Skocz do zawartości
marcin_kg

Film - czego nie warto oglądać..?

Rekomendowane odpowiedzi

Warrior Nun na netflixie, serial probuje aspirowac do czegos glebszego niz jest ale czesto niestety jest plytki, obejrzalem bo nie bylo nic innego w tym momencie :E

za to The Old Guard spoko, do obejrzenia, dziwne rozwiazania ale jako film akcji calkiem w pytke, historia opowiadana tez spoko, czekam na reszte ;)

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obejrzałem niedawno Greyhound z Hanksem i niestety ale sie zawiodłem pod wieloma względami, znalazłem nawet recke w necie z którą się utożsamiam więc pozwolę sobie ją zacytować:

Film Aarona Schneidera oparto o powieść C.S. Forestera ''The Good Shepherd'' o podstarzałym komandorze Erneście Krause. Po wejściu USA do wojny komandor otrzymał pierwsze zadanie - eskorta konwoju przez Atlantyk.

...i w zasadzie nie wiem, co dalej napisać, bo po prostu mam próżnię w głowie.

Ten film to jakaś piramidalna pomyłka.

Po pierwsze, powieść Forestera to CAŁKOWITA FIKCJA LITERACKA, więc nie wiadomo dlaczego twórcy opisali film jako ''oparty o prawdziwe wydarzenia''. Mało tego, ''The Good Shepherd'', mimo bycia fikcją, bardzo ładnie kreśli postać i historię komandora Krausego: chociaż jest on najstarszy rangą i wiekiem z oficerów w konwoju, to pozostali górują nad nim doświadczeniem. Książka kreśli jego historię, opowiadając problemy z żoną, która zostawiła go z powodu jego miłości do marynarki wojennej; pobłażliwość i nieufność, jakim obdarza go jego własna załoga oraz jego własną niepewność i niezdecydowanie.

W filmie tego NIE MA. Tzn. jakieś tam sygnały są, ale bardzo niejasne, nietłumaczące niczego. Wychodzi to jak jakieś bezładne drgawki reżysera, który zachował się, jakby chciał coś pokazać, a nie mógł.

Odstawmy na bok książkę Forestera i zacznijmy się pastwić nad zgodnością historyczną.

Z niewiadomych przyczyn tytułowym ''Greyhoundem'' jest niszczyciel typu ''Fletcher''. Pierwsze niszczyciele tego typu weszły do służby w lipcu 1942 roku, czyli dwa miesiące po tym, kiedy dzieje się akcja filmu. Co więcej, Fletchery nie eskortowały konwojów, bo były zbyt cenne do takiego zadania. Przez lata konwoje były eskortowane przez poczciwe ''czterofajkowce'' - stare niszczyciele z I WŚ typu ''Clemson'' oraz ''Wickes''. Mało tego, pokazany niszczyciel to wersja ''anty-kamikaze'', w której jedną wyrzutnię torped zastąpiono dwoma poczwórnymi Boforsami 40 mm. Wersja ta weszła do służby... w kwietniu 1945 roku.

Ja wiem, że dla większości ludzi okręt to okręt, ale to tak, jakby pokazywać czołgi T-34-85 w filmie o wojnie zimowej.

Nie wiadomo dlaczego ''parasol powietrzny'' jest traktowany tutaj jako remedium na wszystko. W 1942 roku lotnictwo nadal technicznie było niedoskonałe (dość powiedzieć, że Coastal Command nadal posiadało poczciwe Whitleye i nieco nowsze Wellingtony) i jedynie trochę poprawiało ochronę konwojów. A w przypadku nocnych ataków nadal było bezradne.

Sam film ma pewne znamiona prawdopodobieństwa i wyraźnie nawiązuje do prawdziwego rejsu komandora Frederica Walkera w eskorcie konwoju HG-76 w grudniu 1941 roku, podczas którego jego zespół zatopił cztery U-Booty, a on sam staranował i zatopił U-574 19 grudnia. Był to pierwszy rejs Walkera jako dowódcy. Niedługo potem stworzył słynną 2. Grupę Eskortową, najskuteczniejszych zabójców U-Bootów, odpowiedzialnych za zniszczenie 23 Szarych Wilków.

Dobra, ale przecież co tam jakieś okręty, nie? Przechodzimy do mięsa. Sceny batalistyczne.

Jezu.

Ten film to jakaś komiksowa wersja historii. Brakuje tylko superbohaterów, bo wszystkie inne marvelowskie zagrania już są.

Niemcy są przedstawieni w tym filmie bezosobowo. Pojawiają się jedynie U-Booty, pozbawione załóg, niczym jakieś bezduszne mechaniczne rekiny, wyskakujące spod wody. Żeby dopełnić diabolicznego wizerunku demonów z głębin, każdy z nich ma wymalowane godło a la gang motocyklowy z Nevady - jakieś banalne czachy w czapkach, pyski wilka i gigantyczne topory na pół kiosku (żaden z tych emblematów, poza jednym, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością); a każdemu U-Bootowi towarzyszy ambient niczym ze ''Szczęk''. Aż się bałem, kiedy zaczną kłapać zębami.

Dobra, to wszystko to tam blednie w momencie, kiedy diaboliczny U-Boot postanawia nadać komunikat radiowy na nasz poczciwy demokratyczny niszczyciel. Oczywiście złowrogi komunikat. Straszy kapitana, że wszystkich pozabijają, i że się przed nimi nie ukryją. Potem zaczyna wyć.

W tym momencie musiałem sobie zrobić przerwę, bo chyba poziom przeteleportował nas gdzieś poza granice niedorzeczności.

Ja rozumiem zabieg stylistyczny - no, wiecie, ''Greyhound'', czyli hart, chroni konwój-stado przed wilkami. Zabieg bezosobowego wroga nie jest zły, bo dokładnie tak postrzegano U-Booty. Ale chyba wszystko ma swoje granice. ''Greyhound'' w mniej-więcej połowie staje się nowszą wersją chłamu, jakim był ''U-571''. Autoparodią filmu wojennego.

U-Booty, z całkowicie nieznanych mi przyczyn, atakują w ciągu dnia. I to z powierzchni. Wynurzając się blisko siebie. Czemu, po co? Admirał Doenitz raczy wiedzieć. Po raz kolejny, jak w ''Red tails'', ''Furii'' i każdym ruskim filmie wojennym z Niemców zrobiono imbecyli. Skoro Niemcy byli aż takimi kretynami, to DLACZEGO cały świat się z nimi męczył sześć lat, żeby ich pokonać?! Załogi U-Bootów w swoich stalowych trumnach się przewracają.

Nawet czysto wizualnie film męczy. 3/4 ujęć to stalowoszare morze i stalowoszare niebo. Reszta to ujęcia z szarego mostka. Wszystko w jednej tonacji kolorystycznej. Brakuje urozmaicenia - scen pod pokładem, ujęć z pożarem, czegokolwiek. Skoro to fikcja, to naprawdę można było pofolgować i zmyć jakiegoś nieszczęśnika za burtę, wzięcie jakiegoś jeńca, albo dorzucić sztorm. Nie wiadomo dlaczego pokazano tylko U-Booty i zrezygnowano choćby z jednej sceny z udziałem niemieckich samolotów - przecież KG 40 na czterosilnikowych Condorach także straszyła konwoje. CGI też tak średnio nadąża - jest bardzo podobnie (tylko bardziej szaro), jak w filmach sprzed 10-15 lat. W porównaniu do rewelacyjnego ''Zatopienia Laconii'' ta produkcja to dwa kroki w tył.

Mimo, że główne role obsadzają całkiem nieźli aktorzy, z Tomem Hanksem na czele, to ich potencjał po prostu gdzieś ginie w tłumie. Hanks zachowuje się jak stetryczały reumatyk, który marzy o bujanym fotelu, a nie dowódca niszczyciela. W ogóle go nie czuć w tej produkcji, podobnie jak dawnego Ala Capone - Stephena Grahama. Grają bardzo niemrawo, nieprzekonująco. Inne postaci w ogóle nie zapadają w pamięć, bo film jest po prostu bezosobowy. Nie prezentuje bohaterów. Najczęstsze dialogi na ekranie to rozkazy zmiany kursu i nasłuch.

Nie znaczy to jednak, że w ''Greyhoundzie'' nie podobało mi się absolutnie nic. Bardzo podobała mi się scena zaskoczenia U-Boota na powierzchni, który odpowiada ogniem z broni pokładowej. Jestem w stanie wybaczyć, że był to U-Boot typu VII C/41, które weszły do służby w 1943 roku. Sama scena bazowała na prawdziwej walce między U-405, a niszczycielem USS ''Borie'' z listopada 1943 roku. W walce na powierzchni z użyciem broni pokładowej oba okręty zatopiły się wzajemnie. Z U-405 nie przeżył nikt. Rewelacyjną sceną jest dla mnie ta z walki w nocy, kiedy kamera unosi się, ponad błyski wystrzałów, okręty, eksplozje, przenika chmury, by ukazać niebo okryte zorzą. W ogóle sceny nocne są chyba największą zaletą filmu. Jak wyżej wspomniałem, odpowiada mi bezosobowe przedstawienie wroga, bo tak właśnie to postrzegano.

Zalety niestety szybko się kończą.

Ogólnie to film mnie bardzo rozczarował. Zamiast dobrego filmu wojennego otrzymałem jakiś niedorzeczny pastisz, jakąś powtórkę z chłamu w stylu ''U-571'', jakiś gwałt na moim umyśle. Nie polecam, naprawdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Tematy

  • Odpowiedzi

    • Na dzień dobry wysłał bym do specjalisty żeby mieć pewność czy tylko chce zrobić rodzicom na złość czy faktycznie mamy problem   Co do samej sytuacji z zatrzymaniem oglądam sobie tvn i widzę jak blokuje się samochód z " podejrzanym" skacze po dachu i generalnie prowokuje cały czas policję, a w komentarzu do tego tylko płacz, że funkcjonariusze byli brutalni- ręce opadają.
    • Jak nie będzie kręcił to nie poczuje żadnej różnicy między pamięciami o tych samych parametrach. No chyba że jedne z nich po prostu nie zadziałają Sprawdziłem asortyment moreli i widzę tam Patrioty Viper 4 3400 MHz CL16 za 309 zł, to brzmi już trochę lepiej i powinny się dać podkręcać w razie co. 
    • Po prawdzie to nie powinienem wspierać takich portów, ale się złamałem. Właśnie się pobiera, więc niebawem dołączę do beta-testów. Jakoś trzeba było wykorzystać kupon na Epicu, a to jeden z ostatnich tytułów które mam na liście życzeń (został Cyberpunk, Sekiro, dwa indyki i Bloodborne jeżeli wyjdzie na PC). Z tego co zdążyłem zobaczyć na yt w kwestii wydajności: - wbudowany benchmark nijak ma się do wydajności w samej grze- od średniej trzeba odjąć ok. 30% - GTX750Ti (odpowiednik GPU w PS4) w 1080p Low osiąga średnio 18 fps, przez co tytuł w FullHD jest niegrywalny. Dopiero w 720p Low karta osiąga ~30fps. - GTX1050Ti ładnie trzyma +30 fps przy ustawieniach Medium i relatywnie do swojej wydajności wypada chyba najlepiej z Pascali - wyżej gra dziwnie się skaluje i GTX1070 miewa miejscami problemy z utrzymaniem stałych 60 fps/Medium mimo że sprzętowo ta karta to 2,5 x 1050Ti, więc teoretycznie powinien być jeszcze "zapas" na wyższe ustawienia - wydajność kart od AMD również pozostawia wiele do życzenia- RX580 nie jest w stanie osiągnąć 60fps/1080p nawet na Low, a to jest 6,0 TFlops z tej samej stajni co starsze 1,8 TFlops w PS4 na którym gra chodzi w 30fps/1080p Medium - lepiej jest na Navi- RX5600XT pozwala na zabawę w stałych +60fps/1080p Ultra choć i w tym przypadku wydajność jest znacznie poniżej mocy oferowanej przez GPU Podsumowując- na tym tle pecetowy port RDR2 jawi się jako wybitnie zoptymalizowany tytuł. PS. Kompilacja shaderów... Kojarzy mi się z Zeldą na CEMU, choć tam w najnowszych wersjach przerzucili się na Vulkan'a i odchodzą od tego rozwiązania. Kto wie- może chińczyczy zamiast męczyć się z portem zrobili emulator? To by w dużym stopniu tłumaczyło spadek wydajności w relacji do wersji konsolowej. PS2. Hmm...
    • Ta z 13 powodów pokazuje cycki?
    • Wcześniej nawet taniej dało się kupić.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...