi:

 

- A weź sie pan łodwróć i wejrzyj se pan na dźwierze...

 

 

 

Hehe... Najpierw trochę mnie zemdliło, ale opanowałem odruch zwrotny i wypytałem ich co i jak.

 

Okazało się, że Nafta siedział w swoim normalnym filozoficznym zamyśleniu na swoim miejscu na końcu budy... pakował dwa paluchy do swojego meganochala... kręcił z tego kulkę... i przez całą budę strzelał w drzwi... Podczas gdy wszyscy inni jedli... Bosheeeeee... Drapał się, owszem, ale gdzie?!

 

A kulki, wciąż przyklejone do drzwi, były wielkości groszków...

 

* * * * *

 

Pomysłowość, jaką Czerwone Brygady wykazywały w sytuacjach ekstremalnych, zaiste była godna podziwu.

Nowa budowa, sam początek – stoi tylko buda, latryna i skrzynka z prądem. Dzień znamienny -13 czerwca, czyli imieniny Antoniego. W Czerwonych Brygadach jest trzech Antonich, więc po szychcie zostaję zaproszony na sznapsa. Zasiadamy w budzie (jakieś 12 osób), zapalamy po szlugu, pierwszy Antoni odbija flaszkę – i konsternacja, bo okazało się, że nie ma do czego nalać. Jedyne, co mamy, to litrowy garnczek z obitą emalią , a z takiego naczynia pić wódki się przecież nie godzi, a już (cytat) "Na pewno k**wa nie przy kerowniku". Dyżurne kieliszki były zawsze z pietyzmem przechowywane w apteczce, a apteczka została na bazie… Krótka burza mózgów, wspomagana soczystymi werbalnymi dynamizatorami – i brygadzista wpadł najwyraźniej na jakiś pomysł, bo uśmiechnął się chytrze i wyszedł. Po chwili wrócił, a kiedy zademonstrował swoją zdobycz, otrzymał „standing ovation”… Sześć flaszek wódki ’Dracula’ migiem się rozeszło…

 

A ja pierwszy raz w życiu piłem wódkę z migacza, odkręconego z traktora…

 

* * * * *

 

Wypadki na budowie niestety się zdarzają. Moje Czerwone Brygady (choć z reguły robiły wszystko, żeby nie ulec wypadkowi, czyli po prostu migały się od roboty) czasami również się gdzieś tam obiły, podrapały czy wlazły na jakiś gwóźdź.

 

W takich przypadkach zgłaszało się wypadek, po czym na budowę przyjeżdżał funkcjonariusz BHP, który spisywał protokół powypadkowy. IQ tego gościa było chyba niewiele wyższe niż temperatura ciała, toteż Czerwone Brygady nazywały go krótko a dosadnie: "Behapizda" (pardon my French).

 

Kiedyś przy robotach zbrojarskich chłopki przeciągały pręty zbrojeniowe z wiązki pod nożyce, jakieś 20 metrów po równej drodze. Jeden się potknął i rozbił sobie ryja . Nic wielkiego, obmył się, zdezynfekowałem mu przygryzioną wargę wodą utlenioną i nazad do roboty, ale wypadek trzeba było zgłosić.

Wzmiankowany funkcjonariusz behape pojawił się po dwóch dniach, jak zwykle oszołomiony poczuciem misji. Wezwał poszkodowanego i świadków, przesłuchał, a jakże, i popełnił protokół. Oryginał zabrał, a kopię dostałem do akt budowy.

 

Przeczytałem go i walnąłem takiego a, że o mało nie musiałem znów zgłaszać wypadku...

 

W protokole stało jak wół: PRACOWNIK DOZNAŁ URAZU WARGI WSKUTEK CIĄGNIĘCIA DRUTA.

 

* * * * *

 

Zima siarczysta, Czerwone Brygady teoretycznie pracują przy budowie wiaduktu nad torami kolejowymi, a praktycznie głównie spożywają konserwę tyrolską i herbatę z prądem i grają w pakamerze w skata o tytuł mistrza galaktyki.

Nie słyszeliśmy wcześniej, żeby gdzieś ktoś taki turniej ogłosił, więc poczuliśmy się w obowiązku to zrobić – otwarty, a co, bez wpisowego nawet, każdy mógł się zgłosić… Nawet Darth Vader, Ósmy Pasażer Nostromo czy Motomyszy z Marsa, gdyby miały ochotę. A że nie przyszli, to ich strata. Ale mniejsza z tym.

Czas na budowie miło płynął od 7 do 15. Ech, milutko się pracowało – piecyk w rogu, herbatka na stole, i te emocje: Schell! Herz! Einfach! Gran! Nulover!...

 

O piętnastej przychodził stróż. On w skata co prawda nie grał, za to umilał sobie czas w inny sposób – przy pomocy wody nie bardzo ognistej, której przynosił zawsze z sobą minimum 4 butelki.

Pakamery mieliśmy jeszcze wówczas nie schludne kontenerowe, tylko wielkie i ciężkie jak cygańskie wozy, ciągnięte na kołach. Wchodziło się do tego po drewnianych schodach.

 

Któregoś ranka po przyjeździe na budowę – było jeszcze ciemno - zabieram się do wchodzenia po oblodzonych schodach do mojego „biura”. Stróż stoi w drzwiach w obłoku piwnych oparów, z milutkim, szczerym uśmiechem na twarzy.

 

- Ostrożnie, bo ślisko – ostrzega mnie przyjaźnie.

 

Faktycznie, ślisko jak szlag, wchodzę, trzymając się poręczy. Stróż idzie do domu, krok na schodach i sruuuuuuu - poleciał… Wstaje, otrzepuje się i powiada z tym samym radosnym, szwejkowskim uśmiechem:

 

- Tyle dobrze, że już zamarzło…

 

Clue tego dowcipu zrozumiałem dopiero, kiedy nieco się rozjaśniło i zobaczyłem, że lód na schodach był ŻÓŁTY… Ten przemiły higienista, żeby się nie przeziębić, ilekroć go piwo do tego zmusiło - wystawiał tylko małego przez szparę w drzwiach i lał po schodach…

 

Heh… I tak miał szczęście, że się kiedyś przeciąg nie zrobił… Aua….

 

* * * * *

 

O Nafcie, jego urodzie i jego imponującym kicholu już pisałem. W każdym razie gość miał twarz jak tatarskie siodło, a nos jak komin pancernika.

Jak ktoś zna drogę z Katowic na Wisłę, to może sobie przypomina skrzyżowanie do Palowic między Woszczycami a Żorami, na którym zawsze stoją importowane panienki. Kiedyś wracaliśmy z budowy i Nafta się uparł, że się potarguje.

Czerwone Brygady zamarły w przeczuciu świetnej zabawy. Kierowca zatrzymał się przy najbliższej panience, a Nafta przez uchyloną szybkę rozpoczął negocjacje.

 

- Skolko w paszczu?

 

Panienka patrzy na niego, myśli chwilę i mówi:

 

- Jesli u tiebia ch*j takoj kak nos, sprasi u karowy...

 

Nafciarz walnął karpia, a z tyłu lublina smiech skończył się dopiero po dwudziestu kilometrach.

 

***

 

no to tyle

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajne, ale proponowałabym w temacie [+18] zgodnie z regulaminiem... (przekleństwa).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
stara stowa i orzesz fajne :lol2:

Ha! Wymienił tylko te z początku! :>

Przyznaj się Joker, że przeczytałeś tylko 3 pierwsze i tyle! :>:P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mało z fotela nie spadłem przez te autentyki z budowy, normalnie rozbrajające ale ten mnie w szczególności rozbroił:

W protokole stało jak wół: PRACOWNIK DOZNAŁ URAZU WARGI WSKUTEK CIĄGNIĘCIA DRUTA.

:lol2::lol2::lol2::lol2::thumbup:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ha! Wymienił tylko te z początku! :>

Przyznaj się Joker, że przeczytałeś tylko 3 pierwsze i tyle! :>:P

 

nie przyznaje sie! :P

po prostu te mi sie podobaly! :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość MikeL

Autentyki z budowy w większości świetne, szczególnie z tym "urazem wargi", he he. Sam chciałem wrzucić temat, ale, kurczę, na tym forum wszystko już chyba było. :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
O Nafcie, jego urodzie i jego imponującym kicholu już pisałem. W każdym razie gość miał twarz jak tatarskie siodło, a nos jak komin pancernika.

Jak ktoś zna drogę z Katowic na Wisłę, to może sobie przypomina skrzyżowanie do Palowic między Woszczycami a Żorami, na którym zawsze stoją importowane panienki. Kiedyś wracaliśmy z budowy i Nafta się uparł, że się potarguje.

Czerwone Brygady zamarły w przeczuciu świetnej zabawy. Kierowca zatrzymał się przy najbliższej panience, a Nafta przez uchyloną szybkę rozpoczął negocjacje.

 

- Skolko w paszczu?

 

Panienka patrzy na niego, myśli chwilę i mówi:

 

- Jesli u tiebia ch*j takoj kak nos, sprasi u karowy...

 

Nafciarz walnął karpia, a z tyłu lublina smiech skończył się dopiero po dwudziestu kilometrach.

 

***

 

no to tyle

 

Oh fuck, ale masakra :lol2::lol2:

:whee::notworthy::thumb::banan::hahaha::elefant::E:P

 

:banan:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale wszystko juz bylo na tym forum :Up_to_s: O budowlancach to jest nawet cykl tematow :Up_to_s:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sporo tego.. :D mnie sie osobiscie nie bardzo podobaja.. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...