Skocz do zawartości
Zamknięcie Forum PC LAB

Szanowny Użytkowniku,

Informujemy, że za 30 dni tj. 30 listopada 2024 r. serwis internetowy Forum PC LAB zostanie zamknięty.

Administrator Serwisu Forum PC LAB - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie: wypowiada całość usług Serwisu Forum PC LAB z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia.

Administrator Serwisu Forum PC LAB informuje, że:

  1. Z dniem 29 listopada 2024 r. zakończy się świadczenie wszystkich usług Serwisu Forum PC LAB. Ważną przyczyną uzasadniającą wypowiedzenie jest zamknięcie Serwisu Forum PC LAB
  2. Dotychczas zamowione przez Użytkownika usługi Serwisu Forum PC LAB będą świadczone w okresie wypowiedzenia tj. do dnia 29 listopada 2024 r.
  3. Po ogłoszeniu zamknięcia Serwisu Forum od dnia 30 października 2024 r. zakładanie nowych kont w serwisie Forum PC LAB nie będzie możliwe
  4. Wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, tj. dnia 29 listopada 2024 r. nie będzie już dostępny katalog treści Forum PC LAB. Do tego czasu Użytkownicy Forum PC LAB mają dostęp do swoich treści w zakładce "Profil", gdzie mają możliwość ich skopiowania lub archiwizowania w formie screenshotów.
  5. Administrator danych osobowych Użytkowników - Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie zapewnia realizację praw podmiotów danych osobowych przez cały okres świadczenia usług Serwisu Forum PC LAB. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce Prywatności

Administrator informuje, iż wraz z zamknięciem Serwisu Forum PC LAB, dane osobowe Użytkowników Serwisu Forum PC LAB zostaną trwale usunięte ze względu na brak podstawy ich dalszego przetwarzania. Proces trwałego usuwania danych z kopii zapasowych może przekroczyć termin zamknięcia Forum PC LAB o kilka miesięcy. Wyjątek może stanowić przetwarzanie danych użytkownika do czasu zakończenia toczących się postepowań.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Jagłoś

Marihuana pomaga "leczyć duszę" bezrobotnym.

Rekomendowane odpowiedzi

Nie o tym piszę.

 

Mam na myśli prawdziwe uzależnienie, wyniszczające daną osobę i jej bliskich.

Miałeś?

Gordon, Ty mylisz marihuanę z innymi środkami. Widać to choćby po tym, że pisząc w tym temacie posługujesz się zwrotem "narkotyki", więc piszesz o szerszej grupie substancji niż kannabinole organiczne zawarte w konopiach. Twoje wypowiedzi sprowadzają się do argumentacji na ogół przypisywanych twardym narkotykom, i opisywania jakichś skrajnych sytuacji nie mającyh wiele wspólnego z marihuaną. THC i reszta canna to są substancje należące do grupy psychodelików, nie do halucynogenów jak starałeś się przekazać. Poczytaj jeszcze trochę o marihuanie, nie tylko w internecie ;).

 

To co mnie zaintrygowało, to opowieść o Twoim znajomym który widział miejskie latarnie jako palmy.. Przy tym od razu przypomniała mi się sytuacja, kiedy młodsza siostra mojego znajomego w zapaliła majeranek i stwierdziła że "ma odlot". Przekomiczna sytuacja. Ktoś Cię wkręcił, albo kumpel sobie coś solidnie ubzdurał :E. Ewentualnie palił jakieś "mieszanki ziołowe", kiedyś dobrze znane w Polsce specjały z narkomańskich sklepów :E.

Marihuana sama w sobie nie może wywoływać halucynacji. Może natomiast być katalizatorem przy predyspozycjach do różnych schizofrenii, psychoz, które może nasilać lub wyciągać na wierzch u ludzi, którzy nawet nie wiedzieli, że są chorzy. Jest to jednak po pierwsze działanie pośrednie, po drugie tak mały procent, że nie powinien być brany pod uwagę przy dyskusji o legalizacji. Podobny efekt mogą wywoływać nawet niektóre leki przeciwmalaryczne.

 

 

To nie są halucynacje. Po angielsku na coś takiego mówi się open-eye visualizations (OEV). Halucynacje z definicji są spostrzeżeniem zmysłowym występującym bez wystąpienia zewnętrznego bodźca. Są to całe przedmioty, osoby, z którymi można rozmawiać i wchodzić w interakcje i o której prawdziwości przeżywający jest święcie przekonany. We wspomnianym przez Ciebie przypadku, smuga pozostawiona przez komara, jest po pierwsze wywołana przez zewnętrzny bodziec, którym jest komar, po drugie Twój kolega doskonale zdawał sobie sprawę z nieprawdziwości tego zjawiska.

Dobrze prawi, polać mu! :D

 

 

@Gordon

Raczej mnie nie wkręcał, bo trudno mi go było podnieść spod tej latarni. Palić miał tylko zioło, ale że ja tego nie paliłem to trudno mi powiedzieć czy to tylko to było.

No i już z tego powodu wstrzymałbym się z usilnym przypisywaniem tego zdarzenia marihuanie, bo nawet nie wiadomo czy to w ogóle była marihuana. Przynajmniej na forum publicznym, gdzie jesteś bądź co bądź szanowany :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gordon Lameman

To co mnie zaintrygowało, to opowieść o Twoim znajomym który widział miejskie latarnie jako palmy.. Przy tym od razu przypomniała mi się sytuacja, kiedy młodsza siostra mojego znajomego w zapaliła majeranek i stwierdziła że "ma odlot". Przekomiczna sytuacja. Ktoś Cię wkręcił, albo kumpel sobie coś solidnie ubzdurał :E. Ewentualnie palił jakieś "mieszanki ziołowe", kiedyś dobrze znane w Polsce specjały z narkomańskich sklepów :E.

Raczej mnie nie wkręcał, bo trudno mi go było podnieść spod tej latarni. Palić miał tylko zioło, ale że ja tego nie paliłem to trudno mi powiedzieć czy to tylko to było.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałem tylko ostatnią stronę, ale się udzielę.

 

Gordon, w dzisiejszych czasach trudno o w miarę czyste thc, jeśli się nie ma starych, dobrych kontaktów.

 

Znam paru, którzy od niedawna próbują i palili dopy/chemiki myśląc, że to "czyścioch" :E

Może z Twoim kumplem jest podobnie? :heu:

 

Edit:

Ja tam jestem za legalizacją, kto chce być ćpunem to zostanie ćpunem, jest masa RC do kupna w netowych sklepach, można też robić speedy i inne rzeczy z leków, np. metkat. Popularny Mefedron, który niszczy człowieka ostro, przed zakazaniem go, długi czas był dostępny na necie.

 

Argument uzależnienia i wkraczanie w mocniejsze dragi jest... bardzo głupi.

Komu się nie spodoba MJ ten może sobie odpuścić, proste. Nie jest to żadna feta czy hera, że po pierwszym razie będzie ciągnęło, nawet po "bad tripie".

 

Uzależnić się od MJ jest ciężko, trzeba bardzo często bakać i do tego dodawać tytoń - tyle, że każdy ma łeb i zna umiar.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że nie każdy ma łeb i zna umiar. Świat jest wypełniony idiotami gotowymi zmarnować swoje żałosne życie w jakiś wybrany sposób.

Legalizacja marihuany spowodowałaby solidny (tak myślę, nie jestem specjalistą) zastrzyk gotówki do budżetu, który to budżet mógłby pokryć koszta leczenia tych idiotów, którzy przesadzą (tak, jak leczymy palaczy tytoniu, alkoholików,...).

Wiadomo, że nielegalność marihuany jest na rękę jakiejś tam mafii...państwo powinno jednak być na tyle silne, że by zastąpiło tę nielegalną mafię, mafią legalną, w świetle prawa :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem za legalizacją wszelkiej możliwej chemii oraz prod naturalnych, co by to nie było. Jednak ja zrobiłbym tak, abyśmy nie ponosili kosztów leczenie nałogowców. Ja bym zaproponował politykę "ty pijesz/jarasz/ćpasz, ty płacisz za leczenie". Nie koniecznie z góry, ale np. po leczeniu i w ratach.

 

Uprościłbym również do minimum możliwość i procedurę pozbywania się nałogowców z domu, gdy ich nałóg wpływa na destabilizację życia rodzinnego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To niestety jest niemożliwe.

Po pierwsze, jaki porzucony uzależniony by mógł pozwać państwo za porzucenie.

Po drugie, jakby go zostawić samemu sobie w godzinie rozpaczy, pewnie zacząłby nieźle łobuzować - i co wtedy? Zastrzelić na cichym poboczu leśnej drogi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem za legalizacją wszelkiej możliwej chemii oraz prod naturalnych, co by to nie było. Jednak ja zrobiłbym tak, abyśmy nie ponosili kosztów leczenie nałogowców. Ja bym zaproponował politykę "ty pijesz/jarasz/ćpasz, ty płacisz za leczenie". Nie koniecznie z góry, ale np. po leczeniu i w ratach.

 

Uprościłbym również do minimum możliwość i procedurę pozbywania się nałogowców z domu, gdy ich nałóg wpływa na destabilizację życia rodzinnego.

Całkowicie popieram i zgadzam się z tym podejściem. Nie obchodzi mnie, że ktoś się truje. Jego życie, jego sprawa. Nie mam jednak zamiaru w tym uczestniczyć ani ponosić kosztów jego fanaberii. Jedynie bym całkowicie zakazał palenia wszelkich substancji, chyba że w kontrolowanym pomieszczeniu z filtrami. Codziennie muszę zwracać uwagę chamskim palaczom na przystankach autobusowych i stacjach kolejowych. I za każdym razem są wielce obrażeni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli dobrze pamiętam, a było to dawno temu to latarnie były palmami kokosowymi. Kolega się chciał pod nimi opalać.

Wybacz, ale zwyczajnie nie wierzę. To, że się położył pod latarnią i nie chciało mu się wstać jak najbardziej ok, ale to że widział je jako palmy - nie ma takiej opcji. Argumenty już przedstawił hajapackage.

 

Ta ta ta... nie może nie może... :E

 

 

Link

No i gdzie tu jest jakaś sprzeczność w tym co napisałem? Wręcz przeciwnie, to jest potwierdzenie tego co napisałem a nie kontrargument.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To niestety jest niemożliwe.

 

Wszystko jest możliwe. Wystarczy chcieć. Nasi politycy nie chcą, bo za mocno chcą głosy, a jak wezmą się za społeczeństwo, to społeczeństwo przestanie na nich głosować. Bardzo głupie, krótkowzroczne i naiwne to myślenie. Efekty już widać.

 

Po pierwsze, jaki porzucony uzależniony by mógł pozwać państwo za porzucenie.

 

Nie rozumiem. Jaki porzucony, jakie porzucenie? Skończmy wreszcie z komuną i dajmy dorosłym obywatelom decydować o ich życiu.

 

 

Po drugie, jakby go zostawić samemu sobie w godzinie rozpaczy, pewnie zacząłby nieźle łobuzować - i co wtedy? Zastrzelić na cichym poboczu leśnej drogi?

Zastrzelić? Jeśli okoliczności by to usprawiedliwiały... Nie byłoby mi szkoda. Mam nadzieję, że nie muszę pisać o okolicznościach, że chodzi mi w tym przypadku o bezpośrednie stworzenie zagrożenia zdrowia i życia innej osoby przez osobę "w godzinie rozpaczy", czyli samoobrona, a nie jakieś dyrdymały. Kurde, i tak to napisałem, ale nie chcę wszczynać zbędnej polemiki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Push-up3k
tyle, że każdy ma łeb i zna umiar.

Tak, jasne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko jest możliwe. Wystarczy chcieć.

Wybacz, ale to jest hasło rodem z hamerykanckych filmów. Nie wszystko jest możliwe. Ba, gigantyczna większość z nas może bardzo, niewiarygodnie mało z tego, co sobie możemy wyobrazić.

Nie rozumiem. Jaki porzucony, jakie porzucenie? Skończmy wreszcie z komuną i dajmy dorosłym obywatelom decydować o ich życiu.

Porzucony przez głaskającą rękę państwa opłacanego podatkami. W końcu to tzw. władza ma nas chronić, o nas dbać (itd, itp hasła z plakatów wyborczych).

 

Skończmy z komuną? Hmm, hasło tym razem chyba rodem z opowieści JKM. Niestety, dosyć duża część dorosłych obywateli ma na koncie różne wpadki, głupoty itd. Dając absolutną wolność w ręce ludu, dajemu mu narzędzie zagłady. Osobiście jestem co najwyżej za małymi ustępstwami (typu legalizacja marihuany :) ).

Zastrzelić? Jeśli okoliczności by to usprawiedliwiały... Nie byłoby mi szkoda. Mam nadzieję, że nie muszę pisać o okolicznościach, że chodzi mi w tym przypadku o bezpośrednie stworzenie zagrożenia zdrowia i życia innej osoby przez osobę "w godzinie rozpaczy", czyli samoobrona, a nie jakieś dyrdymały. Kurde, i tak to napisałem, ale nie chcę wszczynać zbędnej polemiki.

Ilu ludzi, tyle dyrdymałów.

Porzuceni uzależnieni to kłopot, wrzód na ciele społeczeństwa. Skoro są odrzuceni (i nic nie zmieni już tego faktu), dostają w ręce wolność (o której po części piszę wyżej). Wolność polegającą na tym, że bez względu na to, co zrobią, gorzej już być nie może. Odbiega to od tematu - ale myślę że to jest coś pokrewnego do procesu dojrzewania islamskich terrorystów-samobójców - są zdeterminowani do wykonania samobójczego ataku dlatego, że to robiąc nic nie tracą - ich życie jest warte dokładnie nic. Tyle, ile życie zaszczutego, odrzuconego narkomana bez nadziei.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Porzuceni uzależnieni to kłopot, wrzód na ciele społeczeństwa. Skoro są odrzuceni (i nic nie zmieni już tego faktu), dostają w ręce wolność (o której po części piszę wyżej). Wolność polegającą na tym, że bez względu na to, co zrobią, gorzej już być nie może. Odbiega to od tematu - ale myślę że to jest coś pokrewnego do procesu dojrzewania islamskich terrorystów-samobójców - są zdeterminowani do wykonania samobójczego ataku dlatego, że to robiąc nic nie tracą - ich życie jest warte dokładnie nic. Tyle, ile życie zaszczutego, odrzuconego narkomana bez nadziei.

Dokładnie! Do tego dochodzi problem dziedziczenia problemów, bo wszyscy ludzie, którzy wypadli poza margines społeczeństwa i nie mają narzędzi czy chęci, żeby się wygrzebać, nadal będą się rozmnażać. Ich dzieci nie pójdą do szkoły tylko staną się kolejnym pokoleniem meneli, złodziei i tak dalej bo innego życia nie będą nawet znać. Olewanie ludzi na dnie kosztuje po pewnym czasie dużo więcej niż natychmiastowa i bezwarunkowa pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybacz, ale to jest hasło rodem z hamerykanckych filmów. Nie wszystko jest możliwe. Ba, gigantyczna większość z nas może bardzo, niewiarygodnie mało z tego, co sobie możemy wyobrazić.

Nie wybaczę. To deko bardziej skomplikowane niż ja to przedstawiłem, niemniej jednak bez chęci nie da rady zacząć czegokolwiek. W tym sensie to pisałem. Nie chodziło mi o akcję typu "chcę gwiazdkę z nieba, wstaję, wyciągam rączkę i mam".

 

Porzucony przez głaskającą rękę państwa opłacanego podatkami. W końcu to tzw. władza ma nas chronić, o nas dbać (itd, itp hasła z plakatów wyborczych).

Inaczej rozumiemy państwo. Dla mnie państwo to  my, zwykli ludzie. Ty mówisz "władza", jakby to był jakiś twór zewnętrzny, taki nadzorca istnienia Polski i bycia Polakami. To błędne myślenie. W taki sposób, jak piszesz politycy kupują sobie za pieniądze ludzi z jakąkolwiek inicjatywą i dochodem głosy leniwców, obiboków i patogenów. Ja wolę przeznaczyć pieniądze podatników na walkę z patologią niż na opłacanie się jej, na żywienie jej.

 

 

Skończmy z komuną? Hmm, hasło tym razem chyba rodem z opowieści JKM. Niestety, dosyć duża część dorosłych obywateli ma na koncie różne wpadki, głupoty itd. Dając absolutną wolność w ręce ludu, dajemu mu narzędzie zagłady. Osobiście jestem co najwyżej za małymi ustępstwami (typu legalizacja marihuany :) ).

 

Daleko mi do JKM. To schizofrenik, coś jak Palikot, tylko w drugą stronę. Dlaczego narzędzie zagłady? Kiedyś nie było różnych opiek społecznych, odwykówek darmowych, noclegowni i jakoś ogólnoświatowa cywilizacja dobrnęła do punktu dzisiejszego. Kto miał żyć, żył. Kto chciał sobie dać radę, dał. Kto miał odpaść, odpadł. Dzień, jak co dzień.

 

Ilu ludzi, tyle dyrdymałów.

Porzuceni uzależnieni to kłopot, wrzód na ciele społeczeństwa. Skoro są odrzuceni (i nic nie zmieni już tego faktu), dostają w ręce wolność (o której po części piszę wyżej). Wolność polegającą na tym, że bez względu na to, co zrobią, gorzej już być nie może. Odbiega to od tematu - ale myślę że to jest coś pokrewnego do procesu dojrzewania islamskich terrorystów-samobójców - są zdeterminowani do wykonania samobójczego ataku dlatego, że to robiąc nic nie tracą - ich życie jest warte dokładnie nic. Tyle, ile życie zaszczutego, odrzuconego narkomana bez nadziei.

 

 

Więc czemu - jak sam to nazywasz - nie pozbyć się wrzodu? Byłby to doskonały przykład dla reszty społeczeństwa, że nie warto tak kończyć. Reszta Twojego akapitu to słowa w stylu "a co by było, gdyby...". Kolejna uwaga to taka, że u nas jest inna kultura niż w świecie arabskim. Mamy niewielkie prawdopodobieństwo na wychowanie sobie terrorysty - samobójcy. Historia nie znajduje wielu takich w naszej europejskiej historii. Owszem są tacy, ale to są na przestrzeni dziesiątków lat pojedyncze sztuki. I proszę, nie porównuj alkoholika, który zabił żonę i dzieci do typowego muzułmańskiego kamikadze. Różni ich wszystko, od motywacji (pijacki wid vs. religijny fanatyzm) po sposób realizacji. W tym momencie po prostu na siłę szukasz argumentów i zadowalasz się plewami. Dla mnie to za mało.

 

Obecnie nie ma takiego negatywnego przykładu. Młodzież widzi, że nic nie musi, a i tak jest w stanie utrzymać się. Więc po co starać się?

 

 

edit@Radar

Natychmiastowa i bezwarunkowa pomoc spowoduje, że w zamian za "nic", ten sam petent znów przyjdzie do Ciebie po tą natychmiastową i bezwarunkową pomoc.

Niemniej doceniam Twoje wrażliwe serce. Poważnie. Mam nadzieję, że przy tym dobrym sercu masz odwrotnie proporcjonalnie twardy tyłek do wrażliwości serducha, gdyż masz dobre zaczątki na stanie się żywicielem pasożytów. Parafrazując, daj psu kiełbasy, a będziesz miał psa i będziesz musiał mieć dla niego kiełbasę.

 

Co do tego "dziedziczenia problemów", to jest w tym wiele racji. Można to jednak zmienić. To jest ogromne zadanie dla systemu edukacji. Sam znam wiele osób wywodzących się z rodzin patologicznych, z różnymi trudnościami życiowymi, biednych, a jednak wielu ich dzieciom udawało się wyjść na ludzi. Popatrz w historię, ilu wielkich tego świata wywodzi się z nizin społecznych. Trudności to potężna siła napędowa, motywacja do poprawy swojej sytuacji życiowej. Jak ktoś uważa, że jest mu dobrze, to nie widzi potrzeby zmian. Oczywiście nie chcę generalizować i twierdzić, że to sztywny schemat, bo różnie w życiu bywa, ale taki mechanizm niewątpliwie w życiu działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

edit@Radar

Natychmiastowa i bezwarunkowa pomoc spowoduje, że w zamian za "nic", ten sam petent znów przyjdzie do Ciebie po tą natychmiastową i bezwarunkową pomoc.

Niemniej doceniam Twoje wrażliwe serce. Poważnie. Mam nadzieję, że przy tym dobrym sercu masz odwrotnie proporcjonalnie twardy tyłek do wrażliwości serducha, gdyż masz dobre zaczątki na stanie się żywicielem pasożytów. Parafrazując, daj psu kiełbasy, a będziesz miał psa i będziesz musiał mieć dla niego kiełbasę.

Może i słowo bezwarunkowa było zbyt pochopne, bo prawdziwa pomoc oznacza danie człowiekowi możliwość wydobycia się z dna i często oznacza też wyciąganie za uszy z tego czy innego bagna a nie tylko przetrwanie z dnia na dzień. Rozdawanie żarcia nie sprawdziło się w starożytnym Rzymie, więc nie ma powodu, żeby działało dzisiaj.

 

Co do tego "dziedziczenia problemów", to jest w tym wiele racji. Można to jednak zmienić. To jest ogromne zadanie dla systemu edukacji. Sam znam wiele osób wywodzących się z rodzin patologicznych, z różnymi trudnościami życiowymi, biednych, a jednak wielu ich dzieciom udawało się wyjść na ludzi. Popatrz w historię, ilu wielkich tego świata wywodzi się z nizin społecznych. Trudności to potężna siła napędowa, motywacja do poprawy swojej sytuacji życiowej. Jak ktoś uważa, że jest mu dobrze, to nie widzi potrzeby zmian. Oczywiście nie chcę generalizować i twierdzić, że to sztywny schemat, bo różnie w życiu bywa, ale taki mechanizm niewątpliwie w życiu działa.

I właśnie dlatego musi istnieć obowiązek szkolny i tym podobne nakazy ze strony państwa. Wyrównywanie szans i dobrze ukierunkowana pomoc społeczna się na dłuższą metę opłaca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i słowo bezwarunkowa było zbyt pochopne, bo prawdziwa pomoc oznacza danie człowiekowi możliwość wydobycia się z dna i często oznacza też wyciąganie za uszy z tego czy innego bagna a nie tylko przetrwanie z dnia na dzień. Rozdawanie żarcia nie sprawdziło się w starożytnym Rzymie, więc nie ma powodu, żeby działało dzisiaj.

 

 

I właśnie dlatego musi istnieć obowiązek szkolny i tym podobne nakazy ze strony państwa. Wyrównywanie szans i dobrze ukierunkowana pomoc społeczna się na dłuższą metę opłaca.

 

Dokładnie. Z małą uwagą.

 

Od siebie dodam jedynie, że z niewolnika nie ma pracownika, z poborowego nie ma żołnierza. "Na siłę" nie da się nikogo uszczęśliwić. To tak odnośnie tego "wyciągania za uszy". Jak kilka lat zajmuję się podobną działalnością, to o ile osoba nie zrozumiała, że to mu się jednak opłaci, to nici z jakichkolwiek starań ciągnięcia za uszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i gdzie tu jest jakaś sprzeczność w tym co napisałem? Wręcz przeciwnie, to jest potwierdzenie tego co napisałem a nie kontrargument.

No dobra - wytłuszczę bo widzę, że "przypadek ciężki":

Wykazano między innymi, że pierwsze epizody palenia konopi w 15. roku życia wiązały się z ponad 3-krotnym zwiększeniem ryzyka wystąpienia zaburzeń schizofrenopodobnych, a w wieku 18 lat – „tylko” 1,4-krotnym.

Nie oznacza przecież to zdanie, że u osób ze schizofrenią występowały objawy 3-krotnie częściej, tylko ,że wśród pierwotnie zdrowych osób częstość występowania wzrosła 3-krotnie. Co z tego wynika? Ano bezpośredni związek pomiędzy używaniem marihuany a zwiększonym ryzykiem wystąpienia schizofrenii.

 

Naturalnie jeżeli się upierasz przy "swojej wersji", to równie dobrze możesz tez stwierdzić, ze papierosy nie powodują raka płuc i krtani bo przecież palenie tylko zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia tych chorób... :lol2:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dobra - wytłuszczę bo widzę, że "przypadek ciężki":

 

Nie oznacza przecież to zdanie, że u osób ze schizofrenią występowały objawy 3-krotnie częściej, tylko ,że wśród pierwotnie zdrowych osób częstość występowania wzrosła 3-krotnie. Co z tego wynika? Ano bezpośredni związek pomiędzy używaniem marihuany a zwiększonym ryzykiem wystąpienia schizofrenii.

 

Naturalnie jeżeli się upierasz przy "swojej wersji", to równie dobrze możesz tez stwierdzić, ze papierosy nie powodują raka płuc i krtani bo przecież palenie tylko zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia tych chorób... :lol2:

 

Na szczęście Medycyna Praktyczna to nie tuba propagandowa i pozwala sobie na zauważenie czegoś istotnego.

 

O ile silny związek używania kanabinoidów z psychozami jest niewątpliwy, to już kierunek tych relacji jest niejasny. Wykazano, że chorzy z pierwszym epizodem psychotycznym częściej, w porównaniu z grupą kontrolną, sięgali po kanabinoidy. Choć wydaje się, że większość badań potwierdza związek przyczynowy między stosowaniem kanabinoidów a występowaniem stanów psychotycznych, to część badaczy interpretuje tę relację jako intuicyjne sięganie po kanabinoidy jako po środek łagodzący tzw. stany prepsychotyczne. Są to takie stany, w których nie stwierdza się objawów psychopatologicznych pozwalających na rozpoznanie psychozy, jednak występuje wiele „miękkich” objawów (np. niejasne odczuwanie nieprzyjemnych stanów emocjonalnych i dysfunkcji poznawczych, zaburzenia snu i lęk wywołujące uczucie dyskomfortu).

 

Upierając się przy "jego wersji" każdy może powiedzieć, że istnieje korelacja, a nie przyczynowość. Upierając się przy "twojej wersji" każdy nierozsądny może powiedzieć, że papierosy obok raka powodują schizofrenię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wybaczę. To deko bardziej skomplikowane niż ja to przedstawiłem, niemniej jednak bez chęci nie da rady zacząć czegokolwiek. W tym sensie to pisałem. Nie chodziło mi o akcję typu "chcę gwiazdkę z nieba, wstaję, wyciągam rączkę i mam".

Aaa, to jasne. Żeby cokolwiek uzyskać, zazwyczaj musimy coś z siebie dać (wykonać pracę, nauczyć się czegoś, itd itp). Jest jednak wiele rzeczy, które są dla nas nieosiągalne - chociażbyśmy zacisnęli pośladki że hohoho :)

Inaczej rozumiemy państwo. Dla mnie państwo to  my, zwykli ludzie. Ty mówisz "władza", jakby to był jakiś twór zewnętrzny, taki nadzorca istnienia Polski i bycia Polakami. To błędne myślenie. W taki sposób, jak piszesz politycy kupują sobie za pieniądze ludzi z jakąkolwiek inicjatywą i dochodem głosy leniwców, obiboków i patogenów. Ja wolę przeznaczyć pieniądze podatników na walkę z patologią niż na opłacanie się jej, na żywienie jej.

Od dawien dawna (zawsze?) państwo to "oni", którzy się wzięli od "nas", a my pozwoliliśmy "im" się rozpasać. Oraz oddzielić od "nas" linią, którą "my" sami sobie wyznaczyliśmy jako nieprzekraczalna. "Ich" jest setki/tysiące/miliony razy mniej od "nas", ale to "oni" decydują o tym stadzie baranów, które tworzymy "my".

Patologii się nie zwalczy, nawet ostro walcząc. No chyba że popełnimy zbiorowe samobójstwo - bo patologia to my. Patologiczne czynniki występują i u bezdomnego menela, i Zdzicha - mechanika samochodowego, i Franka - radcy prawnego, itd itp.

Daleko mi do JKM. To schizofrenik, coś jak Palikot, tylko w drugą stronę. Dlaczego narzędzie zagłady? Kiedyś nie było różnych opiek społecznych, odwykówek darmowych, noclegowni i jakoś ogólnoświatowa cywilizacja dobrnęła do punktu dzisiejszego. Kto miał żyć, żył. Kto chciał sobie dać radę, dał. Kto miał odpaść, odpadł. Dzień, jak co dzień.

Kiedyś było kiedyś. Teraz zdeterminowane dziecko jest w stanie skombinować bombę, czy innego kałacha i tych zabawek użyć.

Sytuacja jest też nieco bardziej skomplikowana, niż kiedyś.

Więc czemu - jak sam to nazywasz - nie pozbyć się wrzodu? Byłby to doskonały przykład dla reszty społeczeństwa, że nie warto tak kończyć.

Jak zdefiniować ten wrzód? Co wystarczy do egzekucji, a co jeszcze jest niewystarczające? Gdzie postawić granicę? Kto idzie pod ścianę, a kto odchodzi wolny? Kto będzie decydował o tym? Kto będzie decydował o wyborze tych, którzy segregują?

I proszę, nie porównuj alkoholika, który zabił żonę i dzieci do typowego muzułmańskiego kamikadze. Różni ich wszystko, od motywacji (pijacki wid vs. religijny fanatyzm) po sposób realizacji. W tym momencie po prostu na siłę szukasz argumentów i zadowalasz się plewami. Dla mnie to za mało.

Uprośmy sytuację: straciliśmy wszystko i wiemy że nikt w żaden sposób nam nigdy i nigdzie nie pomoże. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że to koniec, nie ma powrotu do społeczeństwa - nic się nie naprawi, nikogo nie obchodzą tłumaczenia, żal za przeszłość. Co mamy do stracenia? Nic. Pozostaje się wyżyć z żalu na tym społeczeństwie i poderżnąć tak dużo ludzkich gardeł, jak się da, zanim nam antyterroryści odstrzelą łeb.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dobra - wytłuszczę bo widzę, że "przypadek ciężki":

 

Nie oznacza przecież to zdanie, że u osób ze schizofrenią występowały objawy 3-krotnie częściej, tylko ,że wśród pierwotnie zdrowych osób częstość występowania wzrosła 3-krotnie. Co z tego wynika? Ano bezpośredni związek pomiędzy używaniem marihuany a zwiększonym ryzykiem wystąpienia schizofrenii.

 

Naturalnie jeżeli się upierasz przy "swojej wersji", to równie dobrze możesz tez stwierdzić, ze papierosy nie powodują raka płuc i krtani bo przecież palenie tylko zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia tych chorób... :lol2:

Ok i co? Napisałem, że marihuana nie może wywoływać halucynacji. Zacytowałeś mój post pisząc:

Ta ta ta... nie może nie może... :E

i podając link do tego wszystkiego. No więc pytam gdzie tu jest jakiś związek? W żadnym miejscu nie udowodniłeś, że marihuana powoduje halucynacje. No chyba, że schizofrenia a halucynacje to dla Ciebie to samo, to nie mam więcej pytań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nieco przerysowujesz moje wypowiedzi. Nigdzie nie pisałem o jakiejkolwiek egzekucji. Nigdzie również nie pisałem o tym, aby obecnie nie było instytucji pomocowych dla ludzi w trudnych sytuacjach. CHodzi mi o to, że obecna ich forma jest nie do przyjęcia. Jest zbyt łatwa do pozyskania, nie wymaga wysiłku od biorcy, pozwala sobie stawiać roszczenia, pozwala marnować środki.

 

To "kiedyś" nie było kumatych dzieci? A np. Mozart. Żył "bardzo" kiedyś. Nie dałby rady ogarnąć - może nie bomby - ale równie czegoś destrukcyjnego? Cudowne dzieci zdarzają się w każdych czasach. Przeciętniak, tym bardziej przygnieciony jakimś problemem, nie ogarnie tematu i sam się odpali.

 

Ooo... "my", "oni". Kurde, Jagular, nie poznaję Cię. Zwykle Twoje wypowiedzi nie ocierały się o teorie spiskowe. :brow:

 

 

Kto będzie rysował granicę? Życie.

 

 

Co do podrzynania ludzkich gardeł przez kamikadze w Polsce, to prześledź sobie ich dotychczasową ilość od 1989 roku w stosunku do osób, które w opisanej przez Ciebie sytuacji po prostu odbierają sobie życie. Sobie, nikomu więcej. I przestań bezpodstawnie straszyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na szczęście Medycyna Praktyczna to nie tuba propagandowa i pozwala sobie na zauważenie czegoś istotnego.

Miałbyś rację gdyby to co zacytowałeś było podsumowaniem publikacji i było postawione w kontrtezie do mojego cytatu. Na szczęście pozwolę sobie zauważyć, że jest dokładnie odwrotnie.

Upierając się przy "jego wersji" każdy może powiedzieć, że istnieje korelacja, a nie przyczynowość. Upierając się przy "twojej wersji" każdy nierozsądny może powiedzieć, że papierosy obok raka powodują schizofrenię.

Upierając się przy jego wersji istnieje jedynie korelacja między każdym zachowaniem ryzykownym a przypisaną mu jednostką chorobową. Przeciez nie każdy alkoholik dostanie raka/marskości wątroby czy nowotworów trzustki i nie kżady palacz dostanie raka płuc. :Up_to_s:

 

Zastanów się, czy stwierdzenie, że coś jednoznacznie zwiększa ryzyko i może być przyczyna powstania choroby nie jest lepsze niż te wasze memłania o nieznanym kierunku przebiegu procesów przyczynowo-skutkowych?:Up_to_s: A co jeżeli przez te mgliste wasze dywagacje ktoś sięgnie po marihuanę ("bo przecież pomaga/łagodzi/rozluźnia i nie jest pewne czy szkodzi" :E ), bez której choroba miałaby przebieg pojedynczego epizodu ale dzięki niej rozwinie się w postać trwałej psychozy?

 

:cool: "Eeee no wiesz... Sory mały - nie było to pewne czy ci to zaszkodzi ale cóż, takie życie. Radź sobie z tym teraz jak umiesz..."

 

:thumbup:

 

Ok i co? Napisałem, że marihuana nie może wywoływać halucynacji. Zacytowałeś mój post pisząc:

 

i podając link do tego wszystkiego. No więc pytam gdzie tu jest jakiś związek? W żadnym miejscu nie udowodniłeś, że marihuana powoduje halucynacje. No chyba, że schizofrenia a halucynacje to dla Ciebie to samo, to nie mam więcej pytań.

Pozwól, ze ci pomogę sobie przypomnieć przebieg dyskusji bo się najwyraźniej zagubiłeś:

Na stwierdzenie o halucynacjach kurczowo trzymałeś się faktu ich wystąpienia spowodowanego rzeczywistymi obiektami (co pozwoliłoby ci nie nazwać zjawiska halucynacją). Nie wyszło, to stwierdziłeś, że to rzadki przypadek. Kij z tym, niech ci będzie. Tak się zakończyła dyskusja o halucynacjach.

To o czym rozmawialiśmy dalej dotyczy trochę innej sprawy. Odświeżę ci pamięć:

THC może powodować halcynacje i inne psychozy...

 

Otóż powodować bezpośrednio nie może. Może być katalizatorem do wystąpienia jakiegoś epizodu psychozy u osób chorych psychicznie lub predysponowanych .... (ciach)

 

Ta ta ta... nie może nie może... :E

Szczególne znaczenie ma używanie kanabinoidów przez młodzież i dzieci. Związane to jest z większym wpływem kanabinoidów na ośrodkowy układ nerwowy niedojrzały zarówno pod względem neurobiologicznym, jak i mentalnym. Wykazano między innymi, że pierwsze epizody palenia konopi w 15. roku życia wiązały się z ponad 3-krotnym zwiększeniem ryzyka wystąpienia zaburzeń schizofrenopodobnych, a w wieku 18 lat – „tylko” 1,4-krotnym.5 Wprawdzie brakuje podobnych badań dotyczących używania syntetycznych kanabinoidów, jednak nie ma przesłanek, które pozwoliłyby sądzić, że jest inaczej.

Link

 

No i gdzie tu jest jakaś sprzeczność w tym co napisałem? Wręcz przeciwnie, to jest potwierdzenie tego co napisałem a nie kontrargument.

 

No dobra - wytłuszczę bo widzę, że "przypadek ciężki":

Wykazano między innymi, że pierwsze epizody palenia konopi w 15. roku życia wiązały się z ponad 3-krotnym zwiększeniem ryzyka wystąpienia zaburzeń schizofrenopodobnych, a w wieku 18 lat – „tylko” 1,4-krotnym.

Nie oznacza przecież to zdanie, że u osób ze schizofrenią występowały objawy 3-krotnie częściej, tylko ,że wśród pierwotnie zdrowych osób częstość występowania wzrosła 3-krotnie. Co z tego wynika? Ano bezpośredni związek pomiędzy używaniem marihuany a zwiększonym ryzykiem wystąpienia schizofrenii.

 

Naturalnie jeżeli się upierasz przy "swojej wersji", to równie dobrze możesz tez stwierdzić, ze papierosy nie powodują raka płuc i krtani bo przecież palenie tylko zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia tych chorób... :lol2:

 

 

Paniał?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zastanów się, czy stwierdzenie, że coś jednoznacznie zwiększa ryzyko i może być przyczyna powstania choroby nie jest lepsze niż te wasze memłania o nieznanym kierunku przebiegu procesów przyczynowo-skutkowych?:Up_to_s:

 

Eeee no wiesz... Sory mały - nie jest lepsze. A co jeżeli przez te mgliste wasze dywagacje ktoś sięgnie po papierosy ("bo przecież pomaga/łagodzi/rozluźnia i nie jest pewne czy szkodzi" :E ), bez których choroba miałaby przebieg pojedynczego epizodu ale dzięki niej rozwinie się w postać trwałej psychozy? W unikalnych badaniach prospektywnych stwierdzono, że w grupie młodzieży, która paliła, zapadalność na schizofrenię była większa niż wśród niepalących.

 

Oczywiście się droczę, ale nie mam też ochoty na porównywanie. Wcześniej pisałeś o raku; przez karcynogeny nie miałbym wątpliwości, za to hipotezy o thc i nikotynie (oparte na wątłej statystyce) nie upoważniają do nazywania ich "przyczyną powstania choroby".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na stwierdzenie o halucynacjach kurczowo trzymałeś się faktu ich wystąpienia spowodowanego rzeczywistymi obiektami. Nie wyszło, to stwierdziłeś, że to rzadki przypadek. Tak się zakończyła dyskusja o halucynacjach.

Jeśli ktoś się tu trochę pogubił to chyba Ty. Z żadnego argumentu nie zrezygnowałem, więc stwierdzenie, że coś mi nie wyszło jest totalnie nie na miejscu. Pozwól, że spróbuję jak najjaśniej sprostować:

 

a) Halucynacje - wywołane bez rzeczywistego bodźca, przeżywający nie zdaje sobie sprawy z ich nieprawdziwości - po marihuanie nie występują.

b) OEVy (open eye visuals/visualizations, nie wiem jak to się tłumaczy po polsku) - przewidzenia wynikające z pewnego zakrzywienia realnych bodźców - drzewa mogą sprawiać wrażenie, jakby oddychały, ściany falują, komary zostawiają za sobą świetlne smugi - w teorii w bardzo rzadkich przypadkach po marihuanie mogą wystąpić, osobiście nie spotkałem nikogo kto by tego doświadczył.

 

Co do reszty - sam proszę przejrzyj przebieg dyskusji. Dyskutujemy o halucynacjach, o których piszę, że nie występują po marihuanie, Ty tą wypowiedź cytujesz i wrzucasz tekst o schizofrenii. Do niczego bym się nie przyczepił gdyby nie ten cytat i użycie tego jako kontrargumentu do halucynacji.

 

Podsumowując:

- Czy po marihuanie mogą występować halucynacje? NIE.

- Czy marihuana palona w młodym wieku zwiększa trzykrotnie ryzyko zachorowania na schizofrenie? Z badań wynika, że tak. (inna sprawa, że dla osoby nie obciążonej genetycznie ryzyko to wynosi 1%, a więc wzrasta do 3%, tragedii specjalnie nie ma)

 

I to wszystko, tylko że między tymi dwoma rzeczami nie ma żadnego związku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eeee no wiesz... Sory mały - nie jest lepsze. A co jeżeli przez te mgliste wasze dywagacje ktoś sięgnie po papierosy ("bo przecież pomaga/łagodzi/rozluźnia i nie jest pewne czy szkodzi" :E ), bez których choroba miałaby przebieg pojedynczego epizodu ale dzięki niej rozwinie się w postać trwałej psychozy? W unikalnych badaniach prospektywnych stwierdzono, że w grupie młodzieży, która paliła, zapadalność na schizofrenię była większa niż wśród niepalących.

 

Oczywiście się droczę, ale nie mam też ochoty na porównywanie. Wcześniej pisałeś o raku; przez karcynogeny nie miałbym wątpliwości, za to hipotezy o thc i nikotynie (oparte na wątłej statystyce) nie upoważniają do nazywania ich "przyczyną powstania choroby".

A niby z jakiego powodu miałby sięgać po papierosy skoro ich szkodliwość jest udowodniona ponad wszelka wątpliwość? :lol2:

 

Jeśli ktoś się tu trochę pogubił to chyba Ty. Z żadnego argumentu nie zrezygnowałem, więc stwierdzenie, że coś mi nie wyszło jest totalnie nie na miejscu. Pozwól, że spróbuję jak najjaśniej sprostować:

 

a) Halucynacje - wywołane bez rzeczywistego bodźca, przeżywający nie zdaje sobie sprawy z ich nieprawdziwości - po marihuanie nie występują.

b) OEVy (open eye visuals/visualizations, nie wiem jak to się tłumaczy po polsku) - przewidzenia wynikające z pewnego zakrzywienia realnych bodźców - drzewa mogą sprawiać wrażenie, jakby oddychały, ściany falują, komary zostawiają za sobą świetlne smugi - w teorii w bardzo rzadkich przypadkach po marihuanie mogą wystąpić, osobiście nie spotkałem nikogo kto by tego doświadczył.

Już pisałem. Nie mam nic do dodania w tej sprawie po tym jak stwierdziłeś, że to rzadki przypadek. Tyle.

 

Co do reszty - sam proszę przejrzyj przebieg dyskusji. Dyskutujemy o halucynacjach, o których piszę, że nie występują po marihuanie, Ty tą wypowiedź cytujesz i wrzucasz tekst o schizofrenii. Do niczego bym się nie przyczepił gdyby nie ten cytat i użycie tego jako kontrargumentu do halucynacji.

Pozwól zacytuje jeszcze raz :

THC może powodować halcynacje i inne psychozy...

 

Otóż powodować bezpośrednio nie może. Może być katalizatorem do wystąpienia jakiegoś epizodu psychozy u osób chorych psychicznie lub predysponowanych .... (ciach)

 

 

Podsumowując:

Odniosłeś się też do psychoz jakoby marihuana nie mogła być ich przyczyna z czym ja się nie zgodziłem. I tak się dyskusja potoczyła dalej. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No teraz dochodzimy pomału do jakiegoś porozumienia. Bo ja cały czas miałem w głowie halucynacje, a tam była też wzmianka o psychozach.

 

Chociaż szczerze mówiąc dalej bym chyba stał przy swoim. Uważam, że zdrowa osoba, która nie ma predyspozycji do schizofrenii i nie zachorowałaby na nią w późniejszym życiu - również nie zachoruje na nią jeśli będzie palić marihuanę.

 

U osób predysponowanych natomiast, np. ze schizofrenikami w bliskiej rodzinie, albo takich u których choroba i tak i tak by się objawiła ale np. za 10 lat marihuana może być przyczyną jej wcześniejszego wystąpienia.

 

Dlatego w moim rozumieniu, stwierdzenie, że "marihuana może wywoływać schizofrenię" jest błędne. Bo ona jej bezpośrednio nie wywołuje, tylko jest katalizatorem przyspieszającym wystąpienie, lub wzmacniającym jego siłę, lub zwiększającym ryzyko, które wcześniej i tak musi istnieć.

 

Obrazowo: jeśli będę miał stos suchego drewna i będę się przy nim bawił ogniem, to znacznie wzrasta ryzyko, że się zapali. Jeżeli nie będę miał drewna to choćbym nie wiem ile się bawił ogniem nic się nie zapali - bo nie ma co.

 

EDIT:

Jeszcze może uzupełnię małym cytatem ze źródła, które sam przytoczyłeś:

Wykazano zwiększone ryzyko występowania psychozy w następstwie stosowania marihuany. Prawdopodobnie wiąże się ono z predyspozycją genetyczną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...