Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Szlagier_gti

Rozdział 1 „Dominika and English Mark”

Rekomendowane odpowiedzi

Rozdział 1

„Dominika and English Mark”

 

“Jak przestac smiertelne,

Wieczne, pasmo brania.

Jak spojzec w oczy zyciu ond samego rana?

 

Co poczac z dolami i checia przycpania,

Gdy swit wskodzi blady I gdy nocna zmiana?

 

Jak walczyc z demonem co moc woli odbiera?

Spogladajac do gory z kotla utrapienia.

 

Jak przerwac smiertelene,

Wieczne pasmo, czczego chlania

Jak odnalesc siebie w wirze zaniedbania.”

Fragmen dziennika zolnierza bojowki Kuhne Nagle +

Pod pol. Ronuald Sebastian roku 2007

Ku pamieci, dla mych przyjaciol I rodziny.

 

Jest sierpien, poranek. Do tego ladny, bezchmurny. Jeden z takich, ktory nazwal bys pieknym. Jest rok 2005 i nie wiele do tad zmienil sie swiat. “Obrastaja w piora kurwy i zlodzieje, zwykly czlowiek mocno zgina kark.” Polka, ktora sluchala Malenczuka, troche bardziej precyzyjnie “Pudelsow” jest w Cork zaledwie dwa lata. Ale juz dobrze wie. Wie gdzie kupowac najleprze mieso –na „English Markecie”. Nawet Maciek nie powstydzil by sie tego sformulowania. Pomyslala Dominika i poczula sie jak „Mama Muminek”. A moze „Mama Malenczuk”? Zbiegala szybkim krokiem z gory. Z malej uliczki przy kosciele na wprost od Mc Curtney Street. Z tad juz szybko przetnie Patrick Street i wskoczy na swoj „bazarek”. Mozna tu znalesc karzda „szame”, jak mawiaja jej kumple.

Jeszcze przez chwile przypominala sobie pulchniutkie kamieniczki na Black Poolu. Nie na darmo dzielnica nazywala sie „Czarny Basen”. Rozsiane rzedem sklepiki z wyposarzeniem w stylu: “Wszystko do murzynskiej chaty”. Pietnily sie kretymi jak rzeczki ulicami to tu, to tam. Gdzie niegdzie mozna bylo dostrzec corkowskiego lub polskiego, tak zawanego „splawika”. Wyrastajacego pod zamknientym jeszcze „Off licance’m”. Miejscem, gdzie sprzedaja alkohol. Kiedy polka tam przechodzila, nie bylo ruchu, bylo rano. „Czrnuchy” (pomyslala Dominika) staly na ulicach a ich kamieniczki, gdzie niegdzie z witrynami sklepowymi przypominaly wyinicjowane klatki schodowe z trzynasto pietrowych budynkow warszawskich. Osadzone w tej niskiej aglomeracji wygladaly jakos komicznie. Nie mniej przycupnely sobie jakos tak tutaj- kurewsko sprytnie. Pojawily sie juz pierwsze istoty, szukajace u znajomego przechodnia mozliwosci, kontatku wzrokowogo. Usmiechu, no i potem upajali sie glupota plotkowania. Tak to wygladalo w tej dzielnicy. Ale nie zawsze. Czasami jeszcze przewalaly sie tlumy irlandzkich mlodocianych „pseudo anglikow”. Tak zwykla Dominika nazywac mlodych nicponi. Zaledwie podroslych „iroli” zarabiajacych 300e tygodniowo „Teenengersow z Celtic Tiger”. Dominika jeszcze raz pomyslala o malym sklepiku, ktory mijala zwykle po drodze na English Market. Nigdy nie wiedzial co tam na prawde sprzedaja. Nie potrafila by okreslic branzy tego sklepu. Nie potrafila tez powiedziec, dlaczego „Celtic Tiger” kojazyl jej sie z „play offami” w NBA. Well...nie karzdy mial takie zagwostki. Wiercilo jej to troche dziore w brzuchu. Ale nie na tyle duza by tam wejsc i sie przekonac. Ryzyko bylo zbyt wielkie. Wracajac na ziemie Dominika zabaczyla znowu maly, oblesny, lecz interesujacy sklepik. Byly tam jakies farby, lakiery, peruki, cement, kasza. Zawsze ktos glosno rozmawial przed sklepem ale nigdy na tyle, by mogla zrozumiec idac po drugiej stronie ulicy o czym. Kiedys widziala w tym sklepie przyklejone zdjecie murzyna na frontowej szybie. Nie wie czemu ale pomyslala w tedy, ze ten murzyn nie zyje. Moze kojarzylo jej sie to z nekrologiem, ktory zwykle byl wywiaszany w jej rodzinnej wiosce, w miejscach podobnych jak ta witryna sklepowa. Bylo to troche dla niej tak, jak by to zdjecie wisialo na samotnej brzozie. Tyle,ze otoczonej miastem. Myslala sobie, ze Ci ludzie tloczacy sie przy wejsciu przyszli tak naprawde skladac kondolecje grubej sklepowej. Zupelnie “z dupy” to skojazenie teraz pomyslala.

Podeszla do znajomego stoiska i poprosila polskiego sprzedawce o dwie golonki i kawalek schabu. Tak na trzy kotlety, daj mi. Poprosila. Po miesiwie poszla po troche warzyw, cos slotkiego i “dluga” pod Cassino na Mc Curtnay Street. Potem z tamtad znow na gore gdzie stala zaparkowana srebna Mazda 323. Potem pojechala prosto do domu. Parkowanie w centrum Cork nie jest praktyczne. Kosztuje, ciezko znalesc miejsce a do tego nie miala waznego „Tax’u” na aucie. Wolala po prostu sie przemykac trasa na Black Pool minac Shoping Center by uniknac niechcaianej kontroli. Teraz po prostu chciala byc juz w domu. Smignac, zakupy zrobione.

Zaledwie trzy lata pozniej. Wlasnie tu w Cork, mialo dojsc do zdarzenia, ktore na setki lat wywrze pietno na matce Ziemi. Ale o tym jeszcze Dominika nie miala bladego pojecia. Jak z reszta cala reszta swiata i nic w tym dziwnego.

Mark byl fotografem i niczym mistrz zagral na Malgorzacie, choc tutaj nazywamy ja Dominika. Wiedzial dobrze jak fotografowac swinskie lby, chociarz nie gadal z Simonem. Saimon byl miejscowy, wysiedzial juz w Cork swoje, bo byl znudzony calym Tipelary i Woterfordem. Nie chcial juz wiecej cykac tych samych fotek, ktore wydawaly mu sie inne karzdego dnia. Mark natomiast byl swierza krwia na „Ingliszu”. Za sukces uwazal sprzedanie zdjecia targowiska miesnego na tle vietnamskich turystow. Lokalne gazetki daly mu tyle za przedrukowanie tego arcydziela, iz po pijaku w kregu znajomych wypowidal sie niczym Simon. Porownywal sie do fotografow co pstrykneli zdjecie krolowej poraz pierwszy przybylej do Dublina. Simon byl 20 lat starszy, nie mial takich problemow. Byl irlanczykiem. Mark przylecial z Menchesteru 12 lat temu. Po to by pod przykrywka studiow historycznych robic zdjecia w naprzyklad w Cork. Tam wlasnie po raz pierwszy zobaczyl Dominike. Byc moze to ona pierwsza jego zobaczyla. Pamietal tez Weronike, ktora niczym „Swinka Peepe”, poruszala sie gdzies tam za kasa stoiska z rybami. Za kasa, gdzie doswiadczeni irlandczycy sprzedawali ryby. Sprzedawali owoce morza, „na przemian z ladnie wygladajacymi dziewczynami”. Znaczy sie to one sprzedawaly, pakowaly i sie usmiechaly. To dodawalo uroku. Dodawalo tez gotowki w kasie odrobine extra wiecej. Osmielil bym sie powiedziec odrobine wiecej. Tak samo jak to moglo by byc z polkami w koszulkach polskiej reprezentacji na Statoilu w czasie Euro 2012. Swiat krecil sie w okol tego smrodu tak jak Mark z aparatem. Chodzil sobie tu i tam. Zawsze wyspany i cykal „cousik” zeby bylo z czego pocztowki robic. Odwalal swoja robote po 4-6 godzin dziennie a jakos nie widac bylo te zdjecia „chodzily” na pocztowkach w srod turystow jak karty z Veneckich srudmiesc, czy hiszpanskich wybrzez z czasow peso i lirow, juz nie wspomne o greckich drachmach. Moze dramatach. Moze „srudziemie” podobalo sie za zarowno „irola” jak i „angola”. Stad zdobyli zla slawe. Za duzo im sie chcialo wyjerzdzac do cieplych krajow i balowac jak mieli za co. Nie tak jak „ruscy” co zawsze mieli na wyjazdy do krajow srudziemnomorskich. Takiego rosjanina jak widziales to od razu wiadomo, ze nie z klasy sredniej jak „angol”. Musial byc dobrze dzianym skurwielem rosyjskim jak sie byczyl na Costa Del Sole albo Costa Brava. Chuj im w dupe myslal Mark, cale zycie spedzil w Angli, z chwilowym epizodem w Dublinie w wieku 30 lat. Teraz mial to wszystko gleboko w dupie. Wogle to mozna bylo ich porownywac z Simonem pod tym wzgledem- Obaj mieli strasznie duzo rzeczy w glebokim powarzaniu. Mark mial tak na przykad Dominike 14 lat po tym jak ja pierwszy raz zobaczyl ja robiaca zakupy na „Englishu” obok swinskiego lba, gdzie kiedys z fotografowal vietnamskich turystow.

 

 

 

 

 

„Tym razem nie skonczylo sie tak jak mialo sie skonczyc. Chlopcy pobili sie w ferworze pijackich extrabandyckich akcji. Codziennie brudy legly sie jak modliszki w Azi, tymczasem tutaj bylo inaczej. Tutaj wszystko toczylo sie ze stoicko- pijackim spokojem. Nikt nie pchal sie do wyjscia z ooteki a i zycie tez nie pospieszalo za nadto. Dlatego tez Shan pewnie nie przejmowal sie za bardzo.Nie przejmowal sie tym, ze musi skonczyc prace. Nie przejmowal sie nawet tym, ze nie ma nic do zrobienia. Po prostu chcial odpoczywac od meczacych go sytulacji...Odpoczywac od scen ktore sprawiaja, ze czul sie zestresowany. A wogle to wszystko mial w dupie. No, moze na jednym mu zalezalo....

Zalezalo mu na tym, zeby „spuscic” z chuja co miesiac.”

 

 

Lukasz Slipko

“Pokoj z widokiem na Dunnes Stores” 2006-2012

 

[...] Jego monolog do Boga zawsze zaczynal sie tym samym. Jestes nikim! Poprostu religia, sworzona przez nas samych. Wiec, spierdalaj!

Wszedl do pokoju, w ktorym nie bylo nic. Nic porocz, stolu i stojacej na nim pustej puszki piwa. Tak pusto i parnie? Pomyslal i osuna sie lekko w dol... Tym razem gwaltownie. Opadl na kolana.

Shon podskoczyl na luzku! Starl pot z czola, przesuna grzyfke i poszedl dalej spac. Na szczescie, to nie bylo nawet stresujace. O wiele bardziej strasznie wydawaly sie inne sprawy. To tez byla jego jedna z teori. Jak juz sie masz bac. To pomysl lepjej o problemach one bardziej powinny sie stresowac. Tak zwykle Shon radzil sobie z koszmarami. Swiadomosc dwu sekundowa uswiadomila w umysle, co jest prawda a co nie. Dla tego to nie byl koszmar. Ale bywalo gorzej. Wewnetrzy strach dawal o sobie znac po trzech dniach nie picia. Czemu nie moge tego zatrzymac skoro wysztko wiem? Nawet Bog zadaje sobie pytanie: Who Am I? Nigdy nie dostaje odpowiedzi. Czemu tak jest? Spytajcie jego? [...]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozdział II

„Dom Zimy i Rybki”

 

 

Obudzilem sie rano. Znaczy sie, on sie obudzil. Dlugo milczelismy, potem ja powiedzialem pierwsze zdanie. ( R mial na mysli swojego kutasa) Czas sie obudzic. Nie mozna sie dluzej zachwycac pieknem pokoju i innymi jego urokami. Czas wstac jak Pan Bog przykazal. Karzdy dzwiek od mometu postanowienia tej decyzji przypomonal koszmar. Tak wlasciwie to czemu Richard obudzil sie tego ranka? Prawdopodobnie blask wczorajszego wieczoru wzial gore nad cieniem koszmarnego przepicia.

Kalendarz w kuchni z bialym zatkiem konia przypominal dni, przyklejane plastelina. Dni z wytlaczanymi cyferkami, ktore dzien po dniu nabieraly coraz mniej sensu. Z drugiej strony jednak byl stol wygladajacy jak zwykle. Przestronna kuchnia wbijala sie w umysl piekarnikiem i sterta garow polaczonych z cateringiem wszelkiego rodzaju. Malutkie flaszeczki mienily sie w blasku slonca jak oczy ex wychodzacej „out” zaledwie okolo 16 godzin temu. Na szczycie piekarnika ciezko bylo przeoczyc dwa palniki. Na pierwszym stala zupa ogorkowa. Kwasna bardzo ale taka wlasnie spelniala role w tym domu. Na drugim, stala brudna patelnia. Nie to jednak bylo przedmiotem zainteresowania Richarda.

Wczorajszy dzien byl ostry. Do zagrody w West Cork, zajechal Ford Fiesta. Rocznik 2010. Niedaleko za Midleton. Miedzy 9pm a dziesiata zajechalo auto pod do znajdujacy sie 14km od Carithol, Amhon. Miejscowosc byla latwa do znalezieniu ze wzgledu na latfizne przewidzinie drogi do West Avenue Passage. Tak czy siak, trzech meszczyzn podjechalo. Do chatki Zimy i Rybki, w ktorej pachnialo goscina, wsia i miastami miejszymi od Warszawy czy Poznania, ba nawet Krakowa. (jowk) Po prostu czulo sie, ze naszykowanie jest picie albo inne ciekawe doznania. Marek przywital ich serdecznie wraz z gospodynia i wskazal droge do ogrodka. Chata wygladala naprawde na wiejska. Nie dalo sie nie zauwazyc, ze po podworku biegaly kury. A maly kogucik o ktorym opowiadal Pan Zima z usmiechem na ustach. Dziobal cos i stapal, kroczyl jakos o wiele bardziej dumnie niz kurki, ktore byly w przewadze liczebnej. Niedaleko drewnianego stolu z parasolem byl gril z glininej czerwonej cegly. Wszedzie bylo pelno jakis dziwnych kabli o ktore karzdy sie potykal. Richard wszedl jednak godnie, z „6-packiem” Stella Atrois. Podszedl do drewnianego stolu i poobserwowal ledwie widoczne twarze w blasku ogniska. Za nim podarzalo dwuch kolegow.

Marcin generalnie mial ksywke Kurczak. Jezdzil na tirach a urodzil sie w Dabrowie Gurniczej. Teraz z zona juz nie wiedza gdzie wyjezdzac na wakacje od kad zpedzili ponad rok w Azji. Ale nie karzdzy zyje miloscia. Richard, ktory przyjechal tu z Krisem nie bardzo mial pojecie na temat: milosc. Generalnie kiedy ktos mysli, ze jest uczuciowy a do tego oglada tanie pornosy. To tak jak by myslal, ze moze stac sie romantycznym chamem a filmy beda sie konczyc slubem. Well... nie to zakrzatalo glowe Richarda. Przeskakujac z klacza na galazsc. Przede wszystkim ta wiejska natura dawala sie we znaki. Dziobiace kurki... pomidorki pod folia. To zaciekawilo Ryska.

Kris nosil czerona bandamke. Nie bylo by w tym nic dziwnego gdyby nie to, ze bylu podarowane przez kumpla co je zajebal z „czaryty”. Krzysiek byl ojcem domu. Mial syna Fabiana i zone Dominike. Chociarz sam nie umial dobrze czytac i pisac zalezalo mu strasznie aby jego syn wladal biegle gietkim jezykiem i nieszczedzil kartek rozpisujac sie naprzyklad na klasowkach. Fabian byl dojzalym chlopcem jak na swoj wiek. Potrafil sam chodzic do szkoly w wieku 6 lat i tak naprawde to w glebi seraca wolal byc „Bob’em Budowniczym” nizeli Pamparinim, nie mniej jego los mial obrac zupelnie inny tor niz jego nasmielsze oczekiwania. Fabian byl cichym chlopcem, nie rozrabial, nie plakal, od dziecka nauczony pokory, zalekniony wykonywal swoje obowiaski. Nie lubil odrabiac pracy domowej. Z reszta jego tata i mama nie (lubili?) mu w niej pomagac. Pewnie dla tego czul sie czasem glupi, choc nie przyjmowal tego do wiadomosci. Mama zwykla uzywac go do nawolywania pijanego meza. Nakreslajac sprawe na tyle jasno by Fabian mogl wrecz opierdolic ojca, ze ma isc na gore. Ktoregos nawet ferelnego wieczora Kris tak napompowany alkoholem pierdona morda o ziemie.

Shan sie znow najebal. Jego zycie nie przypomina od 5 lat nic innego tylko; imprezy i balangi. Ile z reszta tak mozna? Dlaczego nie pograsz na przyklad w pilke, rzekl Marcin. Choc wielu z nas nie zawachalo by sie nazwac go tata muminkiem. Wlasnie... "Muminki". Jak dlugo trzeba chlac, zeby ludzie nazywali Cie: "Muminem"? Moim zdaniem jest to jednak kwestia wychowania w... w, czyms czego juz teraz nie jetem w stanie sobie przypomniec. Zzz... czasem nic juz nie bede pamietal! Ale takie jest zycie. Takie wlasnie ma byc. Kiedy czlowiek zaczyna sie zastanawiac ile tak naprawde jest warte karzde pare dni na tym swiecie. To znaczy. To nawiazuje do tego jak bardzo cenisz sobie „sens zycia”. Moimi zdaniem jego sensem pod karzdym moim jego mozliwym znaczeniem. Jest to, to: Jak szybko stajemy sie biedni a jak szybko bogaci. Tak oto Shon budzac sie dzis rano obiawil wam sens zycia prawie na pierwszej stronie. Ale nie o tym mialo byc w drugim rozdziale. [...]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbyś tak poprawił błędy ortograficzne, stylistyczne i rzeczowe, to może dałoby się to czytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbyś tak poprawił błędy ortograficzne, stylistyczne i rzeczowe, to może dałoby się to czytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakbyś tak poprawił błędy ortograficzne, stylistyczne i rzeczowe, to może dałoby się to czytać.

 

Sa ludzie co sie tym zajmuja. ;) To sie bedzie dalo czytac za jakies 4-6 lat....przynajmniej pierwszy tom. Pozrawiam i juz slyszalem nie raz ,ze czytac to , to jak przebijac sie przez sredniowieczne manuskrypty....ale to sie naprawi....to sie zrobi.... na blysk! :Up_to_s:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Łomatko Tomciu co Cie tak natchnęło :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...