Skocz do zawartości

Vulc

Forumowicze
  • Liczba zawartości

    25138
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Odpowiedzi dodane przez Vulc


  1. Jesteś na granicy rozmiarów? Wygląda tak, jakbyś wziął rozmiar mniejszy w tej sytuacji, ale z dłuższym mostkiem, chyba nawet pisałeś, że czekałeś na mostek. Czyli tak jak się powinno robić. ;) Piękny rower! Kolor nie dla mnie, ale podoba mi się ciemniejszy odcień.


  2. Zgodnie z planem zakupiłem na premierę - po ograniu dema nie miałem wątpliwości, że nie ma co czekać. Jak na razie rewelacja. Pierwszorzędna atmosfera obcej planety, potęgowana przed bardzo dobrą oprawę, głównie od strony artystycznej, bo technicznie jest co najwyżej poprawnie. Styl retro-future robi robotę, mało wychodzi gier w tak wyrazistej formie wizualnej. Wątek fabularny mocno wciągający, gameplay prosty, ale jest kilka fajnych rozwiązań, które urozmaicają rozgrywkę. Świetne dialogi i solidny voice acting jak na tak stosunkowo małą grę. Niewidzialne ściany potrafią zirytować, choć jest to mimo wszystko zrozumiałe, to nie open world. Można od czasu do czasu zrobić krok w bok. Dla fanów sci-fi pozycja obowiązkowa. Jak ktoś lubi Lema, chyba nie trzeba nic dodawać.

    • Like 2

  3. W dniu 8.11.2023 o 09:41, Szambo napisał:

    A jakbyście mieli porównać do poprzedniej wersji LofF?

    Lepsza/Gorsza? Ten sam średni poziom?

    Poprzednia odsłona wygląda przy tej jak demo zrobione na zaliczenie w szkole, co mówi bardzo dużo przede wszystkim o tej pierwszej. :E

    Zrobiłem respeca pod Bloody Glory, ależ to bije. Testowałem też przez chwilę Pieta's Sword, ale to tak niezbalansowany shit, że głupio w ogóle z tym latać. :E


  4. Wybacz, nie chcę nic wyśmiewać, ale prezentujesz czasem dość naiwne podejście do tych spraw. Widziałeś jakieś wywiady z devami i radosną atmosferę, po czym na tej podstawie porównujesz to co było kiedyś, do tego co jest teraz. Bardzo wybiórczo potraktowane zagadnienie moim zdaniem.

    Wytłumacz więc o jakim klimacie i o jakich pozytywach mówisz, bo po raz kolejny rzucasz mega ogólnikami, z których niewiele wynika. Wtedy to był biznes i była to praca, dziś jest podobnie. Dziś też dostajemy radosne materiały marketingowe w postaci twarzy uśmiechniętych devów, jak to doskonale bawią się podczas swojej pracy, która równocześnie jest ich pasją. Z jak wspaniałymi pracują ludźmi, codziennie motywującymi ich do jeszcze większego wysiłku, aby dostarczyć produkt kompletny. Tak, trochę wyolbrzymiłem. A później wychodzą takie kwiatki jak choćby przy okazji tworzenia ścieżki dźwiękowej do Doom Eternal, gdzie główny kompozytor został dosłownie przemielony przez firmę, dla której pracował:

    https://medium.com/@mickgordon/my-full-statement-regarding-doom-eternal-5f98266b27ce

    Warto przeczytać, ciekawy i zarazem smutny materiał.

    Moim zdaniem w dużym stopniu, bo jak na razie wspominasz tylko o ich pozytywnych aspektach, więc wnioski nasuwają się same.


  5. 3 godziny temu, Ronson napisał:

     

    @Vulc

    W VR widać jak dużo branża AAA przeapia. Jak dużo NIE robi, choćby mogła. Ale to widać nie tylko w VR. Bardzo wiele razy mam przy graniu taką myśl "no kurde, tu by wystarczyło, żeby ktoś zrobił tak i tak, i byłaby wspaniała gra, jakiej nie było od wielu lat". W VR to widać po prostu bardziej, bo branża AAA ogólnie temat olewa. Jasne, że VR jest nowością, ale dlaczego to ma być argument zbijający fakt, że ma potencjał do stworzenia dokładnie takich czasów, jakimi lata 90te były dla gier 2D? Tu się dałoby mieć rozwój sprzętu i gier na dekadę lub kilka. I wszyscy ci spece od "byznesu" kompletnie tego nie ogarniają. Bo niedzielni gracze i mainstream na to się nie rzucił w setkach milionów od razu. A żeby się pochylić nad problemem i zobaczyć, że sprzedaż auta idzie słabo, bo najpierw trzeba ludzi nauczyć prowadzenia auta, żeby po 20s nie byli posiniaczeni po przywaleniu w ścianę, że rura wydechowa powinna być z tyłu, a nie przy bocznym lusterku, kopcąc przy otwartym oknie prosto w twarz, że koła powinny być miękkie a nie wyrzeźbione z kamienia? Eee. To na pewno nie ma związku. Trzeba temat zakopać, bo nie było "boomu" od razu i ankietowani mówią jasno, że nie interesuje ich VR.

    To naprawdę mocno widać w wywiadach ze starymi devami. Przerwy w pracy bo cały dzień ekipa grała w multi, bo przypadkiem zauważyli, że ta gra, którą tworzą, już teraz daje masę radochy, albo dobrowolne siedzienie w pracy niemal nonstop  nie z powodu deadline'u, a z powodu tego, że praca ich po prostu tak mocno jarała, dawała radość, a gdzieś z tyłu głowy była też świadomość, że wysiłek się opłaci, bo dobrą grę gracze zazwyczaj doceniają.

    Jak już pisałem, prezentujesz typowe myślenie życzeniowe, do tego jesteś naprawdę dużym marzycielem. :E Nic w tym złego! Niestety rozbija się to dość paskudnie o rzeczywistość. A ta jest taka, że na chwilę obecną mało kogo interesuje VR. I nie, nie jest nowością, jest z nami już od jakiegoś czasu. I tyle, znów próbujesz dopisać historię do prostej sprawy. Nie ma zainteresowania, branża AAA temat olewa, ceny pozostają stosunkowo wysokim poziomie, soft nie jest dopracowany. Koło się zamyka. Sorry, jeśli myślisz że VR to potencjał taki jak gry 2D w latach 90., albo przejście w 3D, bujasz w obłokach.

    Doprawdy urocze. :E To co widać w wywiadach ze starymi devami, sprzedaje się też dziś i jest częścią przemyślanego marketingu. I wtedy też było. Idealizujesz stare czasy na potęgę, jak to ludzie za darmoszkę siedzieli po godzinach, zachwyceni swoim dziełem, po czym udzielali entuzjastycznych wywiadów, że w zasadzie nie trzeba im płacić, bo przecież tworzą historię - to wystarczy im i ich rodzinom. :E Pora zejść na ziemię.


  6. 6 godzin temu, Ronson napisał:

    No moim zdaniem jeśli ktoś postara się o obiektywność i ZNA tamte czasy i gry, o których piszą, to nie widzę opcji, żeby nie zobaczył, że było jednak lepiej. Ktoś, kto tamtych czasów nie pamięta, albo sobie popsuł wspomnienia odpalając na gównianym LCD, zamiast na CRT, albo ogrywając grę, która była pełna oryginalności, która jednak później przed 30 lat zdążyła się dzisiejszemu starcowi opatrzeć,  pewnie powie, że to były kaszany.

    Są gry dobre i są gry "WOW! Ale wypas! Niesamowite! O ja pier...!" 
    Nie mówię, że nikt nie może mieć pasji do gier opierając się tylko  gry dobre. Hobby jak hobby. Ale żeby to hobby wywindować do statusu czegoś specjalnego, to potrzeba gier wybitnie zarąbistych. I moim zdaniem kiedyś każdy, niezależnie od gustu, miał dla siebie mnóstwo wybitnych gier. 5 lat z rzędu bez nawet dwóch tego typu gier było nie do pomyślenia niezależnie czy pytać fana zręcznościówek czy jajogłowego, którego nie bawi nic poza strategiami lub trudnymi przygodówkami. 

    Owszem. Do pewnego stopnia. Ale można zacząć analizować i weryfikować. Podejść krytycznie i zadawać sobie pytania. I wtedy wyjdzie, że owszem, niektóre gry dziś już nie bawią, ale... wyjdzie też, że są i takie, które bawią nadal i nie tylko bawią, ale wręcz powalają i szokują udowadniając, że "no kurde, jednak kiedyś robili to lepiej, inaczej, fajniej".

    Bo jak grania, to zaczynałeś w 1998r. To moim zdaniem by znaczyło, że przegapiłeś osiem lata, czyli odpowiednik dzisiejszych 30 lat. Możesz nie zrozumieć jak się można było jarać np. Lotusem z 1991r. albo Dyna Blasterem lub Scorched Earth na urodzinach/imieninach.   :)

    Nie zgadzam się. Jeśli grę robi się 8 lat, a wychodzi niedopracowana parodia gry na premierę (Cyberbug 2077) to guzik mnie to obchodzi. Najbardziej rozbudowaną grę ostatnich lat jest RDR2. I co? Wyszedłw  formie skandalicznego guana z toną błędów i zwisami? Ano nie.

    A jak się widzi otwarte auto to się je kradnie?

    Pokusa powinna być opanowana. W ostatnich miesiącach widziałem ze dwie recki gier, już nie pamiętam o które gry chodziło, gdzie recenzent się zachwycał, że gra została wydana w starym stylu. Wychodzi i... jest kompletna. Działa, chodzi, ilość problemów bardzo mała,  o ile jakiekolwiek widać. Tylko trzeba chcieć i szanować gracza.

    Dopisujesz sobie filozofię do prostych spraw. Jak ktoś nie pamięta, jak ktoś grał na LCD, jak ktoś akurat przechodził ten pełen oryginalności tytuł mając 40 stopni gorączki i nie widział na oczy, etc. To tylko Twoja interpretacja. Ty nie widzisz opcji, ale takich opcji jest mnóstwo.

    Jak wyżej, nic z tego nie wynika. Dziś też ktoś może stwierdzić, że ma w roku dwie takie gry, lub dwie na pięć lat, jakie sobie tam obierzesz kryteria.

    Ponownie, masz tendencję do komplikowania prostych spraw. Tak, są takie produkcje, które do dziś potrafią wywołać banana na twarzy. Jasne, nikt tego nie neguje. Tylko co w związku z tym? Są też dziś produkcje, które wywołują taki efekt. Każdy sam indywidualnie określi ile ich jest. Tyle tylko, że na początku styczności z czymś nowym i interesującym, o efekt wow jest o wiele łatwiej. Zwłaszcza jak człowiekowi wiszą gile z nosa. ;)

    Nie ma żadnego znaczenia czy jarałem się Lotusem z 1991 roku, czy też Cannon Fodder z 1993. Przecież tutaj chodzi o sam mechanizm, czyli moment w którym zaczynasz mieć z tym styczność. Jakie znaczenie ma fakt, że grę z 1991 roku ogrywałem powiedzmy w 1994 czy 1995? Coś to zmienia?

    Chyba nie zrozumiałeś, ja tutaj bynajmniej twórców nie usprawiedliwiam, to są suche fakty. Możesz mieć gotowe assety (choć to często droga donikąd aka copy paste w Codzie), możesz mieć silnik, a i tak gra podczas procesu developingu rozrasta się jak komórka rakowa, dochodzą nowe pomysły, nie wszystko jest odpowiednio testowane. A czym więcej mechanik, obiektów, czym większy świat, tym ciężej to sensownie poskładać do kupy. Rockstar? Wiesz jak działała i wyglądała wersja GTA5 na starą generację konsol? Dałeś sobie łatwy, wygodny przykład biorąc tytuł (który na konsolach swoją drogą chodzi przeciętnie) od jednego z najlepszych devów na rynku i porównałeś do abominacji, która nigdy nie powinna była ujrzeć światła dziennego. Średnio przekonujące. Masz oczywiście rację, że trzeba mierzyć siły na zamiary. Dlatego rozbudowanie gier to tylko jeden z elementów.

    Nie, a wydawanie niedorobionych gier jest karalne, jeśli to nabywca świadomie decyduje się na zakup? Bezsensowne porównanie, sam przyznaj. Pokusa powinna być opanowana - myślenie życzeniowe. A jak branża graczy czasem szanuje, to każdy chyba słyszał nie raz.

     


  7. Taa, zwłaszcza ze Spore były swego czasu okrutne jaja, może dlatego nawet nie chciałem się za to zabierać. :E Jeszcze lepsze jaja były jak mi znikały sejwy gier z PSX i 25h progresu baj baj. Ubaw po pachy.


  8. 13 minut temu, BlindObserver napisał:

    Myślę, że idealizuje się też stan starych gier, które też potrafiły wychodzić w stanie żałosnym, a nikt tego nie pamięta lub nie chce pamiętać.

    Jak najbardziej. Kij ma dwa końce, gry wychodziły bardziej dopracowane, ale nie dopracowane na 100%. Jak ktoś nie miał netu lub producent nie wydał łatki, był po prostu w czterech literach.

    • Like 1

  9. Oczywiście, "zmęczenie materiału"odgrywa tutaj dużą rolę. To widziałem, tamto widziałem. Nie sposób tego uniknąć. Tym bardziej docenia się gry, które po tylu latach nadal potrafią dostarczyć coś świeżego. Dodatkowo z czasem gusta też się zmieniają i to co było dla kogoś atrakcyjne w latach 90., niekoniecznie będzie atrakcyjne dziś. To jest temat na tyle złożony, że nie powinno się go sprowadzać do "kiedyś-dziś".

    • Like 2

  10. 3 godziny temu, Ronson napisał:

    Poza tym przegapiłeś fragment, gdzie pisałem, że rozumiem, że obiektywnie na liście jest kilka dobrych gier. Tylko weź sobie dowolne czasopismo growe z lat 90tych, dowolny rocznik, i obejrzyj co tam wychodziło. Lista gier "OK" i "spoko" może jest długa, ale gier naprawdę super, gier dla których warto było mieć tą pasję (gry), dziś wychodzi nie trochę mniej. Nie 2x mniej.

    Ja nie przegapiłem tego fragmentu, tyle że nadal nic z tego nie wynika. Forsujesz tezę, że kiedyś to były czasy, a teraz to nie ma czasów, zapominając że nadal wszystko rozbije się o indywidualne podejście. Tak, nie można wszystkiego tłumaczyć gustem, ale jak chcesz obronić argument "weź dowolne czasopismo growe z lat 90."? Okej, wziąłem i nie zgadzam się z tym argumentem. Okej, za jeden rok się zgadzam, za inny nie. Teraz weź sobie x kolejnych osób i zastanów ile sensu jest w takim generalizowaniu.

    Piszesz, że obiektywnie na wspomnianej liście jest kilka dobrych gier, ale nie gier naprawdę super, gier wartych pasji jak to efektownie ująłeś. Na jakiej podstawie tak uważasz? Wszak ktoś może mieć odmienne zdanie, więc niczym innym nie jest Twoja wypowiedź. Kolejną opinią. A można odnieść wrażenie, że swoje własne spojrzenie starasz się rozszerzać na inne osoby, sugerując że przecież muszą to widzieć i rozumieć. Otóż nie muszą.

    Na te przysłowiowe "stare czasy" często patrzy się przez różowe okulary. Dla wielu był to początek przygody z elektroniczną rozrywką, więc siłą rzeczy na pierwszy plan wychodzą najbardziej pozytywne wspomnienia. W żaden sposób nie kwestionuję jakości wydawanych wtedy gier. Od ponad 25 lat siedzę w tej branży, mogę więc napisać chyba, bez silenia się na niepotrzebną skromność, że coś tam widziałem. Są produkcje, które doskonale się zestarzały, są też takie, do których powrót po latach okazywał się bolesny. Jest cała masa stanów pośrednich.

    Niezaprzeczalnym faktem jest to, że stan techniczny na premierę, stanowi problem większy niż kiedykolwiek. Wynika to z wielu czynników - rozbudowania gier, zmieniającego się procesu developingu, zwykłego lenistwa, ciśnienia ze strony wydawcy, przede wszystkim powszechnego dostępu do internetu. Mając możliwość wydania gry w założonym okienku, po czym rzucenia w pierwszym tygodniu 7 łatek poprawiających to, co powinno być poprawione już na premierę, regularnie się z tego korzysta.

    • Like 2

  11. 2 godziny temu, Art385 napisał:

    Od siebie mogę powiedzieć, że nie warto do gier full kina.

    Nie mając kina domowego, raczej nie warto kupować go tylko pod gry. Ale jak masz już zestaw filmowy, wiele produkcji robi z niego kapitalny użytek. Choćby Alan Wake 2 właśnie - mam konfigurację z Atmosem w postaci głośników sufitowych, fantastyczna sprawa. W grach nadal wymaga dopracowania, ale choćby TG: Maverick mnie zmiótł z planszy. Dosłownie. Z drugiej strony gram też czasem na słuchawkach, bo dobrze ustawione i przemyślane kino domowe, potrafi zatrząść chałupą. :E Ostatecznie tak, nawet para kolumn podstawowych będzie robić robotę lepszą niż choćby dźwięk z TV. Moim zadaniem warto inwestować w dobre nagłośnienie, mam wrażenie, że czasem ten aspekt jest pomijany.


  12. Yep. W zimę zaczynam żreć, spada też częstotliwość treningów. Z reguły 2-3 kg do góry i to staram się powstrzymać. Zwift jest fajny, ale nie zastąpi normalnego jeżdżenia. Oglądam najczęściej coś na drugim monitorze, bo po godzinie robi się ciężko.

     


  13. Jeśli pozostaną wierni oryginałowi, poprawiając to co wymaga poprawy (czyli głównie kwestie techniczne), a resztę obejmując tylko kosmetycznymi zmianami aby dostosować do dzisiejszych standardów (np. interfejs, sterowanie), może coś z tego wyjść. Dwójka miała niezmierne gęsty klimat - ciężki, męczący, psychicznie wycieńczający. To jest najważniejszy element, który należy przenieść w niezmienionej formie.

    • Like 3

  14. Akurat to, że jest przy kości, to niekoniecznie problem w przypadku roweru. ;) Zwłaszcza szosowego, bo na MTB ponoć tłuszcz potrafi zdrowo "zarzucić" na ostrych zakrętach. :E Generalnie nie jest to dla mnie kontrowersyjne. Ich kasa, ich sprawa. Niech się bawią.


  15. No cóż, dla mnie te wstawki z Avengersami i inne są z reguły nieśmieszne, ale co kto lubi. :E Podobnie z malowaniem, całkiem nie moje klimaty. Za to w Project One jest kilka naprawdę fajnych opcji. Jak ktoś ma hajs na taki rower, dołożenie do malowania nie powinno być problemem.


  16. Połatali, jest lepiej niż na premierę, choć nadal brakuje do stanu w jakim ta gra powinna być wydana w pierwszej kolejności. Lock-on to faktycznie dramat, mob stoi przede mną i próbuje mnie trafić, gra namierza jakiegoś typa na trzecim planie. :E


  17. Quaz w zasadzie powiedział dokładnie to co ja na początku - czy warto kupić teraz? Nie. Później jak to połatają? Możliwe. Nie dotyczy ludzi, którzy przymkną oko na wszystko, bo to soulslike. 😊 

    Dotarłem do górnego miasta. Gra na pewno jest masywna, mam już sporo godzin, zwiedziłem kilka kolacji, a nadal tylko jeden oczyszczony "słup" za mną. Co mnie martwi to ciągle spadający poziom trudności. O ile początkowo coś się działo pod tym względem, tak teraz bossów się dosłownie przetapia. Poziom wpada jak wściekły. 

    • Upvote 2

  18. O panie, będziesz się wyróżniać. :E Co do butów, też kupiłem od Speca nowe w tym roku, tyle że "zwykłe" Torch 3.0 Niestety, o ile stare Torch 2.0 były idealne, tak wyższy model mi nie siadł - uciska mnie z jednej strony, z przyczyn bliżej nieznanych.


  19. Kolejna areło maszyna na pokładzie. 😎 Na takim sprzęcie, pamiętaj że zakładasz hełm kosmiczny zamiast kasku. I jeśli będzie kręcone mniej niż 30 km/h średnia (niezależnie od terenu), będę wiedzieć. 😤


  20. 1 godzinę temu, Bono[UG] napisał:

    Skok sztycy to najistotniejszy parametr w tym kontekście. 5cm to jest prawie żadna zmiana, tym bardziej przy jeździe po płaskim, gdzie dropper jest niepotrzebny.

    Co do artykułu, to albo mam braki językowe albo pisany na siłę, przez osobę która nie miała okazji przejechać się gravelem z mykmykiem.

    Na pewno dla jeżdżących po asfaltach, płaskich szutrach opuszczana sztyca sensu nie ma. Dla tych co lubią się zgubić, jeździć na przełaj ale nie chcą mieć ciężkiego fulla, szukają przygody, to jak najbardziej ma sens, tylko nie te marne 5cm.

    No jest to mało, ale w kontekście roweru gravelowego nie tak mało, jak przy choćby XC. Pisałem przecież od początku, że to głównie bajer podbijający cenę, a nie coś bez czego nie można żyć.

    Ja tego tak nie odebrałem. Jak w tytule - opininon. Zgadzać się z tym nie trzeba.

    Jeśli ma sens na trochę trudniejszym terenie, nawet 5 cm będzie rozwiązaniem lepszym niż nic, zwłaszcza że gravelem nikt się raczej nie pcha tam gdzie nie powinien. Na trochę mocniejszym, ubitym zjeździe, można się trochę "docisnąć". Przecież nie neguję tutaj faktu, że 5 cm to mało. Zaznaczyłem, że IMO nie jest to rozwiązanie kompletnie bezsensowne. Tyle.

    7 godzin temu, lukadd napisał:

    Sam jeszcze szukam moich preferencji więc nawet nie wiem czy już na nowy sezon zmienię rower muszę się jeszcze sporo nauczyć bo jak coś konkretniejszego bym kupował to chcę już tym śmigać kilka sezonów na wysokim poziomie zadowolenia :E. Obecnie moje preferencję kształtują się tak 40% asfalt, 40% szutry, no i te 20% możliwość zboczenia z trasy w bardziej niedostępne tereny.

    No to możesz po prostu kupić XC z dropperem, pojedziesz w miarę komfortowo na każdej nawierzchni. Ewentualnie gravel z amortyzacją, bo "niedostępne tereny" bez niej potrafią być bolesne. Od siebie mogę polecić rozwiązanie, które sam zastosowałem - jedziesz gdzieś w góry, gdzie dostępna jest sensowna baza rowerowa i wypożyczasz rower. Z reguły niedaleko masz świetnie przygotowane tereny do "wyhasania się. Możesz rower wypożyczyć choćby w Decathlonie i pojechać las. Nikt Ci nie powie jaka geometria będzie najlepsza, musisz się sam przekonać. Ja tak doszedłem do wniosku, że gravel jest dla mnie miejscami za bardzo "lajtowy" i przymierzam się do zakupu XC na przyszły sezon, chcąc też rozszerzyć swoje amatorskie ścianie o zawody terenowe. Możliwość wypróbowania roweru na trasie bardzo mi pomogła w podjęciu decyzji.


  21. 3 godziny temu, Bono[UG] napisał:

    Ale co ona da na płaskich drogach?

    Miałem na myśli to, że zakres - w przypadku takiego roweru - nie jest aż tak ważny, jako że nie jeździ się w hardcorowym terenie. A raczej się nie jeździ. Geometria ramy raczej i zastosowanie, raczej nie uzasadniają użycia dłuższego droppera. Zaczynając od sensu używania go w pierwszej kolejności.

    https://off.road.cc/content/feature/opinion-you-dont-need-a-long-dropper-post-on-your-gravel-bike-5639


  22. No dobra, ale to jest tylko opinia gościa z YT. Nie podważam w żadnym wypadku jego kompetencji, lecz równocześnie wysnuwanie tak daleko idących wniosków jest IMO mocno dyskusyjne. Poświęcając 5 sekund na YT, można znaleźć filmiki chwalące Pinarello czy Speca i ich wartość jest podobna. Poziom powtarzalności? Nikt tego w sensowny sposób nie trackuje. Wykończenie i dbałość o szczegóły to dość wygodne w użyciu ogólniki, ale znów - przy tej ilości marek i modeli na rynku, ciężko o sensowne dane ile w tym prawdy. Zwłaszcza że Look, no cóż, nie jest dziś marką szczególnie popularną.

    Przed zakupem roweru spędziłem dziesiątki godzin w necie, czytając właśnie o jakości wykonania, awaryjności ram i najczęstszych problemach. Każdy producent ma coś z uszami.


  23. 41 minut temu, Przemcio666 napisał:

    Samo strzelanie zrobione jest na modłę horrorową, czyli ma być trochę clunky - i jest, coś podobnego do REmake 2.

    Segment Alana tak naprawdę niewiele wnosi do fabuły, głównie Lynchowski random shit (czasem naprawdę pomysłowy, że aż się morda cieszyła xD) i jakieś fabularne poszlaki, gdyby nie było jego historii, to ogół niewiele by ucierpiał - a mimo tego podobał mi się bardziej ze względu na lokację, świetną mechanikę z przepisywaniem historii zmieniając rzeczywistość i generalnie bardziej zwarte doświadczenie

    Co do samej fabuły, to dobrze napisany thriller psychologiczny, w dodatku sensownie przenika się z innymi uniwersami Remedy, sporo momentów "wtf" (szczególnie u Alana), sporo niedopowiedzeń, sporo interpretacji i spekulacji - jeśli ktoś liczy na prostą fabułę z wyjaśnieniem na koniec o co chodziło, no to niech przestanie liczyć. W jednym momencie jest taki okrutny wokeism, który dosłownie brzmi tak: "another white man tries to control my life", aż się na wymioty zbiera, na szczęście to chyba tylko jeden taki moment XD

    A, zapomniałem dodać - gra ma trochę błędów, gdzieś pod koniec gry zaczęła zacinać mi się przy fast travelach (postać przestawała reagować na inputy i trzeba było restartować grę), niezbyt dobrze działały UI'owe call to action w Mind Palace u Sagi

    Jest, i bardzo dobrze, że tego nie zmieniono. Dzięki czemu czuć że to jest chłop (i babka) z krwi i kości. Części ludzi się to nie podoba, bo postać jest zbyt "ociężała). Dla mnie to właśnie zaleta.

    Yep, ale ten random shit IMO bardzo dobrze się sprawdza w tym settingu i założeniu, że walczymy również sami ze sobą, we własnej głowie. Dlatego uważam, że to jednak integralna część ogółu. Świat realny i rzeczywistość pisarza dobrze się uzupełniają.

    Czyli tak jak w jedynce, która też nie dawała konkretnych odpowiedzi, tworząc otoczkę tajemnicy i szaleństwa, a zakończenie było mało subtelnym cliffhangerem. Aczkolwiek zgadzam się, że tutaj historia jest lepiej zbalansowana z walką, której w jedynce było zwyczajnie za dużo. Mi również podoba się pomysł połączenia uniwersów, zwłaszcza że Control to w moich oczach mocno niedoceniony tytuł.

    Potwierdza się to, co pisałem wcześniej o wersji Xboksowej - czym dłużej gra działa na jednym uruchomieniu, tym więcej błędów. Ostatnio w metrze znów nie mogłem wyjść z Break Roomu, bo przesunął się regał po załadowaniu gry. :E Z audycjami radiowymi i tv mam to samo - za każdym razem pokazuje mi, że tego nie oglądałem.

    • Upvote 1
×
×
  • Dodaj nową pozycję...