Skocz do zawartości

WebCM

Forumowicze
  • Liczba zawartości

    653
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

15 Good

O WebCM

  • Tytuł
    Orator

Ostatnie wizyty

6922 wyświetleń profilu
  1. Witam. Mam zamiar kupić mieszkanie. Jeśli macie to już za sobą, to może będziecie w stanie coś doradzić. Wróciłem od pośrednika z jeszcze większym dylematem. Zaczęliśmy od szeregówek na obrzeżach. Doszliśmy do wniosku, że jak kupować szeregówkę, to całą dla siebie (bo są też takie, że kupujesz jedno piętro i masz sąsiada pod/nad sobą) z garażem. Większość nie posiada garażu, więc zostaje tylko jedno osiedle. Przystanek 15-20 min pieszo. Delikatesy 3 km. Cena jak na dom dość atrakcyjna. Ale czy opłaca się kupować szeregówkę? W centrum budują osiedle, gdzie ceny są o 40% droższe niż średnia. Kusi mnie to ze względu na lokalizację, bo wszędzie będzie blisko. Jest jednak kwestia, o której wspomniał mi pośrednik i może mieć trochę racji. Nikt teraz nie kupuje mieszkania na całe życie. Po 5 latach ludzie przenoszą się gdzie indziej. Wg niego lepiej kupić tanie mieszkanie, a po kilku latach je wynająć i kupić nowe. Tak więc pojawi się nowe źródło dochodu. Kupując drogie mieszkanie w centrum można wypłukać się z kasy i zaburzyć sobie płynność finansową. Za 5 lat zabraknie funduszy na nowe mieszkanie, a czy w centrum wynajmę pokoje po wyższej cenie niż na obrzeżach na tyle, żeby zrekompensować straty? Są też blokowiska na obrzeżach, gdzie ceny nie są zbyt wygórowane, autobusy jeżdżą, czasami nawet są sklepy. Jedno z takich blokowisk jest samowystarczalne - jest wszystko. Ale tam buduje spółdzielnia, pośrednik nie ma z nimi umowy i próbuje mnie zniechęcić do tego (podobno spółdzielnia podnosiła ceny mieszkań po zakupie!). W ogóle to korzystanie z pośrednika nie zawsze może być najlepszym pomysłem. Nie mają umów z niektórymi deweloperami. Wiedzą o wadach, ale to zatajają. Przejdźmy do konkretów. Rozglądam się zamieszkaniem ok. 60 m². Dlaczego nie mniej? Kiedyś założę rodzinę. No dobra, to wersja dla pośrednika i deweloperów. Tak naprawdę kupując mniejsze mieszkanie więcej płacę za m². Ale z drugiej strony... kupię teraz mniejsze mieszkanie, wykończę je, potem wynajmę i kupię sobie coś lepszego. Z drugiej strony obecnie mieszkania są tak drogie, że mogę na tym stracić. Jeśli kupować mieszkanie pod wynajem - to może poczekać na kolejny krach? Druga kwestia to układ mieszkania. Chcę sobie zorganizować prywatne biuro. Na początek wystarczy biurko lub dwa (monitory, klawiatura, mysz, jednostka centralna, laptop), jakieś szafki/szuflady na graty. Potem to się rozszerzy, bo nie samym programowaniem żyje człowiek. Może wrócę do muzyki Moja obecna sytuacja - singiel, brak auta, 2-3 rowery (hulajnoga trafi do pokoju). Garaż / parking podziemny warto mieć. Auto kupię w przeciągu kilku lat. Pytania do Was: 1. Czy warto rozglądać się za mieszkaniem w centrum (wyższe ceny) perspektywiczne (wyższy metraż)? 2. Na co zwracać uwagę? 3. Jakie mieliście problemy po zakupie? 4. Co dla Was - programistów - było najważniejsze? 5. Warto brać pod uwagę szeregówkę?
  2. Jeździ ktoś do pracy hulajnogą elektryczną? Chciałbym zapytać o Wasze doświadczenia. Dlaczego wybraliście właśnie hulajnogę zamiast roweru/auta/autobusu? Wnosicie do biura, czy pozostawiacie na zewnątrz? Jak zabezpieczacie przed kradzieżą, kiedy trzeba zostawić ją przed budynkiem (np. przed sklepem)? Kiedyś jeździłem do pracy rowerem, ale teraz mam zakaz. Trasa wiedzie pod górkę w pełnym słońcu i zawsze dojeżdżam spocony jak świnia, zwłaszcza przy obecnych temperaturach. Kiedyś nikomu to nie przeszkadzało, ale odkąd koleżanka zaczęła odstawiać cyrki, to przeszkadza to wszystkim. Najgorsze jest kilka minut po wysiłku, kiedy wiatr przestaje chłodzić. Właśnie wtedy pocę się najmocniej. Obecnie dojeżdżam autobusem, ale te często bywają zatłoczone (jest taki przystanek, gdzie wysiada 20 babć i wsiada 30 innych) i trzeba się dostosować do rozkładu jazdy. Stąd pomysł na dojazd hulajnogą elektryczną. Z tego, co wiem, to kilka osób w naszym biurowcu wykorzystuje ten środek transportu. Myślałem o Xiaomi M365 Pro, ale nie podobają mi się 3 rzeczy: wąski podest (dotyczy większości hulajnóg na rynku), wiecznie pękające dętki i pojawiające się luzy w różnych miejscach (najczęściej na kierownicy). Odnośnie podestu. Jeżdżąc miejską hulajnogą Blinkee (w KRK jest jeszcze kilka innych systemów, których nie próbowałem) zawsze trzymam stopy równolegle koło siebie. Taka pozycja jest najbardziej zdrowa, wygodna i bezpieczna. Znacznie lepsze są hulajnogi Speedway i Dualtron od firmy Minimotors, ale te kosztują od 3500 zł wzwyż. Na chwilę obecną brak budżetu na zabawki. Tak więc szukam kompromisu między ceną a użytecznością. Jeśli dojeżdżacie innymi pojazdami elektrycznymi, to też podzielcie się doświadczeniami.
  3. Jakie macie sposoby na poranne wstawanie z łóżka? U mnie zawiodły już wszelkie metody. Budzik w telefonie na biurku - zazwyczaj mnie obudzi, ale nie mam siły wstać z łóżka i dzwoni tak przez godzinę (alarm powtarza się co 5 minut). Bywa, że go nie usłyszę i obudzi mnie dopiero po godzinie (zwykle po treningu lub po krótkim śnie). Czasami pomaga zmiana melodii na inną. Problem nasila się po treningu. Wtedy nazajutrz konkretnie wgniata w łóżko. Zainstalowałem aplikację Nightly. Polega na tym, że przed snem oglądam krótki filmik, a następnie kładę telefon na łóżku. Przez pewien czas aplikacja odtwarza dźwięk z wybranego motywu. Jeśli w nocy wykryje ruch, to też emituje dźwięk (podobno aby zapobiec koszmarom sennym). Wybudza w fazie REM (podobno też na podstawie akcelerometru) stopniowo zwiększając głośność. Skuteczność jest jednak mocno wątpliwa. Początkowo aplikacja świetnie się spisywała - budziłem się, wciskałem STOP, wstawałem z łóżka i czułem się wypoczęty. Niestety po kilku dniach aplikacja mnie nie obudziła (możliwe, że wcisnąłem STOP i zasnąłem). Wróciłem do niej miesiąc później i to samo. Tym razem obudził mnie dopiero systemowy budzik (ustawiony 5 minut po Nightly). Jednak najczęściej wcisnę STOP, przestawię systemowy budzik i idę spać dalej, bo nie dam rady wstać. Jest coraz gorzej. Dziś sobota, więc nie nastawiałem budzika. Mimo 8h snu czuję się zmęczony, więc kładę się ponownie. Budzę się po 3h - dalej bez siły, ale dłużej już nie da się spać, więc wstaję. Siły odzyskuję dopiero na wieczór. Efekt - dużo niezrealizowanych planów. Nawet nie miałem siły ani motywacji pójść na trening. Dawniej występowała senność i przysypianie w ciągu dnia (szczególnie przy siedzeniu bez ruchu). Z tym problemem mniej lub więcej sobie poradziłem - chyba poprzez suplementację, używki i więcej ruchu. Chociaż czasami dalej dopada mnie senność po posiłku i wtedy trzeba się trochę rozruszać i wypić kawę / mocną herbatę. Objawy wskazują na CSF (chronic fatigue syndrome) - choroba o nieznanym podłożu. Czy ktoś z Was ma ten problem i znalazł rozwiązanie? Tak dłużej nie da się funkcjonować. Do pracy przychodzę coraz później (tak więc coraz później wychodzę), zaniedbuję trening, nie mam siły już kompletnie na nic. Rzeczy do zrobienia odkładam w nieskończoność.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...