Skocz do zawartości

Tar-Minyatur

Forumowicze
  • Liczba zawartości

    297
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Odpowiedzi dodane przez Tar-Minyatur


  1. Z tej listy dało by się zrobić dwie: jeden porządny, wiarygodny spis najważniejszych kamieni milowych formowania się współczesnego katolicyzmu, i drugi, niespójny i bełkotliwy atak na Kościół, przeciwko któremu można wystawić chociażby:

    http://sites.google.com/site/ecclesiamilitans777/ksiazki-1/woods

    Oczywiście to też nie jest pisane z pozycji w pełni obiektywnej, ale daje obraz sytuacji od drugiej strony.

    Cóż, niewątpliwie Kościół miał naprawdę czarne momenty, a i niestety bardzo się różni od Kościoła pierwotnego, sprzedkonstantyńskiego, ale pamiętajmy, że bez niego nie pisalibyśmy dzisiaj na tym forum. Nie byłoby ani forum, ani żadnego z nas (przodków zabiliby jacyś pogańscy Germanie), ani nawet alfabetu łacińskiego, który przepadłby razem z Imperium w czasie Wielkiej Wędrówki Ludów, a na podbitych ziemiach rzymskich nie byłoby żadnej silnej hierarchii, która byłaby w stanie przechować kulturę i część wiedzy. Chcąc nie chcąc, nasza cywilizacja istnieje dzięki Kościołowi.

    Co do Ameryki prekolumbijskiej: tak, zginęło 95 procent ludności. Ale odpowiedzialności nie ponoszą misjonarze, tylko przywleczona z Europy czarna ospa, dżuma, gruźlica, odra, a nawet ospa wietrzna, które na dziewiczym pod względem chorób zakaźnych gruncie wspinały się na szczyty śmiertelności.

    Teoria Kopernika stała się ofiarą Galileusza: on ją popierał, a że miał bardzo akościelne poglądy, to Kościół z rozpędu zwalczył, w co wierzył.

    Ta lista jest nawiasem mówiąc tłumaczeniem, bo gdyby pisał ją Polak, dopisałby coś o stosunku Watykanu do Polski pod zaborami i do powstań narodowych, kiedy papieże zachowywali się bardzo nie fair w imię stosunków z Rosją.


  2. Tak... Ubisoft daje nam szansę zobaczenia jednego z najwspanialszych miast w historii, o wiele większego niż jakiekolwiek inne miasto z poprzednich części, a i tak znajdą się narzekacze.

    Swoją drogą, nie wyobrażam sobie AC rozgrywającego się głęboko po wynalezieniu prochu. A dziewiętnastowieczny Londyn to wręcz abstrakcja... Ale faktycznie przydałaby się jakaś gra tam się rozgrywająca, oczywiście sandbox.


  3. Najtrudniejszy poziom , jeden "strzał" z miecza od przeciwnika i mamy zgon :E

    I tak powinno być. Nie mówiąc już o rzeczywistości, nawet w książkach o wiedźminie zawsze chodziło o jedno trafienie potwora czy człowieka, które go poważnie raniło lub zabijało. Walka polegała na unikach, odskokach, wyprowadzaniu parowanych ciosów, parowaniu itd., wszystko, by uzyskać to jedno trafienie. Natomiast w pierwszej części byle utopiec potrzebował kilkunastu ciosów, by paść. Największą parodią był Styl Grupowy - miecz powinien zakleszczyć się pomiędzy żebrami pierwszego przeciwnika.


  4. To chyba nie do końca działa tak, jak wyżej wspomniano. Przecież przy cRPG-u to trzeba byłoby siedzeić co najmniej ze dwie doby non stop, to jest chore. :E

     

    Zaczynasz chyba od jakiegoś konkretnego miejsca, nie od poczatku gry.

    Z tego, co ja zrozumiałem, od samego początku. Gra kasuje wszystkie wcześniejsze zapisy z danego przechodzenia gry.

    Oczywiście będzie się dało kopiować zapisy z folderu w bezpieczne miejsce i w razie czego z powrotem je tam wkleić, ale przecież nie o to chodzi.


  5. no też tak może być :], zastanawia mnie tylko jak wiedźmin II będzie już u każdego w piątek przynajmniej edycja EK, a grać będzie można od poniedziałku, a raczej od niedzieli 24-00, to kto idzie do roboty/szkoły w poniedziałek :] , to jedno pytanie, a drugie, po co ludzie grę dostają w piątek, aby przez dwa dni patrzeć na pudełko w domu ?, oglądać artbooka, czy to po to aby chęć w zagrania w wiedźmina II osiągnęła masę krytyczną ?

     

    Pozdrawiam

    Alek

    EK muszą być u zamawiających w nocy z niedzieli na poniedziałek, to jeden z przywilejów tej wersji, a przecież w niedziele nie ma dostaw. Natomiast EP może dojść 16 albo 17, i dlatego będą ją wysyłać później.

     

    Swoją drogą, mam pytanie odnośnie do nieuruchamiania się gry, kiedy wykryje ona, że komputer nie spełnia minimalnych wymagań. Chcę grać nie tylko na desktopie, ale też na notebooku, kiedy nie mam dostępu do tego pierwszego, a obawiam się, że 9600M GT nie zadowoli mechanizmu testującego. Czy zatem w innych grach, które miały takie zabezpieczenia, dawało się np. zmodyfikować pliki gry albo podmienić oznaczenie karty, tak, aby gra się jednak uruchomiła?


  6. Ech, przeczytałem opis Kingslayera na oficjalnej stronie.

    Only the witcher can stop the kingslayer’s plans, and, oh irony, he’s the sole person the huge murderer cannot kill in cold blood.

    To pewnie będzie Korin, ojciec Geralta. Według informacji, którymi posługują się twórcy gry, miałby jakieś 130 lat, ale to przecież świat fantasy. Może coś go zmutowało.

    W "Drodze, z której się nie wraca" opisany jest jako wysoki blondyn z wydatnym podbródkiem i ładnymi zębami. Zabójca Królów jest łysy, a jego zębów nie widać na renderze, który oglądałem, ale podbródek faktycznie bardzo mu wystaje.

    Jeżeli mam rację, to przebije to nawet amnezję z pierwszej części pod względem zużycia.


  7. Denerwuje mnie ta niekonsekwencja mediów, a w konsekwencji praktycznie wszystkich w Polsce: mniej więcej od roku 1989 nie spolszcza się imion nowszych członków rodziny królewskiej, w wyniku czego książę Karol (Charles) ma synów Williama (nie Wilhelma) i Harry'ego (nie Henryka). Na razie dotyczy to tylko niektórych osób, ale kiedy w 2030 czy 2040 roku Wilhelm obejmie tron i media polskie będą go nazywały Williamem V, to będzie to nazewnicza kapitulacja. Anglosasi jakoś nie mają oporów przed nazywaniem polskich królów Ladislaus II czy Sigismund III.

    Chwała im za kolonizację wszelakich lądów. Chwała im za ludobójstwo i terror w podbitych miejscach. Chwała im wreszcie za propagowanie religii i inne.

     

    W rzeczy samej. :) Nie mamy też jako naród krwi milionów na łapach i podbojów kolonialnych. Nigdy nie wpadliśmy z "wizytą" do Indii celem wykazania mieszkańcom że są podludźmi. Ze swojej historii bądźmy dumni a nie z Brytów. Zdecydowanie widzę różnicę.

     

    Uważasz, że kolonizacja, sama w sobie, największy motor napędowy historii, jest czymś złym?

    "Ludobójstwo"? Konkretnie gdzie? Brytyjczycy to nie Belgowie w Kongu. Owszem, zdarzyło im się wyrżnąć np. hinduską kastę morderców. Winisz ich za to?

    I kiedy niby brytyjską polityką kolonialną kierowało przekonanie, że ktokolwiek jest podczłowiekiem? Poczytaj Kiplinga, "piewcę imperium brytyjskiego". Brytyjczycy byli tylko o tyle lepsi od krajowców, że stali na wyższym poziomie cywilizacyjnym, który to poziom poprzez edukację, służbę zdrowia, sieć transportową i administrację przekazywali "podbitym" ludom.

    Porównaj sobie poziom rozwoju dowolnej brytyjskiej kolonii z okresu zaraz przed dekolonizacją i w 30 lat po albo nawet dzisiaj.


  8. Pierwsza różnica pomiędzy drugą i trzecią częścią zarówno EU, jak i HoI polega na trójwymiarowości. W częściach drugich jest znacznie mniej prowincji (w HoI III jest ich tak dużo, że niektórzy uważają za bardzo męczące podbijanie ich wszystkich po kolei).

    Co do przenoszenia zapisów - teoretycznie istnieje możliwość grania tym samym państwem od 1066 roku ("Mroczne Wieki"), przez EU II i "Victorię" aż do Hearts of Iron II (nie wiem, jak wygląda sprawa z trójkami EU i HoI, zapewne również istnieje możliwość), ale wszystkie gry muszą być z dodatkami, poza tym wielokrotne przenoszenie save'u, zwłaszcza przy wielkich odstępstwach od historii, powoduje duże problemy i czasami gra po prostu zawiesi się przy próbie wczytania.

    Pierwsza część "Victorii" to chyba niemal dokładnie to, czego szukasz - jako weteran gier Paradoksu uważam, że to gra tylko dla fanatyków. Trzeba zarządzać każdą fabryką z osobna (kiedy gra się dużym państwem, są ich setki), tak samo każdą kopalnią, wyrębem drzew czy gospodarstwem (jedno centrum zbierania surowców na prowincję). Są dziesiątki współczynników, ludność podzielona jest na grupy scharakteryzowane zamożnością, narodowością, religią, poglądami, wykształceniem, świadomością społeczną... Jedyna wada tej gry to silnik prowadzenia wojen (podobno poprawiono to w części drugiej) - o ile w miarę sprawdza się w pierwszej połowie XIX wieku, to w 1914 roku Niemcy szybko podbijają Francję i wygrywają Wielką Wojnę na wszystkich frontach. Sztuczna inteligencja też potrafi zdenerwować, np. kiedy czterdzieści brytyjskich dywizji stoi w Walii i czeka, a armia francuska jest rozbijana przez Niemców po drugiej stronie Kanału. Jeżeli to wszystko Cię nie zraża, to możesz zmierzyć się z jedynką, a jeżeli nie, to koniecznie spróbuj dwójki, w której uproszczono model mikrozarządzania.

    Gry Paradoksu zawsze wyglądają jak papierowa plansza, bo ich filozofia polega na czytelności mapy. Np. ja długo nie mogłem się przekonać do EU III właśnie ze względu na mniejszą jej czytelność.

    W HoI III, w przeciwieństwie do poprzednich części, liczba dywizji nie jest podana na mapie przy animacji armii. To niezbyt wygodne.

    Ostatnia rzecz: w jakiekolwiek gry Paradoksu lepiej grać w angielskiej wersji językowej. Spolszczenia to droga przez mękę, nie wpominając o trudnościach z instalacją nowych dodatków.


  9. Jest mnóstwo przymiotów Polaka których szczerze nienawidzę. Pierwszy przykład z brzegu - jak widzę piękne auto to sobie je oglądam a jak spotkam osobę co to auto ma to mówię "piękne masz autko!". Natomiast sam nie mogę nawet swojego umyć bo zaraz jakiś sk...... mi je porysuje albo zgasi na nim papierosa. To jest coś co mnie czasem doprowadza na granicę obłędu. Powszechna zawiść i chamstwo. W tamtym tygodniu najprawdopodobniej jeden z sąsiadów na moim osiedlu zabił mi kota. Każdego dnia kilka psów uwięzionych na łańcuchu ujada jak wściekłe, wszędzie nieporządek, ludzie rzucają pety gdzie popadnie. Mnóstwo jest tego.

    Takie zachowania to nie jest element "polskiej mentalności", tylko wina procesów społeczno-geopolitycznych. "Komuniści" pchnęli miliony ludzi ze wsi do wielkich miast przemysłowych (w tym tym miliony z najgłębszych, tkwiących w przedpańszczyźnianym Średniowieczu Kresów), gdzie ci ludzie nie potrafili się odnaleźć ani zrozumieć rzeczywistości (słynne trzymanie świń w wannach). Praca na trzy zmiany niszczyła tradycyjne relacje rodzinne i same rodziny, więc dzieci wychowywały się same, czyli w ogóle. Potem te dzieci wychowywały następne dzieci, również często widząc je raz dziennie. Dopóki panował system niemal totalitarny, milicja itd. była w stanie jakoś kontrolować ludzi, ale potem nadeszła "wolność" i jest, co jest.

     

    Ale nie można się odwracać dupą i olewać, trzeba ludziom mówić jacy są i uczyć lepszego zachowania. Nawet jeżeli to ma znaczyć siłowe rozwiązania.

    Obecnie mamy ok. 25% uprawnionych do głosowania którzy są przekonani że Smoleńsk to był zamach, że katolicyzm to jedyna istniejąca religia, Jarek Kaczyński to mąż stanu a Lechu jego brat to najwybitniejszy polityk w historii Polski. Ciebie to nie przeraża? I co? Zamierzasz pozwolić im kształtować polską rzeczywistość?

    Właśnie, "oni" też próbowali, zresztą ani niezbyt siłowo, ani efektywnie, ani na dużą skalę. Chyba jesteście siebie warci.


  10. Ja nigdzie nie powiedziałem, że wartościowy jest ten kto się nie narobi, a zarobi. Podważam tylko ogólnie przyjmowany aksjomat o wartościowości kultury.

    Tak jak mówiłem, jeszcze do drugiej wojny światowej znaczna część polskiego społeczeństwa była niepiśmienna. Pozostała, czytająca część, była nastawiona na książki praktyczne (wysokie koszta książki i być może podobny stosunek do literatury pięknej, jak u mnie).

    Kto zatem walczył? Ci prości. Nie wiem, jak wy, ale ja nie poszedłbym na wojnę, bo "najeźdźca pogwałca moją kulturę nadorową", tylko dlatego, że zabił mi znajomych czy rodzinę. Ewentualnie w ogóle bym nie poszedł, tylko wyjechał gdzieś, żeby ratować moje bezcenne życie. Jak dla mnie, to powstania wybuchały z powodu dyskryminacji polskiej ludności i wrogości aparatu zaborczego. Jakby pozwolili Polakom robić kariery, posługiwać się własnym językiem, to nie byłoby problemu. Nie było tak, że walczono dla jakiejś tam kultury.

    Wiedza jest ważna, ale z niektórych dziedzin. Raczej nie kultury. Bo oczytany idiota dalej jest idiotą (zdarzają się nawet wśród doktorów). Dla mnie ważniejsze jest to, jakim kto jest człowiekiem (empatia, uczciwość, inteligencja i po prostu "fajność"). I nie widzę za bardzo sensu w badaniach sztuki, bo interpretacja sama jest sztuką. Najbardziej denne są już teorie literackie.

    Proponuję najpierw zapoznać się gruntownie z humanistyką, a dopiero później zabierać głos.

    Po kolei:

    "Czytająca część była nastawiona na książki praktyczne"? Tak, też. Oczywiście, w każdej wsi była jakaś grupa ludzi umiejąca czytać i tacy ludzie czytali niepiśmiennym na głos te książki praktyczne, ale czytali też gazety, "Trylogię" itd. Natomiast wyższe klasy jakoś były zainteresowane kulturą, pięknie rozkwitała.

    A czy ci prości walczyli? Oczywiście, że nie. Wszystkie powstania zapoczątkowane były przez element ideowy, wywodzący się z klasy wyższej i średniej, który szybko ginął (styczeń '63), a chłopskie masy albo walczyły przeciwko powstańcom (rabacja) albo wystarczyło im nadać ziemię, by zrezygnowali z jakiejkolwiek aktywności (ukaz carski dokładnie kopiujący dokument rządu powstańczego w 1864 roku). Dopiero po działalności pozytywistów (bardzo naiwni ludzie, trzeba przyznać, ale mieli pewne efekty) te masy zaczęły się w większych ilościach włączać do walki o niepodległość, ale i tak głównym powodem dla nich była wrogość państw najeźdźczych, w oczywisty sposób wiążąca się z obcym językiem, i właśnie opór wobec np. kontyngentów pobieranych przez obcych tworzył naród. Swoją drogą, do XIX wieku naród polski składał się tylko ze szlachty, chłopstwo w ogóle na to nie zważało, a mieszczaństwo to byli Niemcy i Żydzi. I właśnie ze szlacheckiego sarmatyzmu wywodzi się polski etos narodowy i dążenie do niepodległości.

    Dalej zupełna sprzeczność: "gdyby pozwolili Polakom posługiwać się własnym językiem" i "nie było tak, że walczono dla jakiejś tam kultury". Wprost z tego wynika, że walczono o kulturę! O możliwość posługiwania się polskim językiem, który tępiono. Zawsze, kiedy najeźdźcy chcieli pokonać naród polski, zwalczali inteligencję i artystów (różne -kacje, Palmiry, Katyń), bo przecież naród może przetrwać tylko poprzez tych, których obchodzi to, czy do niego należą (tak, to jest aluzja).

    Rolą sztuki jest zmuszać człowieka do rewizji lub zdeterminowania swojego systemu wartości i sposobu myślenia (oczywiście, sztuki prawdziwej, do której większość sztuki nowoczesnej się nie zalicza). I wprost z definicji jest potrzebna wszystkim ludziom myślącym. Chyba, że uważasz, że obrazy w Lascaux namalowała grupka studentów jakiejś "niepotrzebnej -logii"?

    Nie neguję faktu, że wiedza, jak wymienić żarówkę jest bardziej istotna od umiejętności wymienienia z pamięci głównych hiszpańskich malarzy dziewiętnastowiecznych, ponieważ taka wiedza faktycznie dla większości ludzi jest zupełnie zbędna. Natomiast człowiek powinien wiedzieć, jak zrozumieć przekaz niesiony przez ich obrazy, i tego powinny uczyć szkoły, zamiast faktycznie zmuszać do recytowania tych malarzy.

    Owszem, obecny system edukacyjny w Polsce wymaga natychmiastowej i głębokiej reformy (powinna uczyć, jak dojść do zrozumienia rzeczy, zamiast uczyć, jak trzeba je rozumieć; oczywiście tam, gdzie jest to możliwe).

    Co do Twoich poprzednich postów: cała historia dziejów jest jednolitym ciągiem przyczynowo-skutkowym i należy poznać i zrozumieć jego przebieg, by móc rozjaśnić przyszłość. Niemal wszystko już się wydarzyło, na niemal wszystko, co może się zdarzyć, są ilustrujące przykłady w przeszłości: pewien król sumeryjski wprowadził reformy socjalne i niemal natychmiast go obalono; imperium rzymskie upadło, gdy nie potrafiło poradzić sobie z naporem ludów napływowych; nawet ostatni kryzys gospodarczy miał przyczyny identyczne, jak kryzysy w 1907 i 1929 roku. I dlatego poznanie historii jest niezbędne dla zrozumienia świata. Cóż, chyba że faktycznie chce się przeżyć życie, bez poglądów, akceptując, co tylko przyniesie los. Proszę bardzo. Tylko, że w dzisiejszych czasach może już zabraknąć miejsc, w których będzie można uchować "bezcenne życie. Pamiętaj też (ach, oczywiście! Nie pamiętasz, bo skąd?), że dostatecznie wiele razy w dziejach zgarniano wszystkich, czy interesowało ich wkręcanie żarówki, czy obrazy Goi i poglądy Smitha, i wieziono ich na Sybir czy do Auschwitz.

    PS. I uważaj ze słowem "kultura", ponieważ używasz go tylko w znaczeniu "kultury duchowej", podczas gdy jej znaczenie jest o wiele szersze.

     

    Ech, te wszystkie dyskusje zawsze tak się degenerują, przychodzi ktoś, kto sehał ten hell, napisze coś niemal niezwiązanego z tematem i wszyscy, mniej lub bardziej słusznie, czują się zobowiązani z nim walczyć. Cóż, skoro robienie takich prowokacji da tych pierwszych ludzi jest przyjemne, to...


  11. Do tematu: Kościół musi iść, w obecnej sytuacji dla niego "cel niczym, ruch wszystkim", musi przede wszystkim pokazywać, że coś robi.

    Teoretycznie (niestety) rzecz biorąc, rzymskokatolicki ślub kościelny jest dla katolików, dla pozostałych jest ślub cywilny, ew. śluby w innych religiach. Nie widzę więc nic złego w niedopuszczaniu do ślubu (sakramentu, czyli czegoś dla Kościoła uświęconego) osób, które już na pierwszy rzut oka nie przestrzegały elementarnych podstaw zachowawczych katolicyzmu.

    W końcu (choć nie jest to fakt powszechnie znany) katolikiem może być tylko osoba przestrzegająca i zgadzająca się z nauką Kościoła (czyli np. w Polsce jest ich może kilkaset tysięcy) i to dla nich są sakramenty.


  12. Ale ile tych miliardów i w jakiej walucie? W jakichś jenach czy hrywnach (albo dolarach zimbabweańskich...) to nie robi takiego wrażenia.

    Gdyby było ich kilkanaście lub więcej, to zainwestowałbym w kosmiczną turystykę, przed tym jest wielka przyszłość, może jeszcze parę przyszłościowych branż i coś zyskownego dzisiaj dla zabezpieczenia, część poszłaby na charytatywność (Rockefellerowi udało się rozdać równowartość 100 miliardów dzisiejszych dolarów!), opłaciłbym zrobienie paru filmów po mojemu i nie przejmując się, czy ktoś będzie chciał to oglądać... Popłynąłbym batyskafem do wraku "Titanica" (tylko 36 tysięcy dolarów!), opłynąłbym świat na "Queen Mary 2", zainwestowałbym w rozwój czegokolwiek w Polsce (wczoraj przeczytałem, że w 2030 roku dobrobyt w Polsce będzie taki, jak w UK dzisiaj)... No, urządziłbym się jakoś w Polsce albo w Anglii...

    Na charytatywność w Afryce nie dałbym nic, bo i tak wszystko rozkradzionoby po drodze.


  13. Mam pytanie (przeglądałem stronę Netii, ale nie znalazłem odpowiedzi)- czy jeżeli w ogóle nie mam telefonu i nie chcę podciągać linii TP, to czy np za 20Mb/s będę płacił tylko 69 zł, czy 94 zł (gdzieś taką cenę widziałem)?


  14. Dla mnie karty Ati są przestarzałe technologicznie :thumbdown:

    Od trzydziestu ośmiu godzin?

    Oczywiście, jeżeli chodzi o architekturę. Ale jeżeli chodzi o budowę karty, to GTX 480 jest na etapie ostatnich Vodoo (tych z osobnym zasilaniem).

    PS. Muszę przyznać, karty ATI są technologicznie przestarzałe. W końcu ostatnia karta ATI to Radeon X1800.


  15. HD 6000 na pewno nie będzie zwykłym podwojeniem HD 5000, to ma być zupełnie nowa architektura, sądzę, że projektowana pod DX11 (a może nawet dalej, przypomnę, że GeForce FX był częściowo zgodny z SM 3.0). O ile pamiętam, była kiedyś gdzieś tutaj wzmianka, że być może HD 6000 będzie początkowo w 40 nm, ale wtedy przypominałby GTX 480, przynajmniej w trybie 3D (tryb 2D nie musi być zły, co pokazała seria 5000).

    Co do Fermi- parafrazując Piłsudskiego: architektura dobra, karty złe.


  16. Wydaje mi się, że będzie powtórka sytuacji z GTX280/260. Po pierwszych testach tych kart można było czuć rozczarowanie ale jak nvidia dopracowała sterowniki i wypuściła wersje 55 nm tych kart to było już znacznie lepiej. Sądzę, że podobnie będzie z GTX480/470.

    Rozczarowanie z powodu GTX 280, który potrafił być dwa razy szybszy od kart poprzedniej generacji, tak?

    Oczywiście, druga generacja Fermi będzie generacją o wiele lepszą- ale kiedy to będzie, rok po wyjściu HD 5000, w okolicach premiery HD 6000?

×
×
  • Dodaj nową pozycję...